Maxwell, Podkański i Holland czyli Axel Springer na polskim Majdanie.

Kilka dni temu brytyjski tabloid Daily Mirror czyli gazeta dla miejscowej gawiedzi, przedstawił w jednym ze swoich artykułów Niemca Hansa Franka generalnego gubernatora okupowanych przez III Rzeszę niemiecką ziem polskich i zbrodniarza wojennego skazanego na śmierć w Norymberdze – jako „polskiego masowego mordercę”. Czy był to przypadek, czy „zneutralizowanie medialne” zwycięstwa Polaka płk. Franciszka Kornickiego w plebiscycie zorganizowanym przez dziennik „Daily Telegraph” i Muzeum Królewskich Sił Powietrznych na najlepszego pilota Spitfire’a w II WW, to już słodka tajemnica brytyjskiej polityki wizerunkowej.

Incydent z Hansem Frankiem pokazał z jednej strony całkowity brak polskiej polityki wizerunkowej a z drugiej wielorakie korzyści z posiadania mediów na usługach własnego a nie cudzego –państwa.
Oto bowiem na ten skandaliczny wybryk wysokonakładowego tabloidu – zareagowało jedynie Muzeum KL Auschwitz i to w sposób co najmniej –podejrzany. Muzeum napisało do Daily Mirror list, od razu „podpowiadając”, że był to „błąd” tego szmatławca, który na procesy o zniesławienie wydał już pokaźną fortunę. Kierownictwo gazety nie bawiło się w żadne kurtuazyjne przeprosiny tylko „wygumkowało” słowo „polski” – i było po sprawie. Nie było szkody dla Imperium, nie było tematu. A parę milionów brytyjskich prostaków zostało z „wiedzą” o „polskim masowym mordercy Hansie Franku”.

Taki i wiele innych „incydentów” z aferą „polskich obozów koncentracyjnych” na czele winien uświadomić, jakie szkody ponieśli i ponoszą Polacy i polski interes w wyniku całkowitego pozbawienia się przez władze III RP – polskich mediów. Głównie na rzecz mediów niemieckich.
A w szczególności na rzecz koncernu Axel Springer.
W świetle brutalnej wojny medialnej prowadzonej z obecnym rządem i przeprowadzanymi reformami sprawa wdrożenia odpowiedniej ustawy „neutralizującej” miażdżącą przewagę mediów niemieckich na rynku polskim jest co najmniej tak samo ważna jak wojna z kastą sędziowską.
I dlatego przygody różnych figur z koncernu Axel Springer na Wyspach Brytyjskich są szalenie kształcące w zakresie tego „jak się to robi w Imperium” czyli jak pozornie wolny rynek prasowy w Wielkiej Brytanii jest „państwowotwórczy” i jak żelazną ręką jest prowadzony „ku chwale Imperium”.

Bo obecność na „warszawskim Majdanie” różnych figur z gazet należących do koncernu Ringier Axel Springer Polska jak na przykład: Broniatowski „młodszy” – autor „Małej Instrukcji co musi się stać aby powstał Majdan” – ze springerowskiego Forbesa czy gorącego mówcy wiecowego przed Sejmem RP – pana Lisa ze springerowskiego Newsweeka powinny dać do myślenia. Podobnie jak „rewolucyjny aktywizm uliczny” pani Agnieszki Holland zupełnie bez związku z faktem, iż w 2013 r. została wymieniona jako „reprezentant ruchu” Kreatywna Polska (wraz ze Zbigniewem Hołdysem, Urszulą Dudziak, Jackiem Bromskim), za którego powstaniem widać pana „honorowego prezesa” Axel Springer Polska – pana Wiesława Podkańskiego.

W wolnych chwilach Prezesa Izby Wydawców Prasy, urodzonego w 1954 r. w Krośnie Odrzańskim filologa germańskiego, co to w latach 1980-1991 miał etat na Uniwersytecie Wrocławskim, maturę zrobił w 1973, czyli trochę na te studia czasu poświęcił. A potem był tłumaczem w jakimś wydawnictwie we Wrocławiu aby zabłysnąć na firmamencie Ringier Axel Springer Polska w latach 90-tych i pozostać na posterunku jako prokurent do chwili obecnej. Co oznacza, iż cały ten springerowski zarząd musi stać na baczność przed panem Wiesławem ale on ma ważniejsze rzeczy niż siedzenie w firmie i podpisywanie przelewów. Musi wprawić w ruch różnych szlachetnych ludzi, żeby robili różne szlachetne rzeczy np. zniechęcili do rządzenia złych pisowców. Żeby było tak jak było.

Obecnie można zobaczyć pana „honorowego prezesa” Ringier Axel Springer Polska Sp z o.o. przy wspólnym stole obrad z posłem artystą dramatycznym Krzysztofem Mieszkowskim, który ogłosił na Komisji Sejmowej Kultury i Środków Przekazu w marcu br. , że „..obawia się dekoncentracji niemieckiego kapitału w mediach” oraz że :”…Mnie nie interesuje kapitał mediów, ale wolność słowa. Jeśli wolność słowa nie jest łamana, to o czym rozmawiamy? Ważniejsze są cele polityczne!…”.
No jasne, że są. I dlatego nie ma żadnego związku z tym, że „zagraniczny nadzorca” całego tutejszego springerowskiego biznesu (nadal w radzie nadzorczej ONET SA) pan Ralph Max Büchi dostał w 2013 r. Hienę Roku za :”… przykład niedopuszczalnego i kreującego mechanizm autocenzury ingerowania wydawcy w niezależność redakcji i dziennikarza towarzyszący publikacji pt. Kadisz za milion dolarów”..”. Bo niejaki dziennikarz Surmacz Wojciech wspólnie z niejakim Nissanem Tzurem opisali niejasne okoliczności towarzyszące „reprywatyzacji nieruchomości przedwojennych wspólnot żydowskich, zwracanych im przez państwo” i zaraz potem odczuł nieprzepartą chęć rozwiązania stosunku o pracę z Forbesem „za porozumieniem stron”.

A teraz „reprywatyzacjami kamienic w ogólności” zajmuje się sejmowa komisja i minister Patryk Jaki z kolegami wysłał już kilku członków nietykalnej kasty „pod celę” a kamienice –odbiera. Niby „nie te kamienice” ale Surmacz wyleciał z Forbesa „w ramach wolności słowa” a Ringier Axel Springer Polska uzbierał największą kolekcję Hien Roku z 15 przyznanych, bo aż 5.

Czasem nie otrzymuje „Hieny Roku” ale poszkodowani „wolnością słowa wg mediów grupy Ringier Axel Springer” idą do sądu i muszą walczyć o zniszczone dobre imię swoje lub swoich bliskich. Czasem bliskich Zmarłych.

Jeszcze nie opadł kurz po awanturze o zdjęcie zamieszczone na springerowskim portalu internetowym Onet.pl, które miało ilustrować pikantnie artykuł pana Daniela Olczykowskiego o Polkach fraternizujących się z żołnierzami niemieckimi w czasie okupacji rzekomo na wielką skalę. Oto jakoby na zdjęciu żołnierz idzie z kobietą do lasu w celu konsumpcji erotycznej a okazało się, że jest to zdjęcie prowadzenia Polek na egzekucję w lesie w Palmirach. A konkretnie jednej Polski śp. Marii Brodackiej, aresztowanej przez Gestapo i torturowanej na Rakowieckiej i na Pawiaku w okresie stycznia – czerwca 1940 r. i rozstrzelanej 14 czerwca 1940 r.
Ani pan Wiesław Podkański ani jego pryncypałowie z centrali Axel Springer a już tym bardziej „piąta wdowa Springer” rządząca całym biznesem, nie strzelili sobie w łeb z powodu tej hańby.

W Wielkiej Brytanii w roku 2009 doszło do procesu z powództwa byłego prezesa FIA (Federation Internationale d’Automobile) Maxa Mosley’a – syna „tego” Mosley’a i słynnej matki Diany z domu Mitford przeciwko gazecie koncernu Axel Springer – The News of the World. Tu chodziło o opublikowanie przez tę gazetkę zdjęć i wideo z sex-party, na której jakoby pan Mosley miał wystąpić w uniformie strażnika obozu koncentracyjnego a niepruderyjne panie, które towarzyszyły mu w zabawie, miały być ubrane w uniformy więźniarek obozów koncentracyjnych. A całość odbywać się miała w atmosferze „sado-maso”. Mosley proces wygrał i otrzymał sowite zadośćuczynienie a egzemplarze niesławnego The News of the World były ścigane również we Francji, gdzie gazeta jest wydawana również. Ale powiedział też, że „jego życie zostało zdewastowane”.

Prawnik Mosley’a pan Phillippe Ouakrat powiedział przed sądem, iż redaktor naczelny tej gazety The News of the World należy do grupy gazet, które w świecie anglosaskim określa się jako „gazeta rynsztokowa” (gutter Press).

Kiedy się przegląda tabloid „Fakt” –odpowiednik Bilda, grzecznie nazywanego w Niemczech „gazetą bulwarową”, to w zasadzie nie można się z adwokatem Mosley’a nie zgodzić.

Ale jak „wolność to wolność” i dlatego przynależność pani Holland do „ruchu Kreatywna Polska” nie ma żadnego związku z faktem, iż agresywnie antypolski i w sumie rażąco kłamliwy film „Pokot” pani Holland, aktywistki ruchu „Kreatywna Polska” poza dofinansowaniem z Rady Europy może się poszczycić i „niemieckimi kamerzystami” na liście płac jak również nagrodą na Międzynarodowym Festiwalu Filmów w Berlinie, oraz pełne zachwytu i zupełnie bezinteresowne recenzje filmu w springerowskich gazetkach.

Co prawda podobno „reformami pisowskimi” nie jest zagrożony Ringer Axel Springer Polska ale raczej Polskapresse, własność Passau Verlag, założonego przez pobożnego dr Hansa Kapfingera dzięki zezwoleniu Aliantów, mająca ok.90% polskiej prasy lokalnej w rękach. W 2015 r. Verlagsgruppe Passau sprzedała kilka swoich tytułów na rynku czeskim. Może gromadzi siły i środki tego, aby „bronić się na linii Wisły”.

Jednakże „główna grupa uderzeniowa na Polskę ” to Ringier Axel Springer Polska i warto trochę poznać historię „Springerów dwóch”, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, aby zobaczyć, że poważne państwa bronią swojego rynku prasowego w sposób konsekwentny i dokładny.

„Springerów’ jest w Niemczech dwóch. Ten drugi , który grasuje obecnie w Polsce, to odmiana rzeczywiście „rynsztokowa”, rozwinięta po II WW na podstawie zezwolenia Aliantów uzyskanego przez Hinricha Springera lat 66 z Altony Hamburg i jego syna Axela Springera lat 34 – na założenie Axel Springer Verlag GmbH. Przed wojną wydawali już całkiem poczytne gazety a na poczet rosnącego majątku syn w 2 lata zaliczył dwa ożenki i dwa rozwody. Historia milczy, co robili w czasie wojny poza tym, że „byli prześladowani w postaci ograniczenia papieru”.

Na podstawie zezwolenia Brytyjczyków wydawali początkowo jakieś „Nordwestdeutsche Hefte” i gazetkę z programem radiowym a później i telewizyjnym „Hör Zu!”. Mało ambitne ale finansowy pewniak dla początkujących. Przełomem był założony w 1952 r. Bild, który wedle historii firmy „miał się wzorować na Daily Mirror” czyli brytyjskiej gazecie bulwarowej.

Obecnie firma jest w rękach „ostatniej wdowy Axela” – czyli piątej żony „córki ogrodnika” Friede Springer z domu Riewers, przyjaciółki Angeli Merkel z NRD. W pakiecie trzyma grupa takie tytuły jak: Bild i wszystkie inne „Bildy” jak „Bild Computer, Sport Bild, Auto Bild oraz bardziej ambitny tygodnik polityczny Die Welt – i sporo innych tytułów, zwłaszcza w Mitteleuropie. Jak np. Dziennik Gazeta Prawna, Fakt, Forbes, Newsweek Polska, Przegląd Sportowy.

Kierownictwo „na Polskę” charakteryzuje się wyrazistymi poglądami politycznymi, którymi chętnie dzieli się z pracownikami, jak np. pan Marc Dekan, który wedle anglojęzycznej wiki miał w tym roku w okólniku napisać m.in., że :”… polski polityk Jarosław Kaczyński to „loser” czyli „nieudacznik” za to, że przeciwstawiał się kandydaturze Donalda Tuska na Prezydenta Unii Europejskiej…” oraz że :”.. My nie możemy nigdy zapomnieć o fundamentalnych wartościach, które reprezentujemy… To jest moment, kiedy wolne media, takie jak nasze, muszą być aktywne. Mówimy o ideach ..Zjednoczonej Europy…”.

A gdzieś tam w tle kołacze się pamięć o zdjęciu zamieszczonym na tytułowej stronie „Faktu” w dniu 17 listopada 2005 r. z podpisem „Ten zboczeniec nadal jest na wolności”. Zdjęcie przedstawiało niewinnego obywatela miasta Konin Stanisława Pigułę, prywatnie redaktora naczelnego „Przeglądu Konińskiego” i kilku innych tytułów, przypadkiem NIE należącego jeszcze do żadnej niemieckiej firmy wydawniczej.

A teraz, skoro padła nazwa Daily Mirror, warto wspomnieć o drugiej rodzinie Springer z niemieckiego rynku wydawniczego, reprezentującej niedosięgłe dla tego pierwszego – wyżyny tematyki wydawniczej jeszcze od wieku XIX.

Druga a właściwie pierwsza rodzina Springer, to założyciele słynnej i szanowanej grupy wydawniczej Springer Science + Business Media, której korzenie sięgają roku 1842, kiedy to Juliusz Springer żydowski księgarz i wydawca założył na Breite Strasse 20 w Berlinie firmę Springer-Verlag, zajmującą się wydawaniem i sprzedażą książek naukowych z wielu dziedzin. Od roku 1877 prowadzili ją synowie Ferdinand i Fritz, przy czym Fritz był inżynierem i aktywnie działającym Verein Deutsche Ingenieure. Przemysł i nauka niemiecka uczestniczyły na wielką skalę w wyścigu wynalazczym i wszyscy liczący się naukowcy i zwłaszcza wynalazcy publikowali w Springer -Verlag. Na początku wieku XX w. i po I WW pojawiły się nazwiska noblistów, których Niemcy mieli wówczas wielu.

I właśnie w owym międzywojniu pojawił się w Springer – Verlag jako pracownik „konsultant naukowy” z Austrii, szczęśliwy brat słynnego dyrygenta – dr Paul Rosbaud. Pan Rosbaud ukończył chemię w Darmstadt Technische Hochschule oraz metalurgię w Berlin –Charlottenburg Technische Hochschule i pisywał do technicznego periodyku „Metallwirtschaft”. Jak również walczył dzielnie w czasie I WW ale dostał się do brytyjskiej niewoli i tam nie tylko nauczył się płynnie języka angielskiego.
Wrócił do Niemiec i po pewnym czasie podjął pracę w Springer Verlag, nadal w doskonałej kondycji naukowej i finansowej jako ów „konsultant naukowy”, co dawało mu nieograniczone możliwości w nawiązywaniu kontaktów towarzyskich w niemieckim świecie naukowym i technicznym, ze szczególnym uwzględnieniem wynalazców.

W tym też czasie major Francis Edward Foley z Hertfordshire Regiment przeniósł się do MI 6 (wywiadu) i został wysłany na placówkę do Berlina, gdzie udawał, że zajmuje się wyłącznie wizami do Wielkiej Brytanii. A tymczasem zajmował się przede wszystkim pozyskiwaniem informacji z kręgów naukowych i wynalazczych Niemiec. Zwerbowanie dr Paula Rosbauda skutkowało nie tylko nieograniczonym dostępem do najnowszych informacji o możliwych wynalazkach niemieckich ale też tuż przed samą wojną – możliwość przerzucenia z Niemiec niektórych „gorących” naukowców jak pani Lise Meinter, która pracowała jako asystentka Otto Hahna, trudzącego się nad chemią i fizyką jądrową.

Paul Rosbaud i Frank Foley dzięki wizom Foleya przerzucili z Niemiec do Wielkiej Brytanii całkiem sporą ilość utalentowanych żydowskich naukowców wraz z rodzinami tuż przed wojną, dzięki czemu po latach Foley doczekał się dziwacznego tytułu „British Schindler”. Ponieważ władze brytyjskie uznały, że takie określenie dla obywatela brytyjskiego jest świetnym pijarem, to nawet cudownie znalazł się kwit na dowód tego, iż szef berlińskiej komórki MI 6 NIE miał statusu dyplomaty. Czyli niby że Niemcy mogli go zaaresztować w każdej chwili. Naprawdę podziwiam Anglików. Pilnują szczegółów.
Czy bracia Springer, synowie i wnukowie : właściciele i szefowie Springer- Verlag nie domyślali się prawdziwego zajęcia swojego „naukowego konsultanta”? Trudno powiedzieć.

Po roku 1933 „aryizacja” wydawnictwa postępowała dość opornie, rzekomo z powodu dużego udziału eksportu książek wydawnictwa w przychodach. Jeszcze jednak przed wojną niemiecki zarząd wymusił zwolnienie żydowskich pracowników a po wybuchu wojny nastąpiła „aryizacja na całego” czyli przejęcie aktywów od rodziny Springer na „skarb III Rzeszy”. Zaś w styczniu 1944 r. synowie Juliusa Springera – Fritz Springer lat 94 i jego młodszy Brat Ernst Springer –lat 84 , zostali wywiezieni do Ghetta Theresienstadt, gdzie 10 stycznia zmarł Fritz a młodszy brat Ernst, prawnik – za jakiś czas.
Wojna się skończyła i firmę Springer Verlag a właściwie to, co z niej zostało, odzyskał wnuk Ferdynand Springer jr., który przeżył jako „mischling I klasy”. I zaczął odbudowywać z gruzów dawną firmę.
Znaczna część autorów wydawnictwa żyła na emigracji w USA lub Wielkiej Brytanii i nic nie wskazywało, aby mieli powrócić do powojennych Niemiec. Kapitał i wynalazki były za oceanem i posługiwały się językiem angielskim.
W odpowiedzi na to wyzwanie Ferdynand Springer jr. powołał do życia 21 kwietnia 1949 r. w porozumieniu z brytyjskim finansistą Hugh Quenellem reprezentującym tajemniczą firmę Butterworth Scientific Publications Ltd joint venture pod nazwą Butterworth – Springer Ltd. Springer dostarczał wiedzę i doświadczenie a Quenell – kapitał. Jako zarządzający firmą zostali powołani: prezes – Rex Foy i dr Paul Rosbaud – dyrektor wydawniczy. Firma miała poparcie samej Scientific Advisory Board w składzie: Alfred Egerton z historycznej rodziny Egertonów, sir Edward Salisbury botanik, sir Charles Galton Darwin fizyk i Alexander Fleming noblista.

I wtedy po raz pierwszy pojawia się na „scenie wydawniczej” tajemniczy młodzieniec ze wsi Slatinske Doly Czechosłowacja (obecnie Słotwino Ukraina) ur. 1923 w biednej żydowskiej rodzinie ortodoksyjnych Żydów jako Jan Ludwik Binyjamin Hoch, który przeszedł do historii jako Robert Maxwell: członek parlamentu brytyjskiego, założyciel Pergamon Press, właściciel Mirror Group Newspaper (Daily Mirror) oraz jachtu Lady Ghislaine, z którego miał 5 listopada 1991 r. wypaść, pogrążając imperium wydawnicze i prasowe w totalnym chaosie, skandalu i ostatecznie – upadłości.

Okazuje się, że ten dynamiczny młodzieniec uciekł w roku 1939 czyli w wieku lat 16 przez Węgry do Francji, gdzie miał wstąpić do Armii Czechosłowackiej a nawet „zbuntować część żołnierzy” jakoby 500 i przejść do brytyjskiej jednostki Royal Pioneer Corps w 1940. Miał uczestniczyć w lądowaniu w Normandii i inwazji na Niemcy „aż do Berlina”, co jest dziwne, bo armia brytyjska do Berlina doszła dopiero w ramach podziału stref okupacyjnych. W tym czasie przedstawiał się jako Ivan du Maurier.

W 1945 r. z rąk marszałka Montgomery otrzymał jakiś order i załapał się do brytyjskich służb prasowych w Berlinie, gdzie służył 2 lata. Następnie świetnie się ożenił z francuską hugenotką z arystokracji panną Elisabeth Meynard, absolwentką prawa na Sorbonie oraz został przedstawicielem handlowym firmy Springer- Verlag „wydawcy książek naukowych” aby następnie w 1951 r. wykupić 75% udziałów w firmie Butterworth- Springer Ltd. Pozostałe 25% uzyskał/wykupił dotychczasowy dyrektor Paul Rosbaud, zasłużony dla MI6 i dla zwycięstwa Aliantów. Panowie zmienili nazwę firmy na Pergamon Press, siedziba była już chyba w Oxfordzie czyli blisko tych wszystkich naukowców i wynalazców i wszystko skończyłoby się happy endem gdyby nie dynamiczny charakter pana Jana Ludwika Binyiamina Hocha, który zdążył zmienić nazwisko z du Maurier na Maxwell.
Wedle Joe Hainesa znanego dziennikarza brytyjskiego tamtej epoki i sekretarza prasowego premiera Harolda Wilsona – w roku 1956 Maxwell – wyrzucił Paula Rosbauda z Pergamon Press. Oficjalnie była to „różnica poglądów” a faktycznie Pergamon Press szykował się do wielkiego skoku zarówno co do ilości tytułów wydawanych książek jak i ilości wydawanych czasopism naukowych. Nie można wykluczyć, że sukces przygotował wcześniej Paul Rosbaud ale zyski chciał zgarnąć sam Maxwell.
Paul Rosbaud przeszedł na emeryturę i zmarł w 1963 r. w wieku lat 60 zaledwie. W tym czasie firma Springer Verlag już otwierała siedziby w Nowym Jorku, Tokio, Singapurze i twardo trzymała się segmentu naukowego.

Robert Maxwell w 1961 r. został wybrany do parlamentu jako laburzysta i postanowił zakupić jakieś popularne czasopisemko brytyjskie „aby mieć kontakt z ludem”.

Był rok 1968 i Londyn opanowała rewolucja obyczajowa. Ale nie do tego stopnia aby prasa brytyjska miała „iść w obce ręce”. Maxwell był emigrantem z Czechosłowacji.

Co szybko uświadomili mu członkowie rodziny Carr, ówcześni właściciele dziennika The News of the World, którzy zagłosowali na radzie nadzorczej PRZECIW kandydaturze Maxwella jako kupującego a ich dyrektor wykonawczy pan Stafford Somerfield walnął na całą stronę artykuł, w którym uświadomił ciemny brytyjski lud, jak naprawdę nazywa się Robert Maxwell a następnie dodał tytułem wyjaśnienia: „…to jest brytyjska gazeta, wydawana dla Brytyjczyków, tak brytyjska jak pieczeń wołowa i pudding Yorkshire (…) Pozwólcie nam trzymać się tego…”. I gazeta poszła do Ruperta Murdocha z Australii, którego dziadek Patrick był pastorem urodzonym w okolicach Aberdeen, Szkocja a ojciec sir Keith Murdoch urodził się w Cruden Bay koło tegoż Aberdeen.

Jakby tego było mało Maxwell zaczął mieć problemy na swoim podwórku w Pergamon Press. W 1969 r. pojawił się na horyzoncie niejaki Saul Steinberg z USA właściciel firmy spoza branży wydawniczej, zajmujący się w istocie przedstawicielstwem handlowym IBM. Steinberg złożył ofertę zakupu akcji i poinformował opinię publiczną, że Maxwell zapewnił go, że firma zależna Pergamon Press, zajmująca się wydawaniem encyklopedii jest wyjątkowo zyskowna, co rażąco mijało się z prawdą. No i się zaczęło.

Wedle pana Nicolasa Davenporta ze Spectatora z 18 października 1969 r. bój o miejsce Maxwella w Pergamon Press miała wszystkie cechy bitwy pod Bosworth, w której Maxwell był obsadzony w roli Ryszarda III. Aż 66% głosów akcjonariuszy padło przeciwko niemu a tylko 33 % – było „za’.
W 1971 r. odbyło się regularne śledztwo Departamentu Handlu i Przemysłu wg Kodeksu Przejęć (firm) i komisja opublikowała w oświadczeniu m.in. takie stwierdzenie: ”…Z żalem musimy stwierdzić, iż jakkolwiek Mr Maxwell posiada zdolności i energię, nie jest on w naszej opinii osobą, na której można polegać w kwestii właściwego zarządzania (stewardship) firmą notowaną na giełdzie…”.

Bo okazało się już w roku 1971, że aby zwiększyć wartość akcji Pergamon Press, Maxwell dokonywał transakcji między prywatnymi firmami rodziny. W 1974 r. odkupił firmę za pożyczone pieniądze.

Dopiero w roku 1984 Maxwell został uznany „za wiarygodnego” i mógł odkupić gazetkę Daily Mirror „od osób trzecich”.

I tu dochodzimy, co prawda dość późno, do istoty różnicy, między brytyjskim i polskim rynkiem prasowym.

Bardzo jaskrawym przejawem tej różnicy jest historia rodziny Harmsworth, której przedstawiciel pan Alfred Harmsworth, Irlandczyk protestant i adwokat „lubiący wypić”, dał światu dwóch wicehrabiów, jednego barona i dwóch baronetów, głównie dzięki działalności jego zdolnych i żywych dzieci (oraz wnuka Cecila) w prasie brytyjskiej.

Najstarsze dziecko beztroskiego Alfreda, lord ( a jakże) Northcliffe, Alfred Harmsworth jr w kraju rozwiniętego żurnalizmu klasy średniej– wszedł a raczej sam założył segment prasy masowej dla „prostego ludu”. Była to epoka największej chwały imperium. Na coś też przydały się szkoły elementarne. Na początek w 1894 założył The Evening News, w 1896 – The Daily Mail „dziennik dla zapracowanych mężczyzn za pół pensa”, w 1903 r. Daily Mirror (dla pań, właśnie się emancypujących) oraz wykupił udziały w The Observer i w The Times, mających kłopoty finansowe.
Jego gazety masowe zarabiały głównie na informacjach z wojen (np. burskiej i I światowej), z wypraw geograficznych (na biegun północny etc) i na podgrzewaniu brytyjskiego patriotyzmu.

Pierwsza wojna światowa pokazała, że posiadanie w jednym ręku takich gazet jak The Times i The Daily News oznacza „władzę nad klasami i nad masami”, co stało się przysłowiem i przestrogą.
Imperium prasowe było zarządzane w rodzinie. Sam lord Northcliffe był bezdzietny, ale jego siostra Geraldine Adelaide wyszła za mąż za sir Lucasa White Kinga również irlandzkiego protestanta i pracownika administracji jak również naukowca botanika i została szczęśliwą matką ośmiorga dzieci, w tym małego Cecila Harmswortha Kinga, który zarządzał wujkowymi gazetami aż furczało. Do towarzystwa dobrał sobie niejakiego Hugh Cudlippa dziennikarza lat 23 i zrobił z niego „prawą rękę” w 1937. Obaj doprowadzili Daily Mirror do poziomu najlepiej sprzedającego się dziennika na świecie z nakładem 5.282.137 egzemplarzy w 1967 r.

W 1963 r. Cecil King był twórcą i szefem firmy International Publishing Corporation, która w szczycie popularności obejmowała dwa dzienniki ogólnonarodowe, dwie gazety niedzielne ogólnonarodowe oraz prawie dwie setki „magazynów konsumenckich” jak również ponad 200 tytułów periodyków specjalistycznych z najróżniejszych dziedzin. Nawiasem Cudlipp został baronem w 1974 r. Imperium odwdzięczało się za zasługi.

Po drugiej stronie „ulicy Fleet” stał lord Beaverbrook czyli Wiliam Maxwell Aitken rodem z Kanady, który był właścicielem the Daily Express oraz Sunday Express i London Evening Standard. Wspierał rządy Baldwina i Nevilla Chamberlaina (w latach 30-tych) i uchodził za przyjaciela Winstona Churchilla.

Każde słowo drukowane wychodziło spod ręki Brytyjczyków dla Brytyjczyków, albo, jak komunistyczna gazetka Morning Star, było niszowe i bacznie obserwowane.

Zadaniem prasy jest „przedstawienie naszej wersji” lub „przemilczanie tego, co nam niewygodne”.

Ten sojusz „prasy z tronem” czy raczej „rządami” – był przez prawie 3 wieki motorem sukcesu imperialnego. Jeśli coś chwaliły lub coś krytykowały, wiadomo było, że to „w imię imperium”.

W tym miejscu warto wrócić do postaci Roberta Murdocha, który swoimi czynami udowodnił Brytyjczykom, że nawet mały wyłom w monopolu medialnym rodzi ryzyka. Po jego tajemniczej śmierci w New York Timesie z 6 listopada 1991 r. ukazał się specyficzny artykuł –nekrolog, w którym pan Craig R. Whitney przypomniał z pewnym sarkazmem apologetyczne biografie m.in. Ceausescu z Rumunii, Todora Żivkowa z Bułgarii i Ericha Honeckera z NRD , jakie Maxwell wydał w latach 80-tych. I zupełną bombę: oto jeden z dyrektorów Roberta Maxwella, wydawca zagraniczny Daily Mirror, niejaki Nicolas Davies miał „sprzedawać i kupować broń w porozumieniu z izraelskim wywiadem”. Bo sprawa „wystawienia” przez Maxwella Mordechaia Vanunu wywiadowi izraelskiemu po tym jak ten listownie zwrócił się o pomoc do Daily Mirror jest na razie w sferze mglistych sugestii.

W tych okolicznościach przyrody nikogo nie może zdziwić, że po śmierci Maxwella okazało się, że wyczyścił do zera fundusz emerytalny pracowników Daily Mirror żeby pokryć swoje długi i ratować pozory dobrobytu.
Prasa brytyjska, dobra czy zła, wysoka czy dla gawiedzi, podobnie jak prasa niemiecka czy prasa francuska – jest nadal brytyjska, niemiecka i francuska. Mimo całej gadki o globalizmie i o tym, że kapitał nie ma narodowości. Akurat ten medialny – ma i to „bardzo”.

Tylko III RP w jakimś tańcu śmierci wyprzedała na pniu zarówno same gazety papierowe jak i system dystrybucji czyli przedsiębiorstwo „Ruch” z całym zapleczem logistycznym. W efekcie każdy może na nasz temat napisać wszystko i nakręcić każdą wredną i kłamliwą treść – a my nie mamy narzędzi, aby poinformować polską opinię publiczną o tym, jaka jest prawda. Majątek i zyski przepadły, co jest bolesne ale jeszcze gorsze jest odebranie nam środków kształtowania swojego, polskiego spojrzenia na wydarzenia i sprawy.
W dodatku media nie są w rękach zwyczajnych „poszukiwaczy mamony” ale w rękach firm działających otwarcie na rzecz państwa, które prowadzi z nami wojnę na wszystkich frontach, poza użyciem swojej niezwyciężonej armii. A jedna z nich już posunęła się do otwartego podżegania do buntu siłowego. I jej przedstawiciel, jakby nigdy nic, przychodzi na posiedzenia komisji sejmowej debatującej nad reformą mediów – jako „głos opiniotwórczy”. To jest regularne wariatkowo i inaczej nie można tego nazwać.

Całe szczęście, że nadeszła era Internetu. Ale i tu trafiamy na Der Onet i zdjęcia Polek mordowanych w Palmirach z podpisami sugerującymi, że idą w krzaki dać ciała niemieckiemu sołdatowi.

No i ciekawostka taka. Pan Wiesław Podkański „honorowy prezes” Ringier Axel Springer Polska, zapraszany na sejmowe komisje do „reprezentowania świata mediów” – standardowo NIE posiada ojca i matki. Urodził się w 1954 r. w Krośnie Odrzańskim. Miasto zasiedlone zostało przez Polaków w 1945 r.

Wśród honorowych obywateli miasta Krosno Odrzańskie wymienia się Bronisława Podkańskiego, ur. 1915 r. w miejscowości Gózd. W czasach PRL przez wiele lat był przewodniczącym Powiatowej Rady Narodowej w Krośnie Odrzańskim a następnie awansował i pracował w Wojewódzkiej Radzie Narodowej w Zielonej Górze. W roku 1945 miał lat 30 i nie są podane żadne informacje na temat tego, skąd i z jakich powodów przywędrował do Krosna Odrzańskiego. Nie wiadomo, czy łączy go jakikolwiek związek rodzinny z Wiesławem Podkańskim.

Tacy tam tajemniczy ludzie w tym Krośnie Odrzańskim, skąd w wielki świat wywędrował przyszły „honorowy prezes” Ringier Axel Springer. Tak tajemniczy jak spec bankier Kostrzewa, co „robi w ITI”. Zresztą Michał Broniatowski autor „instrukcji Majdanu w Polsce” też „robił w ITI”.

  1. Trzymam kciuki za pana ministra, który przygotowuje ustawę o reformie mediów.

https://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/powstal-ruch-kreatywna-polska-nie-godzimy-sie-byc-pariasami-we-wlasnym-kraju,325654.html

https://mojepanstwo.pl/ringier-axel-springer-polska

https://mojepanstwo.pl/dane/krs_osoby/587774,podkanski-wieslaw-tadeusz

https://pl.wikipedia.org/wiki/Hiena_Roku

http://www.press.pl/tresc/34324,wojciech-surmacz—autor-%E2%80%9Ekadisz-za-milion-dolarow%E2%80%9D—odchodzi-z-forbes

http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=1237089

https://wpolityce.pl/polityka/332646-sejm-komisja-kultury-o-sytuacji-mediow-w-polsce-mieszkowski-mnie-nie-interesuje-kapital-mediow-na-posiedzeniu-prezes-honorowy-axel-springer

https://cozahistoria.pl/tylko-u-nas-daily-mirror-tlumaczy-sie-z-nazwania-hansa-franka-polskim-masowym-morderca/

http://telewizjarepublika.pl/onet-odpowie-za-skandaliczne-wykorzystanie-zdjecia-z-palmir-pozew-juz-w-sadzie,36434.html

https://www.theguardian.com/media/2011/sep/20/max-mosley-news-world

https://de.wikipedia.org/wiki/Julius_Springer

https://de.wikipedia.org/wiki/Fritz_Springer

https://en.wikipedia.org/wiki/Paul_Rosbaud

https://de.wikipedia.org/wiki/Ferdinand_Springer_junior

https://en.wikipedia.org/wiki/Robert_Maxwell

http://www.nytimes.com/1991/11/06/world/robert-maxwell-68-from-refugee-to-the-ruthless-builder-of-a-publishing-empire.html?pagewanted=all

http://archive.spectator.co.uk/article/18th-october-1969/22/money

https://en.wikipedia.org/wiki/Alfred_Harmsworth_(barrister)

https://en.wikipedia.org/wiki/Alfred_Harmsworth,_1st_Viscount_Northcliffe

https://en.wikipedia.org/wiki/Cecil_Harmsworth_King

http://www.krosnoodrzanskie.pl/archiwum/en/node/358

You may also like...

28 komentarzy

  1. pink panther napisał(a):

    Dzięki za linki. Też czytałam o tym, ze „blogerzy nie mogą zastąpić dziennikarzy”:))) Czyli coś go zabolało. Generalnie prasa papierowa traci nakłady na całym świecie, ale takie giganty jak Ringier Axel Springer mogą „pociągnąć dłużej”. Jego chyba martwi to, że Der Onet dostaje odpór na każdym kroku i nie może tak zupełnie bezkarnie tworzyć „faktów prasowych”.

  2. pink panther napisał(a):

    Dzięki za linka do „konwentu”. Lista nazwisk po prostu powala. W Konwencie Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu Wrocławskiego, co to ma być kontynuatorem tradycji Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie – zasiada „honorowy prezes” Ringier Axel Springer Polska – wydawcy dziennika „Fakt”, który „zrewolucjonizował” rynek polski gazet codziennych – wprowadzając zdjęcia gołych panienek na ostatniej stronie. A ostatnio wziął na siebie ciężar dystrybucji takich tytułów jak :Playboy i CKM. Może prezes Wiesiek przynosi bezpłatne numery CKM i Playboya na te „konwenty szanownego Wydziału Nauk Społecznych” W celach naukowych oczywiście.

  3. boson napisał(a):

    bardzo dyskretna ta jego kariera naukowa: w bazie danych nauki polskiej nie podają tytułu jego dysertacji, jedynie specjalności:

    „emigracje, miasta pogranicza, praca zarobkowa za granicą, teoria społeczna”

  4. boson napisał(a):

    może doradza im co publikować?

    np. jedyne dwa osiągnięcia tego roku to:

    http://www.wns.uni.wroc.pl/Publikacje/2017

  5. pink panther napisał(a):

    A jak najbardziej. Poza tym zapewne kreuje nowe autorytety naukowe na „niwie polskiej nauki” jak np. niemiecki obywatel i dziennikarz Klaus Bachmann, zatrudniony już od roku 2004 jako „kierownik katedry politologii w Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy Brandta” a w roku 2013 otrzymał od pana prezydenta Komorowskiego – tytuł profesora zwyczajnego. Polskiego. No i w latach 2000-2001 oraz od 2005 zasiada w zarządzie Fundacji Batorego w Warszawie. Czy to może być przypadek. Od małości „uczył się języków wschodnich jak rosyjski, ukraiński, serbo-chorwacki”. Po polsku też trochę szwargocze. Sam się do tych wszystkich posad na Uniwersytecie Wrocławskim raczej nie mógł wylansować.

  6. pink panther napisał(a):

    Co do „kariery naukowej” dr Wiesława, to już sam fakt, że nie ma żadnych info i jego zaangażowaniach społecznych w latach 80-tych, kiedy siedział na etacie na Uniwersytecie Wrocławskim, kiedy wokół się kłębiło, daje wiele do myślenia. O przodkach i opcjach politycznych w rodzinie. W takich okolicznościach przyrody „sukcesy naukowe” rodzą się niejako „same”.

  7. Tadeusz_K napisał(a):

    TW (?) Podkański:
    .

    KRAJOWY REJESTR SĄDOWY

  8. pink panther napisał(a):

    Dzięki za śliczne zdjęcie z portalu http://www.mojepanstwo.pl :))) Bardzo mało jest informacji o tym człowieku, ale w zasobach IPN raczej go nie znajdziemy. Jednak Axel Springer to poważna organizacja:))))

  9. cisza1 napisał(a):

    @pink panther

    Jak zwykle, dziękuję za wspaniały, dociekliwy tekst

    Zapewne pamiętasz ukaranie RM?
    Czy ktoś kojarzy, gdy w latach 2000…Radio Maryja z „uporem maniaka” w codziennych anonsach „Z codziennej prasy polskiej” cytowało TYLKO artykuły z Naszego Dziennika?
    Miało rację!
    Cała reszta była przecież w rękach obcych.
    KRRiT ochoczo nałożyła kary za „kryptoreklamę”…

    Wtedy niewielu się buntowało, bo jak twierdzili kapitał nie ma narodowości. Dziś się przebudzili.
    Pozdrawiam serdecznie

  10. pink panther napisał(a):

    Cieszę się, że chociaż doczekaliśmy się jakiejś dyskusji wokół tego problemu. Oczywiście obce media robią wszystko aby sprawę zbocznikować i przykryć innymi tematami, ale w tej sprawie chyba coś drgnęło. Może z powodu tych Lisów i Broniatowskich jawnie szczujących do buntu przeciwko legalnie wybranej władzy.
    Dzięki za miłe słowa. Oczywiście NIE pamiętam akurat TEGO ukarania Radia Maryja, ale wielkie dzięki za przypomnienie. Bo teraz warto rzucić okiem, jaki był skład osobowy tej „rady” co ukarała Radio Maryja i bardzo prawdopodobne, że to dzisiaj „totalna opozycja na usługach”. PS. Istnienie Radia Maryja i Naszego Dziennika jest w oczach niemieckich koncernów medialnych sprzeczne z naturą i będą robić wszystko, aby zatruć życie Ojcu Dyrektorowi, jak nie sami bezpośrednio, to przez usłużnych „europejczyków”. Bo to ostoja polskości i tzw. tuba patriotyczna, w dodatku nie bardzo jest się do czego przyczepić, bo numer z maybachem jest mocno przeterminowany. Więc jak w abonamencie na postępowych portalach ciągle pojawiają się mrożące krew w żyłach informacje o tym, ‚Ile to Ojciec Dyrektor znowu dostał milionów”.

  11. E.B napisał(a):

    Witaj, Pantero

    Poruszyłaś bardzo ważny temat. Sojusz prasy z tronem. Tak to jest w poważnych państwach. Czy uda nam się wziąć przykład z Królestwa na Wyspie, nad którym nigdy nie zachodzi słońce?
    Nie było to możliwe do tej pory, zapewne z różnych powodów. Jednym z nich był rząd Tuska, ekspozytura rządu berlińskiego na „ten kraj”.
    Mam nadzieję, że nikt się nie będzie bał tym razem.

    Jest zlecenie na Zbigniewa Ziobro. Ktoś daje duże pieniądze, żeby go skutecznie medialnie wykończyć. Ciekawe kto w tym macza palce.

    „Do największych mediów w naszym kraju wpłynęły propozycje nagonki na Prokuratora Generalnego i ministra sprawiedliwości z ramienia PiS. Tajemniczy fundusz oferuje za udaną akcję nawet kilkaset tysięcy złotych. O kontrowersyjnym zleceniu, które wykonawcy może zapewnić bogactwo, poinformował portal wPolityce.pl.

    (..)Metody zniszczenia polityka są dowolne. Może to być prowokacja, pospolite kłamstwo, lub ujawnienie skandalu. Działanie musi być szybkie i skuteczne.”

    http://pikio.pl/jest-zlecenie-na-ziobre-tajemniczy-fundusz-oferuje-kilkaset-tysiecy-zlotych/

    Ciekawe metody, ale wPolityce.pl czuwa :)).

  12. pink panther napisał(a):

    Dzięki za wsparcie duchowe. Bardzo mnie zdziwiło, że po wszystkich ekscesach pracowników/ współpracownikow gazet grupy Springera – uczestniczenie jego przedstawicieli w procesie legislacyjnym dotyczącym reformy rynku mediów jest jakimś szyderczym śmiechem. Co do „zlecenia na Ziobro”, to on nigdy nie cieszył się sympatią mediów. A teraz, kiedy rozwija się w telewizorach sprawa kamienic warszawskich i ludzie poznają kolejne przerażające szczegóły a minister Jaki „zwyczajnie” nakłada karę na bufetową albo „odbiera kamienicę”, to nawet springerowcom opadają ręce. „Zlecenie na ministra”, które jest rozpowszechniane w internecie brzmi trochę dziwnie. Bo na niego cały czas było i jest „zlecenie”. Tak czy owak straty wizerunkowe „totalnej opozycji” po obejrzeniu kilku przesłuchań komisji Amber Gold i komisji ds reprywatyzacji – są nie do odrobienia.

  13. E.B napisał(a):

    Minister Jaki będzie miał chyba szansę na prezydenturę w Warszawie :).
    Udział pana Podkańskiego w sejmowych komisjach ds mediów wynika zapewne z tego, że reprezentuje potężnych udziałowców w polskim rynku medialnym i jest to jakby naturalne.
    Należy tylko mieć nadzieję, że już niedługo tak będzie. Ale wojenka o media przebije wszystkie dotychczasowe.

  14. nagor napisał(a):

    @
    Nie jestem medioznawcą i wydaje mi się słuszne , aby istniała jakaś proporcja włścicielska na dostepnym rynku .
    Tylko czy w mediach drukowanych jest dzisiaj tzw front informacyjny ? Media elektroniczne w tym TV dobrym programem mają ogladalność od 0,8 – 2,0 milionów osób .To chyba wiecej niż wszystkie wydane drukiem dzienniki .
    Problem frontu informacyjnego to jakoś i fachowość serwisów elektronicznych w pierwszym rzędzie .Reszta to higiena medialna i zarazem dzisiaj pole do prowadzenia sporu zastępczego nad regulacjami rynku mediów.
    Może się mylę , ale tak to odbieram jak zabawę w ganianego.

  15. Tadeusz_K napisał(a):

    @ebns24
    #Ktoś daje duże pieniądze, żeby go skutecznie medialnie wykończyć#
    Ktosiów’ jest kilku-najwyższa pora, aby dokonano wreszcie ich rozpoznania.
    I tu chodzi nie tylko o min. Ziobro-zlecenia są różnokierunkowe..
    A z tych ktosiów’ najbardziej rozpoznawalnych to chyba fundusz norweski (sorosowski) , którym zarządza cymes fundacyja Batorego.

  16. Tadeusz_K napisał(a):

    @pink panther
    1 października 2017 o 21:33
    #Springera – uczestniczenie jego przedstawicieli w procesie legislacyjnym dotyczącym reformy rynku mediów jest jakimś szyderczym śmiechem.#
    /
    Chichot historii, normalnie.
    Pzdrw.
    – i dzięki za artykuł.

  17. pink panther napisał(a):

    Pan Podkański jako członek władz m.in Izby Wydawców Prasy czy Stowarzyszenia Autorów i Wydawców Copyright ma prawo „z klucza” uczestniczyć w takich pracach komisji. Ale to tylko pokazuje jakie są skutki oddania rynku „w obce ręce”. Niemcy po prostu mają wgląd w dyskusję wokół projektów ustaw medialnych a co gorsza, mają dostęp do ludzi, którzy te ustawy tworzą i nad nimi głosują – w świetle reflektorów.
    Co prawda dzisiaj chyba tygodnik WSieci podał info, że „strona przeciwna” czyli Żakowski i Lis biją na alarm, że „PiS chce wykupić TVN” i tym podobnie, ale widać, że Niemcy przywiązują dużą wagę do swojej obecności w samym „oku cyklonu” dyskusji politycznej.

  18. pink panther napisał(a):

    @nagor, każdy rodzaj mediów nadal jest „informacyjny” i to na wiele sposobów. Natomiast z pewnym optymizmem można stwierdzić, że pojawienie się internetu i wielka aktywności polskich internautów – neutralizują dość skutecznie „wielkie portale z kapitałem zagranicznym”, ku ich szczerej trosce. Podkański miał powiedzieć, coś w rodzaju, że „blogerzy nie będą dziennikarzami”. Czyli – to ich boli.

  19. nagor napisał(a):

    @pink panter
    Witaj
    Niedawno ruszaliśmy tutaj zamiar walki z mową nienawiści na portalach . To wstęp do ograniczenia nienawiści a docelowo mowy przejawiającej się na tym wymykającym się z podporządkowania polu .
    Dzisiaj media drukowane to takie klatki z orginałami , dające żelazny glejt mediom elektronicznym ,że nie będą postawione do odpowiedzialności co propagują , bo oni tylko cytują coś zaistniałego w niszy .Jaką siłę przekazu miałyby osoby Lisa czy Michnika gdyby ich prasa była jedyną formą przekazu ich komunikatu . Praktycznie żadną na skalę masową .Jednak kiedy zawarty tam przekaz jest wielokrotnie powtarzany w mediach masowych w ciągu dnia, tygodnia i jest tematem odrębnych dyskusji postaci te stają się wazniejsze od tematów istotnych dla kanałów informacyjnych . Tak po lewej jak i po prawej stronie kreatorów programów dziwne nie rozumienie istoty propagandy w której biorą udział .
    Ważniejsze mogą być media lokalne i ich wpływ na oceny samorządowców . To tylko dzięki nieudolności organizacji TVP3 i kanałom regionalnym .Ich przekaz w regionie i czas na istotne tematy dnia regionu na antenie ogólnopolskiej zdominowałby dostęp do informacji konkurencyjny dla prasy regionalnej . Technika jest ale organizacja w podziemiu . To jest jedyny rynek gdzie higiena i podział własności jest prawdziwie istotny bo porusza sprawy bliskie mieszkańcom .

  20. piko napisał(a):

    Witaj Panthero
    Prasa nie jest żadną 4 władzą, jest pałą, narzędziem władzy faktycznej, nie zawsze konstytucyjnej.
    W zasadzie nawet nie prasa a stacje TV/radio, bo tu papka jest podawana jak za przeproszeniem lewatywa – szybko sprawnie i bez jakiegoś męczącego procesu trawienia.

    Zastanawiam się jak można by to zmienić.

    Jest duży problem również po stronie odbiorcy, któremu wszczepiono wirusa nienawiści, pozbawiono odniesień do fundamentalnych wartości i zdemolowano język. Mam przykłady jak to działa. Wygląda, że to jest najpoważniejszy problem wymagający po pierwsze czasu (ze dwa pokolenia).

    Ciekawi mnie Twoje zdanie na tematy tu poruszane:
    http://naszsalon24.org/2017/05/01/dwa-opowiadania-i-teoria/
    http://naszsalon24.org/2017/07/09/o-teoriach-spiskowych-dla-opornych/

  21. pink panther napisał(a):

    @Piko, Skoro Lis stoi na barykadzie a Broniatowski pisze „Instrukcję co musi się stać aby powstał Majdan” – obaj dziennikarze, to oznacza, że wyszli z roli „człowieka, który relacjonuje opinii publicznej informacje”, lub „podaje interpretacje” – tylko na chama – podżegają do obalenia władzy, która została wybrana w legalnych wyborach demokratycznych.
    Dzięki za linki. Sorry, że dopiero teraz, ale w ostatni dzień dobrej pogody robiłam porządki na działce. Idę czytać Twoje notki a na to potrzebuję trochę czasu i spokoju.
    PS. Problem z mediami nienawiści „rozwiązuje się” niejako sam – poprzez technologię. Nie jest tajemnicą, że „wybory dla PiS wygrał internet” a ludność tutejsza – NIE zareagowała zgodnie z oczekiwaniami patronów na apele organizatorów „puczy”. Skutki rycia beretów przez 27 lat są oczywiste, ale skala przestępstw przeciwko mieniu i życiu ludzi – w wykonaniu „kasty”, „elit”, że nawet czytelniczki Cosmopolitana i widzowie TVN24 – nie reagują na gorące apele o poparcie „anty-pisowców”. To NIE oznacza odebrania władzy tym mediom, bo nie o media chodzi ale o „chłopaków ze WSI” i o to, z kim zawarli „nieświęte sojusze”.

  22. pink panther napisał(a):

    @Tadeusz K. Rzeczywiście „chichot historii”. Pozdrawiam

  23. pink panther napisał(a):

    @Piko, W sprawie notki pt.”Dwa opowiadania i teoria” to mam mieszane uczucia. Z jednej strony romantyczne wspomnienie, jak mi na granicy zwinęli celnicy egzemplarz „Nowego wspaniałego świata” Aldousa Huxley’a (po francusku:))) , co mnie utwierdziło na pewien czas w przekonaniu, że z niego straszny antykomunista i „nasz człowiek”:)))
    Co do teorii spiskowych czy raczej praktyki spiskowej to chyba nie ma jakich specjalnych kontrowersji: temat ma kilka poziomów: najważniejszy jest oczywiście ten, który „przykrywa” prawdziwą dyskusję wokół prawdziwych wątpliwości – skierowaniem do dyskusji kilku panów udających strrrrasznie zaangażowanych romantyków, którzy wypisują rzeczy przerysowane aż do śmieszności i ..po poważnej dyskusji. To jest bardzo skuteczne metoda w ostatnich dekadach w krajach Zachodu, której odpowiednikiem w krajach komunistycznych było banalne zamykanie „opornych sączących wątpliwości” do więzień, psychiatryków, lub w poważniejszych sprawach – „znikanie delikwenta”. To jest stosowane nadal z dużym sukcesem w kilku lub kilkunastu krajach i nikomu na Zachodzie to nie przeszkadza.
    Po wielkiej dyskusji w USA wokół sprawy 9/11 , która podzieliła naród amerykański na dwie połowy (wierzący i niewierzący), okazało się, że nie jest już możliwe, głównie z powodu internetu – nazwanie czegoś „spiskową teorią” i – zamknięcie sprawy. Ten wariat David Icke zrobił filmik genialny i śmiałam się z niego tak długo, jak trwa. Dzięki za wrzucenie.

    Wracając do Aldousa Huxley’a. To jest poważna sprawa, albowiem w po latach dzięki internetowi, z cichej wielbicielki szlachetnego Aldousa stałam się nie tyle przeciwniczką, co osobą wielce sceptyczną wobec tego, co produkowało Imperium jako „myśli szlachetne dla ludzkości”.
    Aldous Huxley pochodzi z wielkiego „rodu Huxley’ów”, bardzo widocznego w historii intelektualnej Imperium w XIX i XX w. Duża rodzina w służbie imperium na polu nauk humanistycznych, społecznych i biologicznych, jak również czasem w administracji kolonialnej.
    „Założyciel rodu” czyli dziadek Aldousa to Thomas Henry Huxley ( 1825-1895) trochę biolog, trochę zoolog, trochę samouk ale głównie – gorący zwolennik Darwina (zwany „Buldogiem Darwina) a przede wszystkim – człowiek, który był wojującym ateistą, dla niepoznaki określający siebie „agnostykiem”. W tej rodzinie to nie był „taki sobie ateizm” ale , jak w przypadku jego zięcia a wujka Aldousa – ożenionego kolejno z dwiema córkami Thomasa – malarza Johna Colliera – był to też jawny lub dyskretny – antykatolicyzm. John Collier (1850-1934) malarz pre-rafaelicki bardzo popularny miał powiedzieć co następuje (a co przeszło do historii): „…To me, as to most Englishmen, the triumph of Roman Catholicism would mean an unspeakable disaster to the cause of civilization..” ( Dla mnie, jak dla większości Anglików, triumf Rzymskiego Katolicyzmu oznaczałby niewypowiedzianą katastrofę dla sprawy cywilizacji).
    Brat Aldousa Huxley’a – sir Julian Sorell Huxley był nie tylko pierwszym przewodniczącym UNESCO ale przede wszystkim prominentnym członkiem Brytyjskiego Towarzystwa Eugenicznego, w tym w latach 1937-1944 wiceprzewodniczącym a w latach 1959-1962 przewodniczącym. Szczytowym „osiagnięciem” organizacji był wyrok więzienia dla prominentnego członka towarzystwa, lekarza Leonarda Arthura w roku 1981 – za „próbę zamordowania nowo-narodzonego dziecka z syndromem Downa”. Po jakimś czasie został uniewinniony a Brytyjskie Towarzystwo Eugeniczne, z którego dorobku intelektualnego pełnymi garściami czerpali niemieccy naziści – zmieniło nazwę na Instytut Galtona. Julian Sorell Huxley był też pierwszym przewodniczącym Brytyjskiego Towarzystwa Humanistycznego, czyli banalnie – wojującego ateizmu.
    Sam Aldous Huxley był raczej słabego zdrowia (wzrok i nerwy) , uczył nawet jakiś czas francuskiego w Eton, m.in jako nauczyciel Erica Blaira, przyszłego George’a Orwella. Podobno nie radził sobie z uczniami. Został literatem. Mocno eksperymentował z narkotykami (może nerwy) . Od 1937 r. żył w USA w południowej Kalifornii a w 1938 r. zaprzyjaźnił się tam z niejakim Krishnamurti, którego ponoć uwielbiał, podobnie jak wegetarianizm, medytację i stał się wyznawcą Vedanty „jednej z sześciu ortodoksyjnych odmian hinduizmu”. Od 1939 aż do śmierci w 1963 r. był członkiem aktywnym( wraz z Christopherem Isherwoodem, pisarzem, szczęśliwym gejem Brytyjczykiem wizytującym Republikę Weimarską i jej burdele) Vedanta Society Południowej Kalifornii. Aby zarobić na chlebek, pisał scenariusze dla wytwórni filmowych Hollywood, gdzie był wprost noszony na rękach i zarabiał astronomiczne sumy (33 tysięcy USD tygodniowo!!). Od początku lat 50-tych eksperymentował z środkami psychodelicznymi. W latach 1941-1960 napisał podobno 48 artykułów do czasopisma Vedanta and the West. I tak dochodzimy do tego, skąd wzięły się dragi i moda na medytacje hinduskie wśród hipisów i w całej tej „rewolucji 1968”. Cały ruch hipisowski zaczął się w Kalifornii.
    Przeczytałam to wszystko dzisiaj (czyli trochę dzisiaj, trochę wczoraj bo jest noc) i teraz naprawdę nie wiem, co myśleć o prawdziwym znaczeniu treści zawartych w książce „Nowy wspaniały świat”. Życie przerosło fikcję.

    Wrzucę do pod Pana notkę z lipca.

  24. piko napisał(a):

    Wielkie dzięki za komentarz. Wiedziałem że będzie co czytać 🙂

    Huxley nie był z naszej bajki to oczywiste, powiedziałbym nawet, że niecny z niego typ. Szczerze mówiąc nie zagłębiłem się w jego biografię. Po przeczytaniu Twojego komentarza widzimy w jakiej fajnej rodzince kształtowało się jego życie.

    Na swoje „usprawiedliwienie” powiem, że celem mojego tekstu nie była laurka dla autora tylko opis pewnej koncepcji służącej sterowaniu dużymi grupami społecznymi, „tresowaniu” człowieka. Uważam, że ta metoda jest realizowana skutecznie, na przykład Szwedzi, którzy są według mnie już straceni/przeformatowani.

    Zastanawiałem się, czy nie posłużyć się przy pisaniu Januszem Zajdlem i jego Paradyzją czy Limes Inferior ale Huxley jest niestety bardziej popularny i tak wyszło.

    Jeszcze raz dzięki za koment. Teraz moja notka została uzupełniona o ważne fakty.

  25. pink panther napisał(a):

    Dzięki za miłe słowa. Po prostu dobrze się uczymy „w biegu” jednocześnie dobrze się bawiąc. Niestety, widać z życiorysu „medytującego Huxley’a”, że wiele „autorytetów” musimy sobie obejrzeć jeszcze raz ze wszystkich stron, bo nawet to, co NIBY było zakazane w komunizmie, czasem było, wedle najlepszej spiskowej teorii dziejów – stręczone nam jako „owoc zakazany”. A wszystko aby odciągnąć nas od rzymskiego katolicyzmu. Bo w sprawie walki „z Watykanem” widać wyraźnie stały sojusz anglosaskiej herezji z rosyjskim komunizmem. W sumie temat spiskowej teorii daje nieoczekiwane efekty. Teraz zapala mi się czerwone światło, kiedy widzę słowo „humanizm”.

Dodaj komentarz

Przejdź do paska narzędzi