Przejdź do paska narzędzi

10.04.2010 DEKADĘ PÓŹNIEJ – Marek Pyza. 24 lutego – Gowin apeluje o powściągliwość, Stasiak o „Katyniu bez kontekstu wyborczego”

https://wpolityce.pl/smolensk/488441-1004-dekade-pozniej-2402katyn-bez-kontekstu-wyborczego

”Nawet leniwy skorzystałby z tych animozji”

24 lutego 2010 r. w krakowskim „Dzienniku Polskim” ukazują się komentarze ekspertów do weekendowego zamieszania wywołanego przez rosyjskiego ambasadora.

CZYTAJ WIĘCEJ: 10/04 DEKADĘ PÓŹNIEJ. 22 lutego – Lech Kaczyński chce pojednania z Rosjanami, haniebne artykuły w polskich mediach

Nawet leniwy skorzystałby z okazji, a co dopiero Moskwa; trudno ją winić, że wygrywa dla siebie animozje wśród ludzi rządzących Polską

— przyznaje prof. Włodzimierz Marciniak, radca ambasady RP w Moskwie w latach 1992-1997, wykładowca w Wyższej Szkole Biznesu-National Louis University w Nowym Sączu, kierownik Zakładu Porównawczych Badań Postsowieckich w PAN (dziś jest ambasadorem RP w Rosji).

To króciutka, ale jakże trafna analiza, której sedno zrozumiemy dopiero po latach.

Prof. Lucjan Suchanek z Instytutu Rosji i Europy Wschodniej UJ, kierownik Komisji Kultury Słowian PAU dodaje:

Gdy idzie o sprawę tak bardzo ważną, jak upamiętnienie ofiar zbrodni katyńskiej, władze Polski tym bardziej powinny przykładnie współdziałać, a nie spierać się. Niestety, jest inaczej. (…) Oczywiście, że Rosja stara się dla siebie wygrać jak najwięcej na kłótniach pomiędzy obozami władzy w Polsce i cieszy się z ich zachowania.

W kilkunastu poprzednich odcinkach tego cyklu, dość szczegółowo opisałem, skąd wzięły się „kłótnie”, kto nie zauważał korespondencji z kancelarii prezydenta, kto ukrywał przed prezydentem ustalenia z Rosjanami.

Gowin apeluje o powściągliwość

W radiu RMF FM gości tego dnia Jarosław Gowin, wówczas jeszcze szeregowy poseł PO. Konrad Piasecki pyta go o zachowanie szefa MSZ:

KP: Nie uważa pan, że zniechęcanie prezydenta do podróży do Katynia nie wystawia Radosławowi Sikorskiemu najlepszego świadectwa?

JG: W sprawie Katynia powinniśmy mówić jednym głosem i nie dać się rozgrywać Rosjanom. To jest dla mnie oczywiste.

KP: A Radosław Sikorski chyba się daje.

JG: Nie wiem, czy się daje. Natomiast ja uważam, że tutaj zarówno ośrodek prezydencki, jak i my, politycy Platformy, powinniśmy się wykazać maksymalną powściągliwością.

KP: Czyli Sikorski niepotrzebnie mówił o tym, że prezydent zamiast do Katynia powinien jechać do Moskwy?

JG: Nie ma sensu komentować planów pana prezydenta Kaczyńskiego. Jeżeli zdecydował, że jedzie do Katynia, to należy to przyjąć za fakt.

Pięknie to wszystko brzmi. Szkoda, że nijak się ma do faktów. Bo przecież dzięki postawie rządu, którego zaplecza parlamentarnego był wówczas Gowin częścią, Rosjanie mogli rozgrywać polskie władze.

„Polityka” docenia Putina

W „Polityce” felieton Marka Ostrowskiego zatytułowany „Katyń i dyplomacja”. Dość wyważony, jak na tę redakcję, choć niezwykle naiwny – zwłaszcza w przypadku specjalisty od tematyki międzynarodowej – w interpretacji zamierzeń Putina. Przytaczam w całości:

Rocznica zbrodni katyńskiej wiąże się z dwiema sprawami: najpierw oddaniem pomordowanym hołdu i serdecznym wspomnieniem tej wielkiej polskiej rany. To najważniejsze. Druga sprawa, o którą też zabiegaliśmy od dawna, to polsko-rosyjskie pojednanie; chcieliśmy, by przywódca nowej Rosji też to miejsce odwiedził i powiedział to, co wypada powiedzieć Rosjanom. Już wcześniej Cerkiew prawosławna – w doniosłych i wzruszających słowach – przygotowała grunt do takiego aktu w stosunkach polsko-rosyjskich. I – jak się wydaje – zmierzamy w tym kierunku. Władimir Putin, który teraz jest w Rosji premierem, zaprosił polskiego premiera do wspólnej ceremonii w Katyniu, gdzie doszło już do pojednania ofiar – tysiące pomordowanych Polaków i jeszcze większa liczba Rosjan leży tam w tej samej, obficie skrwawionej ziemi. W Rosji potępienie stalinizmu czy nawet akty ekspiacji z powodu własnych rosyjskich ofiar nieludzkiego reżimu – zwłaszcza w roku, w którym Moskwa szykuje największe obchody zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami – nie są łatwe. Bo są tam także siły wcale niezainteresowane jakąkolwiek ekspiacją, traktujące ją jako przejaw słabości państwa. Tym bardziej doceńmy inicjatywę Putina.

Teraz wróćmy na polskie podwórko polityczne. Powstał problem protokolarny, gdyż trudno, by polski prezydent w takim dniu nie przyłączył się do ceremonii: ma prawo, a nawet obowiązek pochylić się nad trumnami. Problem protokolarny nie może jednak zakłócić powagi chwili, potrzebny jest takt i wrażliwość, by go rozwiązać: służy temu dyskretna dyplomacja, a nie publiczne przepychanki i dowodzenie biurokratyczno-urzędniczych racji albo spory, kto gdzie siądzie. Boję się, że po obu stronach nie brak polityków, którzy z satysfakcją pragną zostać urażeni, by udowodnić, że lepiej dbają o patriotyczne interesy: polskie albo rosyjskie. Póki jeszcze kilka tygodni do obchodów, porozmawiajmy w polskim gronie otwartym tekstem: o co nam chodzi? Czy o satysfakcje wewnętrzne, dogadzanie własnym elektoratom, zagrywki w kampanii wyborczej? Czy o doniosły, historyczny akt międzynarodowy? Polsko-rosyjskie pojednanie w Katyniu to roślinka krucha. Trzeba ją traktować bardzo delikatnie.

„Katyń poza kontekstem wyborczym”

W rozmowie z szefem kancelarii prezydenta w „Dzienniku” pojawia się temat uroczystości katyńskich. Władysław Stasiak nie daje się namówić na rozmowę o rocznicy zbrodni NKWD w kategoriach kampanijnych:

Grzegorz Osiecki: Na razie źle służy nam nerwowość wokół sprawy katyńskiej. Znów mieliśmy zgrzyty między Kancelarią Prezydenta a MSZ.

WS: Nie. Stan faktyczny jest jednoznaczny: zostało wysłane pismo do MSZ z prośbą o pomoc w pilotowaniu sprawy i grzecznościowe pismo do ambasadora Rosji. Nie ma kontekstu wyborczego dla Katynia. Żaden człowiek o zdrowych zmysłach i minimum przyzwoitości nie może traktować tego w takich kategoriach.

GO: Pan mówi o zamiarach. Fakty potwierdzają, że kampania odcisnęła swoje piętno w tym sporze.

WS: Nie, nikt nie zmusi mnie do patrzenia na to w ten sposób i przestrzegam przed takim spojrzeniem. Nie można zapominać o rzeczach podstawowych, że polska administracja jest jedna, i w takich chwilach musimy to pokazać. Okazało się, że kiedy mogłem porozmawiać z człowiekiem odpowiedzialnym z MSZ, to jesteśmy w stanie się porozumieć. Musimy wspólnie zagrać tak, by Polacy byli dumni z tych obchodów.

Taka chęć – od grudnia 2009 r., potwierdzają to dokumenty – cały czas była po stronie kancelarii prezydenta. Niestety rząd nie chciał tak grać.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz: