Witryna Poetów nr 43

Czas na powitanie jesieni. Jej preludium zaczyna się właśnie tu – w Środkowopomorskiem. Być może coś wyniknie Babim Latem. Coś szczególnego, jak np. kontynuacja w miarę szczęśliwego życia bez tragedii, bez stressów, bez innych „osobliwości” w Naturze. Bez polskiej nawalanki międzyplemiennej.  OBY.

Dziś( jednak) w ofercie dnia – samotność wysp.

L.J.   &   A.K.

 

 

 

LUDMIŁA  JANUSEWICZ – KOSZALIN

 

 

               O PYTANIACH

 

Stoję przed lustrem

i czuję, że coś mi doskwiera,

przewiercam wzrokiem duszę

no co jest,

co za cholera ?

 

Sprawdzam listę mych zalet

i win

no z czym do ludzi ?

do ludzi z czym ?

 

No spytaj mnie

co mi  dolega, dusza szepnęła

cicho

wzruszam ramionami i mruczę

ki diabeł ?

kie licho ?

 

Sprawdzam kieszenie,

mam jeszcze na piwo

i jest mi dobrze,

i dusza we mnie pięknieje

o dziwo…

 

 

 

                                    MAJ, MIESIĄC SERCOWY

 

 

Maj jest miesiącem matur, kasztanów, parków, bzów i miłości.
I dotyczy głównie młodych.
Ale nie tylko, bo w różnym wieku panie i panowie w sercu
ciągle mają maj, jak śpiewali Starsi Panowie dwaj…
A jak o miłości, to można się zastanowić, czym najbardziej
można ją rozpalić?
Sposoby są różne: werbalne i niewerbalne, zależy kto na co
bardziej reaguje i do czego ma lepsze środki.
Dla niektórych afrodyzjakiem może być słowo.
Przecież Roxanne słuchając wyznań rzekomo Christiana, a
tak naprawdę Cyrano de Bergerac, właśnie w nich się
zakochała.
Tak się w tej historii złożyło, że Cyrano pod balkonem
pomagał Christianowi w wyznaniach miłosnych i był
autorem listów do Roxanne.
Jak on umiał pisać o miłości, skoro o liściach tak potrafił:

Liście!
Wenecko-żółtą wszystkie barwy mają
Przyjrzyj się, jak spadają
Jak dobrze spadają
W tej podróży tak krótkiej z gałęzi ku ziemi,
Umieją pięknościami błysnąć ostatniemi,
i mimo świadomości dążenia ku błotu,
Pragną, by ten upadek miał powab polotu.

Jakież smutne musiało być dla Roxanne przebudzenie,
gdy zrozumiała, bo musiała pewnego dnia odkryć, że

tak naprawdę kochała tego nieznanego autora listów i
pewnie wiele by dała, aby cofnąć czas, wychylić się przez
balkon i przywołać do siebie Cyrana.
Bo on pod pozorami gruboskórnego muszkietera,
wewnątrz był wrażliwym i zranionym przez naturę poprzez
swój karykaturalnie długi nos, człowiekiem.
Ale z poezji uczynił broń w zwycięstwie nad tą ułomnością
i zwyciężył.

 

 

 

 

DOROTA  BRYLSKA

/ ze świata czterech stron, najbardziej z Radomia.Poetka, satyryczka i autorka tekstów piosenek. Dotychczas wydała debiutancki tomik poezji „Bukiet słów” (2016r. Wyd. Autorskie Andrzej Dębkowski, Zelów), udział w antologiach, tym międzynarodowych. /

 

 

 

SAMOTNOŚĆ

 

 

 

Wokoło betonowe ulice i cisza,
która odbija się o szare mury miasta.
Cisza w pokoju, cisza…
Na ścianie jakiś obraz
patrzy martwymi oczami.
Uśmiecha się sztucznym uśmiechem.

Drwi
z mojej samotności.

Chłód przebiegł
pomiędzy stołem a krzesłami.

Otuliłam ramiona szalem wspomnień.
Przycisnęłam do piersi skrywaną fotografię
pielęgnowaną przez lata niczym relikwię.

Priorytetom wyrwano skrzydła.

 

 

 

 

 

MAPY

 

 

Kartogramem
kreślisz linie uniesień
na mojej skórze.

Ustami znaczysz pożądanie
bez granic.

Powroty są prostsze…
gdy mapy ciał
wskazują drogę do siebie.

 

 

 

 

TYLE W NAS…

 

 

Tyle ludzkiej samotności,
lądów duszy nieodkrytych.

Tyle tęsknot niespełnienia,
mgłą życia spowitych.

Tyle pytań niezadanych,
zadr co w sercach siedzi.

Tyle chwil straconych szczęścia,
braku odpowiedzi.

Tyle słów niewypowiedzianych,
tyle niepewności.

W tylu nas drzemie wulkan,
skrywany maską obojętności…

 

 

 

   JAROSŁAW  BAPRAWSKI

( dobry, stary znajomy,kowal swego losu )

 

 

 

dzięki Bogu

 

pamiętam czasy bruku
i zakręconych wśród pól
wiejskich żwirówek wiodących Do

i choć już większość z nas nie żyje
to w snach siadam na rower
pedałując w ostatnim
dniu wakacji

czym dalej wspominam
jestem bardziej rozgoryczony

tysiące książek
mój cudowny pokój
gdzie łóżko było pirackim
okrętem gdzie byłem korsarzem

i rozmowy z mamą
bym ten świat porzucił
że już czas wyjść do kobiet

więc wypłynąłem na podbój Troi
przegrałem ale i wróciłem
po latach do domu

gdzie ciepłe ramiona
oczy dobre a chleb zawsze

u Joanny świeży

***

i choć jestem z zadupia świata
trzyma mnie bardzo mocno za serce

 

 

 

Mery Lou

 

 

 

tego dnia w piątek gdy Go krzyżowali
siedziała na schodach kamienicy
sączyła dym z papierosa
i wdychała opary whiski

podszedłem i powiedziałem

Jawnogrzesznico
nie jestem godzien
rozwiązać ci rzemyka

spojrzała
i wzięła mnie na górę
gdzie dopisała nowy rozdział

ewangelii

 

 

               POD MAŁOSOLNYM OGÓRKIEM

 

 

 

kobiety niczym ćmy
rozbijały się o nasze ramiona

nagle wrócił Judasz
i powiedział

Mistrzu
oto jest człowiek
biegły w słowach

podniosłem głowę
na niego

Zenek?

Jaruś?

i na kolanach polbrukiem
przeszliśmy Genezaret

***

i żeby Nikt nie posądził nas o pedalstwo
piliśmy jak Piotr i Paweł

 

 

 

 

ADAM  KADMON – Dolina Parsęty, Środkowopomorskie

 

 

Z TYSIĘCY…

 

 

Z tysięcy inwektyw najdogodniejsza najmniej

masz słowo solenne złożone sekretnie

nadal kocham cię

w większości zadomowionych zachowanych

przypadków przepraszam że aż tak bolesnych

zatem po sam kres naszych wspólnych

dni

zapisanych na górze w zenicie niebieskim

w rejestrach nieuprawnionych

wzajemnych na życiowe banalne okazje

W człowieku tkwi bagaż infantylnych

projekcji

bo przeszłość swoje prawa ma

 

To nie bajer jest

to nie konfabulacja to liryka  nowych

czasów premiowo nam danych

z których pozbiera się głębię i sens wydarzeń

niby dogłębnie

 

 

 

 RZECZ O SZTYLECIE

 

 

Chce nadal używać żywota

ignorując marne sześćdziesiąt cztery

zgryzoty wiosny i szmery jesienne

ze

wskazaniem na sześćdziesiąt

pięć dowolnie zbiegłych pór roku

Poszukuje optymalnych przygód

doznań w przysłowiowej konwersji*

z niedwuznacznym losem pośród

dróg na przełaj bo buty mój panie

zbyt ciasne nie te więc chód

mniej wzniosły lecz chwiejny

i zgrzyty organizmu

dojrzewając występnie

podskórnie

gdy długi sztylet ma zadanie

sztychu hej co znienacka

zza węgła zabłyśnie srebrzyście

( w przytomnym zaułku zapomnianych

serc )

mój jakże niezmienny

unurzany w historii

chociaż  efemeryczny

dość panie

 

Ktoś starł ci cały urok z lic

niepodobna

a umiał bo mógł

 

 

*  mowa o  wewnętrznej przemianie podmiotu lirycznego

 

 

 

 

RAINER  MARIA  RILKE ( 1875 – 1926 )

na klasyczny deser

 

 

 

 

SAMOTNOŚĆ

 

Ogród Petenery


 
Alexander Mann - The Lonely Road.jpg
…samotność płynie z rzekami..

 

Samotność jest tak jak deszcz.
Z morza naprzeciw wieczorom wznosi się;
z równin, co dalekie są i odległe,
płynie ku niebu, którym zawsze włada.
I dopiero z nieba na miasto opada.
Kropi w bezpłciowe tu na dół godziny,
gdy w ranek ulice wchodzą zakrętami
i gdy ciała, co nie znalazły ni krztyny,
odwracają się smutne, zawiedzione plecami;
i gdy ludzie, co żarci są nienawiściami,
jednym łóżkiem muszą spać związani:
wtedy samotność płynie z rzekami…

 

 

WYSPA

 

 

Morze Północne

I

Przypływ zaciera ścieżkę na odmiale
i wszystko wokół staje się odmiałem;
lecz to wysepce nie odbiera wcale
snu; otoczeni rozchełstanym wałem

mieszkańcy wnętrza wyspy, urodzeni,
by śnić i różne światy mylić we śnie,
mrukliwie żyją; tu się mowę ceni,
a każde zdanie służy jednocześnie

za epitafium nieznanemu życiu,
co nadpłynęło skądś i pozostało.
Tak od dzieciństwa było z jawą całą,

zbyt wielką, ponad miarę ich wyrosłą,
bezwzględną, którą Bóg wie skąd przyniosło,
by ich samotność jeszcze wzmóc w ukryciu.

II

Obejścia tu obwałowane tamą
jak księżycowy krater: co do joty
wewnątrz ogródki wszystkie są tak samo
ubrane, uczesane jak sieroty

przez sztorm, który je w twardej chowa mustrze,
dzień za dniem strasząc śmiercią. Przy pogodzie
sztormowej siedząc w domu, w skośnym lustrze
ogląda się kurioza, na komodzie

poustawiane. Dzień za dniem przed domem
o zmroku któryś z synów rzewne dźwięki
dobywa z harmonijki jak płacz miękki,

nutę obcego porwanego miasta -.
A ponad wałem owcy kształt wyrasta
czarny, nieomal groźny swym ogromem.

III

Blisko jest tylko wnętrze; świat daleko.
Wnętrze, co w siebie świat codziennie wchłania,
w ścisku, w natłoku nie do opisania.
Wyspa jak gwiazda, którą cicho, lekko,

w bezgwiezdnej grozie swej niepostrzeżenie
przestwór niweczy, nikłą zda się plamą,
a jej niemota własna i przyćmienie
ją samą

kusi, by sięgnąć aż po kres ukryty
w ciemności, w mroku samowolnych torów,
na oślep wymykając się z orbity
planet, systemów, słońc i gwiazdozbiorów.

 

przeł. Adam Pomorski

 

 

 

Początek miłości

 

 

O, uśmiech, pierwszy uśmiech, ten nasz uśmiech.

Jakżeśmy czuli wspólnie; wdychać zapach lip,

wsłuchać się w ciszę parku — nagle wzajem

patrzeć na siebie, dziwić się — po uśmiech.

 

W owym uśmiechu było przypomnienie

zająca, który właśnie w tamtej stronie

igrał na łące; to było dzieciństwo

uśmiechu. Już poważniejszy się zdawał

ruch łabędzia, przydany mu, którego później

ujrzeliśmy, gdy dzielił staw na dwie połowy

cichego zmierzchu. — I skłony wierzchołków

wobec czystego, ubiegającego przyszłość

nocnego nieba, powściągnęły uśmiech

ukrócając go przed zachwyconą

przyszłością w twarzy.

 

Przełożył
Mieczysław Jastrun

You may also like...

17 komentarzy

  1. Adam Kadmon napisał(a):

    Ps : W OPARZE PLUS-MINUS ABSURDU.

    zajmij się nią rzuciła na odchłodnym
    faktycznie było na co popatrzeć
    urok jej odejścia powaliłby nie jednego
    wstążką kiru leciuteńką jak obłok i
    jeszcze westchnienie do chmur i
    ponownie wspominam swoją konfabulację
    o niej gdy była gdzieś obok
    nie daleko pierzastych fantomów a jednak
    urok tego zejścia aczkolwiek nie wywołał
    prywatnego tsunami
    nie wybierałem konwencji post mortem
    zapisałem kilka strof pod imieniem
    Adam to w zasadzie wszystko
    nie wszystko co z duszy to
    z serca

  2. Adam Kadmon napisał(a):

    Całość prezentowanej Witryny ukazała się dziś w portalu http://www.wirtualnemedia.pl

  3. Adam Kadmon napisał(a):

    0.000 komentarzy pod Witryną Poetów. Ehhhh.

  4. Tadeusz_K napisał(a):

    @ Adam Kadmon
    „Ehhhh.”
    /
    Może dlatego, że bardzo szerokie spektrum.
    /
    Wszystko przeczytałem,
    a tu się uśmiałem:

    LUDMIŁA JANUSEWICZ – KOSZALIN….”O PYTANIACH”
    /
    Ja jako nie poeta:
    A może zmienić tytuł z: „O PYTANIACH” na: „Na kacu”?
    🙂
    Pozdrawiam.

  5. Adam Kadmon napisał(a):

    No, nie wiem…

  6. Adam Kadmon napisał(a):

    @ Tadeusz_K : nie godzi się dop… mojej szefowej, kierującej koszalińskim O/ ZLP.
    Ponadto wszyscy zdrowi, czego i Tobie serdecznie życzę. Adam.

  7. Tadeusz_K napisał(a):

    Dzięki za życzenia bo akurat jestem chory.
    A szefowa……,a szefowa swoje prawa ma.. 🙂

  8. Adam Kadmon napisał(a):

    @ Tadeusz_K : ZDROWIEJ !

  9. Tadeusz_K napisał(a):

    @Adam Kadmon
    -Dzięki.
    /
    A odnośnie „14 sierpnia 2017 o 06:42” proponuję nie zważać na to.
    Niechaj Pan sieje nadal tutaj swoje ziarno.
    -Ono ma swój skutek.
    -To jest potrzebne.
    Pozdrawiam.

    PS.
    Jeszcze jedno.
    Niektóre moje komenty niechaj Pan czasem podzieli przez dwadzieścia.
    🙂

  10. Adam Kadmon napisał(a):

    Jasne. Do WYKONANIA… Dzięki.

  11. Tadeusz_K napisał(a):

    @Adam Kadmon
    🙂 !!!

  12. Lula322 napisał(a):

    Panie Adamie

    Fajnie , że przenosi Pan tu tradycje starego, dobrego Salonu

    Pozdrawiam serdecznie:)

  13. E.B napisał(a):

    Lula322, Adam Kadmon

    Tu jest atmosfera dawnego salonu, nigdzie nie ma takiej. Tu można rozmawiać.
    Na nowym salonie rozmawiać się nie da. Tam są tylko utarczki.
    Ja też cieszę się, że pan Adam u nas się zadomowił i życzę powrotu do zdrowia.
    Kiedy ma się wsparcie, choćby takie, blogerskie, jest łatwiej.
    A bez poezji nie ma prawdziwego życia :)). I u nas jest ten duch, nie tylko materia 🙂

    Pozdrawiam Was oboje

  14. Lula322 napisał(a):

    🙂

    Dzięki 🙂

  15. E.B napisał(a):

    Lula

    🙂

  16. fatamorgan napisał(a):

    Witam i pozdrawiam Pani Ewo! (wszystkich poetów i miłośników poezji również)

    Zobaczyłem u „poetów” Pani wpis i dlatego pozwoliłem sobie, nie bez (Polel to poeta, zatem i poetyckiego) poetyckiego powodu Panią pozdrowić.
    Mając w zanadrzu również i pozdrowienia dla Szanownej Pani od poety Polela.
    🙂
    Nasz przyjaciel ma się dobrze, co jest najważniejsze!.
    Ponadto – wszystko wskazuje na to, tu uwaga pani Ewo – że już wkrótce nasz przyjaciel i poeta Polel – powróci do nas z być może już „ostatniej” misji.
    Nie znajduje wprost słów innych od tego jakiego użyłem, aby przekazać dodatkowe, radosne znaczenie przedostatniego, wziętego przeze mnie w nawias słowa
    . Wygląda bowiem na to, że Polel zakończy wraz z końcem misji w której bierze odział obecnie, służbę w formie dotychczasowej.
    Wprawdzie, nie oznacza to definitywnego końca – ale zmiana/różnica w statusie bezsprzecznie byłaby tu w przypadku Polela bardzo zasadnicza.
    Nie wiem jednak jeszcze wszystkiego i być może i wyciągam z ostatniej mojej rozmowy z Polelem zbyt szybkie i zbyt optymistyczne wnioski. Czas pokaże już wkrótce, czy moja (właściwie to powinienem napisać nasza, bowiem nie jestem jedynym, który pragnąłby widzieć Polela jako weterana/rezerwistę…) radość i optymizm nie są przedwczesne i czy wspomniane wnioski są właściwe.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie
    🙂

  17. E.B napisał(a):

    Witam, Fatamorganie 🙂

    Dobre wieści Pan przynosi. Oby wreszcie Polel skończył swoją służbę. Już wystarczy.
    Trzeba pomału ułożyć sobie życie w cywilu, a to przecież nie od razu będzie takie proste. Armia to zupełnie inny świat, inne problemy i inni ludzie. Przestawić się na inne priorytety, inne cele, nie będzie łatwo.
    Ale myślę, że Polelowi to się uda. Życzę Mu tego z całego serca. Zawsze się niepokoję, jak wyjeżdża na te swoje wyprawy, bo one nie są bezpieczne, a młodego życia szkoda.

    Pozdrawiam również Polela, dziękując Mu za pamięć.
    Pozdrawiam także Pana i wszystkich Polela przyjaciół.
    Cieszę się, że się Pan odezwał 🙂

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi