Zwykli Powstańcy (część pierwsza i druga)

To może tak..

Wstawię te powstańcze wspomnienia rodzinne na początek..

 

Ten artykuł ku mojemu zaskoczeniu zdobył pierwsze miejsce w konkursie organizowanym przez ówczesny salon24.pl z okazji 60 rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego..

Zwykli Powstańcy (część pierwsza)

 Jestem Warszawiakiem z dziada, pradziada. Moja rodzina brała czynny udział w Powstaniu Warszawskim, jak spory procent mieszkańców Warszawy. Zamiast wiać na wieś, gdzieś pod Grójec, bo front, bo będzie się działo, zostali w Śródmieściu, na ulicy Śniadeckich, jak większość sąsiadów z kamienicy. W czasie trwania Powstania z bronią w reku, z torbą pierwszej pomocy medycznej na ramieniu, torbą poczty polowej i.. przy kuchni polowej żywiącej żołnierzy i cywili, czyli jak większość, co zamiast siedzieć w piwnicy i słuchać przerażających dźwięków wydawanych przez Stukasy, pociski z ciężkich moździerzy, zwanych po warszawsku „krowa”, czy skrzypiących w czasie lotu pocisków z ciężkich dział, niby drzwi starej szafy, nazwanych dlatego „szafa”, woleli brać czynny udział w okolicach swojego kwartału, zbrojny i niezbrojny. Była i otoczka religijna, bo przecież na wewnętrznym dziedzicu stała maleńka kapliczka, która babcia ustrajała wraz z sąsiadkami bukietami bratków i fiołków (gdy te jeszcze rosły na pobliskim skwerku niewypalone ogniem wojennym), a pomijając ów czas trwogi, to ludzie byli wtedy bliżej Boga..

 Dziadek, były kawalerzysta, wtedy człowiek w średnim wieku w dalszym ciągu nie raz sięgał po pas, gdy któryś z mych wujów zbyt „po ułańsku” latał po dachach, czym narażał się na odstrzelenie przez szkopskiego „gołębiarza” (snajpera).

Mawiał wtedy i potem: „lepszy zbity, niż zdechły”..

Dziadek razem z bratem należeli do AK i jako pracownicy Muzeum Narodowego, podopieczni profesora Lorenca „zrobili swoje” już październiku i listopadzie 1939 roku, ukrywając część bezcennych zbiorów, przeważnie malarstwa, gdzieś w stodole podgrójeckiej wsi.

Potem dziadek wrócił do swojego pierwszego fachu, był Panem Dozorca w kamienicy, ale Gestapo i tak go przepytywało w sprawie Muzeum. Jednak nie masz cwaniaka, nad Warszawiaka i dziadek nimi zakręcił po swojemu, „popalił” tak zwanego „nieświadomego fizycznego” i jakoś się odczepili. Po wojnie musiał mniej więcej to samo odegrać (nie wiedzieć czemu) przed UB. Tez dali spokój, zwłaszcza, ze medale za ratowanie zbiorów dawali komu innemu..

Wracam jednak do czasów Powstania, a nawet przed..

Dziadek był szeregowym członkiem Państwa Podziemnego, dlatego wiedział tyle ile trzeba, nie więcej. Gdzieś w kamienicy z Mecenasem mieli schowane radio i znali mniej więcej sytuacje na frontach..

Jesienią 1943 roku stało się jasne, że Polska nie zostanie wyzwolona spod okupacji niemieckiej przez wojska aliantów zachodnich, lecz przez Ruskich. Fakt ten niósł za sobą daleko idące konsekwencje polityczne, ale o większości z nich mieszkańcy Domu na Śniadeckich nie mogli wiedzieć, nawet słuchając szumiącego głosu z radia, bo działała aliancka wojenna cenzura, prawie tak samo zakłamująca sytuacje ogólnopolityczną, jak niemiecka, tylko w drugą stronę. A przecież się działo, a oni tego nie mogli wiedzieć, choć o Katyniu na przykład coś tam nieokreślonego przeniknęło..

Agresywne posunięcia Stalina – zerwanie stosunków dyplomatycznych z Rządem RP na uchodźstwie, kwestionowanie przedwojennej granicy polsko-sowieckiej, inspirowanie ośrodków politycznych konkurencyjnych wobec legalnego rządu RP (Związek Patriotów Polskich, Krajowa Rada Narodowa) – stawiały pod znakiem zapytania nie tylko zachowanie integralności terytorialnej Polski, lecz również jej politycznej niezależności. Rząd RP na uchodźstwie nie mógł w tym zakresie liczyć na skuteczną pomoc ze strony pozostałych członków „Wielkiej Trójki”, gdyż dla mocarstw anglosaskich (Stany Zjednoczone i Wielka Brytania) absolutnym priorytetem pozostawało utrzymanie ZSRS w szeregach koalicji antyhitlerowskiej. Już podczas konferencji teherańskiej w 1943 roku przywódcy „Wielkiej Trójki” wstępnie uzgodnili, że wschodnia granica Polski z ZSRS zostanie oparta o tzw. Linię Curzona, w zamian za co Polska miała uzyskać rekompensatę terytorialną kosztem Niemiec. Informacje o ustaleniach podjętych podczas konferencji w Teheranie nie zostały jednak przekazane polskiemu rządowi na uchodźstwie, a co za tym idzie, nie było tego nawet w konspiracyjnych bibułach.

Tego Polacy,Warszawiacy, a wśród nich Dziadek z Mecenasem nie mogli wiedzieć.

Co wiedzieli, co dotarło po szczeblach konspiracyjnych służb informacyjnych?

 Początkowo kierownictwo Polskiego Państwa Podziemnego oraz rząd w Londynie zakładały, że w momencie złamania się niemieckiej machiny wojennej oraz dotarcia wojsk Sprzymierzonych do granic Polski, Armia Krajowa rozpocznie ogólnokrajowe powstanie zbrojne. W październiku 1943 komendant główny AK, gen. Tadeusz Komorowski ps. „Bór” wygłosił na posiedzeniu Krajowej Reprezentacji Politycznej referat poświęcony zagadnieniom powstania. Po zaprezentowaniu przewagi okupanta nad siłami konspiracji zapytywał „Czy wobec takiego stanu rzeczy powstanie we współczesnych warunkach jest w ogóle realne i nie będzie jedynie zbrodnią takiego skrwawienia narodu, że może być to równoznaczne z wykreśleniem jego istnienia z historii?” i dodawał „Ryzyko współczesnego powstania jest szczególnie wielkie. Dlatego jako naczelne hasło wszystkich naszych poczynań zostało postawione »Powstanie nie może się nie udać«”. Sukces akcji powstańczej uzależnił od: ścisłego powiązania z operacjami frontowymi, wyboru odpowiedniego momentu powstania, uzyskania wsparcia zewnętrznego (lotnictwo, zaopatrzenie w broń i amunicję), nowoczesnego dowodzenia, skoordynowania działań powstańczych („powstanie musi być jednoczesne, powszechne, gwałtowne i krótkotrwałe”).

W listopadzie 1943 generał „Bór” wydał rozkaz w sprawie przeprowadzenia tzw. akcji „Burza”. Zawierał on szczegółowe wytyczne w sprawie działań, które oddziały AK oraz cywilne struktury Polskiego Państwa Podziemnego powinny podjąć w momencie, gdy front wschodni dotrze do granic przedwojennej Polski. „Burza” miała rozpocząć się na Kresach Wschodnich, a następnie w miarę przesuwania się frontu obejmować pozostałe części kraju. Przewidywano, że o ile nie zaistnieją warunki umożliwiające rozpoczęcie powstania powszechnego, oddziały AK będą prowadzić wzmożoną akcję dywersyjną na tyłach wycofującej się armii niemieckiej (nawiązując, o ile to możliwe, taktyczne współdziałanie z Armią Czerwoną). Po wyparciu Niemców oddziały AK, wraz z ujawniającymi się przedstawicielami cywilnych władz Polskiego Państwa Podziemnego, miały witać wojska sowieckie w charakterze „prawowitych gospodarzy”, manifestując w ten sposób przynależność wyzwolonych ziem do Polski oraz fakt, iż kontrolę nad nimi sprawuje legalny Rząd RP. W ten sposób (w założeniach) akcja „Burza” pozostawała wymierzona militarnie przeciw Niemcom, jednak politycznie była skierowana przeciw ZSRS oraz podporządkowanym mu polskim komunistom.

Militarne założenia „Burzy” zostały w dużej mierze zrealizowane, jednak pod względem politycznym zakończyła się ona klęską. Z reguły Krasnaja Armia chętnie przyjmowała polską pomoc, współdziałając z oddziałami AK na szczeblu taktycznym. Jednak po wyparciu Niemców operujące na zapleczu frontu formacje NKWD błyskawicznie przystępowały do rozbrajania oddziałów AK. Masowo aresztowano oficerów oraz przedstawicieli cywilnych władz Polskiego Państwa Podziemnego, a szeregowym żołnierzom dawano zazwyczaj do wyboru wstąpienie do Armii Polskiej w ZSRS lub wywózkę do łagru. W ten sposób Sowieci postąpili między innymi na Wołyniu, w Wilnie oraz we Lwowie. Rządy mocarstw zachodnich biernie akceptowały działania Stalina, a na skutek funkcjonowania wojennej cenzury oraz działalności silnego prosowieckiego lobby w anglosaskiej prasie, opinia publiczna w USA i Wielkiej Brytanii nie była informowana o rzeczywistej sytuacji w Polsce, co jednak przedostawało się nawet do „warszawskiego magla”, poczty bardziej związanej z praną bielizną, niż z pantoflami.

Wracam do wielkiej, podziemnej polityki..

 W tej sytuacji grupa oficerów Komendy Głównej AK zaczęła forsować koncepcję wywołania powstania w Warszawie. W marcu 1944 generał „Bór” wyłączył stolicę z akcji „Burza”, jednak zwolennicy Powstania przekonywali, że jego wybuch w Warszawie zmusi zachodnie rządy i opinię publiczną do reakcji na stalinowską politykę faktów dokonanych (czego nie zdołały uczynić lokalne wystąpienia w Wilnie, czy Lwowie). Argumentowali również, że wyzwolenie Warszawy przez Polaków zada kłam twierdzeniom sowieckiej propagandy jakoby AK „stała z bronią u nogi” oraz postawi Stalina w niewygodnej sytuacji politycznej.

No i te wieści oraz tendencje dowództwa AK znać mogli w zarysach szeregowi członkowie Państwa Podziemnego, Warszawiacy, a po nich ich rodziny i budzące zaufanie sąsiadki, nawet te z kwartałowego magla..

Zwykli Powstańcy (część druga)

 Gdzieś tak od marca 1943 roku w maglu położonym w pobliżu kamienicy na Śniadeckich panie tam bywające nie tylko w celu oddania czy odebrania bielizny zauważyły, że kilka wyniosłych folksdojczek z kwartału normalnie przepychających się po chamsku do lady nagle karnie zaczęło stawać w maglowej kolejce. Nawet zaczęły mówić po polsku „dzień dobry”. No tak, Szkopy zebrały baty w Stalingradzie..

Zwłaszcza jedna taka Genia przyczepiła się do babci i Mecenasowej, usiłując stworzyć coś w rodzaju dobrosąsiedzkich relacji. Babcia wspominała, że Gienia była konkubiną jednego wachmana ze straży kolejowej. Ustaliły z Mecenasową, że lepiej jej nie odganiać, bo babsko może przez złośliwość sprowadzić kłopoty. I tak zaczęła się ta krotka dziwna znajomość, która przydała się po upadku Powstania, ale o tym prawie na koniec..

Warszawiacy już od początku 1944 roku wiedzieli co się święci – przyjdą Ruscy. Przełamali pasmo zwycięstw Wehrmachtu i w Stalingradzie i pod Kurskiem, i gonią Szkopów, aż miło, tyle że to przecież bolszewicy..

Na Kiercelaku (bazar za Żelazną Bramą) też widać było ożywienie w handlu. Zwłaszcza dobrze szły buty oficerki i po Akcji pod Arsenałem w 1943 – płaszcze „prochowce”.. i walizki, ale te kupowali klienci na mile pachnący „nür für Deutsche”..

Z tymi płaszczami i oficerkami to był podobny numer do plecaków w stanie wojennym w późniejszych latach osiemdziesiątych. Kupowane i noszone dla zmyłki, dla fasonu, ale i dla ukrycia prawdziwych konspiratorów, choć Niemcy zaostrzyli terror po Stalingradzie dosyć szybko, a po zabiciu Kutschery, to już w ogóle powariowali. Trzeba było mieć i szczęście i nosa, żeby nie wpaść w kocioł łapanki.

Mimo to, już od wiosny ’44 Dziadek z Mecenasem ryzykowali dodatkowo robiąc wypady w okolice podwarszawskie, gdzie na zasadzie handlu kombinowanego zdobywali artykuły spożywcze typu suszone warzywa i owoce, ziarna roślin gruboziarnistych, trochę „chabaniny”: słoniny, a nawet boczku, czego w Mieście już od dawna nawet na przydziały okupacyjne nie było. Krucho było z mąką, cukrem (sacharyna – fuj), kartoflami, tylko soli i jabłek nie wiedzieć czemu nie brakowało..

Nie brakowało też bimbru, który nauczyli się pędzić ze wszystkiego, co fermentuje, takie czasy, że bimber był nawet lepszą walutą, niż okupacyjne „górale”..

I tak powoli w jednej z piwnic kamienicy powstawała spiżarnia.

Gdzieś w ostatniej dekadzie lipca 1944 roku z praskiego brzegu Wisły dochodził huk ruskiej artylerii, przez Śródmieście przejeżdżały wycofujące się oddziały niemieckie, a kolaborantki zwiały z magla i Warszawy, jak zdmuchnięte. Spiżarnia była w miarę pełna, teraz mężczyźni z kamienicy zaczęli zabezpieczać o ile to możliwe sam budynek: na strych taszczyli piasek ze skwerku, szyby w oknach oklejane czym się dało, żeby wytrzymały domniemane ruskie bombardowanie, no jak we wrześniu ’39.

 Tymczasem, czego większość mieszkańców Stolicy nie wiedziała, choć sporo o tym marzyło i plotkowało..

31 lipca w godzinach południowych odbyła się narada KG AK, zakończona o godzinie 13.00. Podczas tej narady nie podjęto jednak decyzji o rozpoczęciu powstania. Generał „Bór” zarządził jedynie utrzymanie pogotowia bojowego oraz odłożenie decyzji do czasu wyjaśnienia sytuacji na froncie. Termin następnej narady wyznaczono na godzinę 18.00. Około 17.00, na godzinę przed wyznaczonym terminem spotkania, w lokalu kontaktowym pojawił się pułkownik „Monter”, który poinformował oczekujących już – Tadeusza Bora-Komorowskiego, Tadeusza Pełczyńskiego, Leopolda Okulickiego i Janinę Karasiówną, że Armia Czerwona wyzwoliła Radość, Miłosną, Okuniew, Wołomin i Radzymin, a sowieckie czołgi były widziane na Pradze. Pod wpływem tych wieści generał „Bór” wymógł na delegacie Jankowskim wydanie decyzji o rozpoczęciu powstania. Postanowiono, iż rozpocznie się ono następnego dnia o godz. 17.00.

 Decyzja zapadła około godziny 18.00. Pułkownik Józef Szostak ps. „Filip” (szef oddziału operacyjnego), pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki ps. „Heller” i pułkownik Kazimierz Pluta-Czachowski ps. „Kuczaba” (szef wydziału łączności) przybyli na odprawę wkrótce po zapadnięciu decyzji, gdy na miejscu pozostawał już tylko gen. Bór-Komorowski, a pozostali uczestnicy się rozeszli. Nowo przybyli oficerowie uzmysłowili „Borowi”, że sytuacja militarna na przedmościu warszawskim zaczęła się komplikować. Niemiecka panika w mieście została bowiem opanowana, a 31 lipca rozpoczęła się bitwa pancerna pod Warszawą, która zakończyła się zwycięstwem Niemców i spowolnieniem sowieckiego marszu na polską stolicę. W tym momencie stało się jasne, że nadejście Sowietów może nie nastąpić tak szybko, jak się tego spodziewano. Było już jednak zbyt późno, aby odwołać powstanie bez narażania struktur AK w Warszawie na chaos i dekonspirację. Komendant główny AK był bowiem przekonany, że „Monter” zdążył już wydać oddziałom AK rozkaz o rozpoczęciu Powstania.

Pewne jest jednak, iż Dowódca AK około pół godziny po podjęciu decyzji i na 24 godziny przed planowanym wybuchem powstania został poinformowany, że zaczęło się niemieckie przeciwnatarcie. Stąd było mało prawdopodobnym, że Niemcy opuszczą stolicę bez większych walk.

 Tymczasem o godz. 19.00 pułkownik „Monter” wydał rozkaz bojowy o treści: „Alarm, do rąk własnych Komendantom Obwodów. Dnia 31.7. godz. 19.00. Nakazuję »W« dnia 1.08. godzina 17.00… Otrzymanie rozkazu natychmiast kwitować X”. W związku z tym, iż od godziny 20.00 obowiązywała w Warszawie godzina policyjna rozkaz ten dotarł do adresatów dopiero następnego dnia..

 Pierwszy sierpnia..

Dziadek wlał pasem jednemu z wujów, który „się zawieruszył” na kilka godzin. Brama kamienicy była zamknięta, a od wczesnych godzin popołudniowych słychać było coraz częściej strzelaninę na ulicach.

Potem pojawili się chłopcy z biało-czerwonymi opaskami na rękawach, niektórzy w beretach z orzełkiem w koronie, niektórzy z bronią palną w rękach.

Potem nastały piękne dni wolności, a gdy nie udał się szturm w stronę Ochoty wszyscy zaczęli pracować przy konstrukcji barykad, przebijaniu ścian do sąsiednich piwnic, powstała kwartalna garkuchnia i niedaleko polowy szpital. Wujowie mimo sarkań dziadka załapali się do poczty polowej..

Nie uzupełniane już od początku lipca zapasy w spiżarni szybko się kurczyły, zwłaszcza ze częstowano żarciem z polowej kuchni z dumą i niekłamaną radością przemieszczające się oddziały powstańcze.

Magiel, z którego już nikt nie korzystał został właśnie zastąpiony przez umieszczona na podwórku kamienicy kuchnię polową.

Plotki, jak to plotki, już nie o Ruskich, tylko o wielkim desancie spadochronowym „z Zachodu”. Ruscy stanęli na Pradze.

Niemcy dosyć szybko przeszli do kontrnatarcia i zwłaszcza ostrzał artyleryjski i naloty Stukasów były niszczycielskie, jednak poza pojedynczym trafieniem z ciężkiego mozdzierza w fasadę kamienicy, zresztą nie bezpośredniego, budynek nie ucierpiał wiele przez cale Powstanie, o ile ściegi po seriach schmeisserów potraktujemy, jako „sznyt i fason”. Budynek był po prostu fartowny.

Wujowie wyspecjalizowali się w „odstrzale” z procy gołębi, a ja jeszcze jako dziecko pojadłem po wojnie rosołu z tego ptaka w celach leczniczych, ponoć dobry na płuca.. i tak menu polowe powoli przekształcało się na to, co można było znaleźć, złapać i upolować w okolicy. Psy i koty zostawiono w spokoju..

Dosyć szybko przy kuchni polowej ustalono, ze Powstanie szybko się nie skończy, ale dopiero we wrześniu ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę, ze to jest opór przeciwko przeważającym militarnie Szkopom, bez wsparcia (oprócz desantu jakiegoś pułku LWP na Czerniakowie) regularnych sił Sowietów. Ale mimo rosnącej i przygniatającej przewagi Niemców. Mimo beznadziejnej sytuacji obrony przeciwlotniczej i przeciwpancernej, były sukcesy, zziajane „chłopaki” opowiadały o wycofujących się, palących „Tygrysach”, gdzieś tam strącono Stukasa.

Kogoś tam z sąsiadów trafił „gołębiarz”, jakiś kuzyn zginał w ataku na szkopskie czołgi, pobliski szpital pękał w szwach, ale działał, zmęczone, okopcone pirytem „chłopaki” siorbały rosół z gołębia, ktoś tam śpiewał „Ta ostatnia niedziela”..

We wrześniu teren opanowany przez Powstanie zaczął się kurczyć, lecz kwartał, na którym była kamienica, poddał się wraz resztą w październiku.

Na Śniadeckich mieli szczęście, bo wmaszerował Wehrmacht..

Trafili do konwoju cywili, poprowadzono ich do obozu przejściowego gdzieś kolo Pruszkowa. I tu szczęście się skończyło, bo stad szły transporty do Oświęcimia..

Dziadek nie pamiętał dokładnie tego momentu, bo wszyscy po kapitulacji byli w szoku. W każdym razie pojawiła się po drugiej stronie obozowych drutów owa Gienia od wachmana i sam wachman.

Z chęcią Dziadek z Mecenasem wysupłali zwitki „górali” przemyślnie ukryte w poszewkach marynarek i tak zdołali uciec wraz z rodzinami i sąsiadami z kamienicy, i trafić do podgrójeckiego sadu pełnego jabłek malinówek i tam doczekali przyjścia Krasnej Armii, ale to już inna historia.

1 sierpnia 2014 r. St.Kubik(RobertzJamajki)

You may also like...

6 komentarzy

  1. piko pisze:

    Na S24 w rocznicę PW zamieszczałem okolicznościowe notki. Ostatnio był to listy mojej mamy z obozu
    http://piko.salon24.pl/660630,listy-44-45
    http://piko.salon24.pl/661235,listy-44-45-cd

    Listy czyta się teraz jak opowiadania z innej planety.

    Wcześniej był wiersz:
    http://piko.salon24.pl/524254,1-08-zaczekaj-corko-gdzie-biegniesz
    Polecam też komentarze.
    ———————————
    Zaczekaj córko, gdzie biegniesz?
    Zaraz wracaj mi tu!
    Zostań, zrób to dla mnie,
    Ja czuję w powietrzu zły ruch.

    „Będzie dobrze – zobaczysz”
    I uśmiech rozpromienił jej twarz.
    Pobiegła lekko jak w tańcu,
    A suknię rozwiewał jej wiatr.
    ……………………..

    Patrzę czasami na zdjęcia z tamtych tragicznych lat,
    Na twarze młode i piękne, patrzące z pożółkłych kart.

    I nie wiem gdzie wasi następcy, gdzie myśli, czyny i duch.
    Czy wasza krwawa ofiara to tylko szachowy ruch?

    Widzę ogień w tych oczach, czasami uśmiech lub ból,
    I nie wiem, co mam wam powiedzieć, chyba się schowam pod stół.

  2. Tak,

    myślę ze sporo blogerów i blogerek ma podobne do nas wspomnienia, pliki listów i fotografii..

    Obiecuje, ze zajrze

  3. Cogi pisze:

    „ale to już inna historia” – mam nadzieję, że ją opowiesz 🙂

  4. 🙂

    Już naobiecywałem wystarczająco..
    ale kiedyś na pewno dopiszę kontynuację.

  5. Nie chce offtopowac pod własną notką, ale korzystam w biurze z dwóch kompów i jeden ma ekran panoramiczny, a drugi 4:3 i na tym niby przestarzałym PT najlepiej się prezentuje.
    Obrazki zajawkowe nie zajmują pół ekranu i szerokość szpalty tekstu jest gazetowa..

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi