Czerwone maki

                                                 

Część tego tekstu opublikowałam w 2015 roku na S24. Dzisiaj jest ta rocznica, więc przypominam, może ktoś nie czytał. Zawsze warto o tym pamiętać.

 

Monte Cassino to  wzgórze ( 519 m n.p.m. ) we Włoszech, nad doliną rzeki Liri, między Rzymem i Neapolem.  U podnóża góry znajduje się miasto Cassino. Na szczycie wznosi się opactwo benedyktyńskie założone przez św. Benedykta w 529 roku, zbombardowane w 1944r, odbudowane po II wojnie światowej.

Lądowanie aliantów na Sycylii i kapitulacja Włochów we wrześniu 1943r zmusiły Niemców do zbudowania pasa umocnień zwanego Linią Gustawa w przejściu na Rzym pod Monte Cassino, pomiędzy pasmami gór przecinających Włochy. Od wieków tam właśnie koncentrowała się obrona Włoch przed najeźdźcami z południa. Niemiecki marszałek polny Albert Kesselring (bawarski katolik), nie zezwolił na ufortyfikowanie tego miejsca, ponieważ byłoby to równoznaczne z wystawieniem na zniszczenie klasztoru, o czym poinformował  Watykan i dowództwo aliantów. Alianci, przede wszystkim Amerykanie, wiedzieli, że w klasztorze nie stacjonowało niemieckie wojsko, jednak zdecydowali się na bombardowanie obawiając się, że w trakcie bitwy może się to zmienić. Publiczne ogłoszenie przez aliantów godziny bombardowania (15 lutego 1944 r.), pozwoliło  benedyktynom na zorganizowanie transportu i przewiezienie bezcennych skarbów kultury europejskiej, znajdujących się w klasztorze do Watykanu. W wyniku nalotów klasztor doszczętnie zniszczono (ocalały jedynie krypty św. Benedykta i św. Scholastyki). Kiedy skończyło się trwające trzy dni bombardowanie, oddział Wehrmachtu zajął górę i ufortyfikował się w rumowisku, które stało się doskonałym miejscem obrony – jego zdobycie kosztowało życie 30 tysięcy żołnierzy.

Bitwa o Monte Cassino, zwana także bitwą o Rzym,  to były  w rzeczywistości cztery bitwy stoczone przez wojska alianckie z Niemcami. Bitwa ta uznawana jest za jedną z najbardziej zaciętych walk II wojny światowej.

Podejmowane kilkakrotnie, od 17 stycznia 1944 roku, próby zdobycia umocnień przez wojska sprzymierzonych spełzły na niczym. Droga na Rzym była zamknięta. Również próba ominięcia Monte Cassino nie przyniosła spodziewanych rezultatów.

Nie powiodło się Amerykanom, Francuskiemu Korpusowi Ekspedycyjnemu, Nowozelandczykom, Hindusom. Po trzech nieudanych natarciach gen.Aleksander postanowił  zastosować znacznie szerzej zakrojoną ofensywę, której główną siłą atakującą miał być 2 Korpus Polski pod dowództwem gen.Andersa. Gen.Anders przyjął tę propozycję i od 8 kwietnia rozpoczęto przygotowania do boju. Czwarte natarcie, operacja ‘Honker” miało się odbyć 11 – 19 maja.

11 maja odczytano żołnierzom 2 Korpusu rozkaz dowódcy:

Żołnierze!

Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego.(…)

Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor, Ojczyzna.

Po krwawych walkach, 18 maja 1944 roku na ruinach klasztoru zatknięto polską flagę,  a w samo południe polski żołnierz, plutonowy Emil Czech, odegrał hejnał mariacki, ogłaszając zwycięstwo polskich żołnierzy.

2 Korpus Polski zdobył też Piedimonte, a Passo Corno i Monte Cairo opanowali ułani z 15 Pułku Ułanów Poznańskich w dniach 21-25 maja 1944 roku. Droga na Rzym została otwarta. Wieczne miasto  Amerykanie zajęli 4 czerwca.

W natarciu na Monte Cassino i Piedimonte zginęło 923 polskich żołnierzy a 2931 zostało rannych. Spoczęli na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino, zbudowanym przez żołnierzy, uczestników bitwy, w miejscu, w którym szło główne natarcie Polaków. W maju 1970r. pośród swoich żołnierzy został też pochowany gen.Anders, który prosił o to w swej ostatniej woli.

Feliks Konarski upamiętnił żołnierzy spod Monte Cassino w pieśni, która stała się jednym z hymnów niepodległościowych, szczególnie poważnie traktowanych w latach okupacji stalinowskiej. Dzisiaj też „Czerwone maki na Monte Cassino” wywołują wzruszenie, przywołując wspomnienie chluby i ofiary polskiego oręża.

 

Wśród polskich żołnierzy walczących pod Monte Cassino znalazł się żołnierz niezwykły, niedźwiadek, przygarnięty przez armię gen. Andersa jeszcze w Iranie.

8 kwietnia 1942 roku żołnierze armii Andersa odkupili  małego niedźwiedzia od wygłodniałego chłopca,  który znalazł misia w jaskini,  gdzie myśliwy zastrzelił jego matkę. Nadano mu imię Wojtek. Mis rósł bardzo szybko i stał się uciążliwy dla uchodźców w obozie w Teheranie. Jego opiekunka Irena postanowiła podarować go generałowi Borucie-Spiechowiczowi. Wojtka wpisano na listę żołnierzy przez co stał się szeregowym, dostał książeczkę wojskową oraz został przyjęty na utrzymanie przez służby zaopatrzenia wojsk Jego Królewskiej Mości Jerzego VI. Wojtek był bardzo uległy wobec ludzi, lubił się z nimi bawić oraz uprawiać zapasy z żołnierzami, z racji swojej postury ponad 2m wysokości i 250kg zawsze wygrywał ale nigdy nie zrobił nikomu krzywdy. Z czasem zaczął również pracować, tak jak inni żołnierze. Chodził na warty, pilnował obozu i sprzętu. Zasłużył się nawet pojmaniem arabskiego szpiega, którego przypadkowo zaskoczył w łaźni, gdzie regularnie brał prysznic. Wraz z żołnierzami 22 Kompanii Transportowej  przeszedł cały szlak bojowy od Iranu przez Irak, Syrię, Palestynę aż do Egiptu. Na początku 1944 Kompania dostała rozkaz udania się do Włoch statkiem MS Batory, gdzie Polacy mieli dołączyć do kompanii włoskiej. Podczas zaokrętowania okazało się, że zwierzętom na pokład statku jest wstęp wzbroniony. Dzięki upartości polskich żołnierzy którzy nie wyobrażali sobie nie zabrać ze sobą Wojtka i oficjalnym pozwoleniu od władz Kairu, niedźwiedź został wpuszczony. Po wejściu na pokład, Wojtka oficjalnie wcielono do Armii w stopniu kaprala. Po przybyciu do Włoch w kwietniu 1944r.  22 Kompania Transportowa Artylerii  dołączyła do Bitwy o Monte Casino. Szturm został poprzedzony intensywnym ostrzałem artyleryjskim. Samochody pełne pocisków artyleryjskich, z powodu trudnych warunków terenowych, nie mogły podjechać w pobliże strzelających baterii. Żołnierze 22 Kompanii musieli ręcznie donosić pociski do stanowisk. Wojtek widząc jak żołnierze  pracowali w ukropie, donosząc na stanowiska ciężkie skrzynie z pociskami, sam postanowił pomóc. Podszedł do ciężarówki, stanął na tylnych łapach a przednie wyciągnął do żołnierza podającego skrzynie. Ten, kiedy ochłonął ze zdumienia, podał Wojtkowi jedną z nich. Wojtek bez wysiłku zaniósł pociski na stanowisko i wrócił do ciężarówki. Tak przez całą kanonadę nosił skrzynie, pomagając swoim opiekunom. Jeden z żołnierzy widząc Wojtka noszącego skrzynie naszkicował na kartce papieru postać niedźwiedzia niosącego pocisk. Ten obrazek stał się symbolem 22 Kompanii.

Wraz z końcem wojny w 1945 roku, polscy żołnierze marzyli, że wrócą wraz z Wojtkiem do Polski i przejdą w paradzie ulicami Warszawy. Niestety nie było to im dane.  22 Kompania została przewieziona do Glasgow w Szkocji. O Wojtku wiedziała wtedy już cała Szkocja. Wszyscy chcieli przeprowadzić z nim wywiad,  sfotografować,   poznać przygody dzielnego niedźwiedzia. Cały ten czas Wielka Brytania żyła opowieściami o żołnierzu niedźwiedziu. Wojtek trafił do Zoo z racji,  że nigdzie nie można było znaleźć dla niego miejsca. W ZOO odwiedzały go tłumy dorosłych i dzieci. Czasami do Wojtka przychodzili koledzy z wojska.  Ci nie zważając na gwałtowne protesty pracowników ogrodu, przechodzili przez ogrodzenie i ku zaskoczeniu wszystkich odwiedzających zaczynali z Wojtkiem starą zabawę w „zmaganie się”. Koniec braterskiej „walki” zawsze wieńczony był jedną, albo i dwiema butelkami piwa. Mijały lata. Coraz rzadziej odwiedzali go koledzy. Wojtek markotniał. Stał się cichy i ospały. Budził się z letargu tylko wtedy, gdy posłyszał polskie słowa. Zmarł w grudniu 1963 roku, przeżywszy 22 lata. O jego śmierci informowała brytyjska prasa i radio.

Wojtek ma kilka pomników w Wielkiej Brytanii. 18 maja 2014 r.  jego monument odsłonięto w Krakowie w Parku Jordana. Stanął w Alei Wielkich Polaków, obok dowódcy polskiej armii gen. W. Andersa.

Wracają do nas z mroków niepamięci bohaterscy żołnierze II wojny światowej i czasów stalinowskiej nocy. Generała Andersa,  a także 75 innych generałów m.in. gen. Stanisława Maczka,  Rada Ministrów rządu warszawskiego z nadania Sowietów,  26 września 1946 r. pozbawiła polskiego obywatelstwa. Ale Polacy nie zapomnieli o zwycięstwie pod Monte Cassino. Miało ono nie tylko znaczenie wojskowe, ale przede wszystkim moralno polityczne. Było bitwą o honor, a także depozytem dla Niepodległej Polski.  Rozsławiło  imię oręża polskiego w świecie i pozwoliło  czerpać ze zwycięstwa wolę walki i wiarę w przyszłość.

Gen. Anders, tak jak w przeszłości gen. Henryk Dąbrowski, chciał doprowadzić swoich żołnierzy „ z ziemi włoskiej do Polski”. Niestety żołnierze 2 Korpusu zostali skazani na tułaczkę po całym świecie, a w ich domu rządził wróg.

Dla nas, oprócz pamięci pozostał testament gen. Andersa i słowa tak aktualne również dzisiaj:

„Odrzućmy wszystko co nas dzieli, a bierzmy wszystko, co nas łączy”.

 

Historia żołnierzy spod Monte Cassino jest symboliczna, taka jak nasz polski los. Gorzko o tym pisał Jan Lechoń:

Żołnierz, który zostawił ślady swojej stopy
Na wszystkich niedostępnych drogach Europy,
Szedł naprzód, gdy nie mogli najbardziej zajadli,
I wdzierał się na szczyty, z których inni spadli,
Zdobywszy wolność innym dłońmi skrawionemi,
Dowiedział się nareszcie, że sam nie ma ziemi.
I wtedy ktoś rozumny, nie rozumny szałem,
Powiedział mu: „Od dawna wszystko to wiedziałem,
Wiedziałem, że nikt twoich ran ci nie odwdzięczy,
Bo czym krew, co płynie, przy złocie, co brzęczy,
I nigdy nikt nie liczył leżących w mogile,
Bo czym jest duch anielski przy szatańskiej sile?
Jak żal mi, że ci oczy nareszcie otwarto!
I powiedz sam mi teraz, czy to było warto.”
A żołnierz milczał chwilę i ujrzał w tej chwili
Tych wszystkich, którzy legli w cudzoziemskim grobie,
Co mówili: „Wrócimy”, nie myśląc o sobie.
I widzi jakichś jeźdźców w tumanach kurzawy,
I słyszy dźwięk mazurka i tłumu wołanie.
Dąbrowski z ziemi włoskiej wraca do Warszawy.
„Czy warto…?” Odpowiedział: „Ach! śmieszne pytanie!”

 

Ta notka to też przyczynek do dyskusji o solidarności europejskiej w kontekście przyjmowania uchodźców.

Co jesteśmy jeszcze winni Europie? A może to ona jest nam wciąż winna?

Na defiladzie zwycięstwa w Londynie nie było Polaków, bo jak powiedział Churchill generałowi Andersowi: już nie jesteście nam potrzebni.

A dzisiaj jesteśmy? Bo trzeba gdzieś upchać ludzi, których zaprosił ktoś inny? Czy my jesteśmy odpowiedzialni za te wojny, za ten głód?

My jeszcze do dzisiaj ponosimy skutki wojny i powojennej okupacji i nic nie jesteśmy winni Europie.

A pan Tusk niech mówi za siebie i tylko za siebie.

 

 

 

You may also like...

10 komentarzy

  1. E.B napisał(a):

    Ciekawy artykuł.

    Ale gdyby Niemcy nie wywołali wojny, nie byłoby i Monte Cassino.
    Żołnierz walczy jak umie najlepiej. Polacy walczyli tam z Niemcami, odpłacali za wszystko co nam uczynili.
    Ale żołnierze nie odpowiadają za błędy dowódców, za machinacje polityków.
    Dla nas Monte Cassino było symbolem zwycięstwa nad Niemcami i takim pozostanie.
    „Czerwone maki” śpiewało się jak hymn.
    Bez względu na cały kontekst, dla nas ma to zupełnie inny wydźwięk.

  2. Anonim napisał(a):

    Oglądając w dziś „W tylewizji” dowiedziałem się, że prawa autorskie do „Czerwone maki nad Monte Cassino” mają Bawarczycy, więc jak był kręcony jakiś film o tym historycznym wydarzeniu trzeba było prosić Niemców o zgodę na umieszczenie tam tej pieśni wojskowej.

  3. piko napisał(a):

    Żołnierze i dowódcy niższego szczebla nie mieli wpływu a czasami nawet wiedzy o kulisach działań. Ich poświęcenie i odwaga są godne najwyższego szacunku.

    Smutne, że sprawy tak się potoczyły i być może niepotrzebnie zginęło tylu żołnierzy i zniszczono opactwo.

  4. E.B napisał(a):

    Anonim

    Czerwone maki nie nad” Monte Cassino, tylko „na” Monte Cassino.

    Następna bulwersująca sprawa. Ciekawe z jakiego tytułu sobie to zawłaszczyli. Polski autor i polska pieśń, nie bawarska.

    Tyle spraw jest do wyprostowania, że chyba nie wystarczy całego XXI wieku.

    .

  5. E.B napisał(a):

    Piko

    To jest wojna. Tak czy inaczej wszyscy są przegrani. No chyba, że się jest tym, który na wojnie zarabia, a nie bierze w niej udziału.
    Są tacy.

  6. E.B napisał(a):

    @Włóczęga

    Dzięki za to piękne wideo. Nie znałam tej piosenki. Najwidoczniej Monte Cassino wciąż inspiruje:

    .

  7. E.B napisał(a):

    @Włóczęga

    Wklejam tu tekst z poprzedniego linku, na temat praw autorskich do melodii; „Czerwone maki”. Warto wiedzieć:

    „Bawaria przekazała Polsce prawa autorskie do melodii legendarnej pieśni – „Czerwone maki na Monte Cassino”. Porozumienie w tej sprawie podpisali wiceminister spraw zagranicznych Artur Nowak-Far i sekretarz stanu w bawarskim Ministerstwie Finansów, Rozwoju Regionalnego i Ojczyzny Albert Fueracker

    (..) Tekst napisał Feliks Konarski, a muzykę – Alfred Schuetz. Po wojnie Schuetz osiadł w Brazylii, a potem przeniósł się Monachium, gdzie zmarł w 1999 roku nie pozostawiając spadkobierców. W związku z tym prawa autorskie do stworzonej przez niego muzyki do „Czerwonych maków na Monte Cassino” przypadły Wolnemu Państwu Bawarii.

    Teraz władze niemieckiego landu przekazały je Polsce.

    Albert Fueracker powiedział, że Bawaria chętnie wychodzi naprzeciw prośbie Polski w tej sprawie. Z kolegi polski wiceminister spraw zagranicznych podkreślił, że ten gest jest istotny, bo pieśń stanowi szczególne dobro kultury i ma dla Polaków zarówno historyczne jak i emocjonalne znaczenie.”

    Ta informacja jest z września 2015 roku.

    Dziękuję za link.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi