Rzecz o prawie i sprawiedliwości

A ściślej, o prawie do oceny i sprawiedliwości tej oceny. Nic o polityce ? Zanim przejdę do rzeczy, słowo wyjaśnienia : to co opisuję w tej notce nie zostało wymyślone. Obie te historie są jak najbardziej prawdziwe. Po latach, mają dla mnie swój urok. Czuję potrzebę, żeby się nimi z Państwem podzielić. W szkole podstawowej […]

via Rzecz o prawie i sprawiedliwości — MUZEUM TORTUR INTELEKTUALNYCH

You may also like...

3 komentarze

  1. Tadeusz_K napisał(a):

    @Stary Wrocek.
    W sumie to sympatyczne wspomnienie z odległości czasu.
    To się pamięta.
    Ja miałem także podobny przypadek, kiedy na kolowium z matematyki (analiza matematyczna) rozwiązałem zadanie inną metodą niźli była przedstawiona na wykładzie. Kontrolujacy w pewnym momencie przystanął nad moim stolikiem, gdy rozwiązywałem to zadanie- odszedł, gdy ukończyłem.
    Zaliczył mi to ale koledze, któremu dałem odpisać już nie.
    Uznał chyba, że moj kolega nie powinien tego wiedzieć.
    *
    To co pan opisuje to zwykły brak wyłapywania talentów.
    Wtedy takiego systemu (indywidualizacji nauczania) nie było i chyba dzisiaj także go nie ma.
    Ta psorka i ten wykładowca zamiast wzbudzić zainteresowanie, ukierunkować to posłużyła/posłużył się inwektywami.
    Ani to dydaktyk, ani to pedagog.

  2. Anonim napisał(a):

    @Tadeusz_K

    Wie Pan, ja do tego doktora z PWr nie miałem pretensji, traktowałem to humorystycznie. On, kiedy dowiedział się, co robiłem przed studiami, też. Ale potem każde zajęcia kończyły się jego pytaniem: a co na to wszystko powie pan Iksiński?

    PS. Talentem nie byłem.
    Nawiasem, kiedy zaczęły dominować przedmioty zawodowe (od 3 roku) to wylądowałem na tzw. ITS – Indywidualnym Toku Studiów. Tam też miałem podobne historie :))

    Kłaniam się
    SW

  3. Tadeusz_K napisał(a):

    @SW
    #a co na to wszystko powie pan Iksiński?#
    Rozumiem, że było to w kategorii dopingu, a więc OK.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi