Broni nie złożę. Munduru nie zdejmę. Tak mi dopomóż Bóg

 

Major Henryk Dobrzański „Hubal”.

 

Urodził się 22 czerwca 1897 roku w Jaśle, gdzie rodzice jego zainwestowali posiadany majątek w spółkę naftową. Dobrzańscy byli  rodziną ziemiańską zubożałą po represjach zaborców wobec  uczestników powstania styczniowego. Matka była córką oficera tego powstania Włodzimierza hr. Lubienieckiego. Wychowanie małego Henryka przepojone było więc patriotyzmem i kultem dla tradycji wojskowych. Ukończył w Jaśle czteroklasową Szkołę Ludową prowadzoną w języku polskim, a następnie kontynuował naukę w szkole realnej w Krakowie, dokąd przenieśli się wraz z matką i siostrą. Ojciec popadł w długi po stratach spółki naftowej i musiał uciekać z zaboru austriackiego. Rodzina już nigdy się nie połączyła.

Henryk, wierny tradycjom rodzinnym w wieku 15 lat zgłosił się do Polskich Drużyn Strzeleckich, gdzie przeszedł szkolenie wojskowe. Kiedy wybuchła wojna i front zbliżał się do Krakowa rodzina przeniosła się do majątku Czechy wujostwa Mieroszewskich  niedaleko Słomnik. Tam Henryk otrzymał wspaniałego konia z rzędem i szablę. Jak wspomina Juliusz Mieroszewski odprawiono uroczystą mszę i:

Henio, smyk 17-letni, klęczał na stopniach ołtarza, a ksiądz pamiętający rok 63, błogosławił broń i żołnierza”.

1 grudnia 1914 roku stawił się w punkcie zbornym Legionów Polskich w Krakowie. Brał udział w walkach dywizjonu kawalerii II Brygady Legionów Polskich wyróżniając się odwagą nagrodzoną austriackimi odznaczeniami wojskowymi. Po przejściu Legionów pod komendę niemiecką i odmowie złożenia przysięgi na wierność cesarzowi Wilhelmowi II w lipcu 1917 roku,  Legiony rozwiązano a całą II Brygadę przekazano z powrotem pod komendę austriacką, wcielając do Polskiego Korpusu Posiłkowego. W uznaniu swoich zasług Dobrzański został skierowany do Szkoły Podchorążych. Nie ukończył jej jednak, bo po traktacie brzeskim podpisanym 9 lutego 1918 roku przez Niemcy i Austrię z Ukraińską Centralną Radą, który oddawał Ukraińcom Chełmszczyznę i Podlasie, w polskich jednostkach wybuchł bunt. Części udało się przejść linię frontu i połączyć  z II Korpusem Polskim gen. Dowbor-Muśnickiego, pozostali, w tym Henryk Dobrzański,  zostali internowani i zamknięci w obozach na Węgrzech. Henrykowi udało się uciec i dotrzeć do wujostwa w Czechach.

Kiedy nadszedł listopad 1918 roku Dobrzański, jako jeden z pierwszych stawił się w swoim macierzystym 2 Pułku Ułanów w Krakowie. W tym czasie dotarły wiadomości o walkach z Ukraińcami i oblężeniu Lwowa. Dobrzański dowodząc plutonem jazdy, w ramach zgrupowania płk. Michała Tokarzewskiego-Karaszewicza wyruszył na odsiecz Lwowa. Dotarli na czas i 22 listopada Lwów był wolny. W stopniu chorążego przejął dowodzenie szwadronu kawalerii o zaszczytnej nazwie Odsieczy Lwowa. Walki w okolicach Lwowa toczyły się do maja 1919 roku. Czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych i awansowany do stopnia podporucznika wrócił do swojego macierzystego pułku. 10 lutego 1920 roku wziął udział w Pucku w symbolicznym akcie zaślubin Polski z morzem, a w kwietniu został przerzucony na front wschodni do walki z bolszewicką Rosją. Wielokrotnie wyróżniał się na polu walki dowodzeniem i osobistą odwagą, będąc na pierwszej linii razem ze swoimi żołnierzami. W maju 1921 roku za męstwo i odwagę w czasie wojny 1920 roku otrzymał Order Virtuti Militari V klasy i został mianowany dowódcą 4 szwadronu 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich.

W tym czasie poświęcił się treningom jazdy konnej i skokom. W 1922 roku uzyskał pierwsze nagrody w konkursach jeździeckich. Całą swoją duszę i umiejętności oddawał jeździectwu. W kraju nie miał sobie równych. Wziął udział w międzynarodowych zawodach hippicznych zespołów wojskowych w Nicei, gdzie polska ekipa odniosła ogromne zwycięstwo. Kolejne sukcesy w kraju i zagranicą, spowodowały, że dowództwo doceniając je, starało się pomóc mu rozwijać karierę sportową. Nie mógł przyjmować na siebie obowiązków liniowych, ale mimo to awansował do stopnia majora, nie mając jeszcze 30 lat.

W 1928 roku wrócił do służby w pułku. Mimo licznych swoich zasług miał opinię człowieka zapalczywego, trudnego w obcowaniu, co komplikowało jego karierę zawodową. W 1929 roku przeniesiony do Rzeszowa poznał Zofię Zakrzeńską swoją przyszłą żonę. W 1932 roku przyszła na świat ich córka Krystyna. Na życie rodzinne, początkowo bardzo szczęśliwe, nakładały się jednak konflikty z przełożonymi, wywołane skłonnością Dobrzańskiego do zapalczywości  a nawet nietaktownych, obcesowych wypowiedzi. Przeniesiony do Wilna na stanowisko kwatermistrza nie potrafił przystosować się do tego rodzaju pracy. W końcu 1937 roku małżeństwo rozpadło się a sam major został przeniesiony do Wołkowyska na dowódcę szwadronu zapasowego 4 Pułku Ułanów, co było odstawieniem młodego oficera na boczny tor. Miesiąc przed wybuchem wojny otrzymał decyzję o przejściu w stan spoczynku. Wkrótce jednak nastąpiły wydarzenia, dzięki którym Henryk Dobrzański przeszedł do historii i legendy.

Gdy wybuchła wojna stawił się zgodnie z przydziałem w ośrodku zapasowym w Białymstoku, gdzie objął funkcję zastępcy dowódcy pułku. Kiedy 17 września w granice Polski wkroczyła Armia Czerwona oddziały otrzymały rozkaz przejścia granicy z Litwą i złożenia broni. 110 pułk Dobrzańskiego nie podporządkował się rozkazom i ruszył na pomoc Warszawie. Kiedy stolica skapitulowała ogłosił żołnierzom decyzję, że nie zdejmuje munduru i będzie przebijał się na Węgry z zamiarem przedarcia się do Francji do polskiego wojska. Po dotarciu w pierwszej dekadzie października  w rejon Gór Świętokrzyskich zmienił jednak zdanie i w czasie postoju w gajówce Podgórze oświadczył żołnierzom, że pozostanie w kraju. Wierzył, że wiosną 1940 roku  ruszy ofensywa aliantów i losy wojny się odwrócą.

Przyjął pseudonim „Hubal” i rozpoczął organizowanie w terenie placówek konspiracji zbrojnej. Miały one przygotować i wystawić na wezwanie polskich władz,  gotowego do walki żołnierza. Opracował schemat organizacji konspiracyjnej, której nadał nazwę Okręgu Bojowego Kielce. Przeorganizował także swój oddział dostosowując do wymogów walki partyzanckiej, ale starając się zachować strukturę regularnego wojska. Nadał mu nazwę Oddział Wydzielony Wojska Polskiego. Oddział wykazywał dużą ruchliwość. Otrzymywał wsparcie od ludności, do oddziału ciągnęli ochotnicy. Jeszcze nie wszystko stracone – pocieszano się –  jeśli Wojsko Polskie istnieje, to Polska znowu wolność odzyska.

Zachowało się wspomnienie o żołnierskiej wigilii w leśniczówce Bielawy. Żołnierze wystąpili odświętnie, przyjechali okoliczni ziemianie, ksiądz. Żołnierze otrzymali upominki od grupy dziewcząt z Kielc. Jako nieliczni świętowali ją wolni i niepodlegli żadnej władzy okupacyjnej, przywracając nadzieję.

Pomnik w miejscu „Hubalowej Wigilii”

Zjawili się też w Nowy Rok na mszy w kościele w Studziannej w tajemnicy przed dowódcą. Powstała pieśń nazwana Marszem Hubalczyków.

 

My, partyzanci majora Hubali,

Idziemy dziś na krwawy z Niemcem bój.

Pragnienie zemsty serca nasze pali,

Niestraszny nam bombowców wroga rój.

Więc granat w garść a erkaem do boku,

Na wrogów swych przypuśćmy dzielnie szturm.

Niech stal granatów razi ich głęboko,

A nam przygrywa dźwięk bojowych surm.

Za gruzy naszych miast,

Za braci naszych krew,

Szarpiemy wrogów ciała.

Niech zginie szwabski chwast,

Odpowie na nasz zew

Powstając Polska cała.

 

Na przełomie lutego i marca oddział rozrósł się do stanu ok. 250 żołnierzy. Dysponował dobrym uzbrojeniem, karabinami maszynowymi i jednym przeciwpancernym. Ale Niemcy nie zapomnieli o oddziale. Sroga, śnieżna zima dawała spokój Hubalczykom, ale kiedy zniknęły śniegi Niemcy przygotowywali się do walnej rozprawy. I wtedy przyszedł rozkaz płk. Stefana Roweckiego „Grota” na wniosek komendanta Okręgu Łódzkiego ZWZ ppłk. Leopolda Okulickiego o rozwiązaniu oddziału, bo nie czas jeszcze na powstanie, oddział Niemcy wyduszą a ludność cywilna jest narażona na odwet. Major Dobrzański nie podporządkował się rozkazowi i nie rozbroił się, zostawiając wolną rękę swoim podwładnym. Większość żołnierzy i wszyscy oficerowie zdecydowali się przejść do konspiracji. Przy „Hubalu” zostało ok. 70 osób. Niemcy zgromadzili przeciwko oddziałowi blisko 5 tysięcy ludzi. Rozpoczęły się walki i okrążanie Hubalczyków.

Spełnił się niestety scenariusz, przed którym ostrzegał ppłk. Okulicki. Akcja odwetowa dotknęła 31 wsi, m.in. Królewiec, Szałas Stary, Skłoby, Gałki, Hucisko i spowodowała śmierć 711 bestialsko zamordowanych osób. Dobrzański bardzo przeżywał  tragedię mieszkańców. Brał na siebie winę. Nie był już tym samym człowiekiem, jak dawniej. „Zmizerniał, sczerniał, twarz miał skamieniałą, bez uśmiechu” – jak wspomina Józef Wyrwa „Furgalski”. Swoje obozowiska rozbijał teraz w lesie, żeby nie narażać mieszkańców wsi. Żyli w ciągłym zagrożeniu. Do tego dochodził narastający konflikt z dowództwem ZWZ.

Pod koniec kwietnia zostali otoczeni w lasach opoczyńskich. O świcie 30 kwietnia dojechali do zagajnika niedaleko Anielina. Zmęczeni trudami  ostatnich dni zasnęli, nie dostrzegając, że podeszli ich Niemcy. „Hubala” próbującego dosiąść konia  przeszyły kule, trafiając w serce. Żołnierze, którzy wydostali się z zasadzki nie mogli długo uwierzyć, że ich dowódca  nie żyje. Nie jest znane miejsce, w którym Niemcy pochowali ciało Henryka Dobrzańskiego. Zapewne bali się jego legendy. Zachował się ostatni rozkaz wydany w oddziale, po śmierci „Hubala”, przepełniony smutkiem, oddający przywiązanie żołnierzy:

Dowódca nasz nie żyje. Ale żyje wśród nas Jego idea i honor żołnierza. (..) Dla historii potrzebny jest dowód, że znalazł się w Polsce człowiek, który oparł się ogólnej psychozie strachu, że był jeden, który honor żołnierza i Polaka cenił ponad życie”.

Szaniec majora Hubala w Anielinie

Wieść o upadku Francji spowodowała rozwiązanie oddziału. Dzisiaj mjr Henryk Dobrzański jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci historii II wojny światowej. Jego imię noszą liczne organizacje i instytucje, szkoły, drużyny harcerskie, jednostki wojskowe. Jest patronem rajdów turystycznych i zawodów. Na cmentarzu Partyzanckim w Kielcach jest symboliczna mogiła, upamiętniająca bohaterskiego, niepokornego żołnierza. W miejscu jego śmierci stoi dzisiaj szaniec majora Hubala. Uczczono pomnikiem nawet miejsce, w którym w grudniu 1939 roku odbyła się „Hubalowa Wigilia”. Legenda majora przetrwała czasy PRLu i jest świadectwem oporu, jaki do końca stawiali żołnierze ostatniego Oddziału Wojska Polskiego.

Symboliczna mogiła na Cmentarzu Partyzanckim w Kielcach

 

 

 

 

 

 

 

 

You may also like...

15 komentarzy

  1. cisza1 napisał(a):

    @EBNS24
    Wspaniały Hubal!
    Dzięki.
    „Nie jest znane miejsce, w którym Niemcy pochowali ciało Henryka Dobrzańskiego”

    Może to się zmieni?

    „Specjaliści rozpoczęli badania genetyczne szczątków osoby, typowanej jako mjr Henryk Dobrzański „Hubal” – powiedział w środę w Szczecinie genetyk dr Andrzej Ossowski. Naukowcy są ostrożni, ale liczą, że szczątki uda się zidentyfikować./…/
    Szczątki znaleziono w miejscowości Inowłódz (woj. łódzkie)
    Do Polskiej Bazy Genetycznej Ofiar Totalitaryzmów trafiły szczątki osoby typowanej jako mjr „Hubal” – powiedział dziennikarzom dr Ossowski z Zakładu Medycyny Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. – Materiał przekazała Fundacja „Honor, Ojczyzna” im. Raginisa, która prowadziła prace poszukiwawcze – dodał.”

    http://www.tvp.info/25178553/znalezli-szczatki-hubala-naukowcy-ostrozni-w-ocenach

    ps.
    Znany głównie z filmu „Hubal”.
    Niestety nagonka na Porębę i Filipskiego doszła zbyt daleko aż do plucia na grób twórcy filmu.
    Ciekawe, jak on powstał:
    https://histmag.org/Hubal-na-zakrecie-historii-8365

  2. nagor napisał(a):

    @ebns24
    Czytając tę historię Hubala mam takie odczucie jak , jedna Polska pod trzema zaborami .Mamy „szczęście ” do legend i antylegend i czasami tak niewiele je dzieli ,że czasy historii wydają dopiero rostrzygnięcie .
    Może na wojskowości się nie znam , ale rozkaz i jego wykonanie to podstawa tej organizacji , a to jest zaprzeczenie czynów bohatera wpisu dzieki , którym , stał się wzorem legendarnego żołnierza dla innych żołnierzy.
    Prywatnie mogę akceptować wiele z tej postaci bo mieliśmy i mamy pokręconą skalę wartości jako polacy , jednak winno być w tym miejsce na racjonalizm , kiedy stawiamy kogoś na wzór za całokształt . Idea i jej wykonanie .
    Taki zamęt ocen postaw moralnych mamy w konsekwencji do dzisaj i podobną realizację . Istotne będzie kto i kiedy historycznie takiej oceny dokona.
    Pouczający tekst .

  3. E.B napisał(a):

    Witaj, Ciszo 🙂

    Było już kilka miejsc, w których miał być pochowany Hubal. Może teraz rzeczywiście?

    Film o Hubalu powstał już za czasów Gierka, więc było trochę luźniej, ale i tak reżyser musiał się postawić, żeby zostawiono scenę mszy z udziałem żołnierzy.

    Sam reżyser tego filmu jest postacią bardzo ciekawą i tragiczną. Bohdan Poręba, syn Legionisty i oficera AK, pochodził z Wilna. Była narodowcem i patriotą. Udawało mu się wiele wątków o polskiej przeszłości, tej prawdziwej przemycić do swojej twórczości teatralnej i filmowej.
    Był reżyserem m.i.in. „Nad Niemnem”, „Między ustami a brzegiem pucharu” i wielu wielu wspaniałych filmów i sztuk teatralnych.

    Zmarł nagle w wieku 80 lat, po zastrzyku podanym przez wezwanego do domu lekarza. Historia jego śmierci jest o tyle dziwna, że był bardzo sprawnym i pełnym sił człowiekiem, mimo lat.
    Reżyser, będący na ukończeniu przygotowań scenariuszowo-dokumentacyjnych i przed przystąpieniem do kręcenia filmu (pod roboczym tytułem „Obronić Prawdę”) głosił, że zamierza obnażyć propagandowe żydowskie kłamstwa o Jedwabnem. Był styczeń 2014 roku.

    Tak więc historia Hubala jakby nie skończyła się, bo nie skończyła się walka o polskość i prawdę.

    Śp. BOHDAN PORĘBA – reżyser „Hubala”
    .
    ?itok=b74Tj053

  4. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Tak przypuszczałam, że Hubal i jego historia wzbudzą kontrowersje.
    Rzeczywiście, był nieposłusznym rozkazom żołnierzem, ale w sytuacji bardzo specyficznej. Niemcy nazywali go „szalonym Majorem”.

    Czy powinien się podporządkować rozkazom ZWZ? Być może, ale w Polakach jest taki pierwiastek szaleństwa, który czasem daje dobre rezultaty a czasem nie.
    Ja nie wiem czy to jest dobre, ale jest.
    Może dlatego właśnie Lachów się bano? Rzucaliśmy się nieraz na przeważające siły wroga i zwyciężaliśmy.
    Może to dlatego Stalin rozkazał Polaków traktować na bardziej „luźnej smyczy” niż innych?
    O tym naszym szaleństwie pisał @Almanzor w swojej notce:

    https://www.salon24.pl/u/almanzor/661702,co-nam-zostalo-z-powstania

    Ciekawa jestem oceny Hubala dzisiaj.
    Ja podziwiam jego determinację. Nie wiem czy bym się na to zdobyła.

  5. nagor napisał(a):

    @ebns24
    Nieposłuszny żołnierz , sprzeczność funkconalna . Jak nieposłuszny to nie żołnierz .
    Specyficzna sytuacja , z opisu wynika , że to on stwarzał sytuacje nie mieszczące się w przyjętym systemie zależności, nie pasował osobościowo do miejsca i funkcji , jakaś nadpobudliwość lub inna od przyjętej skala ocen .Swiadczy całe jego życie prywatne , że z czymś ma kłopot on a nie otoczenie(zakładam) .
    Pierwiastek szaleństwa , emocjonalny Niesioł ,programowy HGW , myślę ,że mówisz o takim co można nazwać fantazja , przecenienie swoich możliwości i taki balans na granicy klęski i zwycięstwa , to moje tak ,lubimy się porywać na nieznane nadrabiając determinacją.
    To przynosi sukcesy kiedy dotyczy spraw rozpoznanych i znamy na czym polega nasza słabość i gdzie i w czym ryzykujemy .Inaczej to kończy się z motyką na słońce .
    Po zlekceważeniu rozkazów ZWZ , wybrał walkę do końca , który był przewidywalny dla niego samego z pełną świadomością. Bo w innych ramach się nie mieścił jakie miał do wyboru . „szalony major” ile nazwisk dzisiaj mozna byłoby wpisać w miejsce majora z naszego punktu widzenia i odpowiadałyby treści określenia.

  6. ProvoCatio napisał(a):

    @ ebns24

    wspaniał postac polskiego oficera i symbol żołnierskich cnót. posmiertne zdjecie Hubalaw otoczeniu Niemickich żołnierzy powinno byc symbolem polskiego września. Cześć Jego Pamięci.

    jedna z najbardziej polskich scen w polskiej kinematografi.

  7. E.B napisał(a):

    @nagor

    Będę bronić jego „szaleństwa”. To nie było takie do końca szaleństwo. Hubal zakładał, że alianci wywiążą się ze swoich zobowiązań i wiosną przystąpią do wojny. Wtedy on da Ojczyźnie gotowego żołnierza. Nie było to więc nieracjonalne.

    Nikogo nie zmuszał do walki razem z nim. Dawał żołnierzom wolną rękę. Raczej musiał opędzać się od ochotników i wielu wysyłał z powrotem do domu, bo byli nie przeszkoleni lub za młodzi. Kazał im czekać do wiosny.

    Ludzie go wspierali. Otrzymywał pomoc i wsparcie. Dodawał im otuchy, bo to było wciąż polskie wojsko. Żołnierze go kochali.
    Owszem nie chciał się poddać rozkazom, bo uważał, że nie mają racji. To był dopiero początek okupacji i jeszcze wszystko mogło się zdarzyć.
    Dopiero upadek Francji odebrał nadzieję.

    To sytuacja była dramatyczna i tragiczna dla nas. Podobnie było z Powstaniem Warszawskim.

  8. nagor napisał(a):

    @ebns24
    Wcześniej już napisałem :
    Prywatnie mogę akceptować wiele z tej postaci bo mieliśmy i mamy pokręconą skalę wartości jako polacy
    Ale z pozycji racjonalnej , wzorca postaw dla żołnierzy , roli podległości dowództwu widzę wiele momentów dyskusyjnych .
    Zgadzam się z tym co wyżej napisałaś o roli wsparcia duchowego i pozostałych argumentów .

  9. E.B napisał(a):

    @Provocatio

    To jest to zdjęcie:

    .

    Podobno wnuk oficera Wermachtu przekazał w marcu tego roku nieznane zdjęcia majora Hubala polskiemu konsulatowi. Może więc będzie ich więcej.

    A o tę piękną scenę w filmie reżyser Bohdan Poręba musiał stoczyć walkę.
    Takie polskie dzieje.
    Major Hubal wpisuje się w ten polski dramat naszej historii.

  10. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Ja nie wiem, czy on formalnie podlegał ZWZ. Być może tak. Nie atakował Niemców, chyba, że sam był atakowany. On tylko przygotowywał ludzi do walki na wiosnę.

    Była jeszcze taka historia, którą tu przytoczę w całości za dziennikiem bojowym oddziału:

    7 kwietnia otrzymał ponowny rozkaz w sprawie rozwiązania oddziału, podpisany przez „Grabca” z komendy obwodu w Końskich:

    „Z powodu dwukrotnego niewykonania rozkazu rozwiązania oddziału p. Major będzie odpowiadał sądowo-karnie”

    Po przeczytaniu rozkazu Hubal wpadł we wściekłość, po czym podyktował odpowiedź:

    „Grabców itp. nie znam, ich rozkazy mam w d…e. Hubal mjr”.

    I komentarz z dziennika:

    Więc za to, że znalazł się jeden człowiek do dzisiejszego dnia utrzymujący oddział zbrojny, jako jedyną reprezentację armii na terenach Polski, a tym samym jedyny dowód, że Polska żyje, że ze stanem obecnym nie pogodziła się, że nie wszyscy dowódcy byli albo zdrajcami, albo tchórzami, za to człowiek ma być odpowiedzialny sądownie?”

    To pokazuje jaki był stan ducha jego żołnierzy i przybliża tamtą atmosferę.

  11. ProvoCatio napisał(a):

    @ ebns24

    to zdjęcie, to po prostu alegoria przyjazni Niemiecko-Polskiej.

  12. E.B napisał(a):

    @Provocatio

    W punkt.

  13. nagor napisał(a):

    @ebns24
    Ja nie neguję jego intencji i postawy patrioty do końca .Dyskusyjna jest forma działania .Kiedy był kontakt ZWZ z jego oddziałem , a sama przytaczasz fakty , czyli w istniejącej sytuacji istniała jakaś struktura organizacyjna oporu, która dokonała oceny sił i środków wydając taki rozkaz . Zanegowanie podporządkowania swojego działania w strukturze krajowej przekonaniem ,że Francja uczyni coś lepszego w naszym interesie niż ZWZ to takie znajome nawet z dnia dziszejszego . Kiedy struktury państwa napotykają wewnętrzną obstrukcję ludzi upatrujących poza krajem dobra wyższego niż własne budowanie bezpieczeństwa . Pisałem o pokręconej skali wartości , bo taką mamy. Taką odziedziczyliśmy po zaborach a może i wcześniej , kiedy na ustach są wielkie i szczytne słowa a formę ich wykonania nie potrafimy uzgodnić powątpiewając we własne możliwości. To nie wizja państwa stanowi problem ale jego forma jak przychodzi do czynu .
    Dlatego ten wpis w dzienniku bojowym odbieram z mieszanymi odczuciami jako niesubordynację strukturze organizacyjnej czyniąc resztę osobistą wojną Hubala . Takie janosikowe i sztytne , skazane na klęskę .

  14. E.B napisał(a):

    @Nagor

    Plan Hubala był następujący:

    „Będziemy oczekiwać wiosny i ofensywy francusko-angielskiej, tworząc na zapleczu niemieckim ogniska oporu, spełniając rolę pomostu, który ułatwi powrót naszym wojskom na ojczystą ziemię. Czeka nas długa walka, na polu i pod ziemią. Z tych zmagań wyjdziemy zwycięsko”.

    Opracował zarys organizacji, której nadał nazwę Okręg Bojowy Kielce.
    W rozkazie z dnia 26 października wyjaśniał:

    „Rozkazuję tworzyć ochotnicze oddziały Wojska Polskiego, jako nieprzerwany ciąg Armii Rzeczpospolitej. Nowozaciężni zostaną wcieleni do szeregów stojących od początku wojny na straży swego żołnierskiego honoru i obowiązku, szeregów, które broni ani munduru nie rzuciły i nie ustając ani na chwilę w pełni zaszczytnej swej służby wywalczą ostateczne zwycięstwo”.

    Taki miał cel.

    Nawiązał kontakt z siatkami tworzących się organizacji podziemnych: „Orzeł Biały” i Służba Zwycięstwu Polsce, poprzedniczce ZWZ.
    Zajmował się zbieraniem informacji o nieprzyjacielu, gromadzeniem broni i przeszkalaniem nowo przyjętych do oddziału.
    Miał bardzo dobre kontakty z ludnością i „Orłem Białym”. Z SZP niestety nie. Nie chciano mu pozwolić na utrzymanie w terenie umundurowanego oddziału.

    Ale w grudniu Hubal spotkał się w Warszawie z generałem Tokarzewskim-Karaszewiczem, ówczesnym komendantem polskiego ruchu oporu.
    Generał był wzruszony relacjami Hubala i polecił mu organizowanie kadry, gromadzenie broni i unikanie konfrontacji z Wermachtem, w oczekiwaniu na spodziewaną ofensywę wiosną. Kilku żołnierzy Hubala otrzymało awanse.
    Uzgodniono również, że obejmie funkcje z-cy komendanta Okręgu SZP w Kielcach, pozostając dowódcą Oddziału Wydzielonego WP.

    Rozkaz o rozwiązaniu oddziału Hubal otrzymał 13 marca na spotkaniu z ppłk. Okulickim, po przekształceniu SZP w ZWZ i zmianie jego dowództwa. Wtedy dał wolną rękę swoim żołnierzom, Sam oświadczył, że rozkazu nie wykona i nie rozbroi się.

    Tak, wtedy to już była jego prywatna wojna i prywatna wojna tych, którzy przy nim dobrowolnie zostali.

    Można to oceniać różnie. Naświetliłam lepiej całą sprawę. Nie był watażką, był żołnierzem, który nie potrafił się poddać.
    Generał Rowecki chciał go wysłać do Francji, do tworzących się tam oddziałów Wojska Polskiego, ale nie wiem czy to ujawnił Hubalowi.
    Po kapitulacji Francji, gdyby przeżył, pewnie by rozwiązał swój oddział.

  15. nagor napisał(a):

    @ebns24
    Był indywidalistą w sporcie ,żołnierka to trochę inna dyscyplina działań zespołowych w granicach określonych wyznaczonymi zadaniami, a w te ramki się nie mieścił .Taki widocznie był z natury .Sam sobie wyznaczał cele szczytne i patriotyczne pomijając inne racje brakiem zaufania .
    Nie uważam go za watażkę , raczej za człowieka zagubionego w sobie .

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi