Irena Sendler, Kościół, uczennice z Kansas, Bikont i dziewczyna Kasmana.

W gazowni tuż przed Świętem Zmarłych  ukazał się wywiad pt. „Bikont o Sendlerowej: Ateistka i socjalistka stała się idolką prawicy i Kościoła” przeprowadzony z autorką książki „Sendlerowa. W ukryciu” Anną Bikont przez niejakiego pana Mike’a Urbaniaka w związku z promocją tej książki wydanej 25 października 2017 r. przez Wydawnictwo Czarne państwa Moniki Sznajderman Pasierskiej i Andrzeja Stasiuka.

W tym wywiadzie pan Mike Urbaniak „wywiadowca” Wysokich Obcasów powiedział m.in. co następuje: „… I co teraz poczną z Sendlerową rządząca Polską i przewrażliwiona na punkcie oskarżeń o antysemityzm prawica wraz ze wspierającym ją Kościołem katolickim? Sejm ustanowił rok 2018 Rokiem Ireny Sendlerowej. Są szkoły jej imienia, ulice, skwery, a ona nie tylko miała jasne poglądy w sprawie polskiego antysemityzmu, ale była też wysokiej rangi funkcjonariuszką komunistyczną i członkinią PZPR. IPN, chcąc być konsekwentnym, musi teraz te wszystkie szkoły i skwery pozbawić jej imienia. Jak dekomunizacja, to dekomunizacja….”.

Pani Anna Bikont szczęśliwa autorka książki „My z Jedwabnego” (II i III wydanie w Wydawnictwie Czarne) grzecznie nie zaprzeczyła, natomiast w dalszej części wywiadu dorzuciła od siebie ocenę sp. Ireny Sendler następującej treści: „..Irena Sendlerowa bardzo pilnowała swojej biografii, którą – o czym mówiliśmy- tu i ówdzie podkoloryzowała. Na ile to było konfabulowanie z premedytacją, a na ile takie, a nie inne dziełanie pamięci? Wiadomo przecież, że pamięć potrafi płatać figle, że często ludzie, którzy przeżyli Zagładę, mieszają to, co widzieli z tym, co później przeczytali. I wreszcie, Sendlerowa musiała cały czas zmyślać, bo na tym polegała jej praca- ukrywanym dzieciom trzeba było wymyślać ciągle nowe tożsamości, nowe historie rodzinne…”.

Po tych rewelacjach pan Mike brawurowo finiszuje stwierdzając co następuje :”…Weźmy na przykład tak zwaną listę Sendlerowej z mityczną liczbą dwóch i pół tysiąca uratowanych dzieci. Tej listy po prostu nie ma, choć z kilku świadectw wiemy, że miała być przekazana do archiwum Kibucu Bohaterów Getta”.

Pani Bikont po wtręcie o swoich przygodach z zeznaniem „ Szmula Wassersztajna głównego świadka zbrodni” ( w Jedwabnem) postawiła kropkę nad i :”… Trudno więc powiedzieć na pewno, że czegoś nie ma, ale po latach pracy nad książką chyba mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie ma czegoś takiego jak lista Sendlerowej”.

Czy te słowa mogą dziwić?? Nie. Nie mogą. Anna Bikont jest, jak widać, nieodrodną córką czołowej propagandystki czołowej komunistycznej gadzinówki PRL w latach stalinizmu „dziennikarki śledczej” piszącej pod pseudonimem Wilhelmina Skulska w czasach, gdy Trybuną Ludu zarządzał sam towarzysz Leon Kasman  w latach 1948-1956.

Czerwona Wilhelmina Skulska była znana za Stalina w całym PRL bowiem nakład Trybuny Ludu wynosił grubo ponad 1 mln sztuk nakładu dziennie a jednym z jej ważniejszych zadań miało być tropienie „niedociągnięć” różnych dyrekcji i załóg zakładów przemysłowych w realizacji Planu Sześcioletniego, co niejednokrotnie skutkowało natychmiastowym wyrzuceniem dyrekcji a może i wiktem więziennym dla tejże dyrekcji.  Sterował tym „podgrzewaniem entuzjazmu” oczywiście towarzysz Leon Kasman, poza Romanem Zambrowskim najbardziej prominentny lider frakcji „Puławian” w PZPR. Człowiek ten od najmłodszych lat był w różnych „komunistycznych egzekutywach” a w latach 1934-1936 wykładał w Moskwie na kursach Kominternu dla sekcji polskiej (m.in. dla towarzysza Gomułki). W 1936 r. Sowieci zrobili go członkiem Komitetu Centralnego KPP. Dostałby w czapę już  w 1937 r. w Moskwie ale  w 1936 r. poszedł odsiadywać zaległą karę w więzieniu w Nowym Sączu, Tarnowie, więc go ominęło.

Tyle szczęścia w 1937 r. nie miała nieznanego imienia i nazwiska siostra Wilhelminy Skulskiej, o czym pisze siostrzenica Anna Bikont na 11 stronie swego dzieła pt. „The Crime and the Silence. Confronting the Massacre of Jews in Wartime Jedwabne”.

Można jedynie domyślać się, że zmarła pod nazwiskiem Wołyńska albowiem, jak informuje amerykańskiego czytelnika pani Bikont :”… Kiedy zdałam maturę (ukończyłam studia?),  spotkałam mężczyznę w wieku lat pięćdziesięciu kilku na naszej daczy pod Warszawą, którego moja matka przedstawiła jako syna jej ukochanej siostry zamordowanej w 1937 r. w czasie Wielkiej Czystki (..) Powiedziałam mu, że jest jedynym krewnym , jakiego znam ze strony mojej matki  (..) Nasz dziadek Hirsch Horowicz, zaczął mój kuzyn Ołeś Wołyński…”. „Ołeś” czyli Aleksander, inaczej Sasza.

W latach 70-tych ojciec Anny Bikont pan Zdzisław Andrzej Kruczkowski, przed wojną współzałożyciel wraz z Karolem Kurylukiem bardzo lewicowego miesięcznika “Sygnały” – pełnił jakieś tajemnicze funkcje w różnych ambasadach PRL, w tym w ambasadzie PRL w Bernie, Szwajcaria.  A towarzyszyła mu małżonka Wilhelmina Skulska –Kruczkowska de domo Lea Horowicz/Horowitz. Na pamiątkę czego państwo Kruczkowscy popełnili w Wydawnictwie Iskry w 1978 r. dzieło „Berneńskie ABC” a wcześniej bo w 1976 r. w Krajowej Agencji Wydawniczej „Szwajcaria. Mały Przewodnik Turystyczny”.

Po czym tatko udał się do pracy w Ministerstwie Handlu Zagranicznego (znał się na handlu zagranicznym zapewne tak samo, jak Wilhelmina Skulska na Planie Sześcioletnim) a małżonka Skulska napisała 3 kryminały (podobno kiepskie) oraz scenariusz do popularnego serialu telewizyjnego „Dr Ewa”.  Wcześniej, bo w roku 1954 r. popełniła scenariusz filmowy wraz z Janem Rybkowskim o tym, jak Aleksandra Śląska jedzie do huty do Bytomia aby się przekwalifikować z krawcowej na spawacza. Tytuł dzieła „Autobus odjeżdża 6.20”. Ostatnio, kiedy bywałam w „przemyśle ciężkim” to I zmiana zaczynała się o godzinie 6.00 i „autobus musiał wyjechać o 5.20”. Ale może w czasach Planu Sześcioletniego robotnicy mieli lepiej. Finałem zaangażowań towarzyszki Skulskiej była funkcja członka Komisji Interwencyjnej SDP w kadencji 1989-1990.

Jeśli się do tych wszystkich zajęć mamusi i tatusia doda  kuzyna Aleksandra Wołyńskiego z ZSRR, (przyjeżdżającego na daczę pod Warszawą),  w którym to państwie paszporty na wyjazd zagraniczny były wyłącznie dla ścisłej nomenklatury, to mamy pełny obraz tego, z jakiej pozycji Anna Bikont  milcząco przy pomocy Mike’a Urbaniaka oskarża Irenę Sendler o „bycie funkcjonariuszą komunistyczną”.

A teraz troszkę o „zawłaszczaniu przez Kościół Ireny Sendler”.

Na początek uwaga techniczna. Nie byłoby Anny Bikont na świecie, gdyby anonimowy Polak w roku 1942 r. nie załatwił pannie Lei Horowitz ur. 1918 – świadectwa chrztu w Kościele Katolickim i nie ożenił się z nią również w Kościele Katolickim w 1942 r. we Lwowie lub gdzieś za Bugiem. A te świadectwa akurat musiały mieć potwierdzenie w księgach kościelnych, bowiem perfidne władze niemieckie wydały parafiom nakaz ujawnienia wszystkich świadectw chrztów w stosunku np. do Polaków będących na robotach i w obozach koncentracyjnych. Żeby im się jakiś „fałszywy katolik” nie zaplątał w systemie selekcji i zagłady. Więc ślub musiał być prawdziwy.

Aby mieć już absolutnie pełny kontekst „ideowo –historyczny”  książkowego ataku Wydawnictwa Czarne państwa Stasiuk – Sznajderman na Irenę Sendler, warto może wspomnieć o zaangażowaniu pani Moniki Sznajderman Pasierskiej w radzie Fundacji „Zakopiańczycy. W Poszukiwaniu Tożsamości” z siedzibą w Kościelisku ul. Nędzy –Kubińca 161, której celem jest wg akt KRS (nr KRS 0000427200, zarejestrowano 26 lipca 2012 r.) :”…Działalność kulturalna, naukowa, promocyjna i oświatowa związana z historią, dziedzictwem, współczesnością miasta Zakopanego, Podtatrza i Tatr…”.
Kolegą pani Moniki Sznajderman (której udziały w Wydawnictwie Czarne są wyceniane na 4.201.000 zł) w tej radzie fundacji „Zakopiańczycy” jest sam pan Stefan Krajewski zasadniczo matematyk, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów oraz w latach 1992-2009 konsultant Amerykańskiego Komitetu Żydów ale co najciekawsze, wnuk tow. Władysława Stein-Krajewskiego (ur. 1886), działacza SDKPiL i współpracownika Lenina oraz od roku 1930 regularnego obywatela ZSRR (wraz z małżonką córką Adolfa Warskiego i synem Władysławem, który do Polski zjechał w 1946 r.) i wysokiej rangi funkcjonariusza Kominternu w komisji kontroli i kierownika sekcji prasy.   Zarówno towarzysz Władysław Stein Krajewski jak i Adolf Warski jego teść, podobnie jak jego brat Henryk Stein- Domski – dostali w 1937 r. 9 gramów w politycę w ramach „Great Purge”.

Podobnie jak nieznanego imienia i nazwiska towarzyszka komunistka ciocia Anny Bikont siostra Wilhelminy Skulskiej de domo Horowicz.

To jest jak widać, środowisko dość jasno sprecyzowane ideowo i narodowo a  rozrzut zainteresowań i „front misji dziejowej” tego towarzystwa jest bardzo szeroki: od „skorygowania życiorysu i dokonań Ireny Sendler” do – „zaopiekowania się dziedzictwem Zakopanego i Tatr ze szczególnym uwzględnieniem Kościeliska”.

No to wróćmy do dzieła pani Anny Bikont o „ateistce i socjalistce zawłaszczonej przez Kościół i prawicowe państwo, która NIE uratowała 2500 żydowskich dzieci”.

Pani Bikont twierdzi, że sama Irena Sendler „podkoloryzowywała swoją biografię i konfabulowała” a państwo polskie z kolei pompowało jej „mit” w celu „przykrycia” brzydkich sprawek polskich antysemitów za niemieckiej, sorry, nazistowskiej okupacji a zwłaszcza – powszechnej obojętności Polaków na sprawę zagłady Żydów.

To może małe kalendarium.

Do roku 1999 o Irenie Sendler w Polsce i na świecie w przestrzeni publicznej nie wypowiadał się nikt. W tym roku w miejscowości Uniontown w hrabstwie Bourbon w Kansas USA (liczba mieszkańców ok.300) w miejscowej szkole cztery uczennice w wieku lat 13-14 zostały wyznaczone/poproszone przez skromnego prowincjonalnego nauczyciela  Normana Conarda do uczestniczenia w ogólnonarodowym konkursie szkół amerykańskich  pod nazwą „National History Day”. Miała to być forma ich „socjalizowania” albowiem dziewczynki miały różne problemy: matka jednej z nich chorowała na raka, inna zbyt często przenosiła się ze szkoły do szkoły z powodu zawodu ojca (wojskowy) i była w klasie wyobcowana, inna miała matkę narkomankę i wychowywali ją dziadkowie.
Nauczyciel przyniósł do szkoły numer gazety News and World Report z marca 1994 r. (premiera filmu Lista Schindlera) z artykułem o „innych Schindlerach” i informacją o tym, iż Irena Sendler „uratowała z Getta w Warszawie wiele dzieci i dorosłych w 1942 r.”. Uratowanych dzieci miało być „ponad 2000”.  Czyli ponad 2 razy więcej niż Niemiec Schindler i w dodatku, o zgrozo, za darmo.

Nauczyciel stwierdził, że to jest najprawdopodobniej błąd drukarski czyli dodane omyłkowo jedno zero i żeby to zweryfikowały w ramach zajęć historii.
Dziewczynki  Megan Stewart, Elisabeth Cambers i Sabrina Coons  i Janice Underwood a później kilkoro innych dzieci zgodziły się przystąpić do konkursu National History Day ale w całym dystrykcie szkolnym nie było ani jednego Żyda, w związku z czym poszukiwały informacji na swoją rękę w różnych źródłach, m.in. starając się ustalić miejsce pochówku Ireny Sendler, która wg nich nie miała prawa żyć w roku 1999. Napisały do ambasady RP w Waszyngtonie DC i otrzymały informację, iż Irena Sendler żyje w domu opieki Braci Bonifratrów na Sapieżyńskiej w Warszawie. Napisały do niej list i otrzymały odpowiedź po polsku. Znalazły polską studentkę, która im przetłumaczyła ten list.
Zaczęła się korespondencja. Uczennice przesłały Irenie Sendler scenariusz swojej „sztuki o Irenie Sendler”, która miała być ich pracą konkursową w National History Day. Było to kilka scenek pokazujących m.in. jak Irena Sendler próbuje namówić żydowską matkę w Getcie aby oddała jej pod opiekę dziecko, bo wszyscy w Getcie przeznaczeni są do eksterminacji. Matka chce mieć jakąś gwarancję, że dziecko za murami przeżyje ale Irena Sendler może jedynie powiedzieć, że takiej gwarancji dać nie może.
Głównym „aktorem” sztuki jest słoik, w którym Irena Sendler wraz z koleżanką chowają bibułki papierosowe, na których są napisane dane osobowe żydowskich dzieci i ich nowe imiona i nazwiska, aby mogły być oddane rodzicom po wojnie.  Słoik/słoiki są zakopywane pod jabłonką w ogródku przyjaciółki. Jabłonka rośnie do dzisiaj. Dzieci same wykonały dekoracje, same zaprojektowały kostiumy i same zagrały w sztuce. Pieniędzy nie było, ale był entuzjazm i kreatywność.
Od tego słoika wziął się tytuł projektu :”Life in a jar”. (Życie w słoiku). Dzieci nie wygrały konkursu ale sztuka zajęła miejsce w ścisłej czołówce w skali całych USA, co dla szkółki z Uniontown było wydarzeniem historycznym.
Dzieci zostały zaproszone do „zagrania sztuki” w różnych organizacjach żydowskich w stanie Kansas a nawet dalej. Sztuka została bardzo dobrze przyjęta, publiczność była wzruszona do łez.

Najbardziej chwytliwe były „hollywoodzkie” scenariusze wyprowadzania dzieci z Getta, które to dzieło początkowo zupełnie błędnie przypisywano wyłącznie Irenie Sendler. Czyli wywożenie w paczce uśpionego niemowlęcia pod fotelem w tramwaju jadącym przez Getto, niemowlę w paczce pod siedzeniem ciężarówki wożącej środki dezynfekcyjne do Getta  z groźnym wilczurem na siedzeniu odstraszającej strażników, wyprowadzanie przez Sądy i podziemne korytarze pod kamienicami – dzieci starszych.
Ona wprowadzała poprawki, wyjaśniała kontekst, stanowczo zaprzeczając, iż robiła to sama. I  wprowadzając masowej świadomości USA mimo wszelkich dotychczasowych barier –  informację o „organizacji Żegota”.

W chwili gdy zaczął się projekt miała już 89 lat i zaskakująco bystry umysł. I poczucie humoru oraz wygląd „babci jak z bajki dla dzieci”.

Była idealną postacią medialną dla masowej publiczności USA ukształtowanej przez telewizję i Hollywood. Pieniądze, które jej przywiozły (bo jest biedna), kazała im wziąć, „żeby poszły sobie zahulać”. Oczarowała je i zakochały się w niej. Była mądra, miała poczucie humoru, wielką wiedzę i była Żyjącą Legendą, która robiła rzeczy sto razy straszniejsze niż wszyscy bohaterowi Hollywood.

Sława „Life in a Jar” rosła, rosła też legenda Ireny Sendler w USA. Dzieci udzielały wywiady dla ogólnokrajowych telewizji (CNN) i ogólnokrajowych gazet.  I też stawały się sławne a ich  życie ulegało zmianie na lepsze. Wszystkie „wyszły na ludzi”: pokończyły studia, założyły rodziny i są szanowane.

W ramach projektu „Life in a Jar” uczniowie sami opracowali stronę internetową projektu, jeden zajął się robieniem zdjęć i dokumentowaniem przedstawień a wszystko było wrzucane do sieci. W ciągu 6 lat stronę odwiedziło 2 miliony osób i zaliczono 55 milionów odsłon.

Przez stronę internetową sprzedano do 4000 szkół amerykańskich – DVD „Life in a Jar’, co wyszacowano na dotarcie do 1 miliona uczniów.

Bardzo popularna jest też  książka  autorstwa Jacka Meyera „Life in a Jar: The Irena Sendler Project” – od roku wydania 2011 – 7 nagród czytelniczo edukacyjnych w tym w 2014 r. „Reader’s Favorite Book Award- Gold Medal –Education. ( Najbardziej ulubiona przez czytelników książka edukacyjna – złoty medal).
W 2016 r. wyszła książka pani Tilar J. Mazzeo pt. Irena’s Childern: The Extraordinary Story of the Woman Who Saved 2,500 Children form the Warsaw Ghetto”.

„Marka” Irena Sendler i hasło „Life in a Jar’ zaczęły rozprzestrzeniać się po świecie jak pożar włącznie z Indiami i Taiwanem. Z wyjątkiem Francji, która bardzo długo opierała się przed Ireną Sendler.
Od razu trzeba zaznaczyć, że pierwsze zdanie prezentujące projekt „Life in a jar” na stronie internetowej brzmiało (i brzmi) następująco: „…Students from rural Kansas discover a Polish Catholic woman who saved Jewish children…”.(Uczniowie z rolniczego Kansas odkryli Polkę katoliczkę, która ratowała dzieci żydowskie).

Dla małych amerykańskich protestantów było rzeczą oczywistą, że skoro żydowskie dzieci były kierowane przez organizację Żegota do rzymsko katolickich klasztorów oraz do organizacji charytatywnych katolickich a sama Żegota została założona przez katolicką pisarkę Zofię Kossak Szczucką no a Irena Sendler mieszka w zakonnym domu  o nazwie: Dom Geriatryczno-Rehabilitacyjny przy Zakonie Szpitalnym Św. Jana Bożego Bonifratów, to sprawa jest jednoznaczna.

Ja tę stronę internetową odwiedzałam przez ładnych parę lat przynajmniej raz w tygodniu począwszy od roku 2005 albo i wcześniej. W tym czasie w Polsce panowało absolutne milczenie mediów na temat tego fenomenu, jakże korzystnego dla wizerunku Polski.

Za to, niby przypadkiem zaczęły pojawiać się na rynku i to od razu tłumaczone na język angielski takie „bomby historyczne” jak :

2001- Jan Tomasz Gross – “Neighbors: The Destruction of the Jewish Community in Jedwabne Poland “Princeton University Press  Już w tytule jest kłamstwo: w 1941 r. – Jedwabne nie leżało w “Poland” tylko na terenach okupowanych przez Niemców, resztę rozłożyli na czynniki pierwsze tej „prawy” – prof. Chodakiewicz i w wykładach Leszek Żebrowski.

2004- Anna Bikont – „My z Jedwabnego” w Pruszyński i S-ka

2006 – Jan Tomasz Gross – Fear: Anti-Semitism in Poland After Auschwitz, Random House.  Tak się przypadkiem złożyło, że gdzieś tak koło 2005 r. zaczęło się mówić o Pokojowej Nagrodzie Nobla dla Ireny Sendler a w 2006 zorganizowano kampanię poparcia.  Taki traf. Irena Sendler lat 97 „przegrała” z Alem Gorem – „papieżem ocieplenia globalnego”.

No a teraz mamy personalny atak na osobę śp. Ireny Sendler.

No to jak tam było z tą „funkcjonariuszką komunistyczną, członkinią PZPR”.

Irena Sendler była córką socjalisty. Ale z pewnością była ochrzczona w Kościele Rzymsko Katolickim.

W PZPR znalazła się w ramach połączenia w 1948 r. PPS z PPR. Czyli jak tysiące Polaków katolików, którzy wiedzieli doskonale, czym grozi im „wypisanie się” z PZPR w 1948. W 1968 r. rzuciła legitymację partyjną czyli 4 lata wcześniej niż tow. II sekretarz POP UW niejaki Geremek.

Pod wojnie otrzymała propozycję stanowiska zastępcy naczelnika Wydziału Opieki Społecznej Miasta Stołecznego Warszawy. Czyli była to naturalna kontynuacja tego, co robiła już od roku 1932, kiedy to po ślubie z młodszym asystentem na Wydziale Filologii Klasycznej UW Mieczysławem Sendlerem (1931) otrzymała  pracę w Obywatelskim Komitecie Pomocy Społecznej Wolnej Wszechnicy Polskiej w Sekcji Opieki nad Matką i Dzieckiem , która to Sekcja w 1935 r. weszła do struktur zarządu Miasta Stołecznego Warszawy. Awansowała kolejno ze stanowiska opiekunki terenowej, referentki społecznej do Kierowniczki Referatu do Walki z Włóczęgostwem, Żebractwem i Prostytucją.
W czasie wojny w okresie likwidacji Getta oficjalnie pracowała w Referacie Opieki Zamkniętej nad Dziećmi i Młodzieżą Wydziału Opieki i Zdrowia. Kierownikiem Referatu był Jan Dobraczyński pisarz katolicki.  To on wystawiał te wszystkie lewe dokumenty dla zbiegłych z obozów polskich żołnierzy, ukrywających się konspiratorów i ukrywających się Żydów.

Opisała to szczegółowo dr Teresa Prekerowa w opracowaniu naukowym „Konspiracyjna Rada Pomocy Żydom 1939-1945”.

Jeśli chodzi o to, jakoby Irena Sendlerowa miała jakieś wydumane pretensje o „prześladowania” w czasach komunizmu, to pomijając słynne „przesłuchania na UB” – kiedy była w 7 miesiącu ciąży, co skończyło się przedwczesnym porodem i śmiercią Syna dwutygodniowego w 1949 r. była jeszcze delikatna sprawa wyjazdu do Izraela w 1965 r. W Dzienniku Bałtyckim z 16 września 2009 r. pan Leszek Szymański pisze w artykule pt. „Irena Sendlerowa – bohaterka zapomniana”, że „partia, w którą wierzyła”  3 lata wcześniej odmówiła jej paszportu na wyjazd do Izraela na zaproszenie Instytutu Yad Vashem w związku z przyznaniem tytułu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Miała posadzić swoje drzewko.

„Komunistyczna funkcjonariusza” Irena Sendler dostaje odmowę paszportu w tak oczywistej sprawie w 1965 r. a tymczasem totalny antykomunista Władzio Bartoszewski jak najbardziej otrzymał paszport w 1963 r. i wedle docenta wiki – „od września do listopada 1963 r. przebywał w Izraelu na zaproszenie Instytutu Yad Vashem, gdzie w imieniu Rady Pomocy Żydom „Żegota” odebrał odznaczenie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Indywidualne odznaczenie Sprawiedliwy wśród Narodów Świata otrzymał w 1966…”.
„Wogle” w roku 1963 r. zaczął „obalać komunę całościowo”: „…od listopada do grudnia 1963 r. przebywał w Austrii, gdzie nawiązał liczne kontakty z austriackimi środowiskami intelektualnymi i politycznymi. W listopadzie rozpoczął współpracę z Radiem Wolna Europa. W kolejnych latach podróżował także do RFN, Wielkiej Brytanii, Włoch, Izraela, a także USA, gdzie kontaktował się zwłaszcza z przedstawicielami polskiej emigracji…”.
Ciekawe, że Władzio został wysłany do Izraela po odbiór tytułu dla ŻEGOTA – „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”, gdy tymczasem Zofia Kossak – Szczucka, współzałożycielka z Wandą Krahelską Filipowicz – w 1942 r. Tymczasowego Komitetu Pomocy Żydom, przekształconego w Radę Pomocy Żydom – już w 1957 r. powróciła z emigracji do Polski i osiedliła się w domku ogrodnika w swojej byłej posiadłości w Górkach Wielkich k.Cieszyna, którą to posiadłość władze komunistyczne z Bermanem na czele – skonfiskowały Jej, jak należy rozumieć , z „wdzięczności za uratowanie kilkudziesięciu tysięcy Żydów”. Podobnie żyła Wanda Krahelska. Obie: Kossak Szczucka i Krahelska miały umrzeć w 1968 r.
Ale sadzić drzewko w imieniu ŻEGOTA pojechał do Izraela w 1963 r. Władzio Bartoszewski. Ho, ho, tak , tak.

To może jeszcze na koniec o „ateizmie Sendlerowej”. Kiedy jej drugi syn Adam ur. 1951 bardzo delikatny od urodzenia, mając kilka lat ciężko zachorował,   wedle tego samego artykułu w Dzienniku Bałtyckim z 2009 r. :”…. Raz popadł nawet w śmierć kliniczną. Zrozpaczona kobieta klęczała nad jego łóżkiem, nie wiedząc, co robić. – I wtedy Mama zaczęła się modlić- wspomina jej córka Janina Zgrzembska. – Po prostu uklękła i zaczęła się modlić. – I wkrótce Jej Syn odzyskał całkowicie zdrowie…”.

Reasumując: przez cały okres medialnej sławy i chwały Ireny Sendler, która rosła od roku 1999 aż do 2008 i później – Kościół Rzymsko Katolicki milczał i nie wypowiadał się  na jej temat. Zapewne znalazła się wśród Polaków ratujących Żydów w kaplicy ufundowanej przez Ojca Dyrektora w Toruniu.

Natomiast jak tylko ruszył projekt „Life in a Jar” w 1999, w pokoiku ze słonecznikami w domu pomocy przy Zakonie Bonifratrów na Sapieżyńskiej pojawiła się sama pani prezydentowa Kwaśniewska Jolanta, aby wyściskać Wielką Bohaterkę i – zrobić sobie z nią zdjęcie, które poszło w świat. Nie był gorszy Rabin Szudrich i pani Ficowska Elżbieta. Nie mówiąc o profesorze Głowińskim.

Niedaleko „padła” Ania Bikont od mamci Wilhelminy Skulskiej, co była czerwieńsza niż litery w Trybunie Ludu.  Ta książka uderza nie tylko w dobrą pamięć o Irenie Sendler, torturowanej na Gestapo i skazanej na śmierć ale i w dobra osobiste jej Dzieci i Wnuków.

Kimże jest Anna Bikont aby recenzować życie Ireny Sendler? No kim?

http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,22557413,bikont-o-sendlerowej-to-dzisiaj-najwiekszy-paradoks-ze-ta.html

https://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/sendlerowa

https://www.amazon.com/Crime-Silence-Confronting-Massacre-Jedwabne/dp/0374178798/ref=la_B00R0S2VU2_1_1?s=books&ie=UTF8&qid=1509715300&sr=1-1#reader_0374178798

https://mojepanstwo.pl/wydawnictwo-czarne

https://mojepanstwo.pl/fundacja-zakopianczycy-w-poszukiwaniu-tozsamosci

https://pl.wikipedia.org/wiki/Leon_Kasman

http://sdp.pl/pws/dodatkowe/kadencje_wladz.html

https://mojepanstwo.pl/fundacja-zakopianczycy-w-poszukiwaniu-tozsamosci

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stanis%C5%82aw_Krajewski_(filozof)

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Stein-Krajewski

http://nagrodairenysendlerowej.pl/o-irenie-sendlerowej

About the Project

http://www.irenasendler.org/family-cast/

https://www.kshs.org/p/kansas-history-day-holocaust-and-life-in-a-jar/14874

https://www.theguardian.com/world/2007/mar/15/secondworldwar.poland

https://www.amazon.com/Life-Jar-Irena-Sendler-Project/dp/098411131X

https://bonifratrzy.pl/dom-geriatryczno-rehabilitacyjny-warszawa/

https://www.youtube.com/watch?v=8mYi149YA4o

http://marginesy.com.pl/uploads/attachments/132967/Mieszkowska_Sendlerowa_16-37.pdf.pdf

http://www.dziennikbaltycki.pl/artykul/162690,irena-sendlerowa-bohaterka-zapomniana,id,t.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Bartoszewski

 

You may also like...

16 komentarzy

  1. E.B napisał(a):

    Wspaniała notka, Pantero.
    Dzięki za te informacje. Nie znałam ich. I pomyśleć, że dzięki amerykańskim dziewczynkom i ich nauczycielowi Pani Irena ujrzała światło dzienne.
    Ale odwdzięczyła się tym dzieciom i uratowała również je. Wyszły przecież „na ludzi” a mogło tak nie być.

    Ludzie pokroju Tomasza Grossa i Anny Bikont to funkcjonariusze systemu, który chciałby nas sprowadzić do roli kłamców, morderców, małodusznych Polaczków, żeby tylko nie pokazać wielkości i bohaterstwa tak wielu.
    Świetnie, że to odsłaniasz.

    Pozdrawiam

  2. pink panther napisał(a):

    Dzięki za miłe słowa. Przyglądałam się przez jakiś czas temu projektowi w internecie i temu, w jaki sposób wiedza o Irenie Sendler rozprzestrzenia się po świecie a przy okazji jakaś wiedza o okupacji niemieckiej w Polsce.
    To prawda, że dzieci , obecnie już dorosłe osoby – dały bardzo wiele Irenie Sendler – jakąś pociechę pod koniec życia, za co im zresztą podziękowała w jednym z ostatnich listów ale one od niej też dostały coś zupełnie unikalnego : uznanie ich wartości i tego, że są naprawdę wspaniałe. Nie w tym obłudnym sensie czasów obecnych ale tak, jak może to rozumieć osoba stojąca nad grobem.

  3. Tadeusz_K napisał(a):

    @pink panther

    #Ciekawe, że Władzio…[…]#

    Nie dziwi nic skoro władzio (jak sam twierdził) bardziej obawiał się Polaków niźli Gestapo/SS, gdy przemykał się między ulicami W-wy.
    Nie dziwi nic..
    Człowieczek organicznie i organoleptycznie nienawidzący Polski, Polaków i wszystkiego co polskie.

  4. cisza1 napisał(a):

    @pink panther

    Przewrotność „inteligentów” z GW i „artystów” piszących książki i kręcących filmy…. liczą uratowanych Żydów zaniżając ich liczbę a ilość ofiar zamordowanych przez Niemców (przypisywanych Polakom) zawyżając!
    Oby się wreszcie zapętlili w swoich kombinacjach!

    Pani Sendlerowa, jak wielu z PPS nie była ortodoksyjną katoliczką. Większość dziennikarzy – Judeiczyków, ateistów i lewaków przewrotnie to wykorzystuje i zakłamuje przypisując jej ateizm.

    Fragment ze strony „Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu w Polsce” wiarygodnie potwierdzający to, co pisałaś (z Dz.Bałtyckiego) o „ateizmie” Sendlerowej:

    „Czy on mnie słyszy?
    – Irena ratowała dzieci, a z trojga własnych dwoje straciła – mówi Małgorzata Palester. W 1949 r. ciężarną Irenę przesłuchiwano na UB. Jej synek rodzi się za wcześnie. Umiera po kilku tygodniach.
    W 1963 r. dwunastoletni Adam przechodzi zakażenie krwi i śmierć kliniczną. – Mama w czasie wojny stwierdziła, że Bóg się odwrócił od ludzi – opowiada córka Janka Zgrzembska. – Potem nie była religijna.
    Ale gdy umierał Adam, zaczęła się modlić. I Adam wrócił z tamtego świata.
    Jednak zakażenie uszkodziło mu zastawki. Badania w Szwecji opłacili przyjaciele Ireny, Żydzi. Potrzebna była operacja, lecz Adam nie mógł się na nią zdecydować. Umarł nagle we wrześniu 1999 r. Miał czterdzieści osiem lat, był absolwentem bibliotekoznawstwa. Irena powiedziała, że ma chyba serce z kamienia, skoro przeżyła jego śmierć. Przy jej łóżku stoi duża fotografia Adama. Napisała w liście do Agaty z Otwocka: „Czy on mnie słyszy, ja tego nie wiem”.”

    http://www.dzieciholocaustu.org.pl/szab8.php?s=sendlerowa014_01.php

  5. Tadeusz_K napisał(a):

    Irena Sendler
    .

    .

    .

  6. Trzmielka napisał(a):

    @pink panther, @cisza1

    Pantero, bardzo, bardzo dziękuję za ten świetny, jakże potrzebny i ważny tekst o Irenie Sendler! Nie wiedziałam, że to dopiero od akcji tych amerykańskich dziewczynek stało się głośno o Irenie Sendler. To wielki wstyd dla polskiego państwa i wielu jego instytucji, że wcześniej nie było wiadomo nic o niej – a także o wielu innych cichych bohaterach z czasów okupacji.

    „Gazeta Wyborcza” wolała pisać o zmyślonych morderstwach na Żydach w Warszawie dokonanych przez AK (niesławny artykuł Michała Cichego)… Czy napisała chociaż o jednym nieznanym Polaku ratującym Żydów?

    Dziękuję, Ciszo, za to uzupełnienie dotyczące ateizmu Ireny Sendlerowej – po przeczytaniu tekstu Pantery ten właśnie problem był dla mnie wciąż niejasny.

  7. cisza1 napisał(a):

    @pink panther
    A ja zapomniałam podziękować Panterze za wspaniały (jak zwykle) tekst. Dzięki…

    @Trzmielka
    Zarzucają jej bezczelnie to, co sami kochają.
    Problem „ateizmu” pani Sendlerowej w notce i komentarzu – pokazany tak samo ale ze strony „dzieci Holokaustu” – potwierdzający.
    Co pisze GW? Wiadomo…

    Zobacz, jak przewrotnie przedstawiają owi miłośnicy kościoła i prawdy inną kobietę, obrzydliwą morderczynię, krwawą Lunę Brystygierową w jakimś filmie – w Laskach, całkiem nawróconą. niemal pokutnicę!
    Obłuda i biznes!

  8. nagor napisał(a):

    @pink panter
    Świetna dokumentacja i nauka , pewnie już powołali gminę w Kansas . To z ich punktu widzenia nie miało się prawa wydarzyć .Cisza1 na temat znaku krzyża ,porusza sprawy ważne , ale my tu i w europie mamy gminy czuwające tak nad krzyżem jak i nad kasą .Podłoże waszych tekstów mimo odległości jest takie samo.

  9. pink panther napisał(a):

    @Tadeusz_K, Sorry, że dopiero teraz, ale wczoraj wędrowałam na cmentarz „leśny” w Zbędowicach, gdzie Niemcy 22 listopada 1942 r. zorganizowali obławę i egzekucję całej Kolonii Zbędowice czyli wystrzelali ponad 100 osób, w tym większość młodzieży i dzieci. Sołtys organizuje tam co roku Mszę św. za Rozstrzelanych. Trochę mnie wiatr potarmosił:)))
    Co do „Władzia”, to on został na bardzo wczesnym etapie „wyselekcjonowany” do pełnienia kilku ról jednocześnie: „głównego ratownika Żydów z Getta”, „głównego Powstańca Warszawskiego”, „Głównego Konspiratora”, „Głównego Więźnia KL Auschwitz” i „Głównego Solidarnościowca starszego pokolenia”.
    Zastanawiające, jak bardzo ukochali go Niemcy i jak go wylansowali u siebie na „profesora”. Z perspektywy czasu i z perspektywy stałej nagonki na Polaków rozpoczętej filmem Claude Lanzmanna „Shoah” w czasie stanu wojennego i za zgodą Jaruzela – widać, że to była szerzej zakrojona i długofalowa akcja. I nie chodzi jedynie o jakieś 55 mld USD ale o „grillowanie katolików” i o przykrycie kilku nieprzyjemnych spraw z okresu okupacji a dotyczących działalności Judenratów i policji żydowskiej w gettach. Okazuje się, że on się do tego bardzo nadawał.

  10. pink panther napisał(a):

    @Cisza1, Rzeczywiście cała ta nagonka na Polaków rozpoczęta w 2000 r. kłamstwami na temat mordu w Jedwabnem w wykonaniu Grossa coraz bardziej rozłazi się w szwach. Zawziętość nie popłaca i kiedy stalinięta zablokowały możliwość postawienia pomnika poświęconego Polakom ratującym Żydów w II WW – koło budynku Muzeum Historii Żydów Polskich (nazwywanego już tylko „Polin”), Ojciec Dyrektor „wyciął im numer” i powołał zespół naukowy do zrobienia bazy danych o WSZYSTKICH Polakach ratujących Żydów, urządził piękną Kaplicę jako pomnik a opracowanie na temat Polaków ratujących Żydów , że się tak nieelegancko wyrażę „wepchnął do gardła ” pewnej ambasador pewnego państwa.
    W dodatku muzeum „Polin”, na które Prezydent Warszawy śp. Lech Kaczyński wyasygnował grubo ponad 200 mln zł – świeci pustkami i ogólnie po świecie poszła plotka, że ono jest niezbyt atrakcyjne.
    W tymczasem prezydent USA opowiada o jakichś „barykadach na Jeruzalem Avenue”:))) I cała Hameryka tego słucha oraz ogląda pomnik Powstańców Warszawskich.
    No i ta Irena Sendler i organizacja Żegota.
    Czyli sypie się cała antypolska propaganda pichcona przez potomków politruków Armii Czerwonej do spółki z potomkami członków Judenratów. Coś trzeba robić. Na razie „padło” na Irenę Sendler, co to „nie uratowała 2500 Żydów”.

  11. pink panther napisał(a):

    @Tadeusz_K, Dzięki za piękną kolekcję zdjęć. Z pewnością fakt, że Irena Sendler była piękną kobietą i sympatyczną staruszką – bardzo pomógł w popularyzowaniu jej historii. Kogoś to bardzo boli.

  12. pink panther napisał(a):

    @Trzmielka, Dzięki za miłe słowa. Stalinięta nigdy nie napisały jednego dobrego słowa na temat Polaków ratujących Żydów, czy generalnie – Polaków bohaterów II WW. One się wyspecjalizowały w zohydzaniu AK, polskich chłopów ratujących Żydów, polskiego Kościoła Katolickiego etc. Na ile było to zadaniowane a na ile same stalinięta wyrażały swoją prywatną nienawiść do Polski i Polaków i do KK, to temat na osobną notkę.
    Irena Sendler była przedstawicielką tzw. lewicującej inteligencji warszawskiej, której było daleko do Kościoła Katolickiego, ale która nie była ateistką. Co najwyżej wyrażała pretensje do Pana Boga, że dopuścił do takiej strasznej tragedii. Ona była jedną z nielicznych osób spoza Getta, która na własne oczy widziała to, co się tam wyprawiało.
    A po osobistych błędach i tragediach jakoś tam na swój sposób z Panem Bogiem się pogodziła. Kim ja jestem, aby oceniać „poziom katolicyzmu” Ireny Sendler. A tym bardziej, kim jest Anna Bikont autorka kłamliwego „My z Jedwabnego” aby przypisywać Irenie Sendler ateizm.

  13. pink panther napisał(a):

    @Nagor, Rzeczywiście, z ich punktu widzenia TO nie miało prawa się wydarzyć:))) I teraz próbują „ograniczać straty” pichcąc obraźliwy i kłamliwy paszkwil na Kobietę, która ryzykowała tysiące razy własne życie dla ratowania innych Ludzi, była torturowana, skazana na śmierć, przez UB straciła dziecko – a teraz Jej imię ma być poniewierane, bo jeszcze by się trochę lepsza opinia o Polakach – na świecie – utrwaliła. To jest książka przeciwko NAM. Odzieranie z glorii Ireny Sendler jest tylko narzędziem do tego.
    Dzięki za miłe słowa i pozdrawiam

  14. cisza1 napisał(a):

    @pink panther
    Jeszcze raz dzięki za wspaniałe notki:)

    „Czyli sypie się cała antypolska propaganda pichcona przez potomków politruków Armii Czerwonej do spółki z potomkami członków Judenratów”

    Tak się dzieje. gdy na światło dzienne wychodzi prawda. Bł. ks. Jerzy Popiełuszko tak mówił:

    „Prawda jest niezmienna. Prawdy nie da się zniszczyć taką czy inną decyzją, taką czy inną ustawą…
    Tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak to-war na półkach, musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na dziś, na jutro, na miesiąc”.

    Pokazujesz prawdę. dzięki

  15. Tadeusz_K napisał(a):

    @pink panther
    6 listopada 2017 o 13:39

    #Kogoś to bardzo boli.#

    Oj! Boli, boli….taka rana nie do zagojenia jak widać.
    I ta kaplica pamięci o. T. Rydzyka także boli….oj! jak boli.
    Jak on śmiał>>>>
    Wg mnie z tytułu tego, że narzędzie zwane antysemityzmem rdzewieje w magazynie.
    Od czasu do czasu wypolerować go trzeba.
    Krzywą lufę karabinu pod kątem 90 stopni także wyciorem potraktować trzeba.
    Dzięki za artykuł.
    Pozdrowienie.

  16. E.B napisał(a):

    @Pink Panther

    Poczytałam trochę o Zbędowicach i niemieckim mordzie na Polakach. Przewija się tam postać partyzanta „Kmicica”. Czy możesz coś bliżej powiedzieć na jego temat? Czy rzeczywiście to jego działania miały wpływ na to co się stało?

    Podobno mieszkańcy Kolonii Zbędowice zostali rozstrzelani przez Niemców wskutek donosów swych sąsiadów, hitlerowskich szpiegów, których potomkowie nadal żyją w okolicy i bardzo im się nie podobają patriotyczne uroczystości partyzanckie, które próbują zakłócać.

    Sorry, że trochę obok głównego tematu, ale ta sprawa mnie zaciekawiła.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi