Abp Antoni Baraniak – Niezłomny Żołnierz Kościoła

 

Abp Antoni Baraniak to wciąż mało znana karta w powojennej historii polskiego Kościoła. Jego niezłomna postawa zadecydowała o losach prymasa Wyszyńskiego a więc i całego Kościoła, w czasie stalinowskich prześladowań a także w latach późniejszych. Abp Marek Jędraszewski tak ocenił rolę, jako przyszło Mu wypełnić:

Gdyby nie abp Baraniak i jego nieugięta postawa, nie byłoby powrotu prymasa Wyszyńskiego do Warszawy po okresie uwięzienia, bez prymasa Wyszyńskiego nie byłoby kard. Wojtyły, a potem Jana Pawła II. Podsumowując, dzieje Kościoła w Polsce, Europie i świecie potoczyłyby się zupełnie inaczej, w sposób dzisiaj przez nas trudny do wyobrażenia. A za tym wszystkim stoi ta nieugięta, cicha postać człowieka, który się wtedy nie ugiął, nie załamał i jak mówił sam prymas – wziął na swoje barki odpowiedzialność prymasa za Kościół w Polsce.

Antoni Baraniak urodził się 1 stycznia 1904 roku w Sebastianowie. W 1920 roku wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Salezjańskiego. W latach 1921-1924 studiował filozofię. W 1925 roku złożył śluby wieczyste u Salezjanów. W latach 1927-1931 przebywał w Rzymie, gdzie odbywał studia teologiczne na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Uzyskał stopień doktora. W 1930 roku przyjął w Krakowie z rąk abp Adama Sapiehy święcenia kapłańskie. W 1933 roku ks. Baraniak został powołany przez prymasa Polski kard. Augusta Hlonda na sekretarza i osobistego kapelana. Znał biegle 5 języków, włoski, niemiecki, francuski, hebrajski, łacinę. Zrobił przed wojną dwa doktoraty. Był niezwykle oddany Kościołowi w Polsce. Wybuch II wojny światowej zmusił Prymasa Polski i jego sekretarza do opuszczenia kraju. W raz z nim przebywał najpierw w Rzymie, później w sanktuarium Lourdes (1940 – 1943) a następnie w benedyktyńskim opactwie Hautecômbe w Sabaudii (1943 – 1944). Wraz z Prymasem walczył tam o sprawę polską informując Stolicę Apostolską i opinię publiczną Zachodu o prześladowaniach i zbrodniach niemieckich w Polsce, odwiedzając polskich uchodźców i rozwijając szeroką działalność charytatywną. Kiedy w okresie luty 1944 – kwiecień 1945 r. prymas Hlond został internowany przez Niemców, ks. Baraniak kontynuował tę pracę a następnie, w lipcu 1945 r. wraz z kard. Hlondem powrócił do Polski. Stał się najbliższym współpracownikiem kardynała Hlonda, gdy ten przystąpił do organizowania życia kościelnego w nowej rzeczywistości politycznej. Po jego śmierci w 1948 roku, przekazał papieżowi osobistą prośbę zmarłego prymasa, żeby jego następcą został abp z Lublina Stefan Wyszyński. Zawiózł osobiście tę prośbę do Watykanu przedzierając się przez „zieloną granicę”. Kard. Wyszyński dowiedział się o tym dopiero po zakończeniu internowania, z materiałów zwróconych przez UB, ale nie od samego ks. Baraniaka. Antoni Baraniak był również prawą ręką prymasa Wyszyńskiego w pierwszych latach jego posługi. Został  jego sekretarzem i kapelanem. Z racji swej bliskiej współpracy z prymasem, stał się jednym z najważniejszych przedstawicieli polskiego Kościoła w najtrudniejszych dla niego czasach stalinowskiego terroru i prześladowań. Ks. Baraniak jako sekretarz prymasa redagował i wysyłał do władz państwowych liczne pisma oraz petycje w sprawie uwolnienia aresztowanych lub przesłuchiwanych księży, zakonników i świeckich. Funkcję sekretarza i kapelana prymasa kardynała Wyszyńskiego ks. Baraniak pełnił do 26 kwietnia 1951 roku. 30 kwietnia tegoż roku papież Pius XII mianował go sufraganem gnieźnieńskim, sakrę biskupią otrzymał dnia 8 lipca 1951 roku w katedrze gnieźnieńskiej. Nadal przebywał w Warszawie jako kierownik sekretariatu Prymasa.

