Intelektualista – kto to, dlaczego poważany i do czego służy

Może Ci się również spodoba

22 komentarze

  1. cisza1 napisał(a):

    @piko

    Intelektualista….najczęściej jest to osoba wykreowana przez media. Kim jest naprawdę? Zastanowię się, czy w ogóle cokolwiek łączy persony tak nazywane?

    Jak być powinno (teoretycznie)?
    „Intelektualista tym różni się od inteligenta, że intelektualista używa swojego rozumu, a inteligent cudzego”.
    ks. St. kard. Stefan Wyszyński

    George Orwell powiedział natomiast, jak było i jest w praktyce:
    „Niektóre idee są tak głupie, że może w nie uwierzyć tylko intelektualista (…). Historia dwudziestowiecznych intelektualistów była pod tym względem szczególnie haniebna. Prawie każdy dwudziestowieczny dyktator-ludobójca cieszył się poparciem intelektualistów, nie tylko we własnym kraju”

  2. cisza1 napisał(a):

    @ a’propos cytatu, który przytoczyłeś.

    Ogólnoświatową sławę np. artysty, gdy sam w sobie, jako człowiek jest KIMŚ mądrym można a nawet trzeba wykorzystać, jako „eksperta”, przedstawiciela z którego opinią się liczą ( niekoniecznie nazwać go intelektualistą ).
    Przykładem I.J. Paderewski!

  3. piko napisał(a):

    @cisza1

    Listę intelektualistów mamy długą, przeczytać wystarczy „Hańbę domową” Trznadla.

    Jak ktoś ma ochotę i zdrowie to może popatrzeć w TV.

  4. cisza1 napisał(a):

    @piko
    Książkę mam. Zajrzę by sobie przypomnieć. A TV nie płacę…

  5. piko napisał(a):

    @cisza1

    Tak, Paderewski był artystą i był patriotą oddanym sprawie Polski. Był i jednym i drugim, był autorytetem w sprawach polityki. Gdyby był tylko dobrym muzykiem to byśmy teraz o nim nie mówili.

  6. Zolw napisał(a):

    @piko @ cisza1

    Tutaj działa zasada dodatniego sprzężenia zwrotnego, wzmacniającego wydatnie chorobę, opisaną przeze mnie pod nazwą „profesoroza” (łac: professorosis).

    Polega ona na tym, ze następnego dnia po przyznaniu stopnia dr.hab. (powiedzmy – za badania nad hodowlą bydła szkockiego) obiekt budzi się i czuje w sobie bezgraniczną moc do wypowiadania się ‚ex cathaedra’ na każdy temat, na który zada mu się pytanie. Pogoda w Langwedocji, plony cebuli w Tulskoj obłasti, prognozy wyborcze w Szkocji, albo Moralne Pryncypia (te ostatnie – szczególnie!) O tym wszystkim tknięty profesorozą się z namaszczeniem i tonem wykluczającym dyskusję się wypowie, bo jest Samodzielnym Pracownikiem Nauki. Profesorem ‚in spe’… a po pewnym czasie – profesorem realnym.

    Pismaki właśnie na to czekają – w końcu nie chodzi o to, żeby do studia przyszedł jakiś prawdziwy mądrala, bo takiego trudno przytrzymać za uzdę, tylko żeby był „profesor”. Każda wypowiedź w mediach wzmacnia zaś „profesorskość” i po pewnym czasie sama myśl o kwestionowaniu sądów profesora medialnego, w normalnym maluczkim człowieku wzbudza konwulsje.

    Kiedyś kłóciłem się z jednym urzędasem szczebla wojewódzkiego na temat jednej decyzji, co do której ewidentnie nie miał racji, a ja wykazywałem mu jaskrawo widoczną sprzeczność jego rozstrzygnięć z zapisami ustawy. Rozzłoszczony, jako ostateczny argument rzucił na stół pismo, w którym profesor UAM podtrzymywał jego stanowisko (wyjaśnienie – urzędas przewrotnie postawił pytanie, omijając kluczowe dla sprawy parametry) i truimfalnie rzucił: „to jest pismo profesora, a z profesorem chyba nie będzie pan dyskutować”.

    Odpowiedziałem, że będę. Znielubił mnie. Odczułem to później zresztą.

  7. robertzjamajki napisał(a):

    @piko
    To nie jest takie proste. Nie jest łatwo być intelektualistą. Lud pracujący się takiego czepia, że wartości dodanej nie wypracowuje, że jest przez los upośledzony, bo przeważnie groszem nie śmierdzi, że nie potrafi nic sam naprawić, a mądrzy się, jakby wszystkie rozumy pozjadal
    Co z tego, że potrafi wiersze pisać i wyjaśni to, co trudne do wyjaśnienia? Zaraz, za swoje mądre rady chciałby zapłaty, a przecież sam twierdzi: „taka dobra rada, to dla niego drobiazg”.
    Trochę to śmieszne, ale ludzie lubią tylko biednych intelektualistów i bezinteresownych.
    W sumie to bycie intelektualistą jest smutne..

  8. piko napisał(a):

    No ciężki jest los intelektualisty.

    Jeszcze jakiś bloger piko nawołuje do okładania go kijem.

  9. piko napisał(a):

    @zolw

    Pacholęciem będąc pamiętam tę piosenkę. Pasuje.

    Telewizja pokazała a uczeni podchwycili,
    że jednemu psu gdzieś w Azji można przyszyć łeb od świni.
    Wykrył pies bimbrownię na czas, wycinanki robi wujek,
    jak smarować margaryną telewizja transmituje.
    Łodiridi dla młodzieży, w Skierniewicach dwie kotłownie,
    jak gonili hitlerowca to mu opadały spodnie.

    W telewizji czterej znawcy od nawozów i od świata
    orzekają, co się zdarzy w Gwatemali za trzy lata:
    masy pracujące stracą gdy realna płaca spadnie;
    Gwatemala nie dostrzega iż elita władzy kradnie.

    Stal się leje, moc truchleje, na kombajnie chłop się szkoli,
    na dodatek wygrać może końcówkę od banderoli.
    W telewizji pokazali wczoraj kości chudych dzieci
    zastrzelonych pod Nairobi: pokazali świeże groby.
    Świeże groby zawsze wzruszą niezależnie, gdzie kopane.
    Jak porosną, wyjdzie na jaw kto szczuł i co było grane.

    Usia, siusia, cepeliada, w ogródeczku panna Mania.
    Chmurka się przejęzyczyła, jaja nie do wytrzymania.
    W telewizji ogłosili wczoraj wyrok na kasjera:
    za kradzież czterech tysięcy cztery lata, pięć miesięcy.

    Patrzy prawy obywatel, dzień po dniu za dniem godzina.
    A z nim razem na kanapie relaksuje się rodzina.
    Z telewizji jego matka, z gazet dzieci do zrobienia,
    żona jakby trochę z radia a on cały z obwieszczenia.
    Z telewizji Twoja matka, z gazet dzieci do zrobienia,
    żona jakby trochę z radia a Ty cały z obwieszczenia.

  10. Zolw napisał(a):

    @piko
    My tu sobie żartujemy, ale prawdziwy problem polega na tym, ze „intelektualistów” w przestrzeni publicznej praktycznie nie ma.

    Wypowiadają się oczywiście w mediach różni „profesorowie”, „eksperci”, znawcy i inne autorytety, ale 3/4 z nich to są ludzie mało wartościowi – a pozostali – to ludzie kupieni albo zadaniowani. IMHO istnieje głęboki kryzys dot. tego, jak traktuje się dzisiaj pojęcie prawdy.

    To jest temat-rzeka, który wymagałby serii notek. Czym zajmuje się dzisiejszy przeciętny „profesor” (wąziutkim wycinkiem którejś nauki), jaka jest dzisiaj przeciętna „wiedza ogólna” w tej grupie zawodowej, z jakich pobudek tacy intelektualiści działają, jak podchodzą do pojęcia „prawdy” i czy odróżniają ją od „propagandy i manipulacji” – to jest temat do głębokich studiów.socjologicznych (i psychologicznych) na które trzeba by miesięcy.

    Jedno można natomiast powiedzieć z całą pewnością – obraz, jaki uzyskalibyśmy w wyniku tych studiów byłby strząsający. Wystarczy bowiem zauważyć, że za „intelektualistów” bez wątpienia należałoby przyjąć nosicieli takich nazwisk, jak: Środa, Płatek, Hartman, Zoll, Do roli intelektualisty z pewnością pretenduje smoleński Atymowicz, podczas gdy odmawia się tego Cieszewskiemu (to zwykły „leśnik od teledetekcji”) czy też Biniendzie (ten zaś jest zwykłym „inzynierem z Akron”).

    „Tu cicho-sza, tam chicho, szaro, brudno i śnieży
    nie ma kosmonautów i nie ma papieży”

    Ooo – Taki Turnau, to jest intelektualistą! Na pewno!
    Wodecki zaś to był dla odmiany zwykły grajek (świeć Panie nad jego duszą!).

  11. tichy napisał(a):

    @Zolw

    Dyskutując, warto zdawać sobie sprawę, że wiele słów, pojęć i symboli zostało zaharapconych (zawłaszczonych) przez szemrane grupy i organizacje, ale też i przez lud, gdyż dziś wiele rzeczy zeszło pod strzechy.

    „Intelektualista” – kolejne takie pojęcie.

    Tak – wysokie wykształcenie plus wypowiadanie się publicznie, mową, pismem i obrazem. A już zostalo ograniczone do… „wymandrzania się”.

    Profesorzy.. w roku 2015 było circaa 23 tysiące profesorów w Polsce. Można spekulować, że pogłowie nie zmieniło się znacznie (od 2012 do 2015 nawet spadło).

    http://www.liczby.pl/baza-wiedzy/ludnosc/pytania/ilu-jest-profesorow-ogolem

    Ilu z nich robi za „inteligencję”?

    No, jest jaka „żelazna dwudziestka”, czyli circa promil, a w porywach – czy ja wiem – moze circa około 200, jeden procent, sięgać może ta liczba aktywnych w intelektualiźmie publicznym.

    Reszta -99% – robi swoje

    PS. Powyższe – to oczywiście estymacja Może dyżurnych intelektualzujących profesorów jest nawet 2000. Może to bliższe prawdy. Ale wtedy konkluzja brzmiałaby – 90% robi swoje.

    PPS. A ogólny wniosek?

    No, coś mi tu trąci „rewolucją kulturalną”…

  12. piko napisał(a):

    Zdefiniowałem co rozumiem przez intelektualistę.

    Naukowiec z takim czy innym stopniem czy tytułem, który wypowiada się publicznie w swojej dziedzinie nie jest intelektualistą tylko fachowcem, autorytetem.

    Przykładowo Einstein.
    Był i jest autorytetem w dziedzinie fizyki. Jego wypowiedzi w tej materii były szanowane, uznawane, dyskutowane.
    Natomiast wypowiadał się również w sprawach polityki, religii, moralności i jego autorytet związany z fizyką niejako „podpierał” ten przekaz, który wypowiadany przez inną osobę byłby ignorowany.

    Krótko mówiąc – nawet mądry człowiek może gadać głupoty. Jest to niebezpieczniejsze niż jak to robi głupek.

  13. tichy napisał(a):

    @piko

    A co Einstein gadał głupiego?

  14. abyssdotpl napisał(a):

    @tichy
    No to inny przykład, bardziej przekonujący.

    Aktor, który wypowiada się o polityce.

  15. piko napisał(a):

    @tichy

    Ostatni akapit jest refleksją ogólną. Nigdzie nie pisałem, że Einstein gadał coś głupiego.

    Był pacyfistą, internacjonalistą, współpracował z organizacjami socjalistycznymi czy nawet komunistycznymi. Z powodu jego poglądów nie został dopuszczony do projektu Manhattan.

  16. Zolw napisał(a):

    @tichy

    „wtedy konkluzja brzmiałaby – 90% robi swoje.”

    Popełniasz błąd. Jedyna uprawniona konkluzja brzmi:
    „90% nie jest widoczna w mediach”.

    Co to jest „robić swoje” dla „profesora?

    Dla człowieka, którego przyjął osobiście Prezydent RP i uroczyście wręczył mu dyplom, którego znaczenie brzmi „my, naród, uznajemy cie, kolego, za członka niewielkiego odsetka najmądrzejszych spośród nas. I dlatego będziemy – między innymi korzyściami – szanować cię, chronić oraz więcej ci płacić”?

    Misją profesury jest „bycie zbiorową mądrością narodu”. Powinnością profesury jest nieustanna, publiczna debata i ustalanie tego „co społeczeństwo myśli, a przynajmniej – powinno myśleć, mając na uwadze swoje – społeczeństwa – dobro”. Zbiór wszystkich profesorów, nazywany czasami „Uniwersytetem w sensie ogólnym” powinien być „zbiorowym rozumem” (tak, jak zbiór prawników pełni rolę „zbiorowej moralności”, zbiór przedstawicieli różnej rangi, posłów, radnych itd. – rolę „zbiorowej woli”, etc.).

    Otóż profesor, który nie wypowiada się publicznie i zostawia pole wyłącznie dla „2000 Hartmannów” dalece „nie robi swojego”. Kasuje kupony od nadziei pokładanych w nim przez społeczeństwo, nie wykonując w zamian swojej najważniejszej funkcji.

    Rewolucja kulturalna? Dobre sobie! Rewolucja kulturalna była wszak odebraniem głosu profesurze przez hunwejbinów, zachodzącym wedle schematu „nie będziemy słuchać skostniałych głupców nie rozumiejących Idei”.

    W moim przypadku jest wręcz dokładnie odwrotnie – jestem wściekły na zblazowanych głupców mających w doopie jakiekolwiek Idee i unikających ich, jak ognia, natomiast oczekujących kasy i czapkowania z mojej strony za sam fakt „bycia profesorem”. I zajmujących się wyłącznie partykularnymi, czasami absurdalnie wręcz drobnymi interesami swoimi i garstki najbliższych kolegów oraz swojej i ich klienteli.

    Dla ułatwienia zrozumienia mojego stanowiska wyjaśniam: a) jestem pracownikiem uczelni, polskiej, zawodowej (czyli z tych „gorszych”), b) znam osobiście ze setkę profesorów i bywam na posiedzeniach rożnych mądrych gremiów, słuchając tam profesorskich dyskusji kilku w sumie dalszych setek.

  17. tichy napisał(a):

    @Zolw

    A profesorowie podwórkowi – to pies?

    Czy dla Ciebie ważni sa namaszczeni?

    A skąd to niby profesora powinnością jest babrać się w publiczne debaty, szczególnie na lamach wiodących mediów?

    Jego powinnością jest robić badania (naukowe, oczywiście), publikowac je i przekazywac na konferencjach (naukowych, oczywiście), i kształcić i zapładniac (no, nie dosłownie) młodych. Żadne zabawy w gadające głowy – to juz na wlasną rękę, i nie za to mu (czy jej ) podatnicy płacą.

    No, jednak obstaję przy tych 10%, co rozmieniają swoją profesurę – lub raczej zamieniają – na prostyturę. Lub profestucję na … no, zostawmy semantykę..

    Brać 10% za całość – godne hunwejbina (który z definicji nie ma żadnej godności). Na razie hunwejbini nie zostają spuszczeni ze smyczy, jak ongiś i gdzie indziej bywało. Nie znaczy, że nie trzeba na nich uważac.

  18. Zolw napisał(a):

    @ tichy

    Ograniczmy się do namaszczonych.

    Podwórkowi są naprawdę podwórkowi i ich wartość zależy wyłącznie od wartości podwórka. Jest względna. Ot – i Warszawa i NYC mają „burmistrza” (mniejsza o precyzyjną nazwę), ale jednak obie wskazane osoby osoby dalece się od siebie różnią.

    Powinnością profesora nie jest „robić badania” i „kształcić”. Te wymienione działania są powinnościami osób zatrudnionych na profesorskich etatach na uczelniach i wynikają z Ustawy o Szkolnictwie Wyższym. Owszem – żeby taki etat dostać, trzeba być co najmniej doktorem habilitowanym i spełniać wysokie wymagania, ale nie zmienia to faktu, że badania naukowe i dydaktyka to jest po prostu robota, do której tych ludzi – namaszczonych profesorów – się zwyczajnie zatrudnia.

    Natomiast tytuł naukowy (tzw. profesora „belwederskiego”) dostaje się, jak szlachectwo w Anglii, w uznaniu intelektualnych dokonań, i się go „ma”. Można nie pracować na uczelni, a „profesorem” jest się nadal. Ustawa o stopniach i tytułąch naukowych to przepis prawny zupełnie „obok” ustawy o szkolnictwie wyzszym. Tak zatem – badania naukowe i dydaktyka uczelniana nie są „powinnością” profesora belwederskiego.

    Powinnością profesora jest używanie swoich mózgowych umiejętności dla dobra społeczeństwa. Profesor ma myśleć więcej, niż inni i objaśniać, co „przemyślał” na tej samej zasadzie, na jakiej ksiądz ma odprawiać jedną mszę dziennie.

    Tak uważam.

  19. tichy napisał(a):

    @Zołw

    Ty naprawdę wierzysz w te namaszczenie?

    Oj.

  20. Zolw napisał(a):

    @tichy

    Wierzę w to, czym ono powinno być.

    Udajemy, ze jest jak „na zachodzie”. Ale nie jest.

    Bo ci, którzy byli nosicielami twardego, akademickiego ‚ethosu’ i powinni go byli przekazać swoim uczniom, trafili do dołów w Katyniu. Albo do Dachau. A kości ich uczniów bieleją od Narviku po Tobruk.

    Ci, co cudem przeżyli, po wojnie zostali zmuszeni do milczenia lub dali się zgnoić. Dzieła zniszczenia dokończył marzec ’68 (wtedy zgnojono gnojących; to trochę tak, jak kilkukrotne malowanie ściany, żeby na pewno pokryło stare wzorki.). Potem wskazano wiernych, ale niezbyt przedsiębiorczych towarzyszy i powiedziano – od dzisiaj wy, wy i wy będziecie „na odcinku” profesury.

    No i oni zaczęli się „rozmnażać” intelektualnie. I to oni, oraz ich pomiot teraz tworzą „elitę intelektualną tenkraju”

    Oczywiście to nie dotyczy 100%. Po różnych niszach, w jakimś literaturoznawstwie czy innej sinologii na pewno kryją się liczne wyjątki. Profesorskie wnuki i prawnuki, kultywujące taki dziewiętnastowieczny akademicki ethos. Sam znałem dwie takie osoby. Jedna z nich była nawet byłym oficerem AK (wiedział jednak, że musi milczeć, nawet w latach 80-tych), zaś druga – typem całkowicie zatopionej w pracy naukowej „świeckiej zakonnicy”. Tyle tylko, ze ci ludzie byli całkowicie niezauważalni, a ich wpływ na życie publiczne był porównywalny z wpływem kameduły-eremity.

    Mamy więc „elitę intelektualną na miarę naszych możliwości”, ale udajemy, że to jest kubek w kubek taka sama elita, jak ci, którzy tworzą kolegia Oxfordu i Cambridge, seminaria paryskich Ecoles, czy też wesołe ferajny z amerykańskiej Ivy League wraz z Berkeley. No w końcu „profesur jest profesur” nie?

    A tymczasem podobieństwo jest mniej więcej takie, jak pomiędzy suchą kiełbasą, a suchą bułką.

    OK. Do jutra.Za dziesięć szósta to dobry moment, żeby wreszcie trochę się zdrzemnąć.

  21. Tadeusz_K napisał(a):

    @piko
    #Intelektualiści to taka elita zastępcza, samopowielająca się w kolejnych pokoleniach, wykorzystywana przez aparat rządzący do duraczenia społeczeństwa.#
    //
    Definicja yntelektów’ wyczerpującą z tą tylko uwagą, że po słowie „wykorzystywana przez aparat rządzący” dodać:
    „lub moce zewnętrzne (jak to ostatnio intensywnie ma miejsce w Polsce) ”.

    Czyli zgodnie z życzeniem również intelektualistów jak niżej wymienieni:

    1). Georg Lukacs -teoretyk marksizmu, wymyślił ideę ‘rewolucji i Erosa’ – instynktu seksualnego wykorzystywanego jako narzędzie niszczenia.
    2). Willi Münzenberg– zorganizować intelektualistów i wykorzystać ich w taki sposób, by z […]cywilizacji zrobili odrażający smród. Tylko wtedy, kiedy już zepsują wszystkie jej wartości i uczynią życie niemożliwym, będziemy mogli narzucić dyktaturę proletariatu.

    Yntelektualiści sadzą w warszawce drzewa „poznania dobra i zła”:
    .

  22. Tadeusz_K napisał(a):

    „Yntelektualiści sadzą w warszawce drzewa „poznania dobra i zła”:
    Sorki, winno być:
    „Yntelektualiści sadzą w warszawce drzewa „niezgody i zła”:

Dodaj komentarz

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili- E. Burke.
Przejdź do paska narzędzi