Komu zależy na niereformowaniu oświaty?

Jestem nauczycielką. Odkąd pamiętam, wiedziałam, że wybiorę ten zawód, zresztą nauczycielem był mój ojciec i moja mama. Od samego początku mojej pracy zawodowej to, co robię, zwyczajnie sprawia mi przyjemność. Zdaję sobie sprawę, że tak jak w każdej innego grupie zawodowej, istnieją dobrzy i źli nauczyciele. Dobrzy, to ci, którzy mają przede wszystkim świadomość własnej […]

via Komu zależy na niereformowaniu oświaty? — Artefakty

You may also like...

66 komentarzy

  1. adamkonrad pisze:

    Nauczyciele
    Kiedyś jakiś lekarz mi powiedział, że słowo to jest już diagnozą
    😛

    Zresztą oboi moi rodzice byli polonistami
    i przez cześć życia nauczycielami
    😀
    A ja proszę – byki sadzę
    😀

  2. adamkonrad pisze:

    A poziom uczniów opuszczających szkoły
    Tak
    Coraz bardziej kiepski

  3. Cogi pisze:

    @adamkonrad
    Dlatego ręce mi opadają, kiedy nauczyciele protestują przeciwko reformie.

  4. Pawicz pisze:

    @Cogi
    Protestują ci kiepscy, ci dobrzy nie mają powodu

  5. Zolw pisze:

    @Pawicz

    Alternatywą w tej konwencji jest jednak:

    „Welcome my son, welcome to the machine
    Where have you been?
    It’s alright we know where you’ve been
    You’ve been in the pipeline, filling in time
    Provided with toys and ‚scouting for boys’
    You brought a guitar to punish your ma
    And you didn’t like school, and you
    Know you’re nobody’s fool
    So welcome to the machine”

  6. Cogi pisze:

    @Pawicz
    Racja, tyle, że cały czas nie mieści mi się w głowie, jak można być takim bezmyślnym.

  7. ProvoCatio pisze:

    @ Cogi

    Dlatego ręce mi opadają, kiedy nauczyciele protestują przeciwko reformie.

    ;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

    z nauczycielami jest podobnie jak z lekarzami. dzisiaj dla wiekszosci lekarzy i nauczycieli jest to zawod do robienia jails pieniexy a kiedys to byla zyciowa misja.

  8. Pawicz pisze:

    @Cogi
    Dla tępych op….dalasów oświata, póki co, to dobra przystań. 18 h „pracy” i parę miesięcy wolnego – żyć, nie umierać Jak się ma byle jakiego dyrka i byle jaki nadzór można się op…dalać całe życie i nikt się nie przyczepi. W byle jakiej szkole jest to możliwe i bardzo często spotykane.

  9. Zolw pisze:

    @provocatio

    Ja myślę, że w naszej postmodernistycznej i postPOwskiej rzeczywistości to jest generalny problem! Każdy kombinuje, „gdzie by robić, by zarobić”. Stąd przypadkowi „krewni i znajomi królika” na każdej dosłownie posadzie.

    A z nauczycielswem jest, jak z kapłaństwem. Trzeba miec powołanie i dar od Boga, żeby mu podołać. Albo się to „czuje” (i to od pierwszego dnia pracy), albo nic z tego nie bedzie.

    Jestem synem dwojki nauczycieli, mam kobiete nauczycielke, corke dwojki nauczycieli, siostre nauczycielke i sam jestem tez nauczycielem (no… akademickim, ale cenionym przez gówniarzy) i z głębin takich doświadczeń mówię: jak ktoś tego nie „czuje”, to choćby go Zalewska złotem obsypała – i tak będzie cierpiał!

  10. Pawicz pisze:

    @Żółw
    Nie wiem, czy Cię właściwie rozumiem, ale dla mnie alternatywą wobec tego, co zapodałem („Another brick…”) jest to, jak została potraktowana tytułowa postać „Buntownika z wyboru”
    To nie jest aż tak wielki problem „zrobić” lekarza z dziecka lekarzy, lub inżyniera z dziecka pary inżynierów.
    „Zrobić” inżyniera z kogoś, kto pochodzi z rodziny prostych, niewykształconych i niemajętnych ludzi, i to takiego inżyniera, który będzie czuł potrzebę kształcić się, samodoskonalić przez całe życie – to jest wyzwanie.

  11. ProvoCatio pisze:

    @ Zolw

    A z nauczycielswem jest, jak z kapłaństwem. Trzeba miec powołanie i dar od Boga, żeby mu podołać.

    ;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;

    właśnie to miałem na myśli. też jestem dzieckiem dwójki nauczycieli.szacunek Zółwiu.

  12. Marek Lipski pisze:

    Brawurowy i uniwersalny dla wszystkich sytemów politycznych wpis Gratuluję analizy.ale przy okazji proszę wszystkich nie atakujcie nauczycieli z ich makabrycznymi dochodami.w Polsce.Oni codziennie ryzykują swoim życiem,gdyż rodzice ,szczególnie w państwowych szkołach są agresywni ,brutalni.Dzieci w szkołach nie szanują nauczycieli.Brakuje dyscypliny,reguł. w szkołach w Polsce 2017.jakie są znane z PRL…One są realne ale w szkołach prywatnych w Polsce,EU,USA ale i w państwowych szkołach …122 metrów za Nysą.Te reguły i bardzo wysokie pensje nauczycieli 122 metrów za Nysą przynoszą zyski dla państwa ale i dla dzieci,które mają szanse w przyszłocści na sukces.System oświaty w Polsce 2017 pod patronatem PiS ma szanse?Tak.Marek Lipski.

  13. piko pisze:

    @cogi
    Temat nauczania/edukacji/szkolnictwa bardzo ważny bo to poza rodziną istotne miejsce kształtowania młodego człowieka – wyposażania w wiedzę, umiejętność zdobywania informacji i co najważniejsze a czego nie ma – uczenia nie co myśleć tylko jak myśleć.

    Uważam, że pozostawienie nauczania tylko w rękach państwa to błąd i źródło problemów. Zamiast błąd powinienem napisać działanie z premedytacją.

  14. abyssdotpl pisze:

    Brakuje systemu oceny i ustawicznego kształcenia.
    A kształcenie nauczycieli na studiach najwyraźniej zdegenerowało się.
    Absolwenci, poza tymi z wrodzonym talentem i powołaniem, nie potrafia uczyć dzicei.

    Nie nauczyli sie na studiach, nie nauczą sie i potem.

    Stąd duży odsetek debili w tym zawodzie.

    Co do poborów, sam słyszałem – „jak mamy uczyć za takie pieniądze”.
    Tym odpowiadam – zmień zawód i zarabiaj ile chcesz.
    Ale spier… ze szkoły.

  15. Cogi pisze:

    @all
    Przede wszystkim, chciałabym sprostować jedno powszechne przekonanie. Nauczyciele nie zarabiają aż tak mało. Jako nauczyciel dyplomowany z ponad 20-letnim stażem (najwyższa grupa zaszeregowania) zarabiam nieco powyżej średniej krajowej. Mało zarabiają kasjerki w marketach i nauczyciel narzekający na swoje pensje powinien o tym pamiętać. Może wtedy zacząłby się wstydzić.
    Mitem jest też ten 18-godzinny tydzień pracy. Jako nauczycielka języka polskiego zadaję w każdej klasie jedną pracę tygodniowo do napisania. Jeśli uczę 4 klasy i w każdej jest 25 uczniów, tygodniowo sprawdzam 100 prac – 20 dziennie. Do tego dochodzą sprawdziany i kartkówki. Dla każdej klasy przygotowuję karty pracy – dostosowane do konkretnego zespołu – na każdą lekcję. Po wprowadzeniu darmowych podręczników, które nadają się nie powiem do czego, dla każdej klasy muszę znaleźć i skserować teksty, na których będę z nimi pracować. Do tego dochodzą rady pedagogiczne, spotkania z rodzicami, dodatkowe obowiązki – np. organizowanie imprez szkolnych, prowadzenie kółka teatralnego i polonistycznego (nieodpłatnie), coroczne przygotowywanie uczniów do konkursu języka polskiego. Na 40 godzin pracy tygodniowo zbierze się z pewnością.

  16. rk1 pisze:

    no moze pracuja te 40 godzin ale potem leżą na koszt polskiego podatnika
    i nic nie robią przez wakacje i ferie. Inni tak nie leżą. albo leza na swoj koszt.

    o!

  17. Cogi pisze:

    @RK1
    Ty mnie nie rozśmieszaj 😀 . Ja mam w domu chłopa, który jest pracownikiem naukowo-dydaktycznym 😀 . Wy nawet 18 godzin w tygodniu nie pracujecie 😀

  18. rk1 pisze:

    == Wy nawet 18 godzin w tygodniu nie pracujecie ==

    otóz jestes w błedzie. my pracujemy cały czas (24/7), nawet przez sen myslimy, tylko tego nie widac.

  19. Cogi pisze:

    Oj nie widać 😀 😀 😀

  20. rk1 pisze:

    A poza tym my Naukowcy pracujemy wielotorowo.
    np. ja teraz sobie wypisuje roznosci tutaj
    a jednoczesnie mysle o nauce.
    te 18 godzin tygodniowo to tylko wierzcholek gory lodowej
    widziany przez laikow. a ta reszta.. nie bede Ci pisal.
    i tak nie ogarniesz 😛

    Tylko prawziwy naukowiec ogarnie innego prawdziwego naukowca.
    i dlatego z tego miejsca recze za chlopa w domu.
    Ja wiem ze on caly czas pcha nauke do przodu.

  21. rk1 pisze:

    == Oj nie widać==

    o tym wlasnie napisalem w komentarzu wyzej.
    laicy tak maja. nie widzą.
    na szczescie my o tym wiemy i jestesmy ponadto.

  22. rk1 pisze:

    my = ja i ten domowy chlop. my naukowcy.
    tak dodam by nie bylo watpliwosci.

    zreszta mozesz go spytac. potwierdzi.
    albo zaprzeczy jesli nie jest prawdziwym naukowcem
    (moze tak byc)

    ide do innych obowiazkow, nie przerywajac tych naukowych. dobranoc 🙂

    uklony dla chlopa

  23. Cogi pisze:

    @RK1
    Moje wy dwa biedactwa zapracowane 😀

  24. tichy pisze:

    @Cogi

    Walka o solidną, rzetelną edukację jest dziś jednym z najważniejszych zadań.

    Ba! Cóż ci za ona – solidna i rzetelna?

    Swoją drogą, dreszcz mnie przeszedł, bo owa „walka o – jako najważniejsze zadanie” zbyt mocno przypomniała mi pozaprzeszłą erę (nadzianą podobnymi zawołaniami jak wielkanocna baba rodzynkami). Te „walki o” – jak hydra, utniesz jej głowę, zaraz druga odrasta.

    PS. A protestują nie dlatego, że reforma niedobra, tylko dlatego, że „nie swoja” wadza ją wprowadza.

    PPS. No, nawiasem mówiąc, reforma dla samej reformy – też nie zachwyca.

  25. tichy pisze:

    @piko

    Uważam, że pozostawienie nauczania tylko w rękach państwa to błąd i źródło problemów.

    Coś ostatnio zbyt często z Tobą się nie zgadzałem. Nie tyle z Toba, coz Twoimi tezami.

    Więc, gwoli symetrii – tym razem zgadzam się w 100%.

  26. tichy pisze:

    @Żółw

    „*A z nauczycielswem jest, jak z kapłaństwem. *”

    No, nie całkiem. Nie ma wymogu celibatu.

    Choć – ciekawoska. Na początku XX w na Śąsku (nie wiem czy w całych Niemczech), kobieta-nauczycielka MUSIAŁA być niezamężna. Dla symetrii – mężczyzna-nauczyciel MUSIAŁ być żonaty.

  27. rk1 pisze:

    @tichy

    == nawiasem mówiąc, reforma dla samej reformy – też nie zachwyca.==

    zauwaz ze likwidacja gimów byla jednym z glownych postulatów wyborczym PiS.
    (i teraz ten postulat PiS realizuje). Nie bylo mowy o szczegolowych zmianach
    programowych, zrobkach itd.

    z tego punktu widzenia dosć kuriozalnie wyglada domaganie sie referendum
    (pomijam juz ze zgloszone po zapadnieciu klamki).

    partia A idzie do wyborów z postulatem B.
    zdobywa wiekszosc w demokratycznych wyborach
    i by postulat B zrealizowac ma go poddawac pod referendum??

    na taki pomysl mogli wpaśc tylko prawdziwi demokraci 😀

  28. rk1 pisze:

    @tichy

    == nawiasem mówiąc, reforma dla samej reformy – też nie zachwyca.==

    zauwaz ze likwidacja gimów byla jednym z glownych postulatów wyborczym PiS.
    (i teraz ten postulat PiS realizuje). Nie bylo mowy o szczegolowych zmianach
    programowych, zrobkach itd.

    z tego punktu widzenia dosć kuriozalnie wyglada domaganie sie referendum
    (pomijam juz ze zgloszone po zapadnieciu klamki).

    partia A idzie do wyborów z postulatem B.
    zdobywa wiekszosc w demokratycznych wyborach
    i by postulat B zrealizowac ma go poddawac pod referendum??

    na taki pomysl mogli wpaśc tylko prawdziwi demokraci ?

  29. rk1 pisze:

    @Cogi: a ładnie to tak prawdziwego naukowca moderowac?
    sam sie odmoderowałem.

  30. tichy pisze:

    @rk1

    Kolejne reformy są przeprowadzane (niechby były w programie wyborczym) metodą trzęsienia ziemi. Na poczatku III RP nie było to widoczne, bo ludzi uwaga skierowana bya na „ważniejsze” sprawy

    Podział na stopnie edukacyjne pracuje inaczej w wielkich miastach, inaczej na prowincji. Strychulec – tu jest problem, nie gdzie indziej.

    A co do protestów – jak rzekłem, IMHO oczywiście – rzecz idzie o politykę, nie o edukację.

  31. rk1 pisze:

    @tichy

    strychulec dotyczy każdego jednolitego systemu. a wiec tu i starego i nowego.

    realizowana jest kolejna obietnica wyborcza. i to jest szokiem odbieranym
    jak trzesienie ziemi bo dotychczas postulaty wyborcze nie byly realizowane,
    tylko byla normalna demokracja. a teraz jest faszyzm – to i ruchy tektoniczne 😉

  32. tichy pisze:

    @rk1

    Wchodzimy w off-topic.

    Diagnoza, iż motorem protestów jest zdziwienie, iż obietnice wyborcze są realizowane, wydaje mi się deczko (czytaj: wieeeeeelce) naciągnięta.

    Nawiasem mówiąc, memy pracują przez powtarzanie i powielanie, nawet w dobrej wierze ironii.

    Tak, wymyślili sobie (te tefałeny i gazwyby, et cos.), że w Polsce teraz panuje faszyzm. Oczywiście – absurd. Ale powtarzanie tego – nawet niby sarkastycznie – jest wodą na młyn tej goebelszczyzny. Albowiem, dla postronnego czytelnika cały Twoj tekst (a już na 100% kontekst) zmyje się jak woda po kisielu – zostanie tylko to (lub podobne) słowo „potwierdzające” mem.

    Innymi słowy – myślisz że dajesz odpór, a tu dajesz poparcie!

    To OT, oczywiście.

  33. Pawicz pisze:

    @Cogi
    „Mitem jest też ten 18-godzinny tydzień pracy.”
    To nie jest mit. Sam znam wielu „nauczycieli”, dla których przepracowanie, pardon, wydatkowanie choćby jednej godziny więcej niż jest to w umowie pracy (a i te, obowiązkowe są przeznaczone na popierdółki) byłoby zbędnym marnotrawieniem swojego cennego czasu.
    Nauczyciele są różni, tak jak i lekarze.
    Są tacy nauczyciele, którzy pracują po 50 godzin w tygodniu, choć płacone mają za 20, a są też i tacy, którzy uczciwie nie przepracowali nawet 10% tego, co mają w umowach.

    A co do naukowców, taki prawdziwy,z krwi i kości, żonie mówi, że idzie do kochanki, kochance, że będzie u żony, a on myk i do biblioteki 🙂

  34. piko pisze:

    @cogi

    Droga cogi, gdybym miał dzieci to czytając co piszesz o szkole i uczeniu chciałbym żebyś była ich nauczycielką.

    Tylko jeszcze powiedz co dla Ciebie oznacza reforma szkolnictwa? Czy są gimnazja czy ich nie ma to sprawa ważna ale według mnie drugorzędna.

    Co i jak byś chciała przekazać dzieciakom?

    Co Ci przeszkadza jako nauczycielowi w realizowaniu swojej wizji nauczania?

  35. Cogi pisze:

    @piko
    Nie wiem, czy zdołam Ci wszystko wymienić 🙂 .
    – wszechpotężna biurokracja – wszystko, co robisz musi mieć najpierw napisaną koncepcję, potem szereg sprawozdań, ewaluacji, zapisów w stu tysiącach papierów – jestem szczególnie bezradna wobec tony papierów, doszło do tego, że wprawdzie u mnie w szkole są rozmaite granty, z których mogłabym dostać pieniądze, za prowadzenie rozmaitych kółek itd., ale ilość papierów, jakie musiałabym naprodukować, sprawia, że wolę to robić bez kasy i konieczności sprawozdawania i innych kretyństw, jestem nauczycielem, chcę pracować z dzieckiem, a nie z formularzami,
    – pozoranctwo – robienie rzeczy na niby – niby robimy szkolny projekt, ale nikomu nie idzie wyjaśnić, że to coś wcale nie jest projektem, że projekt nie na tym polega i że projekt to ciężka praca, nieprzemyślany i źle przeprowadzony jest stratą czasu,
    – złe podstawy programowe – coraz bardziej okrawane, nastawione na kształcenie idiotów,
    – brak sensownych programów nauczania – od wielu lat pracuję wyłącznie na autorskich,
    – fatalne podręczniki, brak sensownego oprogramowania metodycznego – ja mam już własne, umiem je modyfikować, tworzyć na potrzeby zespołu klasowego, ale ja jestem stary wróbel – dla młodych nauczycieli to dramat,
    – dążenie do unifikacji – od lat wojuję z wszystkimi, którzy mają do mnie pretensje, że nie przestrzegam szkolnego systemu oceniania i co więcej, przestrzegać nie zamierzam – jest tam wpis, że uczeń może poprawiać tylko sprawdziany (niezgodny zresztą z ustawą o systemie oświaty) – pozwalam poprawiać każdą ocenę dowolną ilość razy w terminie 2 tygodni od wystawienia oceny – wolę, żeby uczeń nauczył się czegoś 2 tygodnie później niż nie nauczył się wcale,
    – pozbawiona wszelkiej logiki narracja, że nie wolno mi egzekwować wiadomości, mogę egzekwować umiejętności – słowem, nie wolno mi kazać się nauczyć, co to jest epitet, mam cudem sprawić, żeby uczeń rozpoznał epitet w tekście i określił jego funkcje, nie wiedząc, co to jest epitet,
    – nastawienie na wiedzę testową – uczeń ma dobrze zdać egzamin – brednia, nie podporządkowuję się temu od samego początku,
    – brak korelacji przedmiotowej, jeśli chodzi o treści nauczania – uczenie każdego przedmiotu, każdy sobie, co jest winą źle skonstruowanych programów – w efekcie czego na języku polskim mnóstwo czasu poświęcam na wprowadzanie informacji z zakresu historii, religii, historii sztuki, etc., etc.
    – odwieczny problem: zbyt liczne klasy – brak możliwości poświęcenia każdemu uczniowi dostatecznej ilości uwagi, podczas kiedy indywidualna praca z każdym uczniem jest niezbędna,
    – kretyński dobór lektur obowiązkowych,
    – nieprzemakalność nauczycieli, z którymi siłą rzeczy muszę interferować i świecenie za nich oczami przed uczniami,
    To tak na gorąco. Dodam, że właściwie nie przestrzegam niczego z narzuconych odgórnie reguł,które uważam za idiotyczne, tyle, że ja mogę sobie na to pozwolić – mam dużo powyżej średniej wyniki z egzaminów, prawie co roku laureatów konkursów, jasne i logiczne zasady pracy i oceniania (to mi daje poparcie i uczniów, i rodziców) i opinię osoby niereformowalnej, która i tak będzie robić, co uzna za stosowne i każdy dyrektor w końcu traci energię, żeby się ze mną użerać, w końcu macha ręką.

  36. Cogi pisze:

    @tichy
    „Swoją drogą, dreszcz mnie przeszedł, bo owa „walka o – jako najważniejsze zadanie” zbyt mocno przypomniała mi pozaprzeszłą erę (nadzianą podobnymi zawołaniami jak wielkanocna baba rodzynkami). Te „walki o” – jak hydra, utniesz jej głowę, zaraz druga odrasta”.

    Dewaluacja pewnych określeń i nadawanie im znamion pustosłowia ma między innymi prowadzić do tego, żeby przestać ich używać. Tymczasem język służy nazywaniu rzeczywistości. Najlepiej robić to wprost i po imieniu. Nie uważam, żeby moja ambicją miała być rezygnacja z tych elementów języka, które próbowała i próbuje zawłaszczyć propaganda.

  37. Cogi pisze:

    @RK1
    Nie umim moderować 😀 to i nie moderowałam 😀

  38. piko pisze:

    Z tego co piszesz to jawi się to co myślałem – system edukacji to jest narzucony, scentralizowany, w pełni kontrolowany i zarządzany projekt formatowania młodych ludzi według pomysłów urzędników.

    KOSZMAR.

    Jesteś trybikiem którego się pilnuje, żeby czasem nie zaczął uczyć tak jak uważa. Ma to robić tak jak „trzeba” i po to są te wszystkie papiery i formularze, żeby przypadkiem nie miał czasu i ochoty na własną inwencję i pomysły.

    Podziwiam, że są nauczyciele którzy pomimo takich formalizmów potrafią jeszcze uczyć i być lubianymi przez dzieci i młodzież.

  39. Zolw pisze:

    Z tego, co pisze @cogi wyziera „ogromny pyski nicości”, który tym razem ma postać duetu „mętne przepisy – kretyńscy wykonawcy”. Ten duet to zresztą od zawsze jest specjalite de la mezą „tej ziemi”.

    Postulat „nie wymagać wiedzy, lecz umiejętności” prawdopodobnie miał służyć wyeliminowaniu nauczania typu „przepiszcie to, co jest w podreczniku tłustym drukiem i nauczcie się na pamięc”. Wzięła to do ręki jakaś paniusia w jednym czy drugim kuratorium i w kilka lat przekształciła w znaczenie „nauczyciel, który wymaga wiedzy, to zły i nienowoczesny nauczyciel – do odstrzału!”

    I tak jest ze wszystkim. A w szkolnictwie wyższym jest jeszcze gorzej 🙂

  40. Cogi pisze:

    @piko
    Dotknąłeś sedna tego, co się dzieje w oświacie. Ja też uważam, że to jest zamierzone działanie. Kiedyś się buntowałam i awanturowałam, że gdybym chciała wypełniać papiery, zostałabym urzędniczką, a jestem nauczycielką i zamierzam pracować z dziećmi. Teraz po prostu nie wykonuję poleceń, omijam przepisy i udaję głupka, bo rzecz jasna nie przyznaję się, że robię to z premedytacją. Zawsze przepraszam, obiecuję, że już teraz wypełnię stosowne dokumenty i nie wypełniam. Wszyscy się przyzwyczaili i traktują mnie, jak kogoś, komu brakuje jakiegoś zwoju w mózgu 😀

  41. Zolw pisze:

    @piko @cogi

    A ja myślę, że jest gorzej! Gdyby to było zamierzone, to wystarczyłoby to „zanegować” i byłoby OK.

    Moim zdaniem to się bierze „samo” z obiektywnych procesów biurokratycznych. I to dopiero jest koszmar, bo biurokracji sie nie da jednym ruchem przekreslić.

    Jak to działa, podam na innym przykładzie. Robiłem niegdyś opracowania eksperckie dla pewnej rządowej instytucji, kontrolowanej przez resort środowiska. Robiłem je dobrze, ale KAŻDE wracało z instytucji kontrolującej z żadaniami poprawek, w zdecydowanej większości całkiem kretyńskich (łącznie z żądaniem zmiany czcionki w opisach map z jednej na drugą, podobną „bo tak”).

    Aż kiedyś mnie olśniło: siedzi tam w tym nadzorze jakiś „Jasiu”, bierze 4 tysiące pensji miesięcznie i ma zrecenzowac moje dzieło. Jak napisze „nie mam uwag”, to wezwie go dyrektor i powie „Jasiu, ja cie tu zatrudniłem, żebyś miał uwagi! Jak ty nie masz uwag, to ty mi jesteś niepotrzebny”. No i dlatego Jasiu sie stara.

    Myślę, że kuratoria są pelne takich „Jasiów” i „Krystyn”, a do tego 30% z nich lubi od czasu do czasu poczuć smaczek władzy.

  42. adamkonrad pisze:

    @Zolw

    a ja myślę, że jedno i drugie

    zamierzone po części jest

    ale i wynika z potrzeby znalezienia pracy dla tych co się znają na procesie nauczania
    ale nigdy nikogo niczego w praktyce nie uczyli

    kiedyś było w miarę jasne, co to znaczy ‚nauczyć’
    teraz nagle trzeba to podzielić na kompetencje, umiejętności i najmniej ważną wiedzę
    już nawet szczegółów nie pamiętam jakie tam ważne kategorie występują
    w większości sprawa polega na głowieniu się nad sformułowaniem takim, aby nie wystąpiło, że ktoś sie po prostu czegoś nauczył, tylko trzeba wystrzegać się słowa ‚wie’

    tymczasem nie da się nauczyć operowania wiedzą, bez posiadania wiedzy bazowej
    umiejętność przetwarzania wiedzy wymaga posiadania całej masy wiedzy
    to jest okrąg
    i tylko jako okrąg można to posuwać do góry
    bo inaczej nie rozumiemy zdania i nie mamy czego ani analizować, ani przetwarzać

    oczywiście, sama znajomość faktów, reguł to za mało
    ale znajomość faktów jest lepsza od samej zdolności twórczego przetworzenia ‚niczego’

    a zamierzone?
    chyba tak, bo jest powiązane ze spełnianiem wytycznych
    w świetle których każdy lub prawie każdy ma być zdolny do osiągnięcia ‚papieru’ potwierdzającego dowolne kompetencje

    bo inaczej jest smutny i płacze

  43. adamkonrad pisze:

    osobiście nie mam nic przeciwko gimnazjom
    ale praktycznie powszechny jest pogląd, ze 3 letnie liceum to pomyłka
    i nie daje pożądanych rezultatów
    i tak nie dając rezultatów ma być przepustką na studia

    1 rok dostosowanie do nowych warunków, poznanie otoczenia
    2 rok na naukę
    3 rok przygotowywanie się do matury

    tak w skrócie to widzę
    bardzo mało czasu na zwykłą, przyziemną, normalną naukę

    i potem okazuje się, że po liceum
    dostawszy się na studia
    ludzie naprawdę najprostszą widzą nie są wstanie operować – bo występują tam same trudne wyrazy
    które może i kiedyś widzieli, może w gimnazjum
    ale już dawno zapomnieli

    i zaczyna się ciągnięcie w dół
    bo przecież trzeba mieć wyrobione pensum
    a więc nie można za bardzo zniechęcić, bo studenci pójdą gdzie indziej

    i tak jak kiedyś standardem było, że od studenta wymagało się
    czasami nawet nie wskazując literatury, by sam trafił do biblioteki
    sam wiedzę wyciągnął
    (demonstrował wiele ‚umiejętności’)
    tak teraz nawet zrozumienia wyciągu informacji w skrypcie
    napisanym jak dla ucznia podstawówki
    nie można wymagać

  44. Zolw pisze:

    @adamkonrad

    „Walka o studenta” prowadzona dlatego, że „nie wyrobimy pensum i nas pozwalniają”, to jest w ogóle postawienie sprawy na głowie. Dochodzi do tego, ze promtorzy sami piszą swoim studentom prace magisterskie, bo student nie jest w stanie tego zrobić, a jak nie zrobi, to wini się za to nie studenta (nie chciało mu sie, nie nadaje sie do tego) tylko promotora (nie dośc pracował ze studentem).

    Co do trzyletniego liceum – zgoda, aczkolwiek i tutaj mam wrażenie, że ogon macha psem. Jak ja poszedłem do mojego liceum w 1984 roku, to na „przystosowanie się do nowych warunków” dano mi najwyżej miesiąc. A i to polegało owo przystosowanie na tym np., że fizyk robił na każdej lekcji kartkówkę z działań na ułamkach (i to nieprostych działań). W efekcie, będąc wcześniej w podstawówce uczniem piątkowym z matematyki, w I klasie liceum w październiku miałem do nadrobienia sześć dwójek z fizy. BARDZO mobilizujące! I wszyscy uważaliśmy to za normalne. „To przecież ogólniak, to juz nie zabawa”. I tyle.

  45. adamkonrad pisze:

    @zolw
    to jest wymuszone
    bez formalnego zmuszania

    nikt przecież tak nie powie
    ale tak się ustawi warunki, by tak robiono

  46. Zolw pisze:

    Myślę, że po latach tuskowej „skolaryzacji” nalezy chyba wreszcie postawić pytanie „czy każdy kasjer musi mieć magisterkę? Czy każdy parkingowy musi miec maturę?”

    Tyle, ze natychmiast powstaje inne pytanie – co zrobić z rzeszą wybitnych „naukowców” a szczególnie „dziekanów”, „rektorów” i „kanclerzy” z tych setek, jeśli nie tysięcy prywatnych „Wyzszych Szkól Gotowania na gazie i Integracji Europejskiej”?

    Jak to towarzystwo „zdezaktywować”? Czy to w ogóle jest możliwe?

    (pytanie naprowadzające: kto stanowi kadrę prywatnej „Wyższej Szkoły BEZPIECZEŃSTWA” w Poznaniu? No kto? :)))

  47. tichy pisze:

    @Cogi

    Odniosłaś się li tylko do marginesowego fragmentu mojego komentarza (Fraza „Swoją drogą” właśnie wskazywala oboczność). Masz rację, ale też nie możesz odrzucać tego, co mocne słowa odciskają w emocjach odbiorców.

    Główne punkty zawarte były w „PS”-ach. Także, w retorycznym zapytaniu, czym jest „solidność” i „rzetelność” edukacji. Albowiem, by walczyć, trzeba wiedzieć o co.

    Miałem to szczęście, iż mój okres edukacji przypadł między reformami, przez co oszczędzona mi została trauma drastyczności zmian. Jednak, ważkie wydarzenia polityczne miały miejsce, co z kolei powodowało inne rodzaje obciążenia.

    Too pytanie, może innymi słowy ujęte, zadawałem sobie nieraz – była moja wasna, osobista edukacja solidna i rzetelna? Odpowiedź brzmi – i tak, i nie. Tak -circa na owe czasy, nie – na czasy dzisiejsze, też circa. Ale teraźniejszość to wtedy była przyszłość.

    Gdybym jednak musiał wybraćjedną, i tylko jedną odpowiedź (trochę tak, trochę nie – zaborniona) -jednak wybrałbym „Tak”. Wdzięczny jestem szkole, że mnie nie popsuła całkowicie. (Ach, nie mogę sobie odmówić szczypty soli – kaustycznej, oczywiście).

  48. piko pisze:

    „Tyle, ze natychmiast powstaje inne pytanie – co zrobić z rzeszą wybitnych „naukowców” a szczególnie „dziekanów”, „rektorów” i „kanclerzy” z tych setek, jeśli nie tysięcy prywatnych „Wyzszych Szkól Gotowania na gazie i Integracji Europejskiej”?”

    A co nas obchodzi los wybitnych „naukowców” z w/w szkół?

    To są tysiące takich szkół?

  49. Cogi pisze:

    @tichy
    Mogę Ci odpowiedzieć jedynie na pytanie, czym dla mnie jest rzetelność i solidność edukacji – koncentracją na możliwie największym rozwoju konkretnego ucznia. Dostarczaniem mu narzędzi do uczenia się, motywowaniem, zaciekawianiem, ustawianiem standardów na jego miarę. Żeby to zrobić, reguły muszą być jasne, a uczeń musi mieć świadomość, że nauczycielowi zależy, żeby umiał jak najwięcej.

  50. Zolw pisze:

    @piko
    „A co nas obchodzi los wybitnych „naukowców” z w/w szkół?”

    Obchodzi nas, bo oni też są „szkolnictwem wyzszym”, więc mają w naturalny sposób dojście i wpływy w ministerstwie. W związku z czym jedyna naprawde sensowna reforma, polegajaca na wygaszeniu tej radosnej działąlności w cholerę, nie ma szans.

    Notabene, wielki grabarz polskiego szkolnictwa wyzszego, pani minister Kudrycka, przyszła do tuskowego MNiSW właśnie z sektora uczelni prywatnych.

    Nie wiem, czy sa ich tysiące, raczej przerysowałem. Ale na pewno sa setki i to raczej bliżej 900, niz 200.

  51. piko pisze:

    Piszesz: „obchodzą nas”. Mnie ich los zupełnie nie obchodzi, tak jak ich nie obchodzi los mojej firmy.

    Mają wpływy w MNiSW? Ciekawe.

    Czyli jakieś naukawce z Koziej Wólki mają wpływ na organy konstytucyjne RP?

    Czyli co proponujesz? Zabić ich? Dać im jakieś dobrze płatne zajęcie „na boku” żeby nie szkodzili?

    Ty to wszystko na poważnie piszesz?

  52. Zolw pisze:

    @piko

    TY sie nie strosz, tylko popatrz, jak jest. Toć od lat wiadomo, ze to jest problem i NIC się nie zmienia.

    „Jeżeli jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle”, że tak polecę klasykiem.

    Co JA proponuję? JA mam ludzi od proponowania. Nazywają się Sejm RP. I chciałbym, zeby się wzięli do roboty.

    Pewnie, że się z Tobą zgadzam, co do tego, że ewentualna niedola „kanclerzy” mi powiewa. Tyle tylko, ze aby poprawić sytuację państwowych uczelni trzeba jakoś zneutralizować wpływy tych poskich „harwardów na miarę naszych możliwości”. Albo zmienić kompletnie system finansowania studiów wyższych – ale to odetnie „harwardy” od kasy, więc będa to blokować.

    Gowin być mądra minister. Gowin wiedzieć, że cokolwiek on zrobić, to ktoś się i tak wkurzyć. Gowin zatem nic nie robić, mieć minimum wkurzonych i być wypoczety.

  53. tichy pisze:

    @Cogi

    Wiesz, kiedyś mi się chciało dyskutować o edukacji… W sumie, na S24 w ciągu 10 lat napisałem może z tuzin odnośnych notek. Niektóre miały żywy oddźwięk (choć niektóre – 0). Np. ta sprzed 5 lat:

    http://okruhy.salon24.pl/417850,czym-jest-edukacja
    http://okruhy.salon24.pl/417850,czym-jest-edukacja

    (komentarze mocno porżniete -wielu odchodząc z S24 polikwidowało konta wraz z gościnnymi komentarzami. Ukłony dla adamakonrada – niezmiennik w świecie pantarerującym (©rk1) cieszy)

    W sumie, to samo, wciąż to samo… Ileż razy można zaczynac to samo na nowo?

  54. Cogi pisze:

    @tichy
    Ile razy? Aż się w końcu coś zmieni.

  55. adamkonrad pisze:

    @Tichy
    widzę, że już wówczas komentowanie zaczynałem od tego, że mi się nie chce
    i że mnie męczy

    😀

    kurde
    rzeczywiście nie pantareruje
    😀

  56. adamkonrad pisze:

    @Tichy

    ale dzięki za wspomnienie
    już tyle słów przelałem, że nie pamiętam gdzie i kiedy
    ale jak czytam jestem zadowolony
    mniej lub bardziej

    😀

  57. tichy pisze:

    @Cogi

    Skoro już zaczęły się cytaty z Einsteina (w/w stara notka), to może jeszcze jeden do pamiętniczka:

    *”Insanity: doing the same thing over and over again and expecting different results.” *

    Szaleństwo – robić to samo w kółko i w kółko, i oczekiwać innych wyników.

  58. tichy pisze:

    @adamkonrad

    już tyle słów przelałem

    Dawniej to się krew przelewało…

    Ale, ale – słowa przelane nie idą na marne („musimy siać, choć grunta nasze marne…”), lecz użyźniają te grunta. Może niezbyt zachwycająca metafora – porównanie do nawozu – ale nawóz jest dobry dla gruntu („…Nie wiedząc kto i gdzie pozbiera plony”).

    https://youtu.be/z-5hyRFraIU

  59. Zolw pisze:

    @tichy

    Myślę, że w przypadku edukacji, ta einstainowska krytyka powtarzania akcji jest nietrafiona.

    Tu raczej chodzi o „konserwowanie umiejetności” w oczekiwaniu, az pojawią się „different conditions”.

    Choć te „conditions” pewnie nigdy nie nadejdą. Podejrzewam, ze odkąd istnieje powszechna oświata – zawsze robiona jest ona „po kosztach” i w sposób wysoce niezadowalający wszystkich obserwatorów.

    W naszej części Europy powszechny obowiązek szkolny wprowadziły – zdaje sie – Prusy. Nauczycielami w szkołach elementarnych byli, co do zasady… podoficerowie armii w stanie spoczynku :)))))

    To dopiero było „formatowanie”! @Piko aż by się zatrząsł ze zgrozy.

  60. tichy pisze:

    @Zolw

    Oto wyciag z wypowiedzi Cogi do Piko, lista problemów (deczko przeze mnie przeredagowana):

    – wszechpotężna biurokracja –
    – pozoranctwo – robienie rzeczy na niby –
    – złe podstawy programowe –
    – brak sensownych programów nauczania –
    – fatalne podręczniki, brak sensownego oprogramowania metodycznego –
    – dążenie do unifikacji –
    – […] nie wolno mi egzekwować wiadomości, mogę egzekwować umiejętności –
    – nastawienie na wiedzę testową – uczeń ma dobrze zdać egzamin –
    – brak korelacji przedmiotowej, jeśli chodzi o treści nauczania –
    – odwieczny problem: zbyt liczne klasy –
    – kretyński dobór lektur obowiązkowych,
    – nieprzemakalność nauczycieli

    No, to ostatnie należałoby wytłumaczyć, bo jakiś dinozaur mógłby pomyślec – przecież to dobre, zwłaszcza gdy dach przecieka podczas deszczu!

    Co robić, co robić, co robić?

    Kontestować? Czynić wspak? Wychodzić na ulice?

    Najczęściej podzielający tę listę zbierają się, czy to wieczorem przy kominku (drąc pierze, np.), na herbatce, tzw. fajfie, przy piwie pod budką, czy też na wspólnym blogu – i narzekają, ach narzekają. Nie w sposób ciągły, lecz co raz wybucha jakby epidemia na ksztat ptasiej grypy – dyskusja goni dysputę, a ta znów dyskusję, potem dłuższa przerwa, potem znów, i tak ad mortem defecatum.

    W międzyczasie – reformy. Zwykle rozwiązują jakiś jeden probem, może parę, jednocześnie wprowadzają nowe problemy na listę. I tak się toczy ten kamień syzyfowy…

    Przydałoby się wybrać jakiś problem węzłowy, jeden za wszystkich – pardon, za wszystkie, wszystkie za jeden.

    Atakować (choć a zwłaszcza słowami) wszystkie naraz – na nic.

    Który węzłowy?

    IMHO, ten::”dążenie do unifikacji„.

    PS. Sprawdziłem w wiki, czy rzeczywiście w Prusiech wprowadzono po raz pierwszy obowiązkową edukację. Otóż, nie – już w starożytnej Sparcie taka była (co prawda wojskowa). A w EU – lokalnie (w księstwach niemieckich wcześniej, a w Szkocji – oj, jak wcześnie). Dobra ta wikipedia – choć nic się z niej nie da nauczyć, ale na kontrę wystarczy.

    Oczywiście, nie wiki.pl (z niej pochodzi Twoje info o pruskiej pierwotności ob.szk.), lecz wiki.en.:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Compulsory_education

  61. tichy pisze:

    @Cogi

    „*czym dla mnie jest rzetelność i solidność edukacji – koncentracją na możliwie największym rozwoju konkretnego ucznia. Dostarczaniem mu narzędzi do uczenia się, motywowaniem, zaciekawianiem, ustawianiem standardów na jego miarę. *”

    Przypuszczam, że bardzo by Ci odpowiadało uczenie w systemie Montessori:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Montessori_education

    (tylko, broń Boże, nie zaglądaj do wersji polskiej, bo napotkasz brednie).

    Ale! Przecież doskonale wiesz, że jest jak jest, na co też narzekasz. W realnym systemie nie ma miejsca na idealne paradygmaty, które wymieniłaś Reguły ze szkoły tańca mało co przystają do kopalni soli.

  62. Zolw pisze:

    @tichy

    Nie uwierzysz pewnie, ale info o szkole w Prusach wziąłem nie z wiki, tylko z głowy.

    Taki jestem oldskulowy, że nawet nie poszedłem do Wiki sprawdzić.

    A co do meritum – kwestia unifikacji bierze się z centralnego finansowania z budżetu. Próbowano to rozbić w szkolnictwie wyższym („pieniądz idzie za studentem”) co doprowadziło do całkowitej zapaści. Ponieważ „pieniądz idzie za studentem”, to następuje natychmiastowe rozwarstwienie na:

    a) szkoły dajace dobrze płatne zawody (politechniki, wydziały lekarskie, wydziały prawa)
    b) szkoły państwowe, próbujące trzymać poziom, ale dające nic w sumie niewarty papier.
    c) szkoły prywatne, nie wymagajace od studenta dosłownie niczego i dajace równie mało warty papier.

    Wygrywa zawodnik „c”. Koszta własne niemal zerowe, kasa z budżetu spływa, a jeszcze można golić czesne.

  63. tichy pisze:

    @Zolw

    No, uwierzę – sądzę,, że mamy do czynienia z działaniem „wspólnego przodka”, jak fizycy mówią – czynnika X.

    Trudno przykładać te same miary do edukacji 0-12 i wyższej. Choćby z uwagi na Art. 70 Konstytucji:

    Każdy ma prawo do nauki. Nauka do 18 roku życia jest obowiązkowa.

    Co wspólnego – właśnie! – to centralne finansowanie, ale nie tylko: centralna aranżacja i kontrola , aż do patoogicznego „micromanagement”. Ów postulat „pieniądz idzie za studentem” – jak niby ma przeciwdziałać centralizmowi, skoro ów pieniądz jest centralnie wysupływany?

  64. Zolw pisze:

    @tichy

    Toteż i nie przeciwdziała. Jak zrobimy „wolną amerykankę” na poziomie nauczania podstawowego/sredniego, to natychmiast, zgodnie z prawe Grashama-Kopernika, gowniane szkoły prywatne, dające „maturę” za wpisanie się na listę osiągną sukces.

    Dopóki nie będzie przełozenia „jakośc szkoły -> wysokośc zarobków”, pozostaje nam albo ścisły państwowy centralizm, albo totalne dno i markowanie edukacji.

    A do tego droga daleeeka.

  65. tichy pisze:

    @Zolw

    Jak nie kijem go, to pałką?

    Jak nie niszczący centralizm, to równie niszczące zaprzeczenie – „wolna amerykanka”?

    A gdzie się podziało „państwo środka” – zostało w Azji?

    Lekarstwem na niby-matury bylaby rzetelna (no, już mnie Cogi dorwie o wyjaśnienia!) akredytacja, i dopiero z nią połączona kasa.

    Mam wątpliwości co do kuratoriów w tej roli, bo winię je za wiele bolączek z listy Cogi (biurokracja i de facto popieranie pozoranctwa, na poczatek).

    Takaż i dla szkoł wyższych. A Ty wiesz, jakie ciało akredytuje Twoją uczelnią, i jakie ciała w tym ciele zasiadają?

    Założę się, że nie wiesz. Żaden grzech ani wstyd – bo to i tak bez znaczenia, jakaś rada da krewnych i znajomych królika. Szkoły państwowe dostają akredytację z automatu, prywatne – no nie wiem, ale jakoś nie słyszałem, by którąś oficjalnie postawiono na cenzurowanym.

    A problemy biorą się z eksperymentów pod strychulec. Na przykład zniesienie egzaminów wstępnych (bodajże był to rząd Belki w 2005), i zastapienie ich wynikami matur. Do tego dołożył się nieco później minister Giertych swymi niesławnymi maturami, i lawina (śmieci) runęła. Dla pewnych szkół wyższych by to pracowało, da innych nie. Zamiast wprowaadzić lokalnie, tu i tam, i popatrzeć, jak to pracuje – łup, cup, wszyscy.

    Wszystko jak w wierszyku – „Siała baba mak, nie wiedziała jak…”

    Tylko – gdzie ten „dziad, co wiedział, i nie powiedział”?

    PS. Cd. – „będzie za to w kozie siedział”. Azaliż – ktokolwiek za cokolwiek kiedykolwiek poniósł konsekwencje? Ostatni raz – w 1794.

Dodaj komentarz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przejdź do paska narzędzi