Smutny bosman – opowieść żeglarska

Słońce powoli zmierzało ku horyzontowi, stojące upalne powietrze ustępowało wieczornej bryzie, znowu było słychać nerwowy krzyk mew i uspokajający chlupot drobnych fal rozbijających się o keję i burty cumujących łodzi.

Wolnym, charakterystycznym  krokiem, jakby szedł po rozkołysanym pokładzie, zbliżał się do swojego jachtu.  W zasadzie to nie była jego łódź, był na niej tylko bosmanem, ale jak każdy marynarz z krwi i kości traktował ją jak swoją kobietę – musiała być zadbana, piękna, posłuszna i gotowa na wszelkie wyzwania. Mimo swojej szorstkiej powierzchowności wiedział, że trzy rzeczy na pewno można nazwać pięknymi – konia w galopie, namiętną kobietę w tańcu i fregatę pod pełnymi żaglami.

Łódź była keczem, ale prezentowała się równie pięknie, nawet przy tylko rozwiniętych żaglach podstawowych – grocie, foku, sztakslach (kliwerze i lataczu), grottopslu i bezanie. Przy słabszych pełnych  wiatrach stawiany był dodatkowo spinaker i balonfok a przy słabszych półpełnych zamieniany był latacz na duży latacz i ewentualnie dodawany motyl. Wówczas jacht wyglądał jak przysłowiowe milion dolarów.
Wszystkie te dodatkowe żagle razem ze sztormowymi – trajslem i sztormfokiem – czekały w forpiku by odegrać w odpowiednim momencie swoją „rolę”.

Wychodząc przed południem do miasta i bosmanatu zarządził by ci co zostali na pokładzie zrobili klar, sprawdzili takielunek stały i ruchomy, i wyposażenie. Jutro miał się rozpocząć długi, wymagający rejs.

Jak będzie coś nie tak, to ja wam pokażę, majtki – zapowiedział,

a był mężczyzną potężnie zbudowanym. Na kontrolę przeznaczył  czas do zachodu słońca, później miał w planie udać się do pobliskiej tawerny celem zaspokojenia swoich różnych życiowych potrzeb.

Przyjrzał się jachtowi z nabrzeża. Był zacumowany bokiem dwiema cumami i dwoma springami – rufowym i dziobowym. Burty zabezpieczone obijaczami, które lekko popiskiwały w rytm kołysania się łodzi, liny jak trzeba przechodziły przez kluzy i o nic nie ocierały. Część cum była założona nabiegowo. Relingi błyszczały pomarańczowo w zachodzącym słońcu.

Ok, zobaczymy co dalej.

Dwudziestometrowy mahoniowy pokład lśnił czystością, szyby w bulajach i lukach również. Do kabestanów, krążków, bloczków, fusbloków, knag, knag samozaciskowych, szekli, kausz też nie można było się przyczepić. Fały, szoty porządnie zbuchtowane wisiały na kołkach. Linki halsowe w porządku. Nawet handszpak był na swoim miejscu.

Ok, zobaczymy co dalej – zamruczał pod nosem.


Z brudnym pokładem i niesprawnym kingstonem można płynąć, z uszkodzonym olinowaniem, sterem i przeciekającym kadłubem nie da się. Sprawdził stan want, stenwant, sztagów, stensztagów, baksztagów, watersztagów, waterbaksztagów i topenanty. Miały odpowiednie luzy i napięcia. Ściągacze poprawnie przymocowane do uszu podwięzi burtowych. Poruszył kilka fałów – nie zacinały się, pełzacze grota przesuwały się gładko, szyber topselfału i blok kliwerfału też działały bez zarzutu. Nawet delfiniak pod bukszprytem był wypolerowany.

Ok, zobaczymy co dalej – zły zamruczał pod nosem.


Ster, silnik, urządzenia radiowe i nawigacyjne sprawdzone były wcześniej – nie było zastrzeżeń. Wnerwiony zszedł pod pokład. Pociągnął nosem – zero wilgoci, zapachu zenzy, smrodu z kibla czy zapachu z kambuza. Popatrzył zrezygnowany wokół – koje posłane, w bakistach porządek, tanki z czystą wodą, akumulatory naładowane, ropa zatankowana, wyposażenie bosmańskie i ratunkowe kompletne.

Do stu tysięcy beczek zjełczałego tranu, tak nie może być – zaklął szpetnie.

Wtem błysnęła mu ostatnia iskierka nadziei. Spiesznie poszedł w kierunku luku kotwicznego. Zajrzał i się ostatecznie załamał. Było czysto, łańcuch i kotwica bez rdzy, kluza kotwiczna pomalowana, dryfkotwa sprawna.


Smutny bosman wrócił późno  z tawerny. Jego stan był na tyle poważny, że nie poznał swojego kapitana, który stanął mu na drodze i wygarnął do niego:


Dryfuj taborecie bokiem, póki masz przychylny wiatr, bo jak wyjdę ze sztilu, to ci tak dziób wytrałuję, że na własny farwater bez astronawigacji nie trafisz.

Może Ci się również spodoba

11 komentarzy

  1. Trzmielka pisze:

    @piko

    No to teraz bosman ma przechlapane przez całą trasę tego pięknie wyrychtowanego statku. Dobrze mu tak!

    Faktycznie wiesz co znaczą wszystkie te piękne i tajemnicze żeglarskie nazwy? I czy nie pisze się przypadkiem „zęza” a nie „zenza’? 🙂

  2. piko pisze:

    Witaj
    Tekst powstał z inspiracji blogera siukuma z S24.
    Przypomniał tekst Tuwima o hydrauliku. Jak wiemy istotą było słownictwo (przysłowiowa holajza).
    Zaproponowałem, że w żeglarstwie też jest specyficzny język i warto by coś napisać z jego użyciem. Jak zaproponowałem to i zrobiłem.

    Wiem co każde słowo znaczy, jak potrzeba to służę wyjaśnieniem.

    Co do zęzy (zenzy) podobno poprawne są obie wersje ale się nie upieram.

    To co użyłem to jest czubek „góry lodowej”. Slang marynarski jest bardzo obszerny i ma pochodzenie angielsko/holendersko/niemiecko/jakieś jeszcze. Może portugalskie?

    Tu jest miejsce dla jakiegoś językoznawcy.

    ps.
    A bosman jak nie może kogoś obsobaczyć to jest nie w sosie. 🙂

  3. Trzmielka pisze:

    @piko

    Opowiadanie jest genialne! Świetna fabuła, słownictwo, kapitalna puenta (równie poprawne: pointa 😉 ). Bosman wreszcie znalazł kogoś do obrugania…

    Już sobie wyobraziłam małą książeczkę z cyklem podobnych opowiastek – kupiłabym ją na pewno. Nie ma na rynku rozrywki na tym poziomie…

    Koniecznie zachowaj to opowiadanie, niech nie przysypie go zgiełk internetu. Może dopiszesz jeszcze następne?

  4. E.B pisze:

    @Piko

    Zabawny tekst, w sam raz na letnią porę. Ale bosman nie jest wyjątkiem. Takich malkontentów jest więcej : ).

    @Trzmielka – pozdrawiam :).

  5. Trzmielka pisze:

    @E.B

    Również serdecznie pozdrawiam! 🙂

    Pewnie wakacje osłabiają aktywność na PT. Dzięki, że systematycznie piszesz. A co dzieje się z naszym Kapitanem? Może to jego tak obsztorcował Bosman?

  6. piko pisze:

    @trzmielka @E,B

    Nie wiem czy pamiętacie opowiadanko „Istota bytu” http://naszsalon24.org/2017/03/13/istota-bytu/
    Trochę inne ale też dobre na skwarne lato.

    Mam z 10 takich tekstów i z kilka wspominkowych z wakacji i nie tylko.

  7. Trzmielka pisze:

    @piko

    Rzeczywiście, zapomniałam o tym opowiadanku. Może zastąpić uczone traktaty o męskiej i damskiej psychologii… 😉

    Ciekawe, czy znalazłby się wydawca książeczki z takimi „kawałkami”?

  8. piko pisze:

    Też nie wiem, ale spróbuję się dowiedzieć.

    Opowiadanko powstało w wyniku obserwacji różnych ciekawych realnych zdarzeń 🙂

  9. Trzmielka pisze:

    @piko

    Ale teoria nie zawsze się sprawdza. Lubię patrzeć na spektakl grozy i piękna, jakim jest burza, ale wcześniej zabieram pranie i kwiatki narażone na zrzucenie 😉

  10. E.B pisze:

    @Piko

    Czas jest wakacyjny, do politycznej jesieni jeszcze trochę, może więc mógłbyś pozamieszczać tu swoje opowiadanka?
    Odpoczniemy psychicznie od wojny na górze i na dole. Jest przecież też normalne życie, chociaż jakby o tym zapomniałam.

Dodaj komentarz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przejdź do paska narzędzi