W nocy z 25 na 26 września 1953 roku został aresztowany, podobnie jak   prymas Wyszyński, z tą różnicą, że prymas został internowany, a jego sekretarz trafił do najgorszego więzienia w Polsce, katowni polskich patriotów na ulicę Rakowiecką na warszawskim Mokotowie. Był przesłuchiwany 145 razy po  kilkanaście godzin, okrutnie bity, wyrywano mu paznokcie, przetrzymywano nago w wilgotnym, ciemnym karcerze przez kilkanaście dni przy kilkustopniowym mrozie. Odmawiano mu pomocy lekarskiej. Kiedy po wielu miesiącach trafił do szpitala więziennego, stwierdzono m.in. przewlekłe zapalenie wyrostka robaczkowego, krwawy nieżyt żołądka, zapalenie dróg żółciowych i szereg innych dotkliwych chorób. Przesłuchania nie ustały również w szpitalu. Jako „tymczasowo aresztowany” spędził w więzieniu 27 miesięcy. Nad jego złamaniem pracowało 31 ubeków, w tym  Brystygierowa, Humer, Różański, ekipa, która również pracowała nad biskupem Kaczmarkiem.  Nie udało się jednak złamać bohaterskiego biskupa i w końcu 1955 roku, prawdopodobnie w celu uniknięcia skandalu w związku z możliwą śmiercią biskupa w więzieniu, przewieziono go do miejsca odosobnienia w Marszałkach pod Ostrzeszowem, a potem do Krynicy Górskiej.  Siłę do wytrwania dały mu, jak sam to później opowiedział, rekolekcje jakie odprawił w więzieniu, kiedy na oczach więźniów przyrzekł sobie, że nigdy nie będzie zeznawał niczego przeciwko prymasowi i Kościołowi.

 

 

Cel uwięzienia i torturowania biskupa Baraniaka był jeden. Złamać biskupa by zeznawał w procesie pokazowym przeciw prymasowi Wyszyńskiemu, którego chciano oskarżyć o zdradę stanu, szpiegostwo, działanie na rzecz obcych imperialistycznych mocarstw. W IPN znajdują się dokumenty, które to potwierdzają. UB opracowało scenariusz, który miał doprowadzić do tego, żeby najbliższy współpracownik prymasa zeznawał przeciwko niemu. Ten scenariusz udało się zrealizować na Węgrzech i w Chorwacji, ale w Polsce nie. Po październiku 1956 roku bp Baraniak wyszedł na wolność, jako człowiek bardzo schorowany, ale wciąż służył Kościołowi. Od 1957 roku sprawował funkcję metropolity poznańskiego. Organizował uroczystości milenijne w 1966 roku oraz obchody 1000-lecia biskupstwa w Poznaniu dwa lata później. Zmarł 13 sierpnia 1977 roku.

Na jego pogrzebie kard. Wyszyński mówił: „Biskup Baraniak uwięziony (…) był dla mnie niejako osłoną. Na niego bowiem spadły główne oskarżenia i zarzuty, podczas gdy mnie w moim odosobnieniu przez trzy lata oszczędzano. Nie oszczędzano natomiast biskupa Antoniego. Wrócił na Miodową w 1956 roku tak wyniszczony, że już nigdy nie odbudował swej egzystencji psychofizycznej.”

Abp Baraniaka z prymasem Wyszyńskim łączyła wielka przyjaźń, bardzo ciepłe, serdeczne stosunki. Długi czas kard. Wyszyński nic nie wiedział o losie swojego sekretarza. Myślał, że to on właśnie  kieruje polskim Kościołem w czasie jego odosobnienia.

 

 

Historia męczeństwa i niezłomności abp Baraniaka jest do dzisiaj mało znana. On sam niewiele mówił na ten temat. Był człowiekiem milczącym i bardzo dyskretnym. Był nieprzejednany w stosunku do władz komunistycznych, nie ufał im. Po więzieniu pozostał mu głęboki uraz.  Jego życzeniem było również, by nie mówić o tym zbyt dużo i zbyt głośno. Miało to zapewne wpływ na to, że jego historia pozostała tak długi czas w cieniu.

Dopiero w 2009 roku została wydana książka abp Jędraszewskiego „Teczki na Baraniaka”, a niedługo później powstały filmy Jolanty Hajdasz „Zapomniane męczeństwo” i „Żołnierz niezłomny Kościoła”. 12.12.2016r. Stanisław Gądecki poświęcił celę w miejscu, gdzie przetrzymywano bp. Baraniaka oraz odprawił Mszę św. w więziennej kaplicy. W kwietniu 2017 roku odbyło się w Krakowie sympozjum zorganizowane przez  Archidiecezję Krakowską, Inspektorię Salezjańską św. Jacka w Krakowie, krakowskie Salezjańskie Centrum Edukacyjne i IPN  pt. „”Arcybiskup Antoni Baraniak – Biskup Niezłomny„. Abp Marek Jędraszewski mówiąc na sympozjum o swojej książce zwracał  uwagę na manipulację materiałami IPN w celu ochrony oprawców ks. Baraniaka. Wielu z nich  żyje do dziś i nie poniosło kary. W 2011 roku postępowanie w sprawie znęcania się nad nim zostało umorzone z powodu „braku danych dostatecznie potwierdzających popełnienie tego czynu”.

 

 

Dzisiaj abp Antoni Baraniak wychodzi  z cienia, jak wielu innych bohaterów powojennej Polski, Żołnierzy Wyklętych, do których należeli też Niezłomni Żołnierze Kościoła.

We wrześniu 2017 roku sejm podjął uchwałę w sprawie upamiętnienia niezłomnego biskupa, przez wiele lat zapomnianego.

W październiku 2017 roku podczas sesji naukowej  poświęconej abp Baraniakowi przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki ogłosił rozpoczęcie jego procesu beatyfikacyjnego na szczeblu diecezjalnym.
Abp Antoni Baraniak to postać niezwykle ważna i dziś może stać się dla nas wzorem wierności Bogu i ojczyźnie.

 

You may also like...

14 komentarzy

  1. aleksandraniemirycz napisał(a):

    @ E.B.

    Dziękuję za tę notkę.
    Widziałam film o księdzu biskupie Antonim Baraniaku – i dopiero wtedy dowiedziałam się o nim i o jego bohaterskiej postawie.
    Swoją drogą, wielka postać księcia Adama Sapiehy tez zasługuje na pamięć. On pierwszy dostrzegł niezwykłość Karola Wojtyły; promieniowanie jego osobowości oddziałało na wspaniałych ludzi Kościoła.

  2. E.B napisał(a):

    @Aleksandraniemirycz

    Wokół nas dzieje się tyle zła, że dobrze znaleźć jakieś punkty odniesienia. Abp Baraniak z pewnością do nich należy.
    O księciu Adamie Sapieha niewiele wiem. Przydałaby się notka wyciągająca z mroków i tę ważną dla nas postać.
    Życia nie starczy, żeby odkłamać naszą historię, a tu jeszcze takie oburzające kłamstwa znów się pojawiają.

    Pozdrawiam

  3. nohood napisał(a):

    @e.b
    to bardzo ważne znać postawy naszych największych współbraci.
    oni są źródłem naszej siły w chaosie, który dookoła panuje.
    dziękuję.

  4. E.B napisał(a):

    @Nohood

    Kapitanie, tym się właśnie kierowałam pisząc to wspomnienie. Mam już trochę dość zamętu wokół nas. Oprzyjmy się na ludziach, którzy jak kamienie budują nasz polski szaniec. Potrzeba nam i siły i rozwagi i właściwego rozeznania co dobre, a co złe. A prawda ma priorytet, zawsze i na końcu to ona wygrywa.

    Gdzie są dzisiaj dawni panowie naszego życia, Jaruzelski, Kiszczak, inni z czasów stalinowskiej nocy? Na kartach hańby.
    A Antoni Baraniak, ksiądz Jerzy, tak jak w przeszłości Romuald Traugutt i wielu innych wspaniałych Polaków są na ołtarzach i nigdy nie będą zapomniani, dając siłę nowym pokoleniom i będąc dla nich drogowskazem.
    Bo prawda, honor to nie są puste słowa i trzeba je wypełnić.

  5. nagor napisał(a):

    @E.B 14:05
    Przyznam , że jestem w rozterce . Cfając czas o dwa miesiące postać bohatera wpisu i okoliczności jego męczeństwa nie wpływając na zmiane oceny obecnej , niosły by inne przesłanie , do oceny relacji funkcjonariuszy państwowych , instytucji ,osób w nich zaangażowanych jako oprawców sytemowych .Twój komentarz
    ==Wokół nas dzieje się tyle zła, że dobrze znaleźć jakieś punkty odniesienia……….a tu jeszcze takie oburzające kłamstwa znów się pojawiają ===
    sprawia , że właściwym jest odbiór postawy Abp Baranika jako wzoru – punktu odniesienia na problemy obecne .
    I tu zaczyna się mój problem ,co przyjąć za wzór ? Pokorne znoszenie działań oprawców bo im i tak nic się nie stanie (co wynika z historii faktów) bo tak jest Wyżej zapisane. Zostać o wodzie i chlebie pod mostem z siłą takiej samej Wiary jak przyjdzie konieczność wyboru . Czy decydować się na fizyczny sprzeciw ewentualnym oprawcą w ochronie własnych praw do samostanowienia ?
    Co ma być tym punktem odniesienia , jak niezłomność to na czym polegająca ? Jak rozumiana tu i teraz?

    Wielka postawa Abp Baraniaka w obronie wiary i to pole walki jakie mu zostało pokonał.

  6. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Ta niezłomność to obrona polskiego Kościoła. Nie chciał kłamliwie oskarżać, nawet za cenę życia. Taką samą niezłomność powinni wykazać nasi politycy w obronie polskiego państwa, również kłamliwie oskarżanego.
    W rezultacie to prawda zawsze zwycięża. Zwyciężyła wtedy, bo prymas Wyszyński nie był żadnym agentem imperializmu. Zwycięży i teraz, bo to nie Polacy mordowali w obozach śmierci. Ale nie wolno się ugiąć. To miałam na myśli, pisząc o wzorze dla współczesnych.

  7. nagor napisał(a):

    @E.B
    ==W rezultacie to prawda zawsze zwycięża.==
    Okazuje się , że prawd może być wiecej niż jedna , dotycząca tego samego faktu .
    Przez lata uprawiali/upowszechniali jedną swoją , przy naszej milczącej postawie (lub nawet wsparciu) .Widocznie prawda zbliżona do obiektywnej nie przedstawia takiej jak oczekują wartości . Gra na poczucie winy jest tylko formą argumentacji dojścia do celu, kiedy inne „prawdy” zawodzą.

    Niezłomność polityków ? Przed Narodem, czy światową opinią ? Norka czy Izrael ?Kogut czy Senat?……..

  8. E.B napisał(a):

    @Nagor

    „Okazuje się , że prawd może być więcej niż jedna , dotycząca tego samego faktu .”

    Żartujesz sobie. Prawda jest jedna, pozostałe to prawdy ks. Tischnera, do których ja zaliczam również prawdę smoleńską, a teraz też prawdę żydowską. Obie g….warte.

  9. nagor napisał(a):

    @E.B
    Widzisz kiedy większość twierdzi , że widziała , a mniejszość , że było inaczej , to jest taka funkcjonująca prawda i stwierdzenie jej faktu jest drugorzędne . Kiedy pierwsza jest Tischnerowska , to tylko nasza satysfakcja , obiegowo nie istotna .
    Naprawdę wtórne jest to czy żartuję , kiedy zostaję z tym sam .

  10. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Za Twoim pesymizmem kryje się rezygnacja. Nic nie mogę, bo i tak wygra to co większość uzna za prawdziwe i właściwe. Ale tak nie można. Gdyby wszyscy tak myśleli, to zło już by dawno wygrało. Ale jeszcze nie wygrało i nie wygra, bo zawsze będą ludzie, może straceńcy, którzy będą służyć prawdzie. Bo liczy się tylko życie w prawdzie. Reszta jest złudzeniem i często o tym boleśnie się przekonujemy.

    Norwid tak napisał:

    „Naród, tracąc przytomność – traci obecność-
    nie jest – nie istnieje ….
    Głos prawdy – ludzie prawdą żyjący i dla prawdy
    – mogą znowu powołać go do życia”.

    Nawet jeśli ich będzie niewielu.

  11. nagor napisał(a):

    @E.B
    Mój pesymizm to nie rezygnacja a obserwacja rzeczywistości . Poprawny ciąg motywacji gdzie pojęcia „duma”=postawa, „honor”=zasady ,”niezłomność”=forma ich realizacji , w otaczającej rzeczywistości ustępują jakiejś politycznej relatywizacji , sporowadzając wszystko do rozgrywki elit i na czoło wysuwa się koniunkturalizm . Czy zawsze mamy po klęsce szukać bohaterów aby klęskę usprawiedliwić ?

  12. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Bohaterowie klęski nie usprawiedliwiają, ale są jej ofiarami.

    Jak będzie teraz to się okaże. Jakby nie było sytuacja jest niezwyczajna i nie wolno tu ustąpić.

  13. nagor napisał(a):

    @E.B
    ==Bohaterowie klęski nie usprawiedliwiają, ale są jej ofiarami.==
    Zastanów się , tych bohaterów stawiamy za wzór zachowań co uzasadniają opór, bez osiągnięcia celu . Usprawiedliwiamy bo innych nam brakuje , zostają tylko ofiary.

  14. E.B napisał(a):

    Cel zawsze jest. To nie są desperaci i szaleńcy. Abp Baraniak osłonił prymasa Wyszyńskiego i praktycznie zdecydował o losach polskiego Kościoła. Zapłacił za to swoją cenę, ale to było bohaterstwo. Jedni osiągali cel doraźny inni cel dalszy, który dopiero jest widoczny dla przyszłych pokoleń.
    Często stajemy w sytuacjach, w których możemy się zachować jak tchórze lub jak bohaterowie. Tak jest też w życiu codziennym. I też za to płacimy swoją cenę.
    Ale wg Ciebie jak należy żyć?

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi