Bezprawna prawica i szlaki na mokradłach? (myśli wroga ludu)

Dziwny to czas w którym żyjemy. Dziwna Polska. Na powierzchni radość i ekstaza, że wreszcie mamy swój rząd, większość parlamentarną i trwające reformy. Jest to jednak wierzchnia warstwa. Jak podrapać te malunki, zacząć zeskrobywać zacieki z szampana, którym nas polewa nasz rząd – wychodzą na jaw zgoła inne widoki. Można zrozumieć ludzi, którzy nie chcą zdrapywać, by spod wszystko obiecującej zdrapki nie wyjrzały zetlałe szaty królestwa. By wytrzymywać niezbyt wesoły obraz – trzeba mieć charakter i umieć przewidywać.

  1. KREDYTY ZAUFANIA W BOLKACH SZWEJKOWSKICH

Bardzo często w prywatnych rozmowach, zupełnie tego nie kontrolując, zamiast Morawiecki, mówię Mazowiecki. Bo to ten czas. Czas popierania wszystkich, którzy mają zdjęcie z Wałęsą. Czas komitetów obywatelskich przy Lechu Wałęsie. Czas rozbuchanych nadziei i kredytów zaufania udzielanych ludziom, których popierania po latach będziemy się wstydzić. Z Anny Walentynowicz ówcześni patrioci Księstwa Mazowieckiego robili psychicznie chorą za to, że mówiła nagą prawdę o kręgach władzy. Dzisiaj już wykluwa się tradycja wobec dzieci krzyczących „cały dwór królewski jest nagi!” – tradycja nazywania ich ruskimi trollami.

  1. JAK TAK, SKORO NIE?

Czas przedziwny. Zasłużony dla walki o suwerenną Polskę rządzi nie będąc w żadnym gremium decyzyjnym. Jaki to spośród ustrojów w tabeli ich klasyfikacji? Wyznacza jako męża opatrznościowego Polakom ekonomistę nie będącego ekonomistą. Pytajmy się więc Gombrowiczem: Jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Jak ekonomista, skoro nie ekonomista? Mówi, że to najzdolniejszy polityk po Okrągłym Stole – mimo iż ten polecany to ktoś, kto nigdy nie był politykiem i debiutuje dopiero raczkując w obcej dla siebie sferze. A więc pytajmy dalej: Jak polityk, skoro jeszcze nie polityk? Tak wynosząc tego „najzdolniejszego” pod niebiosa – jednocześnie ów rządzący z kuluarów desygnuje do kontroli tego swojego zaufanego – innego zaufanego (M.Suskiego). Jaki to ustrój państwa, nieustępliwie pytajmy wciąż. Samokontrola nieskoordynowana? Ładne zdolności musi mieć ów najzdolniejszy, jeśli wymaga codziennej kontroli…

Inny, wcześniej zaufany – po obstrukcyjnych woltach i wetach zostaje nazwany „fatalnymi warunkami zewnętrznymi” i gdy wszyscy oczekują, iż zniknie w niesławie ze sceny politycznej – nagle zostaje ogłoszony… kandydatem na drugą kadencję. Drugą kadencję czego? Drugą kadencję… irracjonalnych wolt? Pytajmy więc: Jaki nasz, skoro obcy? Dlaczego mamy kłamać? Zaciskać zęby i głosować na kogoś podającego się za kogoś innego niż jest? W imię czego? Jeśli połamiemy wszystkie zasady, to czym będziemy różnili się od tych, którzy wysługują się i nami pomiatają na obcych dworach? Jaki to ustrój zmuszania do kłamstwa?

  1. BEZPRAWNA PRAWICA I SZLAKI NA MOKRADŁACH?

Elektorat by nadążać za tymi saltami taktyki wygina się jak chińskie gimnastyczki nadrywając ścięgna logiki, etyki i zdrowego rozsądku (o dziennikarzach nie mówię, bo to urodzone gimnastyczki). Dlaczego mamy nadążać? Dlaczego przewodnik wykreśla sprzeczne mapy? Jak przewodnik – skoro sprzeczne? Jak zachwyca, skoro nie zachwyca? Jak mapy – skoro co rusz wpadamy w bagna o nazwie bagna marcinkiewiczowskie, bagna kaczmarkowe, bagna kamińskie, bagna dudowe, bagna gowinowe. Bagnom końca nie widać a podobno mapy winny przed nimi ostrzegać i je wykrywać i lokalizować, a nie topić bez końca ufnych ludzi. Bo nie ma innego przewodnika? Jeśli zdusimy w sobie bunt przeciw sprzecznym mapom pisanym dwoma systemami pism – to prawdziwy przewodnik nie tylko nigdy się nie pojawi, ale i nie narodzi się. Będą rodziły się tylko multiplikacje takich przewodników jak Iwan Susanin. Wszyscy widzą wyraźną niechęć do środowisk, wydarzeń i myślicieli prawicowych (w sensie „narodowych”) i jednocześnie słyszą jak ów rządzący kuluarowo ogłasza, że jego partia jest jedyną prawicą. Pytajmy więc: Jak prawica, skoro nie prawica? Jak prawica, skoro niszczy prawicę? I jeżeli zawiera z kimś koalicję wyborczą, to z dwiema partiami, z których jedna jest jawnie antynarodowa. I ogłaszane jest to jako „jedność prawicy”, a prawicy tam tyle, ile keczupu w keczupie z Biedronki. Ale wszyscy przytakują.

  1. HIPNOPEDIA I DRAMAT GRECKI

Kto nie potakuje – ruski trol i wróg ludu sandomierskiego. I udają, że widzą to, czego nie widać. I okazują entuzjazm. Przedziwny czas i przedziwnymi ludźmi jesteśmy. Huxley nazywał to „hipnopedia” – wychowywanie i uczenie tłumów przez sen. Zasygnalizowałem jedynie ten temat, może wrócę do niego w tekście podsumowującym „ewolucyjne” (zgodnie z bonmotem prezydenta, który szczerze wyznał, że żadnej rewolucji nikomu nie obiecywał, tylko ewolucję), ewolucyjne rządy dobrej zmiany. Myślę, że za 5-10 lat będą ukazywały się nie tylko teksty na blogach, lecz i obszerne książki o tym, jak hipnopedia przegrała silną i suwerenną Polskę. Jak usprawiedliwialiśmy bagienne mapy. To nie jest tylko „wrażenie” deja vu. To realna powtórka czasów Mazowieckiego. Czasów naiwnej, niezawinionej wiary ludzi, którzy już nie mają sił by… nie ufać. Niekonsekwencja i mnożenie sprzeczności nie zasługują na zaufanie. Ale naród po 30 latach bycia oszwabianym niczego nie pragnie bardziej, niż tego, by komuś zaufać. Nawet na swoją zgubę. Dramat grecki. Który może się skończyć… drugą Grecją.

  1. W KOŁO MACIEJU, CZYLI LUDZIE ROBIĄ TO, CO NAJLEPIEJ UMIEJĄ

Myślimy, że aż tak, historia nie może się powtarzać. Że ten, który popierał Wałęsę, jeśli teraz podsuwa nam kogoś „najzdolniejszego”, to nie może się drugi raz tak fatalnie pomylić. Tak „rozumujemy”. A historia wszystko może. Rodzić te same błędy w nieskończoność, reinkarnować się jako karykatura i nie być żadną nauczycielką żadnego życia, żadnym rezerwuarem płodnych doświadczeń. Może być celebracją tych samych ślepych uliczek. Coraz mroczniejszych. Dziesiątki wrogów czekają na wycieczki eksplorujące… mokradła. Kto jej, historii zabroni się powtarzać? Może być przecież tak, że za 7 lat Prezes będzie palił kukłę Morawieckiego. Czemu tak nie miałoby być? Ludzie robią to, co najlepiej umieją. Przyzwyczajenie to druga natura.

  1. NIE CHODZI O TABLICE, LECZ O MECHANIZMY

Zmrużmy więc oczy i zobaczmy w dzisiejszym „najzdolniejszym” premierze, tak nam zachwalanym jak laski wanilii na arabskim targu, zobaczmy w nim – Tadeusza Mazowieckiego. Tę samą „siłę spokoju” (która oczywiście żadną siłą nie jest, ani żadnym spokojem, chyba że spokojem letargu). Zobaczmy w szaroeminencyjności kręcącego się koło rządu, Danielsa – szaroeminencyjność kręcącego się Geremka – 30 lat a jakoby jeden dzień, jakby wszystko trwało w jakimś kpiącym w żywe oczy, zastygłym bezczasie, drwiącym wyrzucie naszego narodowego frajerstwa. I niech nas nie zmyli, że ktoś tam zdejmuje tablicę pamięci Geremka. Nie w tym rzecz. Oni nam zawieszą tablice jakie chcemy! Najśmielsze, najpatriotyczniejsze, najbardziej wolnościowe! Skolko ugodno. Niech żyje niskokosztowa tablicokracja! Zasypią nas tymi tablicami! Nie wygrzebiemy się spod nich i nie wygrzebiemy ni grama refleksji o tych otablicowanych. Bo nie o refleksję tu chodzi, lecz o świątynne inkantacje. Bo władza za pomocą tablic jest bardzo ergonomiczna… Bo nie w tablicach rzecz, lecz w mechanizmach. Mechanizm Danielsa równa się mechanizm Geremka a szacher-macher z tablicami pamiątkowymi, nazwami ulic itp. jest grą pozorów. Spoglądajmy tak długo w głąb ofiarowanego (za 5-10 lat w wersji premiera, za 15-20 w wersji skorygowanej przez Prezesa) nam rogu obfitości, aż ujrzymy w nim, że 1988 i 2018 to tylko jeden pełny obrót koła wydarzeń. Oczywiście żaden róg obfitości nie otworzy się ani za 5 lat, ani za 20. Bo rogi obfitości nie otwierają się na zamówienia rządowe, lecz jako efekt uwolnienia energii i potencjału narodu. A to jest wyspecyfikowana technika, nieznana samozwańczym ekonomistom z korporacyjnych nadań.

  1. GENIALNE WYMIESZANIE CZYLI POD KRYSZĄ JEDNEGO TRANSPARENTU

Zobaczmy, że od 1988 r. do 2018 r. to jeden pełen obrót w tej samej sali widowiskowej. Jeden i ten sam bankiet przyjezdnych na którym nam wyznaczono rolę obrzuconych napiwkiem przez rozradowane towarzystwo koalicji, prawicy zjednoczonej, umoczonej, demokratycznej, przechodzonej, zrównoważonej, jednotransparentowej, antyfaszystowskiej, light-narodowej czy ergonomicznej – jakiej chcecie. Jakiej tablicy chcecie, taką każą wam wykuwać i zawieszać. Jeden pełen obrót teatralnej sceny obrotowej. To samo absurdalne, teurgiczne wzywanie do jedności, co podczas przygotowań do okrągłego stołu. Jak to już nawet historycy IPN-u wiedzą, okrągły stół był układaniem się dwóch szajek, natolińskiej i puławskiej (w języku Wiktora Jedlickiego „chamów i Żydów”) wzajem kontrolujących się przez swoich „infiltrantów”. Jesteśmy pokoleniem wymieszania, GENERACJĄ MIX. I to było i jest przekleństwem Polski. Jednak pokolenia rozdzielenia muszą przyjść. Zacząć się to może w każdej chwili. Dzisiaj. I od ciebie. Gdy leży człowiek, czasem ktoś się zatrzyma próbując cucić i zadzwoni na pogotowie. Gdy leży ojczyzna – wszyscy mówią „sukces”. I mówią, że pewnie odpoczywa. Syndrom oglądania się na innych. Nie wierzę, że to nasza cecha narodowa. Prywatą zarazili nas obcy. Ci, dla których nie istnieje zbiorowy obowiązek.

Jako taki okrągły stół był zaiste epokowym wynalazkiem w powszechnej historii mafii. Jeśli dwie szajki zadałyby profesorowi Kotarbińskiemu zadanie, żeby w duchu swojej ergonomii opracował taki sposób współegzystowania dwóch szajek, by zminimalizować straty i zmaksymalizować zyski – Kotarbiński wymyśliłby okrągły stół. Powiedziałby tak: chłopcy, wy się nie bijcie pod postacią dwóch środowisk, dwóch gangów, dwóch rządów, dwóch przeciwnych stron stołu rokowań – wy się wymieszajcie dokoła okrągłego stołu i wymieszajcie się w jednym, patriotycznym rządzie – a królestwu waszemu nie będzie końca. Pax! Pax między gangami! Niech jedność nam przyświeca – drodzy bracia gangsta-style – aż po kres naszych dni!  – Jedna myśl, jeden transparent! A najlepiej bez żadnych transparentów! Transparenty to przeżytek! Transparenty grożą, jątrzą, czegoś chcą. A po co nam jątrzyć i czegoś chcieć, skoro wszystko mamy albo mieć będziemy? Czy chcecie więcej chcieć? – Nie! Nie chcemy!  – Ano właśnie, nie chcecie. A czy chcecie jątrzyć? – Nie, skądże znowu, ani nam na myśli to stanie. Nie chcemy jątrzyć! – Ano właśnie, nie chcecie. Czy swoim dobrodziejom chcecie grozić? – –  — Nigdy w życiu!  – Ano właśnie… Więc będzie tylko jeden transparent – rządowy o rządzie. Podoba wam się to?     -Taaak!  – Ano właśnie, podoba się  [wszelkie podobieństwa do głośnych kazań sandomierskich są przypadkowe].

Władza się rozkręca. Uczy się „dialogu”z ludem i zaskakująco szczerze odsłania swoje zapędy treserskie wzywając do wyzbycia się transparentów w dniu 11 listopada. Obserwujmy, zapisujmy i wyciągajmy wnioski. Obudźmy nawet rezerwy naszej trzeźwości. Bo wiele jest tu przygotowywane. Jeszcze nigdy tak wiele nie było przygotowywane przez tak niewielu…

  1. DROBNE RADOŚCI CZYLI MUNSZTUK W RÓŻNYCH SMAKACH

Znajdźmy w naszej niewoli okruchy niewolniczej radości – zachwyćmy się tym, że Daniels przystojniejszy od Geremka. Zobaczmy w ministrze kultury Piotrze Glińskim – Izabellę Cywińską  i ucieszmy się, że p.Gliński jest wymownieszy trochę od egzaltowanej, niestrawnej Cywińskiej. W ministrze-kierowniku Centralnego Urzędu Planowania z rządu Mazowieckiego – Epaminondasie Osiatyńskim zobaczmy Cezariusza Lesisza, pełnomocnika premiera ds. rozwoju gospodarczego (Epaminondas to imię równie osobliwe co… Cezariusz). I zachwyćmy się oryginalnością imienia oraz tym, że premier w obu tych przypadkach czuł się swojsko jak u siebie w domu. W ministrze MSW Krzysztofie Kozłowskim – zaobserwujmy Joachima Brudzińskiego i zachwyćmy się, że Brudziński mniej sztywny chłop. Kolekcjonujmy nasze małe radości. W ministrze współpracy gospodarczej z zagranicą z rządu Mazowieckiego, Marcinie Święcickim – zobaczmy kopię Jadwigi Emilewicz i rozradujmy się, że częściej się niewiasta uśmiecha i że ma ładniejszy uśmiech od Święcickiego. W lwie salonowej dyplomacji, Krzysztofie Skubiszewskim – ujrzyjmy jaguara Czaputowicza i śpiewajmy z radości, że chyba nie był TW. Niewolnicy też zasługują na to, by mieć swoje małe radości. Łańcuchowym też się coś należy od życia. Doceńmy, że włożyli nam do pyska munsztuk o innym smaku. Niewolnik cieszy się każdym drobiazgiem. I ten drobiazg jest dla niego całym światem. Świętujmy genialność okrągłostołowego pomysłu polegającą na tym, by dwie szajki, zamiast toczyć boje i tworzyć dwa obozy wymieszały się nie do rozpoznania w jednym rządzie. Włącznie z dzisiejszym, „naszym” rządem. Dwóch jeźdźców na jednym koniu. Smakujmy więc różnice wpychanych nam do pyska munsztuków. Lawenda biedroniowa, drzewo sandałów i klapek michnika, kadzidło pieronka, zmierzchający patos dudzinowy, strategiczna mięta gowinowa, muzealny chłód sellina, elektromobilna słodycz marzeń. Smakujmy tę orgię smaków munsztuka. Tak też można żyć.

  1. STUPOR DOPÓTY DOPÓKI

Ujrzyjmy to, ujrzyjmy te zbiory wspólne tych postaci. Abstrahujmy od nieistotnych różnic. To jest ten sam krój. Krój nieistniejących szat nagiego dworu królewskiego. A dzieci krzyczą o tym, co po prostu widzą. I jest ich coraz więcej. Nieliczni ludzie krzyczą „pali się!” a tłum ma do nich pretensje, że nie krzyczą jak ugasić pożar. Najpierw pożar trzeba zlokalizować. Dokładnie. I zrobić miejsce dla wjazdu wozów gaśniczych. Uniemożliwia to jednak hipnopedia… Żaden chyba drugi kraj w Europie nie był tylekroć pozostawiany pogorzeliskiem przez wrogów zewnętrznych i dołączających do nich wrogów wewnętrznych. Ale nie szukajmy winy u korzystających z okazji. Wina jest w nas. Skazywanych na wieczne pogorzelstwo. Przez samych siebie. Przez nasze myśli. Okrągły stół inkorporowaliśmy w swoje głowy: nasze myśli zamiast wieść spór ze sobą (a więc… myśleć)– dogadują się pragmatycznie same ze sobą (jak Czażasty z Frasyniukiem). Zamiast dochodzić do prawdy w procesie demistyfikacji pozorów i ustalania stanu faktycznego – osiągają stan stuporu predestynujący do nauczania przez sen haseł patriotycznych, do hipnopedii zaangażowanej.

Dopóki nie zbudzi nas, mnie, ciebie z obca brzmiący, irytujący gwar dawnych i nowych najeźdźców kłujący naszą godność i wymieszany z treserskimi okrzykami drwiący śmiech tych, których łudziliśmy się, że na służbę wynajmujemy.

10.09.2018

 

You may also like...

2 komentarze

  1. nagor napisał(a):

    @wawel24
    Witaj .
    No! No! Oczywiste , ale czy zrozumiałe ? Historycznie patrząc to własnie z tą oczywistością i jej zrozumieniem były kłopoty .Zawsze w jej otoczeniu wyrastały jakieś krzaki , że oczywistość deklarowana różniła się od tej realizowanej , bo krzak za krzakiem wymuszał i usprawiedliwiał drogę w odwrotnym kierunku . Tak jak w gospodarce planowej , potaniała lokomotywa a zdrożała kiełbasa . Czyli nic się nie stało , podjęliśmy słuszne i celowe działania .

    Nowogrodzka rada polityczna wycwaniła się na tyle ,że dla potwierdzenia sukcesu w pogłowiu ,nie wozi jak za Gierka z jednego do drugiego PGR dobytku , tylko zaprasza kluby co robią za suwerena , taka elita prawie zawodowa . Cała reszta niech brodzi myślami po mokradłach ,jak za okrągłego stołu ,bo to nie ich czas rozdania .
    Wszystko tak jak w ogłoszeniu : „Szukamy poważnego okupanta , cena nie istotna „

  2. Tadeusz_K napisał(a):

    @WAWEL24

    „Zdrapki”
    Z satysfakcją odnotowałbym adres, gdzie i kto oferuje -tu i teraz- zdrapki satysfakcjonujace wszystkich z gwarantowaną wygraną.

    #Bardzo często w prywatnych rozmowach, zupełnie tego nie kontrolując, zamiast Morawiecki, mówię Mazowiecki.#

    Nic nie mam do treści rozmów prywatnych, ale w pewnych sytuacjach należałoby co nieco kontrolować.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi