Fizycy

MOTTO – GŁOS HISTORYCZNY

 

Lamarck tak oto mówił o nauce współczesnej:

“Nawet najgenialniejszy człowiek zniknie wkrótce w tłumie ludzi miernych, którzy piszą ciągle, a którzy nie potrafiąc powiązać nawet trzech idei ze sobą, odrzucają te skojarzenia a proklamują wszędzie poglądy bardzo zawężone, jako ich ciasne ‚prawdy’.

Stając się zbyt rozpowszechnianymi, nauki nie tylko osłabiają się, a nawet się cofają, lecz przede wszystkim wulgarnieją; one wręcz tracą całą swą istotę. Ich rzekomy postęp staje się tylko kamuflującym NICOŚĆ NAUK pretekstem, gdyż rzeczywistym celem każdej ‚uprawiającej naukę’ osoby staje się już tylko niepohamowana spekulacja. A oto spekulacje, które wciągają pospolitych ludzi do nieustannej pisaniny, nazywanej przez takich ‚uprawianiem nauk’:

  1. Chętka zdobycia reputacji, sławy,

  2. Chęć wyróżnienia się, dominowania nad innymi,

  3. Żądza odznaczeń, posad, nagród i pieniężnych rekompensat.

Jean-Baptiste Pierre Antoine de Monet, Chevalier de Lamarck, dwieście lat temu, a dokładnie w roku 1814. Luźne tłumaczenie (A-Tem) 

 

 

FIZYCY – NOTKA ATEMOWA

 

Uwaga. Gdy przytaczam nazwiska, to pomijam tytuły. Bizancjum było i się skończyło — Czytelnik wie, że chodzi najczęściej o szanowanych profesorów, posiadających wiele dalszych tytułów, honorów i odznaczeń. Każdy je dopowie samodzielnie, w myśli, przy każdej wzmiankowanej Osobowości właściwie dla tej.

 

Wstęp. Pułapka niefizyczności danych.

 

Fizycy myślą, że dane są zdarzeniem. Twierdzą oni, jako pozytywiści czy też jako empirycyści, iż “dane są surowcem dla nauki, bo są punktem odniesienia”. Tu są w elementarnym błędzie. Dane z eksperymentu to jest nasza miara zdarzenia, a nie zaś samo zdarzenie. Myślenie, polegające na faworyzowaniu danych, to głęboka pułapka. My będziemy używać danych które pochodzą z eksperymentu o tyle, o ile kontrolujemy ten eksperyment.

Tylko takie dane, które pozyskano we wiarogodnym (kontrolowanym) otoczeniu, są miarodajne. Zaś te pozostałe, niechby i najbardziej atrakcyjne, odrzucimy. Zmajstrowano już góry “idealnie pasujących do teorii” danych. Przyjęcie ich to samozakopanie się żywcem. To samounicestwienie się takiego “ufnego połykacza spreparowanych wiadomości” – czyli danych.

Zdarzenie rozegrało się gdzie indziej i kiedy indziej; bez nas. Zaś dane wytworzono obok tego, interesującego nas, zdarzenia. Te pseudodane odrzucamy. Chyba, że byliśmy przy pozyskiwaniu tych danych: wtedy można je użyć.

 

Od metafory do faktu.

 

Weźmy obiad, stojący na stole. Pożywną zupę, drugie danie pieczyste i pachnące przyprawami, kompot, deser, kawę, koniaczek. A teraz zmierzmy ten obiad ważąc i notując kalorie. Zapiszmy ten obiad w postaci szeregu liczb, wyrażających własności potraw. Jest różnica? Być może jest. Czy łatwo odróżnić?

 

Kto jeszcze nie rozumie różnicy między zdarzeniem a danymi, ten niech sfotografuje obiad, sfilmuje go, narysuje i wyrzeźbi w gipsie. Niech taki sceptyk wyprodukuje masę danych o obiedzie, niech wyprodukuje dowolne lubiane odwzorowania obiadu. Zrozumieć to, że ładnie pomalowanym plastikiem, gumowym czy gipsowym odwzorowaniem się NIE NAJESZ, choć wygląda ono “tak samo jak” staje się nagle bardzo łatwe, gdybyśmy rozpoczęli konsumpcję gipsowego modelu czy fotografii, czy cyfr na kartce – chcąc je spożyć. Nie da się.

 

Drogi Cytelniku – odpowiedz teraz SOBIE na jedno, małe pytanie. A mianowicie, dlaczego kiedykolwiek kłóciłeś się “o smoleńsk” gdy miałeś tylko jego obrazek?

 

Trudne pytanie. Rzadko przyznajemy się przed SOBĄ do własnej głu… hmmm, do własnej skłonności do przeoczeń oczywistości. Weźmy taki oto, mocny przykład.

 

Całe pisarstwo Przywary i innych (Cierpisz et al.) można streścić w jednym zdaniu: nigdy żaden “wypadek” nie zaistniał, a publiczność dostała odwzorowania, dane, na dodatek wzięte z CZEGOŚ, co na pewno żadnym zdarzeniem lotniczym nie było. Już prędzej inscenizacją, pełną rekwizytów teatralnych, budzących grozę, lub szok, lub radość, lub smutek, wściekłość, i tak dalej — jak to w teatrze się zazwyczaj słowami, obrazami i dekoracjami — oraz sztafażem z rekwizytów — robi.

 

Dane o zdarzeniach – czy zdarzenia?

 

Tu nie jest jednak (aż takie) istotne, czy zainscenizowano “wypadek”, czy też podrzucono dane z realnych wypadków. Istotne jest to, że publiczność otrzymała dane, a nie zdarzenie. W restauracyjnej obiadowej metaforze oznacza to ni mniej, iż zaproszono nas do stołu, po czym, zamiast aromatycznego obiadu, zaserwowano do zjedzenia tym zaabsorbowanym i głodnym, ZDJĘCIA potraw, ich modele: obrazki i cyferki.

Nikt z nas żadnego realnego zdarzenia nie otrzymał, za to podkolorowane, podkręcone, bogato ilustrowane Menu – a i owszem, to tak. Dla zmyłki takie absorbujące i takie krzykliwie kolorowe, bo serwujący od początku nie zamierzali nam wcale podać na stół niczego, co rzeczywiste. Rozgrywający Polaków od początku nie zamierzali podać nic realnego, a jedynie fabrykacje.

Podczas rzekomego zdarzenia smoleńskiego nie miało być tam żadnych świadków i tak się stało: byli gdzieś w okolicy, niedaleko delegowani, jacyś delegaci, raptem kilku, ale wydarzenia nie widział najkompletniej żaden z nich — nikt. Brak jest nawet pojedynczej realnej relacji. Najbezpośredniej obserwowało “zdarzenie smoleńskie” ZERO świadków.

 

Na dodatek, kto był blisko zdarzenia, ten jednoznacznie mówił, podkreślając to wielokrotnie w wywiadach, że “TAM NIC NIE BYŁO, NIC SIĘ NIE WYDARZYŁO”. Którzy byli blisko – chociaż żaden nie uczestniczył w zdarzeniu – podkreślali, że:

Bahr: ‘jakieś snujące się dymy, jak jesienią na kartoflisku”

Wosztyl: ‘jakiś milknący dziwny dźwięk, JEDNEGO silnika”

Liczni kanceliści: “jakieś śmieci, ale żadnych ciał”

Kaczyński: “nie rozpoznałem Brata, to ktoś inny”

itd, itp.

 

Za to nieomal natychmiast zaangażowano pisarzy, dziennikarzy, a chwilę później i filmowców, by opowiadali gęstymi słowy o tym, co się NIE STAŁO. Im mniej te ich historie były prawdopodobne, tym większy oddźwięk znajdowały, gdyż tym ostrzej podkręcano je, via media publiczne, nazywane słusznie Głównym Ściekiem. Tutaj media katolickie niestety niczym nie odróżniły się od heretyckich, żydowskich, czy szatańskich: równiutko trzepały ten sam kurz danych, nie podając ni słowa odnośnie rzeczywistych zdarzeń. Ale za to danymi i obrazami sypały jak z rękawa. Co na to nasi fizycy, nauczeni przedkładać dane nad zdarzenia?

 

Pozorna poprawność nauki.

 

Czachor, jako fizyk, wpadł w tę samą pułapkę, w której siedzieli już, nader prominentnie, liczni inni. Na przykład   Jaworski,  Artymowicz,  Nowaczyk,  Binienda,  Broda, a w którą wskoczyli później uczestnicy konferencji smoleńskich (wymieniam tylko fizyków, gdyż w tej pułapce było aż gęsto od rozpalonych, gadających głów, nader uczonych a kompletnie pomylonych). Przyczyna wpadki Czachora jest identyczna, jak ta, która do tej podstępnej pułapki zassała innych naukowców: bezmyślne wzięcie zaserwowanych im danych za realne zdarzenie.

Mowa tu jest o danych i obrazach, prezentowanych zarówno publicznie via telewizja, jak i tych przekazywanych szczególnymi kanałami, do rąk własnych, poza publicznym obiegiem, przez inne media, niejednokrotnie zakodowane, albo inaczej teatralnie udziwnione, lub pozakręcane, obłożone anatemami i zaklęciami. Mowa o dwuwymiarowych danych niewątpliwie trójwymiarowego wydarzenia. Widzimy rozbieżność — że jedno i drugie to nie “to samo”?

 

Czy Czachor, jako naukowiec uczciwy, a do tego rzetelny człowiek mógł był uniknąc wpadki wzięcia danych za zdarzenie? NB. Określenie uczciwy naukowiec to nie jest tautologia – bynajmniej; naukowcy albo łżą jak z nut w pracy, będąc oddanymi ojcami rodzin, albo odwrotnie, więc to nazwanie Czachora podwójnie uczciwym ma swoje znaczenie i ma swoją wagę — ów naukowiec to ewenement… skądinąd wiem o nieprzeciętnej jakości Czachora w życiu i w nauce równocześnie — jakość ta to ogromna rzadkość we współczesnym świecie naukowym, codziennie podkładającym tzw. kolegom z instytutu atomowe świnie.

Koniec dygresji, odpowiadam na zadane pytanie. Nie sądzę. Każdy fizyk współczesny tresowany jest od przynajmniej stu lat do bezrefleksywnego brania danych za odwzorowywane wydarzenie. Dlatego też nieomal automatycznie dzisiejsi fizycy rzucają się na dane. Bez cienia refleksji, że zjedzona fotografia obiadu nie jest zbyt pożywna, oni biorą nóż, widelec i z wystudiowaną, dziarską miną przeżuwają papier lub taśmę filmową.

Kto oglądał przemawiającego Biniendę, wyjaśniającego publiczności, co ta ma myśleć, ten wie o co tu chodzi. Jeszcze chcą tacy, po strawieniu papieru, przemieleniu danych – co im się rzekomo “udało” – czym prędzej popychać innych do podobnych aberracji. Tymczasem umyka im, że wyciąganie wniosków z danych pomiarowych nie jest wcale analizowaniem wydarzenia, które przetworzono, które przetransformowano na dane!

Dopiero odtworzenie (repetycja, a nie: reprezentacja) eksperymentalne zdarzenia byłoby jakoś miarodajne. Jakoś – bo po pierwsze pod wieloma warunkami, a po drugie zazwyczaj i tak niedokładnie, np. nie w całości uda się nam odtworzyć zdarzenie. Potrzebny jest tu przykład?

Wahadło Foucaulta na biegunie pobiegnie inaczej, niż na równiku, choć oba te miejsca są na Ziemi.

A oto następny, konkretny przykład.

Pamiętajmy o tym, że nowe samochody rozbijane są frontalnie, transwersalnie, itp. o bariery, aby sprawdzić ich realne zachowanie w wypadku ewentualnej kolizji. To rozkłapcianie idealnie nowego, funkcjonalnego i drogiego samochodu o mur, o strukturalne aluminium, o szynę stalową itp. wykonuje się pomimo modelowania komputerowego i innych narzędzi, produkujących DANE.

Dzieje się tak dlatego, bo technicy wiedzą, że obliczeniowe dane o nowym samochodzie są tak bezwartościowe, jak bezwartościowa jest dla głodnego – fotka obiadu. Jest ona odwzorowaniem obiadu, zgoda, ale bezwartościowym odwzorowaniem. To dotyczy też KAŻDEGO obrazu telewizyjnego, pamiętajmy o tym.

 

Plan działań przyszłościowych.

 

Co nam więc pozostaje, gdy Czachor siedzi w pułapce i “analizuje dane” zaś Przywara z Cierpiszem rozpisują jedno sensowne zdanie w tysiącznych notkach, nawet książkach? Pierwszy krok, to wyrzucić telewizor z domu. Drugi, zacząć samemu gotować. Jak głodny człowiek, który się dotąd bezskutecznie próbował nasycić kolorowymi obrazkami z telewizora, może sam odważnie pójść do kuchni i zacząć gotować tam pożywną strawę dla własnego, łaknącego pożywienia (a nie obrazków pożywienia) ciała, tak i pozostali – czyli my – możemy zacząć od energicznego wyrzucenia menu i obrazków. To by był – początek. Co dalej, po wyrzuceniu TV z domu?

Marsz, do kuchni, gotować samemu.

Tam w kuchni nie wolno powtórzyć błędu. Nie wolno pomylić książki kucharskiej (nie jemy książki kucharskiej!) z żywnością. Cały czas pilnując się, by nie zjechać znów “na dane” musimy zająć się wprost zdarzeniami — to znaczy, zacząć wreszcie pracować nad najbliższym otoczeniem, które ogarniamy, a nie ogarniać najbliższe otoczenie przez wchłanianie danych i obrazków, spreparowanych, przygotowanych “dla nas”.

Żaden propagandowy telewizyjny obrazek i żaden gazetowy reportaż nie jest odwzorowaniem otoczenia, którym możemy się pożywić. To odwzorowanie, jak zresztą każdą pożywną potrawę, musimy zrobić sami. Lub pójść do zaufanej restauracji, gdzie serwują potrawy, a nie ich obrazeczki. Czyli ograniczyć się do naocznych świadków, tych umiejących uważnie obserwować, autentycznych i godnych zaufania. Reszta relacji jest bezwartościowa i zawsze będzie dla nas bezwartościowa, lub gorzej: trująca.

 

Wiemy aż nadto dobrze, że dane są zmanipulowane. To deprymujące widzieć ludzi kalibru Czachora, którzy trzymają się kurczowo idei, że “obrazek jest prawdziwy i pożywny”. Nieprawda. Obraz jest tak samo zmanipulowany, jak użyte do jego konstrukcji dane, a jego ingestia to krok do śmierci, a nie żadnej “naukowej analizy”. Zwróćmy uwagę, jak skutecznie – z tym samym problemem – poradził sobie specjalista-leśnik Cieszewski, który najpierw krytycznie przyjrzał się obrazkom, jakie mu serwowano, a następnie odmówił spożycia ich (naukowej analizy). Odrzucił całe menu, jakie mu przyniesiono. Krętacze dostali drgawek.

Niesłychane! Telewizja, oraz inni wciskacze obrazów i danych natychmiast go zaatakowały. Ten, spokojnie, do dziś odmawia spożywania bredni o “wypadku” bo wie, z doświadczenia, że takie dane jak też i obrazy, jakie zaserwowano Polakom po 10-4-10, są niemożliwe, są fabrykacją. W ostatnich latach nikt go zdecydowanie nie poparł, choć jego stanowisko jest jedynym możliwym; w każdym bądź razie dla naukowca.

 

Wróćmy teraz na nasze, blogerskie podwórko. Poza Cieszewskim żaden inny naukowiec nie zrozumiał tego, co w pierwszym akapicie przedstawiam. Najbliżej odrzucenia sfałszowanych danych był Broda; napisał on bodaj dwa lata temu wnikliwie nakreślony artykuł, pokazujący niejasności i niezborności, wręcz niesamowitości danych telewizyjnych. Broda ostatecznie poszedł jednak nie w stronę odrzucenia takiego konwolutu danych, ale ześliznął się w bok. Do dziś trzyma się wytłumaczenia w stylu “był zamach”. Nie. Nie jest to trafny wniosek. Nie tędy droga.

Oczywiste jest jedno: tak zmanipulowane dane należy odrzucić. Nie należy nic z nich brać – podobnie, jak nie należy zjadać ani jednej kartki papieru, gdy jesteśmy głodni – nawet, gdy to jest strona, wyrwana z książki kucharskiej. Gdy taka kartka nie smakuje, nie oznacza to, że “był zamach” — po prostu wcinasz papier, a ligninę strawić może co najwyżej koza. Człowiek nie pożywi się karmą dla kóz. Skąd więc ten błąd u dobrych skądinąd naukowców? Dlaczego tak zajadle żują ligninę i kredę?

 

Trening, tresura od najmłodszych lat aż po uniwersytet zrobiły swoje. Ludzie, którzy nam mówią, że oni niby się “zajmują nauką” są tak naprawdę pomyleni (tzn. mylą się – zostawmy na boku drugie znaczenie słowa “pomyleni”) — bo czego się nie dotkną, tam wpierw biorą dane, a nie zdarzenia, do analizy. Najczęściej kończą na analizie otrzymanych danych; do samego zdarzenia w ogóle nie dochodzą, pomijają je. Jakże wygodnie.

 

Technika i fizyka.

 

Możemy liczyć na niektórych trzeźwo myślących techników. Ci wiedzą, że bez testów zniszczeniowych niczego się “z komputera” czy też z przesłanego im obrazka, nie dowiedzą. Dlatego też dzisiaj samochody jeżdżą lepiej i są bezpieczniejsze, niż dawniej. Czy tak naprawdę jest? – Owszem, tak.

To jest prawda.

Niemniej, i tu powinniśmy być czujni. Przykładowo: niezły technik, bloger Manek (występujący także jako Wielki55, Kenam, Izaak i około 15 innych nicków) zalewa potokiem “przeanalizowanych danych” fora internetowe od ośmiu lat. Nie widać końca tego potopu, przeplatanego okazjonalnymi inwektywami.

Dane z obliczeń Manka byłyby interesujące, być może nawet jakoś wartościowe, gdyby one opierały się na parametrach wziętych z autentycznych wydarzeń. Z niewiadomych przyczyn temu skądinąd pracowitemu technikowi nie da się wytłumaczyć, że działa na hybrydzie podrzucanych mu zmyśleń i faktów.

Sumaryczny wynik analiz Manka jest kompletną fikcją, więc rozmaici czytelnicy owego autora rzekomo za to uprawianie fikcji atakują, ten szermuje wyzwiskami, usuwany jest z forum, wraca od razu pod zmienionym nickiem, a gdy zostanie rozpoznany, to jest znów atakowany, itd. Komiczna epopeja niekończących się fikcji i wyzwisk… niepotrzebna nikomu, dezawuująca techników. Już na tym jednym przykładzie widać, że inżyniera czy technika także trzeba pilnować, by nie odleciał w krainę fantazji, gdzie zajada się na obiad fotografie dań — kolorowe, z wykresami prosto z plottera. Smacznego żucia ligniny i kedy, Manek!

 

Pójdźmy tam, gdzie robi się naukę.

 

Na naukowców, zwłaszcza na fizyków, nie ma co liczyć. Rozjechał im się świat realny i wydumany, i to dawno już, bo za czasów Macha, Bohra, Poincare’go, Michaelsona, Morleya, Millera. Świetnym przykładem, znakomicie ilustrującym zjawisko, będzie cornellowiec Feynmann. Stary profesor Feynmann, choć miejscami złapał trakcję (sprawa promu kosmicznego, gdzie nie dał się zbić z pantałyku i gdzie trzymając się realiów ostatecznie odkrył przyczynę eksplozji rakiety, zaszłej spektakularnie natychmiast po starcie) to równowagi utrzymać nie potrafił i co krok wykładał się na podstawianiu danych za zdarzenia. Feynmann robił tak za każdym razem, kiedy to próbował wytłumaczyć studentom fizykę. Jego wykładów z tego powodu nikt nie notował. To jest znany fakt. Dość dobrze znany – a jednak nie wspominany w biografii. To ewenemet: prof gada, a studenci nie notująniczego z takiego wykładu. Nigdy, nikt nie robił tam notatek.

Paradoksalnie dlatego właśnie postanowiono, by zapisać te wielkopomne wykłady, co stało się zadaniem dla legionu fizyków, poprawiających ewidentne błędy, popełnione przez Feynmanna. Korekta nie udała się zresztą: drugiego tak błędnego podręcznika fizyki nie ma. Gęste brednie Feynmann sprzedawał jako współczesną fizykę, w wielkich nakładach, wznowieniach, tłumaczeniach, itd. Wykłady Feynmanna były tak gromko nagłaśniane – przez nierozumiejące niczego MSM, Main Stream Media, czyli media głównego ścieku, że aż zainspirował innych funkcjonariuszy fizyki do podobnych łamańców (Higgs et al.). W rezultacie brakuje dziś fizyków krytycznych wobec siebie i wobec tzw. autorytetów. Wptost mówiąc: brakuje dzisiaj ludzi, potrafiących przemyśleć poprawnie nawet tak – zdawałoby się nam – prostą rzecz, jak wyraźną a zarazem istotną różnicę:

– między obrazem rzeczywistości, a

– samym zdarzeniem, zachodzącym realnie.

Fizyk dziś mówi o tym pierwszym, o reprezentacji zdarzenia – o danych – jednocześnie chwaląc siebie, jaki to z niego dobry sprzedawca rzekomej rzeczywistości – realnych wydarzeń. Efektem tego pomieszania jest kociokwik, widoczny w artykułach Jaworskiego, Artymowicza czy jakiegoś innego Biniendy.

 

Chociaż i między fizykami są perły intelektu: potężnie powiązani z ziemią trzeźwi realiści, nie dopuszczający do mieszania danych o zdarzeniu z nim samym. Broni się Dakowski, niezmordowanie zbierający zwolenników solidnego myślenia, ale nie otrzymuje znikąd pomocy. Paru przyjaznych blogerów, niestety, nie liczy się.

 

Rozsądny rozbijacz?

 

Paradoksalnie jeszcze najrozsądniejszy głos analityczny — to ten domagający się kontrolowanego rozbicia drugiego tupolewa, bo “wtedy zobaczymy, jak było”. To prawda, niemniej ponieważ żadne zdarzenie nie zaszło (co wykazałem w innyym miejscu), to lepiej nam będzie zachować tupolew numer dwa, w nietkniętym stanie, zamiast go doświadvzalnie rozbijać. Postawmy ów drugi, bliźniaczy tupolew, który kiedyś latał dla warszawskiego rządu, jako pomnik. W środku Warszawy, przykładowo w ogrodzie Pałacu Namiestnikowskiego (Prezydenckiego), nad Wisłą. Miejsca tam jest na zapierający dech w piersi pomnik, zbudowany z autentycznego tupolewa na postumencie, dość; sprawdziłem to. A zatem, pomnik.

Nie, nie głupoty.

Niech ten prawdziwy tupolew 154m – ostatni, a do latania już bezużyteczny – stanie w centrum Warszawy jako mocny symbol myślenia. Takiego myślenia, które wyprzedza wypadki. Oraz jako pomnik myślenia, rozróżniającego między jakkolwiek pozyskanymi danymi, a realnym życiem. Jako przypomnienie, że obraz nie jest przedstawionym na tym obrazie wydarzeniem. Niech inspiruje do nauki; ogólnie do uczciwości w nauce.

 

Kto wie, czy nie zdarzy się Polsce fizyk, już obecny, już doświadczony — lub przyszły, dopiero uczący się — który, patrząc na taki pomnikowo umieszczony w centrum Warszawy tupolew, do wystawienia którego na postumencie gorąco namawiam warszawskie władze, i wtedy opamięta się i wróci do realu; do rzeczywistości.

 

Nazwijmy go roboczo “Feynmannem wolnym od bredzenia feynmannowskiego”. To fizyk ponadprzeciętny, wybitny, a chodzący po ziemi. Precyzyjnie wykładający studentom fizykę, a nie wykładający się co krok na twarz na niefizykalnych fantazmatach. To jest, sądzę, możliwe. Poznałbym Go chętnie, gdy już się objawi.

 

Zakończenie.

 

Pamiętajmy, że komisje pobierają za pieniądze za tzw. pracowanie nad problemem. Nie istnieje taka komisja, którą powołano by do ROZWIĄZANIA problemu i jednocześnie tak ustawiono honoraria dla Wysokich Komisarzy, że ci otrzymują pieniądze tylko wtedy, gdy rozwiążą problem i to tak, że wypłata nastąpi wyłącznie za rozwiązanie problemu. Gdyby ktoś zobaczył takową komisję, w działaniu, na żywo, niech natychmiast spali wszystkie swoje notatki, powyrzuca komputery i zamknie się na cztery spusty: atak Marsjan. To się realnie tu na Ziemi nie wydarzy. Choć — dobrze by było, by kiedyś, nareszcie jakaś ludzka, uczciwie pracująca komisja niesamowitości tzw. smoleńska zbadała.

 

Ziemskie komisje, patrz Sejm, zbierają się i płacą sobie, oraz sekretarzom, wyłącznie za nierozwiązywanie żadnego zaprezentowanego im problemu. Czasami komisje wzywają społeczeństwo na pomoc. Wówczas, gdy ktoś niespodziewanie rozwiąże problem nad jakim “pracowali”, a — to wtedy natychmiast są zmieniane warunki rozwiązania tak, że problem znów powstaje, tym razem nierozwiązywalny, przy czym komisja w obliczu problemu rozwiązanego dla nich posuwa się do dowolnego tricku, by temu kto rozwiązał, nie zapłacić, z odwróceniem poprzedniego zagadnienia włącznie. Lub powtórką z rozrywki. Lub…

Przykład.

Jeśli obraduje komisja wybuchowa, to za wykazanie wybuchów odkrywca natychmiast zostanie ukarany, wybuch zostanie nazwany kiełbasą z pastą do butów (lub podobnie), a problem zostanie wysadzony w powietrze na poligonie. Po czym… komisja wypłaci sobie nagrody, na wszelki wypadek – dziesięciokrotnie wyższe od rocznego jej budżetu. Odkrywca wybuchów zostanie pozbawiony pracy, a dostawca wykrywaczy dowie się, że jego urządzenia “nie wykrywają żadnych materiałów wybuchowych”. Normalka. Komisja uda się na trzydziestomiesięczny płatny poczwórnie urlop, a następnie powróci do pracy, by szukać… wybuchów.

 

Powtórzmy, dla naiwnych, raz jeszcze: komisje płacą sobie za rozwiązywanie problemów, a nie za rozwiązanie ich. Króliczek, gonić, sedno. Ludzie mający wszystkie swe pięć klepek, chcąc rozwiązać problem, unikają komisji jak ognia.

 

Dodatek dla odważnych

 

Św. Augustyn, biskup Hippony, określił nas lakonicznie: My sami w duchu nie jesteśmy zmysłowymi (łac. animi sensibiles), lecz rozumnymi, ponieważ jesteśmy życiem.
Nosque ipsi animi non sensibiles simus, sed intellegibiles, quoniam vita sumus — De Trinitate, XI, 1.1; CCL 50, 333 (I 18-19)

Tak mówił Św. Augustyn o naszej duszy, na którą składają się nasze: pamięć, poznanie i pragnienie (pragnienie to jest wolna wola), tworząc w niej jedną, zdrową, ludzką osobowość. Kto zatem ma u siebie obecne, a do tego zdrowe owe „trzy P”, ten jest zdrowy na umyśle.

Ludzie, którzy się stale nie uczą, nie są. Nawet gdy żądają połowy świata, nawet gdyby mieli pamięć jak dzwon, a nie uczyli się, nie są zdrowi.

You may also like...

61 komentarzy

  1. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    Witam i witamy.
    No i Wpis jak laleczka (zawiera aż 6 kategrii spraw).
    No i żadnych problemów jak widzę (z formatowaniem oczywiscie).
    Gratulacje.

  2. A-Tem napisał(a):

    Dzięki. Lata praktyki… WordPress mnie jednak ostro przeczołgał (szczerze) bo choć go unikałem, jak mogłem, przez wiele lat, to dopadł mnie w końcu tu, między swemi, którzy jednak pomogli mi wstać. To ja gratuluje dobrze zbudowanego Forum. Wymieniłbym tylko jeden drobiazg, a mianowicie kolejność tytułowych podtekstów. Obecna to:
    K-omentarze
    O-pinie
    D-yskusje
    czyli KOD.
    Hmm… można to zmienić? DOK, Dyskusje-Opinie-Komentarze może być lepszy. Zresztą dowolna kolejność, byle nie ta KODziarska, będzie świetna.

  3. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    Jest inaczej:
    Publicystyka- Komentarze-Opinie -Dyskusje

  4. Tadeusz_K napisał(a):

    A ponadto decyzję takiej zmiany może podjąć tylko @nohood.

  5. lordJim napisał(a):

    @A-Tem
    Eee tam, fiken kodziarzy,..

    Jak już @Tadeusz_K zdaje się napisał u @piko – sam zatwierdzasz swoją notkę 😉 Tu szerszeń nie obowiązuje. Piszesz, co chcesz, tytułujesz jak chcesz i wrzucasz, co chcesz. Wulgaryzmy nie mile widziane, chyba że nie da się jakiegoś pominąć we właściwym kontekście 😀 😉

  6. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    A więc wszystko ładnie wyszło.
    Sugeruję, aby aktywację konta zakończyć obrazkiem wyróżniajacym.
    Jeśli bedzie problem pomogę, ale wtedy muszę mieć Twoją propozycję obrazka.
    Te manekiny straszą.

  7. A-Tem napisał(a):

    A, to w porządku. Pozdrówka!

  8. A-Tem napisał(a):

    Teraz widzę. Fakt. Jest także „Publicystyka”. Była poza ramką, podobnym kolorem do tła, ledwie widoczna, ale jest. Wszystko widać, niektóre rzeczy po chwili 🙂
    Poszukam avatar i wpiszę, ewentualnie jakiś (tak rozumiem tę propozycję) z magazynu można wyciągnąć. Zgoda, chętnie, jutro.

  9. meszek napisał(a):

    Tak sformatowane notki czyta się z przyjemnością 🙂

  10. E.B napisał(a):

    A-Tem

    Witaj na PT

    Chyba tutejsze rozważania o fizyce przyciągnęły Cię do nas?

    PT jest otwarty na blogerów. Chętnie przywitamy następnych. Po początkowych burzach sytuacja ustabilizowała się. Czasem są tu różne potyczki słowne, ale gdzie nam tam do szerszenia :)).

    Czytałam Twój tekst wcześniej na S24. Widzę, że wracasz do 10 kwietnia.
    Tak, to prawda, że w przypadku Smoleńska zabrakło zwykłego zdrowego rozsądku i naukowcom i dziennikarzom i blogerom.
    Czekam, kiedy wreszcie ktoś zakrzyknie, że „król jest nagi” i otworzą się oczy na oczywistość nierealności tego zdarzenia, które zostało nam zaserwowane.
    Ta oczywistość kłuje w oczy. Szkoda, że tylko tak niewielu.

    Pozdrawiam

  11. Lula322 napisał(a):

    A-Tem

    Witaj na PT

    życzę byś miał się tu dobrze 🙂

  12. Ddalia333 napisał(a):

    Witaj Ewo,
    Chciałam Tobie napisać, ale widzę, że sama na A-tema trafiłaś.
    Będzie więcej do czytania i komentowania, ale damy radę.
    Pozdrawiam

  13. E.B napisał(a):

    Ddalia

    Witaj 🙂

    Na PT jest silna grupa od Fyma :). Dawne czasy…..
    I nic nie posunęło się do przodu :(.

    Cieszę się, że zaglądasz do nas.

    Pozdrawiam

  14. 35stan napisał(a):

    Zapytam; jak się ma fizyka do polityki i geopolityki, bo przecież wydarzenia z 10.04.2010 roku są twardo osadzone w ramach polityki i geopolityki i interesów politycznych i geopolitycznych mocarstw?
    Interesy mocarstw realizowane są też poprzez media jako element wojny informacyjno-ideologicznej, do której zaprzęgnięci są nie tylko tzw. funkcjonariusze medialni ale również tzw. funkcjonariusze naukowi.

    Czy może nie zastanawiać to, że do „wyjaśniania” wydarzeń z 10.04.2010 roku ze strony PIS-u zaangażowano w roli wiodącej, najpierw jako ekspertów ZP pod przewodnictwem A.Macierewicza a potem jako członków w roli szefów podkomisji MON, ekspertów przysłanych przez USA, którzy są na usługach CIA, co poznaliśmy na przykładzie Pana dr Wacława Berczyńskiego, o którym tak mówił Pan A.Macierewicz:

    (…)Wacław Berczyński miał poświadczenie bezpieczeństwa wydane przez służby specjalne Stanów Zjednoczonych – mówił w czwartek dziennikarzom w Sejmie minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, pytany o doniesienia, że Berczyński był w przeszłości aresztowany.(…)

    (…)Do 2012 r. miał przez cały czas poświadczenie bezpieczeństwa, które zapewniam jest wydawane w Stanach Zjednoczonych z nieporównanie większymi restrykcjami i z większą uwagą(…)

    (…)Wiem na pewno, że Stany Zjednoczone i władze bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych poświadczały, że pan Berczyński jest osobą, która może zajmować się tajnymi informacjami i tajnymi sprawami(…)

    — zaznaczył szef MON. Jak dodał polskie władze potwierdzają i akceptują stanowisko Stanów Zjednoczonych w tej sprawie.

    http://wpolityce.pl/polityka/343353-szef-mon-berczynski-nadal-jest-czlonkiem-podkomisji-mial-poswiadczenie-bezpieczenstwa-wydane-przez-amerykanskie-sluzby.

    Wygląda na to, ze obie strony sporu o 10.04.2010 roku(MAK i KBWLLP z jednej a ZP i podkomisja MON A.Macierewicza z drugiej) grały i grają jako ostrza „nożyc Golicyna” czyli jako reprezentanci członków konsorcjum państw stojących za tą zbrodnią, państw zaangażowanych w ówczesną politykę resetu USA-Rosja.

    Ostatnio, po przesłuchaniach D.Tuska w procesie T.Arabskiego, S. Hambura, pełnomocnik rodzin ofiar, udzielił wywiadu gazecie „Fakt”, w którym zadał kilka pytań o przyczyny takiego a nie innego zachowania się władz PIS-owskiego rzadu:

    https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/stefan-hambura-o-koalicji-pis-i-po/hw3sjcw

    Ten temat poruszyłem w swoim poście:

    http://stan35.neon24.pl/post/143950,smolensk-2010-stefan-hambura-wywiad-dla-faktu

  15. Tadeusz_K napisał(a):

    @35stan
    #Zapytam; jak się ma fizyka do polityki i geopolityki#
    /
    A ja zapytam:
    – do kogo to pytanie się odnosi?
    🙂
    A uogólniając to dzisiaj wszystko jest polityczne i geopolityczne: medycyna, fizjologia, psychologia,seksuologia etc…etc ..etc.
    Jedynie polityka jest niepolityczna i matematyka (chociaź ta ostatnie wbrew jej woli jest zaprzęgnięta w politykę)..

  16. 35stan napisał(a):

    Tadeusz_K 30 maja 2018 o 14:54

    „A ja zapytam:
    – do kogo to pytanie się odnosi?”

    Skąd to pytanie?
    Skoro nie podaję komentatora, to logicznym jest przyjęcie, że skierowane jest do Autora tekstu.

  17. Tadeusz_K napisał(a):

    @35stan
    #Skoro nie podaję komentatora, to logicznym jest…#
    -Zaiste.
    Zaadresować to uciążliwość wielka jest.
    A mnie wydaje się, że to tylko niechlujstwo (tak już mam)..
    Sorki za w/w definicję.

    🙂
    Dla ścisłej ‚logicznej logiczności’ to przed pańskim komentem widnieje @E.B-Bogu ducha winna.

  18. 35stan napisał(a):

    Czy mój komentarz mógł być skierowany do @E.B, skoro ona komentowała coś niezwiązanego z tym o czym ja pisałem?
    A tak poza tym , to się niepotrzebnie czepiasz.

  19. Tadeusz_K napisał(a):

    @35stan
    #A tak poza tym , to się niepotrzebnie czepiasz.#
    /
    Na pozór tak, ale tu tkwią głębsze aspekty psychologiczne..
    Nie akceptuję form on, ona, ono, a ty czytelniku domyśl się do kogo się zwracam…
    Trakuję to jako ignorancję, lekceważenie, formę wyższości, albo zwykłe niechlujstwo (jak już powiedziałem).
    Upraszam o przemyślenie tego na chłodno.
    Dotyczy to nie tylko Pana- niestety.

    /
    #Czy mój komentarz mógł być skierowany do @E.B#

    Wrócę do logiki.
    Otóż pod każdym komentem jest „Odpowiedz”.
    Winno to rozwijać drzewko, a nie rozwija.
    Skoro brak tu logiki w tym „odpowiedz” , to my logiczni musimy (powinniśmy) zachować rytm logiczny.
    Kto wprowadził to „Odpowiedz”– nie wiem, ale nie spełnia swojej funkcji.
    Tak więc wyystępują tu dwa aspekty: logiczny i psychologiczny (który omówiłem wcześniej jako nadrzędny).
    /
    Ja wyrażam tylko swoje zdanie, a ocena nalezy do demokratycznego towarzystwa PT.
    I bez urazy.
    Jeśli demokratycznie uznamy formy on_ona_ono za prawidłowe, tak będzie.
    Jest to nawet politycznie poprawne tak jak dewiant to normalny, a normalny to dewiant.
    Jeszcze raz-bez urazy proszę.

  20. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    #Fizycy myślą, że dane są zdarzeniem. #
    /
    A to ciekawa filozofia, a raczej filozofija..
    Można udowodnić, że 2+2=5.
    Wydaje mnie się, że nawet w stosowaniu jest.
    Politycznie poprawne to nawet jest!- i furorę robi, gdy samolot spada jak kamień pionowo z nieba, a fizyka temu nie przeczy..

    @piko coś na temat tej filozofii chyba napisze (obiecał)..

  21. cisza1 napisał(a):

    @A-Tem @ Wszyscy

    „Najbezpośredniej obserwowało “zdarzenie smoleńskie” ZERO świadków./…/
    Poza Cieszewskim żaden inny naukowiec nie zrozumiał tego, co w pierwszym akapicie

    Rozmowa @Momotoro z C.Cieszewskim / trzy części /
    https://www.salon24.pl/u/ksiegahonoru/851351,smolensk-z-perspektywy-rozmowa-z-chrisem-cieszewskim-cz-1

    Dane a fakty…. o gdyby tak wreszcie ktoś ujawnił tylko jeden FAKT z 10.04.2010 roku, czyli liczbę samolotów lecących na wschód (?) z podzieloną delegacją!

    Wg mnie to wystarczyłoby do obalenia wszystkich bezczelnych kłamstw czyli ośmioletnich „badań” różnych „kumitetów brzozowo – wybuchowych”.

    ps. wróciłam, czytam zaległości i serdecznie witam Wszystkich 🙂

  22. nohood napisał(a):

    @cisza
    dobrze cię widzieć.
    🙂
    mamy czas jaśminu

  23. nohood napisał(a):

    @a-tem

    witaj na pokładzie.
    dobrego blogowania

  24. Sao Paulo napisał(a):

    Witam Wszystkich włącznie z Autorem, Nohoodem, Lord Jimem,Tadeuszem, 35 Stanem, D-dalią , Meszkiem, EB, a Ciebie Ciszo szczególnie :)) Jest wiosna, to całe szczęście, bo zima dała mi tak do wiwatu i to nie tylko z powodu zimna ale i różnych uwarunkowań życiowych , że miałam już całkiem czarne myśli, tym bardziej, ze nie miałam w związku z tymi uwarunkowaniami weny do pisania na Salonie, do komentowania…Ale wiosna czyni cuda i mam nadzieję na pozytywne zmiany. Pozdrawiam Wszystkich i ciesze się, że Forum ma się dobrze, a jego użytkownicy kwitną

  25. Sao Paulo napisał(a):

    Nie zalogowałam się ale widziałam swojego awatara i myślałam, że pójdzie. A-Tem czy dla Ciebie jest widoczny mój komentarz? Szczerze mówiąc nie bardzo się orientuję w meandrach narzędzi na tym Forum i nie wiem jakie błędy popełniam i co powinnam zrobić. Pozdrawiam .Teraz w tym poscie już nie ma mojego awatara i jestem incognito.
    Sao Paulo

  26. anonimuS napisał(a):

    => A-Tem

    Czesc,
    Jakis czas temu (spory) pisales na innym portalu o mozliwosciach Tu-154M (napisales wówczas, że Tu-154M był w tym czasie jednym z najszybszych samolotów pasażerskich).

    Mam pytanie, na które nie moge znalesc nigdzie odpowiedzi.

    Jesli piloci np. samolotu Tu-154M zostaliby poproszeni, aby jak najszybciej dotrzec do celu (nie oszczedzaliby paliwa), to ile czasu potrzebowaliby, aby znalesc sie nad punktem przelotowym ASKIL wylatujac np. z lotniska *** EPWA*** przekraczyjąc granice polsko-bialoruską przez punkt RUDKA?
    i
    Po jakim czasie wyladowaliby na lotnisku np. oddalonym od punktu ASKIL o ok. 90 km? (podejscie jak na XUBS kursem 79°)

    Dodam, że raporty makowo-brzozowe podaje, ze tutka przekroczala RUDKA po 17-minutach lotu, a nad ASKIL pojawiła sie po kolejnych 38-minutach (razem 55-minut).

    ps.: Jesli odpowiedz bylyby rozwinieta z uzasadnieniem, to bylbym wdzieczny.

    Tu:
    http://naszsalon24.org/2018/04/21/sprawa-smolenska-nowe-otwarcie-z-g-braunem/#comment-52900

    bloger @35stan pisze tak:

    Czas lotu:8:42 – 7:21 = 01:21 h = 81 min.
    Prędkość przelotowa na trasie Okęcie – Sieszcza:
    950/81= 11.73 km/min. = ~704 km/h
    Standardowa prędkość przelotowa TU154M to 80% prędkości maksymalnej, czyli:
    935(950) x 0.8 = 748(760) km/h

  27. nohood napisał(a):

    cześć @sao paolo

    twój avatar jest widoczny
    komentarze również
    serdeczności wiosenne

  28. anonimuS napisał(a):

    uzupelnienie do kom. 19:25 => A-Tem

    pytania dotyczace czasu lotu: uwzgledniajac warunki pogodowe jakie panowaly 10 kwietniaa 2010.

  29. E.B napisał(a):

    Witaj, Sao Paulo

    Życie nie pieści, jak mawiała jedna baronowa. Wszyscy mamy jakieś problemy, większe lub mniejsze. Najważniejsze to nie poddawać się.

    Cieszę się, że znów jesteś.

    Pozdrowienia

  30. A-Tem napisał(a):

    Dziękuję. Wkrótce następna.

  31. Ddalia333 napisał(a):

    Witaj, dobrze, że jesteś.
    Napiszesz coś w temacie notki? Ja to chyba za „mała” jestem w tych sprawach. Trzeba mi jeszcze parę razy ją przeczytać, tam ważne spostrzeżenia zawarte są. Obrazki nie są rzeczywistością, ale prowadzą do myślenia. Bezmyślni, leniwi, dla świętego spokoju i swojej wygody od razu biorą obraz za oczywisty fakt.
    Pozdrawiam

  32. Ddalia333 napisał(a):

    To z 10.51 do Sao Paulo

  33. A-Tem napisał(a):

    Witaj, Ewo!
    I tak, i nie. Trzeba Tobie wiedzieć, że dawno temu już temu, bo ponad 10 lat temu, ok. 2006-2007 roku, wróciłem do tego, czym zajmowałem się w pracy naukowej, zanim przeszedłem do przemysłu, czyli aby zastosować to, co umiem.
    Pewne nierozwikłane do końca aspekty analizy matematycznej, stosowanej do fizyki, okazały się być tematem badań i uogólnień, i coraz więcej publikacji pojawiało się o tym. Podobało mi się to, jak energicznie i jak zdecydowanie rozprawił się z tzw. operatorem Hamiltona jeden z teoretyków. A stąd droga do napisania samemu czegoś małego i miłego do czytania była już prosta, choć długa, bo wieloletnia.
    Ostatnia zbieżność jest więc przypadkowa. Dążenie do poznania natury nas otaczającej jest rzecz jasna w pełni zamierzone.

    O Smoleńsku nie da się pisać: ten temat należy zamknać, a jedyne pytanie brzmi „jak”.

    Nie pozwolą nam na prawdę, zaś ci, którzy – jak piszesz – „mają zamknięte oczy” są tłusto smarowani, aby ich nie otwierali bez wcześniejszego pozwolenia. Czyli nigdy. Mamy nie wiedzieć, jak operuje Rząd Światowy, choć jego działalność widzimy co dzień na nowo; co dzień aspekt jakiś nam się otwiera. Ale cicho, sza! Nie wolno mówić prawdy.

    Wkrótce więcej o tym, tutaj będzie.

  34. A-Tem napisał(a):

    Witam!
    (Przeprosiny, że nie od razu tzn nie natychmiast odpiszę – życie realne ma wymogi, prowadzimy je wszyscy tutaj! Czasem więc chwilkę potrwa, nim prześlę życzenia, czy odpowiedź)

  35. A-Tem napisał(a):

    Ukłony, całuję rączki…

  36. A-Tem napisał(a):

    Jest. To fakt. I dobrze!

  37. A-Tem napisał(a):

    Piszesz tak:
    „…Interesy mocarstw realizowane są też poprzez media jako element wojny informacyjno-ideologicznej, do której zaprzęgnięci są nie tylko tzw. funkcjonariusze medialni ale również tzw. funkcjonariusze naukowi…”
    Odpowiadam:
    Tak właśnie jest. Czasem, za cenę podporządkowania się bezpiece, topowy naukowiec może «nie należeć do (…)», ale większość z nich posłuszniutko «należy do firmy».

    Piszesz dalej tak:
    „…obie strony sporu o 10.04.2010 roku (MAK i KBWLLP z jednej a ZP i podkomisja MON A.Macierewicza z drugiej) grały i grają jako ostrza „nożyc Golicyna” czyli jako reprezentanci członków konsorcjum państw stojących za tą zbrodnią…”
    Odpowiadam:
    Oni byli dogadani ze sobą; to 100% trafne spostrzeżenie.

    Ale, UWAGA!
    Nie wiemy nic o zdarzeniu, więc też nie wiemy nic o rozmiarach tej zbrodni. Nawet (musimy to powiedzieć, konsekwentnie, że nie wiemy) czy BYŁA ZBRODNIA, bo przecież «chcącemu nie dzieje się żadna krzywda».
    Wiadomo nam z poszlak, że zniknięcie (wyjazd, odwołanie do centrali) niektórych było wcześniej planowane. Wiemy, że część tzw. «pasażerów» zamierzała zniknąć i przygotowała swój odlot w celowy, zamierzony sposób.

    Oto konsekwencje:
    W takiej sytuacji jedynymi zabitymi czy poszkodowanymi byliby ci niepoinformowani, którzy widząc niezrozumiałe dla nich rozwój wydarzeń, fałszywie założyli, że to jest «porwanie» lub też inna «zbrodnia». Tacy, myślący patriotycznie a tutaj kompletnie zdezorientowani strażnicy (tych się nigdy nie wtajemnicza, tym się wydaje rozkazy) mogli, przypuszczając «zbrodnię» zamiast faktycznej dogaduchy, postawić się OBU dogadanym ze sobą stronom.

    I co wtedy?!
    Wtedy OBIE strony napadłyby na nich, wymuszając (morderstwem patriotycznych strażników rządu i generalicji, odwoływanych do centrali z ich przyzwoleniem) kontynuację ich planu.
    A to byłaby prawdziwa tragedia: swoi mordują WŁASNĄ STRAŻ, która jedynie chce ich bronić.

    Czy to «wyjdzie»?
    Jeśli by TO wyszło, to cała wielka «ochrona Jara» i borowcy, a i też abewiacy — zwinęliby parasol, trzymamy nad aktorami «robiącymi za rząd ErPe» w godzinę. Nagrodą za wierną służbę morderstwo popełnione przez ich zleceniodawców? Tego najbardziej tępa służbistowska dzida nie przetrzyma i zwieje ciupasem «ze służby».

    Wniosek:
    Smoleńsk więc NIE WYJDZIE na wierzch, bo to byłby koniec ich grania na naszych nerwach. Naród niczego się więc przenigdy nie dowie; my się o niczym nie dowiemy.

    I to by było…
    Dzięki za komentarz!

  38. A-Tem napisał(a):

    Piszesz:
    „…jedynie polityka jest niepolityczna i matematyka (chociaź ta ostatnie wbrew jej woli jest zaprzęgnięta w politykę)…”
    Świetnie komentujesz!

    Odnośnie stawiania pytań przez STAN35. My mamy tu, ze Stan35 pewnien naprężony układ, gdzie czasem dogadujemy sobie, ale pomimo to – lub dzięki temu – lubimy się. Staszek trzyma formę, bo wie, że go tutaj obserwuję i nie dam się podprowadzać. Zaś gdy on jest w formie, to my wszyscy na tym korzystamy. Niech więc pyta!

  39. A-Tem napisał(a):

    @WSZYSCY
    Dopiero teraz zauważyłem, że Forum-PT nie «stempluje» ani nickiem, ani czasem (datą) poprzedniego komentarza naszych tutaj wypowiedzi.
    W takim razie, dzięki Wam obu, TADEUSZOWI oraz STASZKOWI, dowiedziałem się, że to my sami tutaj musimy robić. Dobrze! Skoro więc jest tak, jak pisze Tadeusz, że:
    „…Winno tu się rozwijać drzewko, a nie rozwija [się].
    Skoro brak tu logiki w tym „odpowiedz” , to my logiczni musimy (powinniśmy) zachować rytm logiczny…”

    To my sami możemy i musimy to jasno wpisywać, do kogo teraz piszemy odpowiedź, kogo pytamy o coś, itd.

    Tu na końcu wstawię ten pożyteczny «stempel», za to przyszłe komy będą go zawierać na samym początku. Wtedy będzie jasne, że piszę do:
    Tadeusz_K 30 maja 2018 o 18:28
    @35stan
    #A tak poza tym , to się niepotrzebnie…

  40. A-Tem napisał(a):

    Tadeusz_K 30 maja 2018 o 18:43
    @A-Tem
    #Fizycy myślą, że dane są zdarzeniem#

    Tak jest. Kto zajmuje się nauką (kto zajmował się nauką) ten wie – gorzej mam z tymi, którzy nie mają sa sobą pracy naukowej. Takim wydaje się, że to jest «sprzeczność». Bo jest.
    A jednak, fizycy powszechnie biorą zbiór danych za prawdę, za «zdarzenie». Fizyk przyjdzie do restauracji i zje menu, zamiast obiadu. Tak się zachowuje w laboratorium… O czym piszę w notce, zupełnie jasno.

    Gdybyś jeszcze, drogi Tadeuszu, tego nie rozumiał (że zgraja fizyków żuje obrazki dań, »żywiąc się danymi» zamiast rozpatrywać realne zdarzenia) to Ci to wykażę; w jednym akapicie.

    Znasz paradox „podskakującej cegły” opowiadany czasem też jako „woda wlewa się sama do szklanki”. Jeśli nie znasz, to odnaleźć je będzie łatwo!
    Pogóglaj.
    Do rzeczy: paradoks ten, który jest w książkach, podręcznikach i na wykładach nader poważnych profów, ma niby «przybliżyć nam świat fizyki kwantowej». Rzecz jasna, niczego nie przybliża, jedynie mąci w umysłach. Bowiem RZECZYWISTE prawdopodobieństwo zdarzenia pt. «cegła wskakuje na trzecie piętro, wykorzystując energię kinetyczną (cieplną) atomów cegły, w ukierunkowany sposób» wynosi dokładnie ZERO. Nie «w przybliżeniu», ale dokładnie. Jak w pysk strzelił = dokładnie zero.
    Natomiast gdy podmienić realną cegłę na DANE PAPIEROWE (na liczby, na szereg równań) to otrzymamy niezerowe prawdopodobieństwo «kwantowego skoku DANYCH» (bo nie cegły!!) na rzeczone trzecie piętro. Szeregi liczb można dowolnie «analizować statystycznie», robić tam dowolne «sploty i tunelowanie» a na koniec otrzeć spocone czoło i spożyć szklankę wody na obrazku. Koniec!

    Myślę, że już jest dla Ciebie oczywiste, gdzie i jak fizycy oszukują nas — a i siebie też.
    DANE można statystycznie sobie dowolnie wykręcać. Zdarzenia są czymś gruntownie innym, niż dane. Co zilustrowałem przykładem fizyka, zamaszyście zażerającego «obiad na obrazku» jako ten realny. Tak, oni są naprawdę tacy pomyleni, że to robią — codziennie od nowa. Oni nazywają to «nauką». Brr, tfu…

  41. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    12-14
    #Myślę, że już jest dla Ciebie oczywiste,…#
    *
    Pewnie, że oczywiste.
    Zbiór danych = zdarzenie….??
    To odwrócenie procesu poznania, to jakieś future_fiction.
    Jestem zaskoczony tym, że jest to przyjęty model działania.

  42. E.B napisał(a):

    @A-Tem

    Już wiesz, że na PT trzeba adresować swój komentarz, bo drzewko nie działa.

    Co do meritum to zacznę od Smoleńska.
    Nie wolno tematu zamknąć. tak jak nie wolno było zamknąć tematu Katynia. To musi kiedyś wyjść na jaw. Kiedy, nie wiem. Ale o Katyniu też długo nie wolno było mówić.
    Takich tematów się nie zamyka.

    Co do fizyków. Oni są jakby zaprzęgnięci do jednego wózka. Wyłamać się z zaprzęgu, to trzeba mieć charakter.
    Ciekawa będzie następna w tym temacie notka @Piko.

  43. A-Tem napisał(a):

    Tadeusz_K 2 czerwca 2018 o 15:16
    @A-Tem
    12-14
    #Myślę, że już jest dla Ciebie oczywiste,…#
    *
    Pewnie, że oczywiste.
    Zbiór danych = zdarzenie….??
    To odwrócenie procesu poznania, to jakieś future_fiction.
    Jestem zaskoczony tym, że jest to przyjęty model działania.

    Niestety – tak jest. Jeszcze się tym chwalą. Fizyka XX wieku polega na dorabianiu równań do obserwowanych DANYCH i na niczym więcej. Nie ma tam rozumiejących te formuły. Nie ma jednego, który by pokazał, na czym polega, czym jest:
    — światło
    — ciepło i jego ruch
    — prąd elektryczny (nie, nie jest to „ruch elektronów”)
    — grawitacja (tego to już nikt nie potrafi wyjaśnić)
    — ładunek elektryczny
    — ruch po okręgu (to nie żart, tego też nie wiedzą, a formułki w podręcznikach są bałamutne)
    — itd.

  44. A-Tem napisał(a):

    E.B 2 czerwca 2018 o 18:04
    @A-Tem
    Już wiesz, że na PT trzeba adresować swój komentarz, bo drzewko nie działa.
    Co do meritum to zacznę od Smoleńska: Nie wolno [nam] tematu zamknąć…

    Zgoda. My też go nie zamykamy, w sensie: nie zapominamy ani o ludziach, ani o orgii kłamstw, tej urządzonej po 10-4-10. Tylko że:
    — gdy ONI zechcą, to ten temat zabiją, zamkną, zamilczą.
    — kto zbyt blisko rozwiązania ten może poczuć ICH dech: FYM był i jest blisko; raz (lub więcej razy, tego nie wiemy) naszli. Stąd jak przypuszczam było załamanie czy jak to nazwać – zmiana – Jego nastawienia.

    Nie mamy dostępu do mediów. Te zaś obrabiają dziś ludzi już znacznie sprytniej, niż za PRL.

    W tym sensie więc pisałem, że temat trzeba zamknąć. Aby się w nim nie zagubić, aby się skupić na dojściu do mediów i naprawie sytuacji wpierw tam. Zanim się z czymkolwiek poważniejszym przebijemy, musimy wiedzieć, że przed nami ściana braku dojść oraz – uwaga! – z obrobionych, zaindoktrynowanych nieraz od urodzenia, ludzi. Słuchaczy, na stałych dawkach propagitek wychowanych. I teraz:

    Gdy do takiego/takiej podejść i mówić «niezrozumiałym dlań językiem» to ów ucieknie. Bo będzie przerażony «że coś niezwykłego dzieje się».

    TO jest problem.

  45. A-Tem napisał(a):

    cisza1 1 czerwca 2018 o 11:03
    @A-Tem @ Wszyscy
    „Najbezpośredniej obserwowało “zdarzenie smoleńskie” ZERO świadków./…/
    Poza Cieszewskim żaden inny naukowiec nie zrozumiał tego, co w pierwszym akapicie.

    Tak jest! Dokładnie tak. Pięknie dziękuję za ten komentarz i za link do MOMOTORO. Na Chrisa Cieszewskiego jest najwyraźniej «zapis». Jak zresztą na każdego z nas.
    Pamiętasz, był wywiad p. Jaskólskiej w «Radio Maryja» – JEDEN RAZ wspomniała o nas i trzask, huk, koniec. Zakaz. W tym radio też, okazuje się, nie wolno nawet wspomnieć o tym, że dziesiątego kwietnia 2010 urządzono hucpiarską inscenizację, fikcję.

    Tym ważniejsze jest, że mówimy o tym tutaj, a kto otwarty, ten to przeczyta i wyrobi sobie zdanie.

  46. A-Tem napisał(a):

    nohood 1 czerwca 2018 o 13:00
    @a-tem
    witaj na pokładzie.
    dobrego blogowania.

    Witaj! Dziękuję Ci za pomoc przy uruchomieniu bloga/wpisów. To też Twoja zasługa, że jestem, że «weszło» w strukturę Forum PT, i to nawet gładko i szybko. Dzięki!

  47. A-Tem napisał(a):

    Sao Paulo 1 czerwca 2018 o 17:55
    Nie zalogowałam się, ale widziałam swojego awatara i myślałam, że pójdzie. A-Tem czy dla Ciebie jest widoczny mój komentarz? Szczerze mówiąc nie bardzo się orientuję w meandrach narzędzi na tym Forum…

    Witaj, SaoPaulo! Jest widoczny. Wszystko z komentarzem jest OK. Dobrze Cię widzieć. Ukłony dla pozostałych Miłych Gości!
    To, że Forum-PT bywa czasem nie całkiem jednoznaczne, to zdaje się jest właściwość «silnika» czyli software. Prawdopodobnie to się nie zmieni, za to my się możemy przyzwyczaić. Im więcej użycia Forum PT, tym większa nasza sprawność przy posługiwaniu się jego funkcjami. Wiem coś o tym 🙂 i jestem myślą przy Tobie.

  48. A-Tem napisał(a):

    anonimuS 1 czerwca 2018 o 19:25
    => A-Tem
    Czesc, Jakis czas temu (spory) pisales na innym portalu o mozliwosciach Tu-154M (napisales wówczas, że Tu-154M był w tym czasie jednym z najszybszych samolotów pasażerskich). Mam pytanie, na które nie moge znalesc nigdzie odpowiedzi. 1.Jesli piloci np. samolotu Tu-154M zostaliby poproszeni, aby jak najszybciej dotrzec do celu (nie oszczedzaliby paliwa), to ile czasu potrzebowaliby, aby znalezc sie nad punktem przelotowym ASKIL wylatujac np. z lotniska *** EPWA*** przekraczyjąc granice polsko-bialoruską przez punkt RUDKA?2.Po jakim czasie wyladowaliby na lotnisku np. oddalonym od punktu ASKIL o ok. 90 km?

    Wbrew pozorom, odpowiedź jest tu niemożliwa, bo nie znam wysokościowego profilu lotu. Odrzutowce na pułapie są 2× szybsze, niż gdy lecą nisko. Tu jest to różnica między 515km/h a 1030km/h więc olbrzymia. Gdy założyć najkorzystniejsze warunki, czyli szybkie wznoszenie i lot na dużej wysokości, to przelot do XUBS trwa ~50..60 minut. Dodatkowe 90 km to dodatkowe 9..10 minut.

  49. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    #— ruch po okręgu (to nie żart, tego też nie wiedzą, a formułki w podręcznikach są bałamutne)#
    *
    -czy chodzi o przyspieszenie dośrodkowe?

    No to jeśli to w/w zagadnienie nie jest klarownie wyjaśnione, to cóż mówić o kwestiach powyżej, a w szczególności o świetle?
    Czyli jesteśmy w bardzo ciemnym lesie.
    🙁

  50. A-Tem napisał(a):

    anonimuS 1 czerwca 2018 o 19:58 uzupelnienie do kom. 19:25 => A-Tem, pytania dotyczace czasu lotu: uwzgledniajac warunki pogodowe jakie panowaly 10 kwietniaa 2010.

    Nie. To nie ma znaczenia, jaka pogoda była. Lub też to ma tu niewielkie znaczenie. Musiałbym za to znać radarowy zapis lotu. Ten jednak «wsiąkł» zdaje się jako pierwszy i dotąd nie wypłynął nigdzie.
    Jak mówił gen. Czaban: krew ma wypłynąć na powierzchnię i ma pokazać miejsve zbrodni. Radarowy zapis «przelotu» o ile w ogóle jakiś był tego ranka, bo najprawdopodobniej całość się rozegrała 7..9 kwietnia, a po 9. północy już było posprzątane, byłby takim «wskazaniem miejsca».
    Nie spodziewam się więc, że kiedykolwiek cokolwiek, co się tyczy dni 7-10 kwietnia 2010 tu, czy gdziekolwiek wypłynie. A jak nawet, to będzie kolejny fałsz, fałszywka. Na razie nie ma literalnie NIC, jest ZERO.
    Skupianie się na locie, którego nie było, nie jest – według mnie – najsensowniejszym spędzaniem czasu… I tą uwagą zakończę «część techniczną».

  51. A-Tem napisał(a):

    Tadeusz_K 2 czerwca 2018 o 19:13 @A-Tem #— ruch po okręgu (to nie żart, tego też nie wiedzą, a formułki w podręcznikach są bałamutne)#
    *
    -czy chodzi o przyspieszenie dośrodkowe?
    .
    .
    Tak jest. «Zgubili» pierwsze, wysłane na orbitę, satelity. Po tym poprawili u siebie równania, te w podręcznikach nadal są nic nie warte. Info o «poprawieniu równań ruchu» jest tajne. To wszystko byłoby śmieszne gdyby jednocześnie nie było tragiczne. Bo niby czego się tak boją? Tego, że do dziś nie mają nikogo, kto by rozumiał zwykłą mechanikę ruchu po okręgu? — Najprawdopodobniej tak jest. Bo gdyby mieli choć jednego, to by ten napisał nowe rozdziały, a obecne poszłyby na przemiał. Razem ze wszystkim, co się na ruchu po okręgu opiera. Czyli z całą fizyką drgań i fal…

  52. anonimuS napisał(a):

    A-Tem => anonimuS 2 czerwca 2018 o 19:25

    Moglbys rozwinac nieco Twoje stwierdzenie:

    Skupianie się na locie, którego nie było
    i moze dodam jeszcze
    nie jest – według mnie – najsensowniejszym spędzaniem czasu…

    ps.: Moje pytanie by tu nie padlo, gdybyc nie wspomnial tematu „Smolensk” i Fym-a.
    Uwazam, ze zadnej „czesci technicznej” nie bylo.
    Mogles sie jakos sensowniej wykrecic z odpowiedzi.

    I dodam: nie wiem czy juz wierz o tym, ale tu nie zawsze bywa milo.

  53. E.B napisał(a):

    @AnonimuS

    To prawda, nie zawsze bywa miło. Ale dotyczy to tylko tematu Smoleńska, zazwyczaj.
    To jest wciąż gorący temat, bo nie ma wyjaśnienia.

    W zasadzie zgadzamy się (my, tutaj), co do jednego. Nie było tak jak mówią. I zgadzamy się, że na polance urządzono partacką inscenizację, naigrawając się z inteligencji Polaków.

    Ale już co do tego, jak było, jest wiele przypuszczeń, których zwolennicy trzymają się kurczowo i nie ma pola do dyskusji.

    Są w zasadzie cztery szkoły.

    Pierwsza, że lotu w ogóle nie było, którą reprezentuje A-Tem

    Druga, że wylądowali gdzie indziej i tam ich dopadli. To w zasadzie prawie cała grupa Fyma.

    Trzecia, że lądował tam dubler TU-154, a co z Nimi, nie wiadomo. To Stan35.

    I czwarta, którą przedstawił @Fatamorgan na podstawie opowiadania Polela.

    Można wybierać, co komu odpowiada.

    Zwolennicy poszczególnych teorii nie potrafią ze sobą rozmawiać spokojnie i stąd dochodzi do różnych zgrzytów.

    Ale poza tym, można o wielu sprawach dyskutować, nie obawiając się cenzury. To jest prawdziwa strefa wolnego słowa.
    Dlatego PT ma swoją wartość, mimo, że czasem dochodzi do utarczek słownych.
    No ale to jest blogosfera. Nie jesteśmy u cioci na imieninach :)).

  54. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem
    Skoro rozmawiamy o Fizyce -oraz światło zostało tu wymienione- pozwolę sobie zapytać:
    -co dzieje się takiego w tym trójkącie zaznaczonym na czerwono (ad.1)-czoło wiazki „zatapia” się w płytce w różnym czasie, czy towarzysze wiązki czekają na pozostałych?
    -dlaczego promień (czy tylko wiązka?) zachowuje się jak zwięzła skorupa samochodu.
    *

    ps.
    To poziomee H to jest samochód.

  55. A-Tem napisał(a):

    Diagramy pokazują różne zjawiska:
    1. koherencja wiązki nie polega na powiązaniu ze sobą pojedynczych fotonów we wiązkę, czy tam w „spójne ciało”. Wprawdzie tak się mówi, ale to oznacza jednakowość spinu fotonów wiązki, a nie ich powiązanie w „całość”.
    2. koherencja auta jest fizyczna, masowa, atomy są razem w jednym sprężystym ciele.
    Facit:
    Obydwa zjawiska są z gruntu różne. One nie mają nic wspólnego ze sobą.

  56. A-Tem napisał(a):

    Dziękuję za naświetlenie. Pokażę tu, w punktach, gdzie real się rozjechał z narracją z TV.

    1.
    Operacja „warszawska” była zakończona ok. północy 9.4.10
    2.
    Rozegrała się ona w dniach 7-9 kwietnia 2010.
    3.
    O północy 9-go dano sygnał „koniec akcji, udała się, startować z osłoną multimedialną”.
    4.
    Cokolwiek się rozegrało 9-go po północy (godz. 23 dnia 9.4.2010) jest już tylko przykrywką, nic nie wartą, nic nie znaczącą.
    5.
    Część działań osłonowych była sfingowana, część wydarzyła się.
    6.
    Powtarzam: były przykrywki realne, ale były też przykrywki całkowicie sfingowane, lipne, z udziałem aktorów napisane dla nich wcześniej role, aktorów odgrywających teatr.
    7.
    Obok ról użyto i rekwizytów.
    8.
    Każde „zdarzenie” z dnia 10.4.10 jest przykrywką, nie mającą innego sensu jak ten, by odciągnąć uwagę od dni akcji, tj. dni 7, 8 i 9 kwietnia 2010.
    9.
    Kto się zajmuje dniem 10.4.10 ten odwraca uwagę, ten zmyśla sobie surrealny światek.

    Zakończenie:
    Czy mi w czymś takie zmyślanie przeszkadza?
    Nie. Niech sobie zmyśla. Skoro jest z tym taki szczęśliwy… niech sobie dalej fantazjuje. Idę do nas, do ludzi, zająć się kolejnym, nas interesującym, zagadnieniem!
    Tym przywiązanym do fantazjowania życzę wiele szczęścia w ich samotni, gdzie oddzieleni od społeczeństwa się pogrążają w obrazkach własnej imaginacji. Cheers, have fun!

  57. Tadeusz_K napisał(a):

    @A-Tem

    4 czerwca 2018 o 11:27
    #Obydwa zjawiska są z gruntu różne. One nie mają nic wspólnego ze sobą.#
    /
    Może niefortunnie użyłem słowa „analogia”, które sugeruje tożsamość, odpowiedniość..
    -Oczywiście.
    Obiekty są różne i zdarzenia mają różny przebieg, ale efekt podobny.
    Tak jest z kątem odbicia światła od lustra i piłeczki tenisowej od stołu, i kuli bilardowej od krawędzi stołu – taki sam efekt.
    Problem zaś tkwi w opisie (słownym, matematycznym) przebiegu zdarzenia (kończącego się konkretnym efektem) , który może być mniej lub bardziej zrozumiały, mniej lub bardziej prawdziwy, uwzględniający wszystkie dane zdarzenia lub tylko ich część.
    Hm, znowu nieprecyzyjność… „mniej prawdziwy”- czyli inaczej fałszywy.

  58. anonim napisał(a):

    Pytanie do admi i A-tem:

    Kto usunal moj dzisiejszy tu komentarz skierowany do A-tem?

    Znajdzie sie odwazny i przyzna sie?

    ps.: po wstawieniu widzialem, ze wszedl i pojawil w szpalcie ostatnich komentarzy i znikl!!!

  59. E.B napisał(a):

    @Anonim

    Przeczytaj ostatnie komentarze pod notką „Długodystansowiec”.

  60. A-Tem napisał(a):

    Jadzisz i judzisz. Pod poprzednią notką dałeś dowód, że rozjechał Ci się świat wyobrażeń z tym realnym: na piękną, długą, precyzyjnie podaną przeze mnie i jeszcze objaśnioną (!) odpowiedź o czasie lotu, który Ci na dodatek podałem co do minuty (!) Ty rzuciłeś bluzgiem i pretensją.
    Pretensja jest tam jeszcze. Zażarta, nieprawdziwa, jawnie bezzasadna.
    (Kto zechce, znajdzie i porówna, jak Anonim na moją piękną odpowiedź pyskuje, że „nie dostał odpowiedzi” – żeby tak neutralnie, nie, jeszcze na mnie nadaje). Tak robić nie wolno.
    .
    Na południe powiedziałeś „jest noc”. Tego nie toleruję, ale dałem Ci, sam nie wiem czemu, bo kłamiesz ludziom prosto w oczy, jeszcze jedną szansę. Przedstawiłem punktami rozwój sytuacji w dniach 7-10 kwietnia 2010. Takiego szerokiego, a zarazem konkretnego (zwięzłego) podsumowania nie znajdziesz NIGDZIE INDZIEJ. Mogłeś przeczytać, mogłeś podziękować, mogłeś wreszcie nic nie zrobić. Nie – ty we wrzask, i w bluzg. Tak się nie da, moja mimozko. Na ludzi napadasz, a sama (bo jesteś kobietą, za bardzo drżysz jak na faceta) tchórzliwie umykasz za parawan pretensji. To bezczelność.
    .
    Tracę czas na Ciebie. Nie masz pojęcia o tym, że my się tu znamy – często od 10 już lat, tak: IRL się znamy, for long 10 years, oft enough. I zyskaliśmy przez te lata bezcenne wzajemne zaufanie. Tak.
    .
    Patrz, na co sobie MOŻE pozwolić tu Boson. Czy mam mu to za złe? Nie, ani odrobinę. Bywałem w DESY, o włos rozminęliśmy się w CERN-ie. Poza tym: Boson tyle razy dawał dowody tego, jak bardzo się stara być zawsze jak najpełniejszym człowiekiem, że tu i to – to jest nic. Sam byłbym zaskoczony, gdyby ktoś mi powiedział, że kinematyka w podręcznikach jest do kitu, nim sam bym to odkrył. Boson to odkryje, nie przyspieszam naturalnego procesu – mam do Niego zaufanie. Poza tym: my faceci damy sobie po razie, po czym wracamy do knajpy i stawiamy sobie jednego. To dotyczy ludzi z REALNEGO świata.
    .
    Nie masz szans na takie zaufanie, bo Ci się Twój świat rozjechał (patrz, jak delikatnie to mówię…). Żyjesz w krainie wyobrażeń, „co ci się jeszcze na talerzyku podane, należy”. Jak nie wiesz, to powiem: nic. Nic tutaj nie wnosisz, kradniesz czas i jątrzysz. Więc nic a nic ci się nie należy.
    .
    Przeprosisz ludzi za zmarnowanie im czasu, mnie nie musisz, choć u mnie najwięcej nabroiłaś. Przyznasz się do tego, że jesteś panienką i do tego, że nie masz koleżanek, bo Ciebie one, w samoobronie, zostawiły. Z powodu Twojej złośliwości. Pa, pa!
    .
    Do NIEzobaczenia. Mówię poważnie: żadnych prób rozwalania bloga więcej. Pójdę za radą Tadeusza, wyrzucę trolling od razu. A Ty znajdziesz sobie takiego, który w miły sposób potrzyma Ci lusterko: będziesz się tą z lusterka napawać, mówiąc „jaka ja piękna”. Bądź bardzo szczęśliwa. Byle NIE TUTAJ.

  61. amonim napisał(a):

    Do kom. z 6.6; 22-30

    Po jego przeczytaniu czuję się jakbym przeglądał akta przesłuchań w al. Szucha lub na Łubiance.

    Jeden na poczatku związał i wepchnął onucę do ust przesłuchiwanemu, a teraz okłada go nogą od krzesła, a drugi, zadaje pytania i zapisuje co zeznaje „świadek/oskarżony”.

    Obrzydliwość

    Tfu ..
    .
    Ostatecznie na wyrażone jasno życzenie mogę powyższe uzasadnic i rozwinąć.

    tfu ..

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi