10.04.2010 DEKADĘ PÓŹNIEJ – Marek Pyza. 13 lutego – Rotfeld marzy o resecie, „Polityka” wbija szpile Kaczyńskiemu

https://wpolityce.pl/smolensk/486874-1004-dekade-pozniej-13-lutego-rotfeld-marzy-o-resecie

13 lutego 2010 r. był sobotą. Urzędnicy nie pracowali. W bogatej dokumentacji KPRM, MSZ i innych instytucji nie znajdujemy zatem żadnego opatrzonego tą datą dokumentu dotyczącego organizacji rocznicowych wizyt w Katyniu.

Ale pracowały media. Dziś zaglądamy więc tylko do nich. W tym kalendarium odgrywają one bowiem olbrzymią rolę – kreatorów społecznych nastrojów, wzmacniaczy politycznych narracji.

Rotfelda sny o resecie

Zwłaszcza tytuły, które szczególną wagę przykładają do wschodniego kierunku polskiej polityki zagranicznej. Dlatego zaczynamy od „Gazety Wyborczej”, która szczególnie mocno zaangażowała się w utrwalenie rządowego planu „resetu” w stosunkach z Rosją. Redakcja z Czerskiej publikuje tego dnia wywiad z Adamem Danielem Rotfeldem, wtedy współprzewodniczącym Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych pod jakże znamiennym tytułem: „W Rosji coś się zmienia. Putin jedzie do Katynia nie tylko dla Polaków”. To kolejna publikacja, która każe Polakom zachwycać się samym faktem obecności rosyjskiego premiera na Polskim Cmentarzu Wojennym w oddalonym o kilkanaście kilometrów od Smoleńska lesie. Mamy uznawać ten gest za wielki dar Federacji Rosyjskiej dla narodu polskiego.

Były minister spraw zagranicznych zapytany, czy ten fakt jest „jaskółką czyniącą wiosnę”, odpowiada:

Nie tyle czyniącą, co zapowiadającą, że wiosna może kiedyś nadejdzie. Przydatne może się też okazać doświadczenie naszej Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych. Zajmując się dzielącymi nasze kraje i narody problemami dotyczącymi najtrudniejszych okresów naszej wspólnej historii, nie próbowaliśmy sobie nawzajem niczego narzucać, tylko po prostu razem pracowaliśmy.

Dopytywany, czy „obecność Putina w Katyniu, którą nazywamy jaskółką przynoszącą nadzieję, nie okaże się tylko pustym gestem”, zaznacza:

Może tak się stanie. Ale premier Rosji jedzie tam nie tylko dla nas. Rosjanie, z którymi rozmawiałem tu, w Moskwie, na konferencjach międzynarodowych, mówią, że w ich kraju coś się zmienia, że część społeczeństwa, przede wszystkim młoda generacja, oczekuje od władzy takich właśnie kroków.

Teraz do głosu dochodzą tu ludzie z pokolenia, dla którego Katyń to część trudnej historii ich kraju, ale historii, za którą nie odpowiadają ani oni, ani ich rodzice czy dziadkowie. Im łatwiej niż poprzednikom spojrzeć na nią sprawiedliwie.

Ile zostało z tych słów? Jak bardzo zmieniła się Rosja? Czy tego typu opinie przetrwały próbę czasu? Wcale. Ani w perspektywie dwóch miesięcy – gdy zaraz po katastrofie Rosjanie robili wszystko, by zaciemnić jej obraz i manipulować dowodami – ani w perspektywie dekady, w której odstające od zachodniej cywilizacji mocarstwo nie raz pokazało swe krwawe oblicze.

Pocieszeniem – choć marnym – dla Rotfelda może być wyłącznie to, że nie tylko polskie elity dały się nabrać na miraż możliwej odwilży w relacjach z rosyjskim neoimperializmem. Rok wcześniej, w marcu 2009 r. ówczesna sekretarz stanu Hillary Clinton podarowała Siergiejowi Ławrowowi owinięty wstążką przycisk z napisem „reset”, z którym wspólnie pozowali na konferencji w Genewie.

Od tamtego czasu do lutego 2010 r. na arenie międzynarodowej nie zmieniło się zbyt wiele. Wciąż świeżo mieliśmy w pamięci wojnę w Gruzji, wciąż w Rosji ginęli ludzie niewygodni dla Kremla. W 2009 r. zostali zamordowani m.in. dziennikarka Anastazja Barbułowa i prawnik Stanisław Markiełow, współpracownicy m.in. Anny Politkowskiej, której śmierć kilka lat wcześniej była prezentem urodzinowym dla Putina. W tym samym roku w więziennej celi zabito prawnika Siergieja Magnickiego, najpewniej za ujawnienie malwersacji urzędników MSW na kilkaset milionów dolarów. Zaś w podporządkowanej Moskwie Czeczenii zastrzelono Natalię Estemirową, działaczkę na rzecz praw człowieka współpracującą z organizacją Memoriał.

Katyń? To zrobili naziści

Wciąż też manipulowano historią, co w niezmienionym kształcie tak wyraźnie obserwujemy do dziś. I nie tylko rosyjscy komuniści mają w tym swój udział. Choć akurat to ich aktywność 13 lutego 2010 r. odnotowały agencje. Oto bowiem Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (KPRF) mająca swoją reprezentację w Dumie Państwowej (niemałą, bo po zdobyciu w 2007 r. 11,5 proc. głosów, objęła 57 mandatów w rosyjskim parlamencie), zażądała powołania komisji parlamentarnej do zbadania okoliczności śmierci polskich oficerów wziętych do niewoli w 1939 roku przez Armię Czerwoną.

Wcale nie po to, by poznać szczegóły bestialstwa NKWD i odkryć ukrywane od siedmiu dekad okoliczności zbrodni. KPRF twierdziła mianowicie, że do polskich żołnierzy w lesie katyńskim strzelali Niemcy. Przekonywali, że powołana przez ich partię społeczna komisja historyków znalazła na to dowody…

KPRF apelowała też w dumie o powstrzymanie Putina „przed powtórzeniem pochopnych i najprawdopodobniej błędnych wniosków w sprawie śmierci polskich oficerów” – to w kontekście zaproszenia Donalda Tuska przez rosyjskiego premiera do Katynia

Od marca 2010 roku w Polsce zostanie przeprowadzona cała seria uroczystości, związanych ze śmiercią polskich oficerów, która znów będzie nosiła antyrosyjski charakter. Planowane są one też u nas, pod Smoleńskiem, gdzie unicestwiono Polaków

Dlaczego nie podobało się to rosyjskim komunistom?

Bo „w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu znajduje się ponad 70 pozwów przeciwko Rosji od rodzin pomordowanych z żądaniem zadośćuczynienia”.

Po ich rozpatrzeniu Polska zamierza wystąpić wobec nas z pozwem o 100 mld dolarów za rozstrzelanie oficerów. Płacić będzie Rosja, nasze dzieci, a nie ZSRR. Można z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że roszczenie zostanie uznane za zasadne. Na majątek i rachunki bankowe Rosji za granicą nałożony zostanie areszt w celu realnego zaspokojenia żądań Polaków.

Ciężko to nawet komentować, ale pamiętać trzeba. Takie tło „resetu” rysowała druga siła w rosyjskim parlamencie.

„Polityka” sugeruje, że prezydent chce złamać protokół

Wróćmy do Polski. Z datą 13 lutego 2010 r. ukazuje się kolejny numer tygodnika „Polityka”, zawierający krótki tekst „Polacy i Rosjanie w Katyniu”. Czytamy w nim, że zbliżające się uroczystości będą początkiem prawie półrocznych obchodów 70. rocznicy „katyńskiej tragedii” i właśnie one, ze względu na obecność Władimira Putina, będą miały najwyższą rangę. Ich ostateczny termin nie jest jeszcze znany. Ale „Polityka” wie, że „w układaniu programu spotkań raczej nie będzie brany pod uwagę prezydent Lech Kaczyński, który do Katynia poleci jako osoba prywatna”.

Jeśli chodzi o pierwszą część tego zdania, to akurat prawda – jak dobitnie wynika z naszego kalendarium (warto zapoznać się z poprzednimi częściami), prezydent jest pomijany przy układaniu programu. Ale skąd lewicowy tygodnik wie, że Lech Kaczyński poleci do Katynia jako osoba prywatna? Nie dalej niż dwa dni wcześniej Radosław Sikorski w „Polsce the Times” zapewniał przecież:

Skoro prezydent postanowił, że będzie w Katyniu, to proponuję zamknąć dyskusję. A my naturalnie zapewnimy odpowiednią formułę uczestnictwa pana prezydenta.

A przecież rząd nie organizuje prywatnych wizyt głowy państwa.

W „Polityce” znajdujemy jeszcze takie zdanie:

  • Ale ponieważ prezydent przybędzie bez zaproszenia, co w dyplomacji jest bardzo źle odbierane, nie może być pewny nawet tego, czy przywita się z nim Władimir Putin – mówi doświadczony dyplomata, znawca protokołu dyplomatycznego.

Skoro taki znawca, to czemu nie chciał podać swego nazwiska? A może żadnego „znawcy protokołu” „Polityka” o wypowiedź nie prosiła? Może to tylko rytualna szpila wbita Lechowi Kaczyńskiemu, którego – tak ma wynikać z tego krótkiego tekstu – polityczne ambicje i małostkowość popychają do naruszania dyplomatycznych obyczajów?

Notka (ledwie cztery akapity) kończy się jeszcze jedną opinią:

Zdaniem Borysa Frumkina z Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych uroczystości powinny ostudzić emocje towarzyszące Katyniowi. – Oceną Katynia powinni zająć się już tylko historycy i autorytety moralne, w tym cieszące się dużym poważaniem w Polsce i Rosji Kościół katolicki i rosyjska Cerkiew prawosławna – komentuje Frumkin.

Charakterystyczny dobór ekspertów i puenty. Wyjątkowo sprzyjający Moskwie. Zostawić historię historykom – podobnie jak np. stan wojenny i inne zbrodnie komunistów. Tylko czekać na ten nieuchronnie nadchodzący moment, gdy „Polityka” i jej podobne ogłoszą, że również katastrofą smoleńską powinni zajmować się wyłącznie historycy.

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi