Troja bez Homera? To niemożliwe

Patrzyłem na „Listę” utworzoną przez Edwarda Sheparda Creasy’ego z 1851 roku i ciągle zastanawiałem się nad powodem pominięcia przez autora – „ojca klasyfikacji bitew” takiego monumentalnego starcia, jakim była Wojna Trojańska.

Wszystkie klasyfikacje stworzone po 1851 roku zaczynają się od Bitwy pod Maratonem stoczonej w 490 r.p.n.e. Słowo „maraton” funkcjonuje w językach współczesnych, jako definicja maksymalizująca czas wykonywanej czynności, dało również nazwę i dystans (42 kilometry z małym hakiem) biegowi lekkoatletycznemu kończącemu każdą współczesną Olimpiadę, a samo starcie było owszem ważne i przełomowe dla Cywilizacji Śródziemnomorskiej, ale nie było ostatnim w swej ważności dla Greków i Persów, a na pewno nie pierwszym historycznym przełomem w chronologii konfliktów zbrojnych.

Dlaczego sumienny, choć bardzo przywiązany do swej brytyjskiej epoki wiktoriańskiej autor, nie tknął legendy Troi?

Starożytni Grecy i Rzymianie uznawali wojnę trojańską za wydarzenie prawdziwe, choć historyk Tukidydes zarzucał Homerowi zbytnie fantazjowanie. XIX-wieczni Europejczycy też pasjonowali się dziejami Parysa, Ajaksa czy Agamemnona, ale traktowali je już tylko jako mit.

Dlatego w momencie tworzenie swojej „Listy” w zaciszu gabinetu Edward Shepard Creasy był przekonany o tym, że „Iliada” jest piękną fikcją.

Jednak ślady rzeczywistych wydarzeń z wojny trojańskiej były obecne w kulturze europejskiej „od zawsze” i można je zaobserwować nie tylko w malarstwie i literaturze,ale i w dawnychi we współczesnych językach. Do dzisiaj bowiem posługujemy się takimi frazeologizmami, jak „jabłko niezgody”, „koń trojański” (w slangu informatyków – trojan), czy „pięta Achillesa”. W wieku XIX było podobnie.

W roku1870, Heinrich Schliemann – niemiecki kupiec, który zbił ogromną fortunę handlując w Rosji, zafascynowany „Iliadą”, udał się na poszukiwanie Troi. Kierując się opisami Homera uznał, że ruiny miasta muszą się kryć we wzgórzu Hisarlik w północno-zachodnim skrawku Anatolii. Przed nim do podobnego wniosku doszedł Anglik Frank Calvert, ale dopiero niezależny finansowo i po prostu bogaty Schliemann mógł zacząć wykopaliska na dużą skalę.

Wkrótce okazało się, że wzgórze kryje pozostałości aż dziewięciu miast zakładanych jedno na drugim. Gdy w jednej z najniższych warstw (dzisiaj zwana: stanowisko Troja II) Niemiec natrafił na pozostałości mocnych fortyfikacji, uznał je za mury homeryckiej Troi. Utwierdził się w tym poglądzie, gdy znalazł przy murach tzw. „skarb Priama” – kilka tysięcy różnych przedmiotów ze złota, srebra i miedzi.

Idąc dalej śladami Homera, Schliemann udał się do Grecji (po nielegalnym wywiezieniu znalezionych kosztowności nie mógł pozostać w Turcji) i odkopał achajskie zabytki w Mykenach, Orchomenos i Tyrynsie. Tym samym udowodnił, że świat opisany w „Iliadzie” nie był fikcją. O wiarygodności homeryckiego przekazu świadczyły nawet pojedyncze zabytki, jak np. pewien mykeński sztylet.

W późniejszych latach Schliemann ponownie kopał w Troi (uważnie obserwowany przez tureckie władze) razem z Wilhelmem Dörpfeldem.

Cóż, Troja została odkryta, a Achajowie istnieli naprawdę, lecz być może owo miasto-państwo nie było niczym ważnym dla Cywilizacji Śródziemnomorskiej?

Schliemann, a po nim amerykański archeolog Blegen uważali, że Trojanie, podobnie jak Achajowie, byli Grekami. Obecnie dominuje pogląd, że byli oni jednym z indoeuropejskich ludów, żyjących wówczas w Azji Mniejszej, być może mieli nawet coś wspólnego z protoceltami. Najsilniejszym z tych ludów byli Hetyci, twórcy potężnego imperium, którego stolica znajdowała się na północ od dzisiejszej Ankary, a granice obejmowały prawie całą Azję Mniejszą i znaczną część Syrii, o którą zażarcie walczyli z Egiptem. Ich inskrypcje wspominają o leżącym na zachodzie zamożnym królestwie Wilusa, które na początku XIII w. p.n.e. zawarło traktat z Hetytami, stając się ich wasalem. Zawarte w hetyckich tekstach informacje dość wyraźnie wskazują, że była to Troja.

Zdaniem Joachima Latatza, profesora filologii greckiej ze szwajcarskiego Uniwersytetu w Basel, w XIII w. p.n.e. mieszkańcy Grecji zwali najpewniej Troję Wilios, a zmiany w języku greckim doprowadziły do jej przekształcenia w używane przez żyjącego w VIII w. p.n.e. Homera –

Ilios i Ilion. Mając już rzeczywiste miano Trojan, poszukajmy sensu ich istnienia.

Już pod koniec XIX wieku archeolodzy ustalili, że „skarb Priama” i Troja II są o około tysiąc lat starsze od czasów opisanych przez Homera, a prawdziwe miasto Priama to raczej Troja VI albo VIIa.

U Homera Troja to „strażnik Hellespontu” – doskonale ufortyfikowane, bogate miasto, które panuje nad cieśniną Hellespont, łączącą Morze Śródziemne z Czarnym. Nikt bez zgody Trojan nie mógł przez nią przepłynąć.

Do tego opisu doskonale pasuje Troja VI. Wykopaliska wykazały, że było to duże miasto (10 000-15 000 mieszkańców) z mocnymi fortyfikacjami (kamienne mury cytadeli miały prawie pięć metrów grubości i prawdopodobnie osiem wysokości, na nich stały jeszcze mury z suszonej cegły). W dodatku obecnie odkryto, że to, co Schliemmann i Blegen uznali za Troję, w czasach opisanych przez Homera było tylko cytadelą rozleglejszego miasta, które ciągnęło się na południe od wzgórza Hisarlik. Było ono kilkunastokrotnie większe od cytadeli. Łącznie Troja miała powierzchnię ok. 350 tys. m2 i była wówczas największym miastem nad Morzem Egejskim. Jej ulice były wybrukowane i wyposażone w rynsztoki.

Bogactwo zawdzięczała Troja głównie kontroli nad dwoma szlakami handlowymi: morskim wiodącym przez Hellespont i lądowym z zachodniej Anatolii do Europy (z jednego kontynentu na drugi przedostawano się właśnie przez Hellespont). W mieście kwitło rzemiosło (wytwarzano głównie ceramikę i tkaniny), a wokół niego ciągnęły się pola uprawne, winnice i gaje oliwne. Odkrycie licznych kości koni potwierdza relację Homera, że Trojanie słynęli z ich hodowli. Silna flota i doskonale wyszkoleni wojownicy walczący z rydwanów dbali o bezpieczeństwo miasta.

Było to największe polis (miasto) regionu, założę się, że Mykeny wyglądały przy nim, jak kurnik.Mamy sens istnienia miasta, protoplasty Bizancjum, choć położona trochę bardziej na południe, ale równie jak i średniowieczne Konstantynopolis, Troja była ryglem kontrolującym drogę ekspansji achajskiej, hetyckiej, protoceltyckiej, słowem każda galera i karawana kupiecka mogły przejść, przepłynąć po uiszczeniu w jakiejś formie cła, myta, wojsko przejść bez bitwy nie mogło.

Wojsko, czyli Achajowie, co o nich wiemy dziś?

Achajowie, zwani też Mykeńczykami, rozwinęli w Grecji kontynentalnej bogatą kulturę. Dzielili się na wiele klanów, których królowie żyli w ufortyfikowanych polis. Największe znajdowały się na Peloponezie: w Mykenach, Pylos i Tyrynsie.

W XIII w. p.n.e. Achajowie byli znani innym ludom, przede wszystkim jako morscy rabusie, piraci. Hetyckie kroniki wspominają o ludzie Ahhiyawa, który atakował wybrzeże Azji Mniejszej i Cypr. Ślad tych achajskich najazdów pojawia się również w „Iliadzie”, gdy Achilles chwali się Odyseuszowi, że złupił 23 miasta. Mykeńczycy najmowali się też do obcych armii i zajmowali handlem – ich kupcy pływali do Azji Mniejszej, Egiptu, Syrii, Italii i Sycylii.

Mamy dwie strony konfliktu, zatem można przejść do samej Wojny Trojańskiej.

Prawdopodobnie łupem armii Agamemnona padła około 1250 r. p.n.e. bogata Troja VI. Poszlakę wskazującą, że byłacelemachajskiego najazdu znaleziono w hetyckich tekstach z połowy XIII w. p.n.e. Wspominają one niejasno o jakimś sporze o krainę Wilusa między Hetytami a Ahhiyawa.

Nie można też wykluczyć, że Achajowie zaatakowali miasto kiedy indziej, a zniszczenia, które poczynili, nie były na tyle duże, by archeolodzy je odkryli.

Najsłynniejszym symbolem wojny trojańskiej jest drewniany koń, dzięki któremu Achajowie w końcu zdobyli gród Priama. Od dawna próbowano odkryć, co kryje się za tą opowieścią.

Co najmniej od XVIII w. p.n.e., bliskowschodnie imperia używały do kruszenia murów drewnianej machiny na kołach uzbrojonej w gigantyczną włócznię. Konstrukcja miała kształt zbliżony do konia, a obsługujący włócznię wojownicy wchodzili do środka machiny. Co więcej, w inskrypcjach znalezionych w mezopotamskim mieście Mari, taka machina nazywana jest drewnianym osłem, a Hetyci zwali ją drewnianym jednorogim zwierzęciem.

Możliwe więc, że na pomysł zbudowania takiej machiny wpadł jakiś doświadczony achajski wojownik, który widział ją np. podczas najemnej służby w Egipcie. Swój obecny kształt opowieść o trojańskim koniu mogła uzyskać dzięki twórczej inwencji anonimowego wędrownego poety, który niezbyt dobrze zrozumiał niejasną relację jakiegoś żołnierza-weteranao zdobyciu miasta dzięki drewnianemu koniowi, do którego weszło kilku wojowników.

Zatem sam opis rzeczywistej wojny można uznać za zbliżony do konfabulacji poetyckiej Homera (albo na odwrót).

Pozostało oczywiście udowodnienie dla historii świata ważności epickiej wojny Achajów z Trojanami.

Kontrolująca ważne szlaki handlowe Troja musiała przeszkadzać mykeńskim żeglarzom, a jej bogactwa kusiły. Achajscy królowie połączyli swe siły, licząc na wielkie łupy, jakie przyniesie im wyprawa. Byłoby bardzo dziwne, gdyby ani razu nie zaatakowali bogatego miasta, które leżało blisko ich siedzib, podczas gdy pływali po łupy na daleki Cypr. Bardziej możliwe jest, że atakowali je kilka razy, z różnymi skutkami. Zresztą „Iliada” wspomina o najeździe grupy Achajów na Troję na pokolenie przed wyprawą Agamemnona.

Wciąż jednak nie ma przekonywujących dowodów na to, że Achajowie zaatakowali Troję. Są tylko mocniejsze i słabsze poszlaki. Na przykład odkryte w XX w. hetyckie teksty z połowy XIII w. p.n.e. wspominają o zniszczeniu miasta na wyspie Lesbos i obarczają winą za ten czyn pewnego achajskiego pirata. W „Iliadzie” Homer podaje, że to Achilles złupił Lesbos, a badania archeologiczne wykazały, że leżące na tej wyspie miasto Thermi rzeczywiście zostało zniszczone ok. 1250 r. p.n.e. Jak widać żyjący prawie 500 lat później Homer skądś wiedział o jego złupieniu przez Achajów. Może więc i w sprawie wojny trojańskiej ma rację?

Inne pytanie, które zadałem na początku tekstu pozostaje jednak bez jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ nawet gdyby Edward Shepard Creasy dysponował wynikami badan archeologicznych, które są znane nam, współczesnym, to znając jego sumienność nie jestem pewien zmiany na początku legendarnej już „Listy” i umieszczenia na niej Wojny Trojańskiej.

RobertzJamajki

16 sierpnia 2014 r.

You may also like...

13 komentarzy

  1. Cogi napisał(a):

    Jak zwykle, wpędzasz człowieka w kompleksy erudycją.

  2. robertzjamajki napisał(a):

    Dzięki cogi za przeczytanie i mam nadzieje, ze zajawkowy obrazek nie obraza twych uczuć poważnej blogerki 🙂

  3. Cogi napisał(a):

    Uch, dobrze wiesz, że uwielbiam Twoje notki i że chciałabym mieć taką wiedzę i umiejętność tak ciekawego jej przekazywania!

  4. robertzjamajki napisał(a):

    Już nie pamiętam który z bohaterów literackich wypowiada te frazę, ale jest ona wiążąca:

    „Czy wiesz co oznacza słowo: „studiowanie”? jest do umiejętność korzystania ze źródeł..”

    jakoś tak to brzmiało, ale generalnie chodzi o pare spraw, takich jak gdzie szukać? czego? i.. u kogo?

  5. Cogi napisał(a):

    Kiedyś czytałam coś o badaniach Schliemanna, ale dość dawno i też nie pamiętam gdzie. Niemniej zainspirowałeś mnie do tego, żeby pogrzebać w książkach 🙂

  6. robertzjamajki napisał(a):

    Pogrzeb pogrzeb, choc to daje czasami „nudne” rezultaty, ale nawet z odpychającego jezyka fachowego archeologii można wyłowić pasjonujące historie 🙂

    Ja w sobote zaglebialem sie w BCU (biblioteka uniwersytecka w Lozannie) w historie dyplomacji tak od 1500 roku mniej wiecej do dzisiaj, widziana poprzez pryzmat menu (bardzo wystawnych) na przyklad co jadla podczas az czterech oficjalnych wizyt Elzbieta II z Ch. deGaulle (x2), Valéry Giscard d’Estaing i drogim J.Chirac na oficjalnych rautach i obiadkach? 🙂

  7. Zolw napisał(a):

    @ Autor

    Piekne dzieki za te notke. Fascynująca! A informacje o hetyckich źródłąch sa dla mnie całkiem nowe. Nie zdawałem sobie tez dotąd sprawy, ze Ilion był, faktycznie, wcześniejszym odpowiednikiem Konstantynopola. Swoją drogą – co za absolutnie kapitalne położenie geograficzne! (Choć nasze, na równinach między Prusami a Rosją tez jest niezłe!).

    Choć ale… choć przyznam, ze odczarowanie konia trojańskiego trochę mnie zasmuciło. Żal się rozstawać z wizją morderczo przebiegłego króla Itaki i zmieniać go po prostu w kompetentnego taktyka.

    Skoro już pisze – dziekuje również za fascynujace opowieści o katedrze w Chartres. Nigdy jej nie widziałem (nie trace nadziei), ale dzięki Twoim notkom czuję, jakbym stał w chłodnym wnętrzu pod filarami i sklepieniem. Przy okazji mam pytanie – czy sporo ucierpiała w czasie rewolucji?

  8. robertzjamajki napisał(a):

    Dzieki za przeczytanie notki.. 🙂

    Co do Katedry, to mogło jej już po prostu nie być, gdyż „za Jakobinów” był tu arsenał i skład amunicji.. brrr..

    ja zamieściłem tylko część informacji o katedrze na PT, reszta jest tutaj:

    https://robertzjamajkisite.wordpress.com/

    • Zolw napisał(a):

      Heh, czytam wszystkie Twoje notki i każda z zapartym tchem.

      Nie komentuję, bo czuje się malutki. Ja jestem tylko laickim wielbicielem historii i starej architektury. Na ogół stoję i patrzę.

      Przyznam, ze nigdy nie byłem w żadnej z francuskich katedr. Udało mi się natomiast kiedyś zwiedzić miejską bazylikę (farę po prostu) w jednej z podparyskich mieścin – Mantes la Jolie. Miałem dwie godziny, w ktorych byłem tylko ja, mury, witraże i jeden, niewidoczny wróbel gdzieś pod sklepieniem, od czasu do czasu przerywający ciszę ćwierkaniem.

      Potem zaś otwarto główne drzwi i… do środka weszła grupa weteranów, mocno starszych już panów pod beretami i przy odznaczeniach, przygotowująca pogrzeb kolegi. Na chwlikę błysnęło mi taką Francją de Gaulla, może nawet Napoleona. Chwałą Tricolore’a, po prostu.

      Taka bzdurna impresja.

      Dzieki za linka – poczytam dzisiaj.

Dodaj komentarz

Przejdź do paska narzędzi