Cielęce lata 5

Może Ci się również spodoba

21 komentarzy

  1. Janekp1 napisał(a):

    Myśmy lali ze smoczka. Jedną stronę smoczka rozwiązywaliśmy sznurkiem a z drugiej strony była zrobiona dziurka. Tą dziurką przyciskało się smoczek do kranu i następowało powolne napełnianie. Jak już zrobił się dość duży balon z wodą, zatkało się palcem dziurkę i hajda na podwórko. Lało się wszystkich jak popadło i nikt się nie obrażał.
    Zdarzało się, że balon pękał w domu a woda zalewała całą łazienkę.
    Z procą to się nie rozstawałem, najlepsze widełki można było uzyskać z krzaka bzu.
    Pamiętasz jak w szkole strzelało się ryżem przez rurkę z ołówka automatycznego albo skoblami zrobionymi z papieru lub cienkiego kabelka, cienkie gumki zawiązane były na palcach jako widełki procy. ( wskazującym i kciuku )
    Mogę tak godzinami opowiadać o naszych zabawach w latach dziecinnych.
    Dziś dzieci nie potrafią się bawić na dworze.

    Ps. Nawet graliśmy z dziewczynami w korale.

  2. piko napisał(a):

    Smoczek to dla mnie nowość. Reszta to standard.

  3. rk1 napisał(a):

    == Co to jest syfon pokazuję i objaśniam ==

    „pokazuje i objaśniam” – uwielbiam ten zwrot.
    poznałem go na studium wojskowym.
    utrwalil sie w „Festung Breslau”

  4. piko napisał(a):

    Tak to były niezapomniane chwile. Te wykłady z musztry gdzie przy kroku równym:
    „podchorąży musi cało stopo w asfalt uderzać”.

  5. Pawicz napisał(a):

    A jak to się bawi z dziewczynami w korale? Kto znajdzie koralik?

  6. piko napisał(a):

    @pawicz
    Oj, chyba to nie są zabawy związane z tradycją wielkanocną?

  7. Pawicz napisał(a):

    @Piko
    W istocie. Raczej są związane ze żniwami i sianokosami, chociaż niektórzy twierdzą, że można grać cały rok.

  8. Tadeusz_K napisał(a):

    Piko
    „Dziewuch”-„dziewuchy”
    To pojęcie jest licencjonowane przez PO, szerung, podpaskę.
    Proszę zważać na konsekwencje finansowe z tyt. naruszenia patentu.
    Nohood wystarczająco sfinansował przedsięwżięcie.

  9. Zolw napisał(a):

    Wujek kolegi był weterynarzem. Weszliśmy w posiadanie takich plastikowych strzykawek o ogromnej pojemności – miały chyba ze 40 cm^3. Bardzo celne! Działały jak XVII-wieczny skałkowy pistolet i takie też robiły wrażenie na ewentualnym przeciwniku.

    Nawet odkrylismy ponownie zasade „ognia kontrmarszem”… znaczy, wody w tym przypadku.

  10. Zolw napisał(a):

    @ Tadeusz2017

    Lewacy ukradli już wszystko i teraz kradną słowa?

    „Szarpajmy jadło nos sztuki, a kiedy jadła nie stanie…”

  11. piko napisał(a):

    @Tadeusz2017 @rzuff
    To mi się podoba. Ww. blogerzy wykazali się czujnością w sprawie „dziewuch”.
    Opisywane zdarzenia miały miejsce dosyć dawno temu i „dziewuchy” już wówczas funkcjonowały (obok dziewczyn, bab, koleżanek).

    Nazywanie dziewuchami pierdykniętych kobiet w różnym wieku uczestniczących w jakiś idiotycznych protestach jest kolejnym zawłaszczaniem starych fajnych nazw.

    W latach liceum (też opiszę) kursowały inne określenia (laski, dupy, gruchy, szprychy). Mam nadzieję, że panie się nie obrażą ale tak było. To jest po prostu historia.

  12. Tadeusz_K napisał(a):

    Zolw
    „Lewacy ukradli już wszystko”
    Nie wszystko.
    Pozostała dusza.
    A jej koniec życia ma nastapić w 2050-wedle planu..
    Ale to zależy, czy np. wpiszemy się w tak prostą sprawę jak śrajben petycję, która opublikował RK1.
    Pozdro.

  13. Zolw napisał(a):

    Podpisać – podpisałem, tylko ja mam taki problem, że nie wierzę w sprawczą siłę petycji. Ale może jestem pesymistą.

  14. Tadeusz_K napisał(a):

    Piko
    (laski, dupy, gruchy, szprychy)”
    Zgadzam się za wyjątkiem „laski” bo to już nie moja epoka.
    Niebawem za lat 10 pozostana jeno dziewuchy_klucy.
    Szkoda bab, babek, dziewczyn, dupek,…szkoda!
    Bedom nas straszyć szerungowate dziewuchy _ Kluchy….OOO!!!WRRR!
    Ratujta się kto może!

  15. Włóczęga napisał(a):

    My robiliśmy „strzykawy”,kłopot był tylko z odpowiednią rurką,aż do chwili gdy do wsi wujostwa i okolicznych zawitała elektryfikacja.Trochę nas to „kosztowało”ale od panów elektryków uzyskaliśmy odpowiednie rurki,i to plastikowe,produkcja ruszyła na całego.Problemem stał się brak chętnych na „amunicyjnego”,każdy chciał być operatorem a nie nosiwodą.Ale co tam,przez 2 lata nasza uliczka rządziła w lejka na „Zygmuntówce”

  16. Tadeusz_K napisał(a):

    Zolw

    „Ale może jestem pesymistą.”

    Chyba nie, bo jest nas dwóch.
    Ale…
    Jak powiedział E. Burke:
    Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili..
    Zolw
    -tu działa tzw determinizm z konieczności, a która to konieczność została wymyślona, wypracowana, ukształtowana.
    Dlatego też pisma się spełniają, a jednocześnie podają wskażówki niespełnienia.

  17. piko napisał(a):

    @włóczykij
    Na podwórkach były dostępne krany w ścianach. Kto obstawił taki kran to był „panisko”. Z tym, że chętnych do wody było wielu więc sam długo się nie utrzymywał na „pozycji”.

    U mnie zaczęło się po jakimś czasie ganianie z wiaderkami i wówczas zrezygnowałem. Pewnie też się wyrastało z tego rodzaju „aktywności”.

    Ale jest co wspominać.

  18. tichy napisał(a):

    koraliki

    wklejam stary komentarz (2009) z dawnego dobrego S24 (którego już nie ma)

    http://sosenka.salon24.pl/41293,wielka-wyprawa-na-gore-smieci
    ——————————————————————————————-

    dawne wrocławskie place zabaw

    trawa na prerii między blokami
    bunkry
    trzepaki

    Bunkry – takie rurowate, górna połowa wystawała nad ziemię. Najlepsza zabawa – zapomniałem jak się nazywała – wzajemne spychanie się. Wiem jak się nazywa w innym języku – zabawa w „king of the hill”.

    Wnętrze bunkra – lepiej nie mówić, służyło jako latryna, miejsce libacji, hotel dla ubogich, oraz agencja towarzyska. To juz było po zmroku… Czasem pojawiała się rano milicja, bo jakieś ciało, etc….

    Pogrzebawszy w ziemi, w dowolnym miejscu – różności się znajdywało. Najwięcej – malusieńkich koralików. Także, skrawki gazet lub książek pisanych szwabachą, szmaty, skórzane fragmenty – pasków, toreb lub butów, metalowe przedmioty, czasem odznaki wojskowe lub monety.

    Także – kości, mnóstwo kości, ciemnobrązowych. Niektórzy mieli szczęście znaleźć całą czaszkę.

    Gdy moja rodzina wyprowadzała się stamtąd w nowe bloki, bunkry jeszcze były. Gdy po kilku latach wróciłem w odwiedziny, już ich nie było, zastąpione żwirowanym placykami zabaw z piaskownicami i hustawkami, i drabinkami do wspinania się, na których dzieci wciąż bawiły się w „king of the hill”.

    Jak ta zabawa się nazywała, może ktoś przypomni?

  19. piko napisał(a):

    @Tichy
    Nie miałem takich „atrakcji” jak opisujesz.

    Spychania z trzepaka nie uskutecznialiśmy. Grało się w „Króla” ale do tego potrzebna była piłka do kosza i kosz.

Dodaj komentarz

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili- E. Burke.
Przejdź do paska narzędzi