Panny Wyklęte

Obchodząc 1 marca  Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych należy również przywrócić pamięć o polskich kobietach walczących przeciw nowemu komunistycznemu zniewoleniu naszego kraju. Najczęściej były sanitariuszkami, łączniczkami, przynosiły tajną pocztę, nielegalne ulotki, broń, dbały o higienę.  Czasem brały też udział w akcjach zbrojnych.  Były traktowane normalnie, jak towarzyszki broni i przyjaciółki. Czasami zawiązywały się pary, dochodziło do ślubów partyzanckich. Ich obecność w oddziałach podnosiła morale ich kolegów. Podczas jednej z akcji został ranny  dowódca „Inki” ppor. Zdzisław Badocha ”Żelazny”. Partyzanci z chęci odwetu  gotowi byli rozstrzelać wszystkich wziętych do niewoli komunistycznych jeńców.  Ale to właśnie  obecność Siedzikówny sprawiła, że nie rozstrzelali wszystkich. A na odchodnym ”Inka” rannym wrogom zostawiła jeszcze opatrunki.

Motywacje kobiet pozostających w podziemiu antykomunistycznym były przede wszystkim patriotyczne. Część z nich pozostała w swoich oddziałach, do których wstąpiła w czasie wojny, bo widziały, że akowcy, którzy zdecydowali się ujawnić byli aresztowani, sądzeni, zabijani, więzieni, zsyłani do łagrów. W nowej Polsce nie rozpoznawały też tej Polski, o którą walczyły przez ostatnie lata. Dla nich walka się nie skończyła.

Kiedy trafiały w ręce śledczych były traktowane gorzej niż mężczyźni, niejednokrotnie skazywane na śmierć. Oprawcy komunistyczni nie mieli litości nawet dla kobiet w ciąży. Ale do ostatnich chwil życia odznaczały się wielka odwagą i heroizmem. O losach szesnastu z nich opowiada książka Szymona Nowaka  „Dziewczyny wyklęte”.

Jedną z nich była Stefania Krupa ps. „Perełka” z oddziału „Wołyniaka” . Ranną w nogę podczas walk w okolicach Jarosławia przetransportowano wraz z innym ciężko rannym partyzantem Aleksandrem Pityńskim „Kulą” do chaty miejscowych gospodarzy, życzliwie nastawionych do leśnych, za obronę przed bandami UPA. Gdy podleczyli rany, wrócili do oddziału, ale już jako…narzeczeni. 20 stycznia 1946 roku w obecności uzbrojonych partyzantów  zawarli w pobliskim kościele związek małżeński. Z podziemia wyszli w 1947 roku, kiedy Stefania była w ciąży. Po narodzinach syna Aleksander postanowił  ujawnić się,  ale nie był to koniec ich kłopotów. Dom Stefanii i Aleksandra regularnie przetrząsała milicja, a komunistyczni funkcjonariusze w kółko urządzali naloty i prowokacje. Wielokrotnie też bili Pityńskiego. Gdy któregoś razu szczególnie znęcali się nad „Kulą”, „Perełka” chciała go osłonić, jednak otrzymała potężny cios kolbą z karabinu, który zwalił ją z nóg. Skutego Aleksandra katowało sześciu ubeków, a potem sponiewieranego wywiozło w nieznanym kierunku. Wszystko na oczach żony i małego synka. W końcu go wypuszczono, jednak już do upadku komuny pozostawał w kręgu zainteresowania bezpieki. Także na syna „bandytów” spadły represje. Był nawet sądzony za obronę bitego przez prowokatorów ojca. Andrzej Pityński (syn „Perełki”) musiał wyjechać za ocean, aby uciec od ciągłych bezpieczniackich prowokacji. W komunistycznej Polsce był tylko „dzieckiem bandyty”, a w USA został znanym rzeźbiarzem monumentalistą. To on właśnie jest autorem słynnego Pomnika Katyńskiego w  Jersey City, o pozostawienie którego na swoim miejscu tak bardzo walczyła Polonia amerykańska. Jest też m.in. autorem rzeźby „Partyzanci” w Bostonie i Pomnika Ofiar Rzezi Wołyńskiej. W 2017 roku prezydent Andrzej Duda odznaczył go Orderem Orła Białego.

Losy „dziewczyn wyklętych” łączą się nieodzownie z historiami „żołnierzy wyklętych”. Kobiety, które kochały „wyklętych” wiodły tragiczny żywot. Każdego dnia narażone były na represje ze strony państwa komunistycznego, ścigane  przez Urząd Bezpieczeństwa. Normą były nocne naloty, prowokacje i przeszukiwania domu. Życie ich było naznaczone cierpieniem, bólem i śmiercią.

Pierwszą kobietą skazaną na śmierć i straconą z wyroku komunistycznego sądu wojskowego, jeszcze przed zakończeniem II wojny światowej, była Zofia Pelczarska „Ciotka”, nauczycielka, żołnierz AK okręgu lubelskiego. Jej winą było to, że nie zaprzestała współpracy z Armią Krajową mimo dekretu PKWN o zakazie jej działalności, wyszukała lokal dla komendanta okręgu i była jego sekretarką. A także jej oświadczenie, że uznaje jedynie legalne władze Rzeczypospolitej, a nie komunistyczny PKWN. Została rozstrzelana 18 grudnia 1944 r. na Zamku Lubelskim. Nie walczyła z bronią w ręku a została rozstrzelana. Podobnie jak  Helena Wardal ps. „Ramzesowa”. Ona  była tylko kurierką. UB złapało ją w mieszkaniu jej znajomego, którego obserwowali. Znaleziono przy niej zamkniętą kopertę, w której był rozkaz wyroku śmierci na konfidencie. Nie miała pojęcia, co jest w środku. Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Komunistów nie obchodziło, że ma dwójkę małych dzieci, a jej mąż został rozstrzelany w czasie okupacji przez Niemców.

Skazywano również dziewczyny walczące z bronią w ręku. Helena Motylkówna ps. „Dziuńka” nie brała udziału w partyzantce antyniemieckiej. Do samodzielnego oddziału Franciszka Olszówki ps. „Otto” dołączyła właśnie jako do podziemia antykomunistycznego. Wzięła udział w akcji na pociąg, w której zastrzelono 9 czerwonoarmistów i zginął jeden żołnierz polski. Skazano ją za to na śmierć. Jeden z więźniów, który widział przez okno jak prowadzono ją na egzekucję,  twierdził później, że była wtedy w ciąży.

Janina Żubryd z d. Praczyńska była żoną majora Antoniego Żubryda. Oboje działali w AK, a następnie w podziemiu antykomunistycznym. Małżeństwo było rodzicami Janusza, najmłodszego więźnia politycznego w Polsce (gdy chłopiec został osadzony w więzieniu miał niespełna 4 lata). Syn ich trafił do sierocińca, a potem wychowywała go siostra Janiny i jej mąż. Janina i Antoni Żubrydowie zostali zabici strzałem w tył głowy przez towarzysza broni majora, Jerzego Vaulina, który okazał się agentem UB. Kobieta była wówczas w 8 miesiącu ciąży.

Emilia Malessa „Marcysia” urodziła się w 1909 roku w Ro­sto­wie nad Donem. Na po­cząt­ku wojny zo­sta­ła kie­row­cą w po­moc­ni­czej służ­bie przy 19 Dy­wi­zji Pie­cho­ty. Potem wcią­gnię­ta do two­rzą­cej się kon­spi­ra­cyj­nej or­ga­ni­za­cji Służ­ba Zwy­cię­stwu Pol­ski (SZP). Zło­ży­ła przy­się­gę przed puł­kow­nikiem Ste­fa­nem „Grotem” Ro­wec­kim. Jej dru­gim mężem zo­stał po­rucz­nik Jan Piw­nik „Po­nu­ry”. Aresz­to­wa­na w październiku 1945 roku. Za wiedzą swoich przełożonych i na ich rozkaz ujawniła członków i przywódców I Komendy Zrzeszenia WiN w zamian, że żadna z tych osób nie będzie aresztowana i osądzona. Komunistyczne władze nie dotrzymały słowa. 14 lutego 1947 została skazana na 2 lata pozbawienia wolności. Kilka dni później, decyzją Bolesława Bieruta, ułaskawiono ją wraz z innymi współoskarżonymi. 5 czerw­ca 1949 po­peł­ni­ła sa­mo­bój­stwo.

Czesława Kuraś z d. Polaczyk „Czesława” urodziła się w 1922 roku w Nowym Targu. Była drugą żoną do­wód­cy par­ty­zanc­kie­go Jó­ze­fa Ku­ra­sia ps. Ogień. Wzięli ślub w 1946 roku. Po jego śmierci w 1947 roku dbała o pamięć i wyjaśnienie wszystkich kontrowersji związanych z działalnością męża. W 2006 r. Cze­sła­wa Ku­raś została uho­no­ro­wa­na Krzy­żem Ko­man­dor­skim Or­de­ru Od­ro­dze­nia Pol­ski za dzia­łal­ność na rzecz nie­pod­le­gło­ści.

Lidia Lwow-Eberle „Lala” urodziła się w 14 listopada 1920 roku. Latem 1943 wstąpiła do oddziału partyzanckiego AK ppor. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Po rozbrojeniu oddziału przeszła do 5 Brygady Wileńskiej AK mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki” i została tam sanitariuszką. Brała udział w wielu walkach Brygady. Została mianowana podporucznikiem. Po śmierci żony mjra „Łupaszki” „Lala” została jego towarzyszką życia. 30 czerwca 1948 aresztowana wraz z „Łupaszką” w Zakopanem, 2 listopada 1950 skazana na karę dożywotniego więzienia. Karę śmierci na „Łupaszce” wykonano w lutym 1951 roku w warszawskim więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Tuż przed egzekucją „Łupaszki” jakimś cudem pozwolono im na widzenie.  Wyszła na wolność w 1956 na mocy amnestii.

Danuta Janiczak „Sarenka” urodziła się w czerwcu 1925 roku w Krakowie, a potem mieszkała w Wilnie. Już w 1939 roku zo­sta­ła łącz­nicz­ką ZWZ. Po­cząt­ko­wo używała pseu­do­ni­mu „Sza­rot­ka”. 24 grud­nia 1944 roku aresz­to­wa­na przez NKWD. Ska­za­na na 10 lat ła­grów. We wrze­śniu 1945 roku zwolnio­na ze wzglę­du na stan zdro­wia. Wraz z ro­dzi­ną prze­nio­sła się do Dar­ło­wa, gdzie roz­po­czę­ła pracę jako na­uczy­ciel­ka. Akowska przeszłość nie pomagała „Sarence”. Zo­sta­ła zwol­nio­na z pracy i otrzymała zakaz nauczania.

Wśród „panien wyklętych” były też siostry zakonne, jak świetnie wykształcona siostra Zofia Łuszczkiewicz ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w Krakowie, która przybrała zakonne imię Izabela. Pracując w szpitalu pomagała w latach 1945-46 rannym partyzantom, również w ucieczkach. Torturowana, skazana na karę śmierci,  (zamienioną później na dożywocie), objęta potem amnestią, zmarła rok po wyjściu z komunistycznego więzienia.

To losy tylko niektórych z nich. Wszystkie bardzo chciały, mimo wojennych okoliczności, normalnie żyć – kochać, zakładać rodziny, rodzić dzieci. Czasem  przytrafiały się takie namiastki normalności,  podczas krótkich urlopów ich Żołnierzy.  Patriotyczny obowiązek wobec Ojczyzny okazywał się jednak silniejszy.

Powrót  do ”normalnej”  powięziennej i powojennej rzeczywistości też był niełatwy.
Niektóre z nich  nie przyznawały się do tego, że były w AK i antykomunistycznym podziemiu. Porzucały na zawsze działalność konspiracyjną i próbowały sobie poukładać życie.  Inne, za którymi ciągnęła się ”bandycka” i więzienna przeszłość, były inwigilowane przez bezpiekę i musiały stawiać się co jakiś czas na milicji lub UB. Droga na studia była przed nimi zamknięta. Z pracą też były trudności,  bo gdy tylko dowiadywano się  o ich przeszłości były natychmiast  zwalniane. Często zmuszone były pracować na najniższych stanowiskach, bo tylko takie zatrudnienie mogły znaleźć.

Dzisiaj to jednak one są bohaterkami, one zwyciężyły, a oprawcy, którzy chcieli, żeby Polacy o nich zapomnieli, trafili na śmietnik historii. Pamiętajmy o polskich kobietach, które pozostając w cieniu walczących mężczyzn, były ich wiernymi towarzyszkami broni, zamiast karabinu często zakładały torbę sanitarną i czekały….

Tak pisze o tym Agata Budzyńska w wierszu „Obietnica”:

Powiedziałeś: „idę walczyć” i zostałam sama
W domu pełnym dziwnych, smutnych niespodzianek
Powtarzałeś: „idę, lecz pamiętaj, że jestem
A tym którzy przyjdą powiedz, że odszedłem aby walczyć”
Tłumaczyłeś: „idę, aby nasze dziecko
Nie musiało nigdy bawić się w wojnę”
Przyrzekałeś: „powrócę, kiedy w naszym sadzie
Zakwitnie drzewo wolne, wierz mi, ja wrócę”

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. piko pisze:

    Wielkie dzięki za ten tekst. Opisałaś niełatwe losy kobiet w tragicznych czasach. Myślę że ich przeżycia były bardziej traumatyczne od męskich. Chociaż czy ja wiem? Wartościowanie jest tu chyba nie na miejscu.

    Moja mama była „zaplutym karłem reakcji” a dzięki silnemu charakterowi jakoś ten czas przetrwała. Mój krewny (brat ciotki), który przeszedł z Andersem z sowietów do Londynu (ma VM i MCC nr 15463) wrócił z Anglii do Polski by być ze swoją żoną.

    Teraz młodzi w ogóle nie wiedzą o czym mówimy. Uważam, że powinni wiedzieć, bo bez znajomości własnej historii jest się bezbronnym wobec ataków neokomuny.

  2. E.B pisze:

    @Piko

    Dzięki, Piko.
    Trudno wartościować, ale kobiety pełniąc podwójną rolę, także żon i matek narażone były nie tylko na rozstania ze swoimi mężczyznami, ale także były rozdzielane z dziećmi, a ciężarne rozstrzeliwane. Nierzadko również narażone były na gwałty przez tych zwyrodnialców.
    Po wyjściu z więzienia relacje z rozdzielonymi dziećmi, wychowywanymi już przez innych, też były bardzo trudne.

    Jest książka: „Żona Wyklęta” ,w której Anna Śnieżko pisze o losach babci swojego męża, Anastazji, żony „Pilota” z oddziału ‚Roja”, która będąc w więzieniu tak mówiła do swego nienarodzonego dziecka:

    „Zabiją cię, jeśli się dowiedzą. Celowo pobiją mnie tak, żebym ciebie poroniła. Lepiej nic nie mówić, może przetrwamy”.

    Trzeba przypominać tamte czasy, prawdę o tym jak było, bo chcą nam wmówić inną naszą historię.

  3. Trzmielka pisze:

    @E.B

    Ewo, bardzo potrzebny, świetnie napisany, poruszający tekst! Bardzo Ci za niego dziękuję. W tym strasznym czasie kobiety musiały podjąć walkę jak mężczyźni i jednocześnie chronić rodzinę – znów jak mężczyźni i jak kobiety zarazem. Kochając – musiały zdobyć się na nieprawdopodobne męstwo. To jest nie do wyobrażenia.

    Każda z nich powinna mieć wielki pomnik, o każdej powinno się napisać książkę, nakręcić film, uczyć w podręcznikach historii… Kiedyś nauka historii dla dzieci to była przede wszystkim nauka o bohaterach jako wzorze osobowości. Koniecznie trzeba byłoby wrócić do tego! Tymczasem trwa nauka o historii jako o „procesach historycznych”, bezosobowych.

    To zadanie dla nas i Twój tekst świetnie spełnia tę rolę. Czy mogłabyś zamieścić go na jakimś forum dla młodzieży?

  4. E.B pisze:

    Witaj, @Trzmielko : ).

    Dziękuję Ci bardzo. Wzruszyłaś mnie, że tak bardzo poruszyły Cię losy tych kobiet.
    Ja też, trochę po omacku, przedzieram się przez ślady zakopanej historii. Oni chcieli, żebyśmy nie wiedzieli o tych ludziach, żeby zniknęli z pamięci. I to jest niezwykle ważne, żeby tak się nie stało.

    Są pisane książki, ale to jest niemal jak „trzeci obieg”. Trzeba dobrze poszperać w necie, żeby znaleźć informacje, że coś zostało wydane lub napisane. Są bowiem książki, które można dostać tylko u autora, przynajmniej na razie.
    Poczytaj komentarze, jakie są pod moją notką na S24.
    Tam też jest uzupełnienie @ProvoCatio o Andrzeju Pityńskim.

    Masz rację, że przywracanie pamięci to zadanie dla nas wszystkich, bo jedna osoba tego nie ogarnie. Olbrzymi temat do odkopania.
    Witold Gadowski w ostatnim Komentarzu, który zaraz umieszczę, zapowiada powstanie jakiejś platformy Mediów Narodowych i dobrze by było, żeby znalazło się tam miejsce właśnie na przywracanie pamięci.

    Nie znam żadnego forum dla młodzieży, ale piszę również dla naszej gazetki parafialnej, rozchodzi się około 600 egz., więc może młodzi też przeczytają.

    Tak wiele jest do zrobienia, żeby nam przywrócić nasze polskie państwo, we wszystkich wymiarach, że potrzebna jest cała armia ludzi do tego . Rząd tego sam nie zrobi.

    A ten tekst to następny kamyk pamięci, jak napisała @Navigo. Jeżeli trafia do czytelników, to dobrze, to zadanie wykonane :).

    Pozdrawiam Cię serdecznie

Dodaj komentarz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this:
Przejdź do paska narzędzi