Młodzieńcze lata (8) – wizytacja

You may also like...

5 komentarzy

  1. E.B napisał(a):

    Piko.

    To były „bezgrzeszne lata”. Fajnie się wspomina. Ja z lekcji rosyjskiego pamiętam jedną. Niezbyt lubiłyśmy nową nauczycielkę od rosyjskiego i postanowiłyśmy zwiać z lekcji, przez płot, do sąsiadującego z nami kościoła, na następną po niej lekcję religii. Ksiądz katecheta był trochę przerażony, bo wiadomo, nie dość, że zwiały to jeszcze z rosyjskiego.
    Co się potem działo, to strach pomyśleć. Skończyło się i tak dobrze, bo tylko obniżonym sprawowaniem z zachowania na koniec roku. To była trzecia klasa liceum, same dziewczyny, ale żadna nie pękła.
    Mimo wszystko wspominam to z rozrzewnieniem :)).

  2. piko napisał(a):

    Żeńskie liceum, piękna sprawa. Biedny ten ksiądz 🙂

  3. E.B napisał(a):

    To było liceum koedukacyjne, z jedną klasą żeńską. Ksiądz rzeczywiście miał z nami „urwanie kapelusza”, ale był bardzo do nas cierpliwy i lubiłyśmy go.
    Wszystkie dziewczyny uczyły się dobrze, więc miałyśmy zawsze jakieś asy w rękawie
    :)). Ale lata były „zielone” :)).

  4. Włóczęga napisał(a):

    Schodzimy z kolegą Markiem po schodach,przez całe zejście z piętra na parter wystukujemy na głowach idących przed nami rytm „raz dwa trzy,kazaczok.Na dole okazuje się że bębenkiem kolegi Marka była głowa profesora od elektroniki i jednocześnie mojego opiekuna od olimpiady.I chyba to uratowało nam tyłki,skończyło się na pogrożeniu palcem i słynnym „nu ,nu chłopcy”

  5. piko napisał(a):

    Dobre 🙂

    Nasz fizyk pan Kozłowski do kolegi który był „humanistyczny” – „Janowski ty głąbie, nie przeszkadzaj innym. Jak teraz wyjdziesz z klasy to masz tróję na koniec roku.” Było to w czwartej klasie gdzieś tak w marcu.

    Następne będzie opowiadanko o zastępstwie.

Dodaj komentarz

Przejdź do paska narzędzi