Encyclopédie, matka Rewolucji Francuskiej (4)

Rewolucja, ta francuska jest epokowym wydarzeniem. Zamknęła, a właściwie ucięła, niby ostrze gilotyny, epokę monarchii absolutnej we Francji i uruchomiła mechanizm historyczny, który jest właściwy wszystkim rewolucjom. Na bagnetach własnych dzieci, niby zarazę, roznosiła swe idee po kontynencie europejskim.

Uogólniając i to bardzo, można przeprowadzić ciąg myślowy, i udowodnić w sposób dosyć nieludzki, ze Epoka Oświecenia doprowadziła we Francji do dekady (minimum) i co najmniej dzikiego barbarzyństwa i ludobójstwa, do Terroru, Kolumn Piekielnych i Sądów Rewolucyjnych.

To, co Mędrcy przechowywali przez tysiąclecia w głowach i na kartach swych dzieł, myśli i idee, „zakwitło” jakże spektakularnie, ale po kolei..

W przededniu końca epoki na czele przedrewolucyjnej Francji stał król, od czasów Ludwika XIV – władca absolutny. Król podejmował swe decyzje samodzielnie, zasadniczo w każdej dziedzinie – stanowił i wymierzał prawo, ustalał podatki, dowodził wojskiem i kierował dyplomacją. W sprawowaniu władzy wspierał króla rząd, składający się z kanclerza, zajmującego się sprawami sądowymi, generalnego kontrolera finansów oraz czterech sekretarzy stanu, których obarczano odpowiedzialnością za różne dziedziny.

W teorii władzę nad królem miały Stany Generalne, mogące decydować jedynie o wprowadzeniu nowych podatków, jednak po raz ostatni zwołane zostały w 1614 roku, u progu rewolucji stanowiły raczej relikt przeszłości niż realną władzę. Większe znaczenie miały parlamenty regionalne, wśród nich przede wszystkim i oczywiście – paryski. Swą władzę opierały na posiadanym przez nie prawie polegającym na przywileju rozpatrzenia każdego aktu królewskiego i możliwości jego odrzucenia. Parlamenty w rzeczywistości były najwyższymi sądami królestwa, które jednak z racji wywodzenia się ze zgromadzeń wasali królewskich, uzurpowały sobie prawo do reprezentowania całego narodu w miejscu niezwoływanych Stanów Generalnych. Odrzucenia veta parlamentarnego odbywało się na zasadzie lit de justice, wystarczyło do tego samo odczytanie aktu w obecności króla. Jednak z jednej strony podkopywało to autorytet władcy, a z drugiej spowalniało wszelkie reformy, przede wszystkim próby narzucenia szlachcie podatków, gdyż to właśnie szlachcice wchodzili w skład parlamentów. Ludwik XV zlikwidował parlamenty, a w ich miejsce powołał Rady Wyższe, jednak po objęciu tronu, jego następca przywrócił stary porządek.

Dwór królewski prowadził życie wystawne i kosztowne. Rzeczywistą władzę często posiadali królewscy faworyci. Przepych życia dworskiego, liczne wojny i niekorzystne układy handlowe doprowadziły do zadłużenia skarbu państwa.

We Francji w latach 70. i 80. XVIII wieku wzmagała się nieustannie pauperyzacja ludności, głównie na skutek szybko rosnących obciążeń podatkowych. Nie płacili podatków tylko magnaci, arystokracja i purpuraci kościelni. Rósł też deficyt skarbu królewskiego, bo wydatki dworu monarchy pochłaniały 10 procent budżetu państwa.

Rozrzutność dworu wzrosła, gdy nową królową Francji została księżniczka Maria Antonina Austriaczka.

Dla uspokojenia narastającej determinacji i gniewu ludu konieczne było znalezienie winnego za ten stan rzeczy. Król – dobrotliwy i ugodowy, próbujący zaprowadzić jakieś reformy – na takiego kozła ofiarnego się nie nadawał, w przeciwieństwie do królowej, cudzoziemki otoczonej przepychem. Ją więc oskarżano w licznych pamfletach o rozwiązłość, wiarołomstwo, spiski i trwonienie majątku państwowego.

Szczególną niechęć społeczeństwa do królowej wzbudziła afera naszyjnikowa, będąca oszustwem przeprowadzonym w imieniu królowej, lecz bez jej wiedzy i udziału.

Joanna de Saint-Rémy hrabina de La Motte wraz z mężem Nicolasem de La Motte wykorzystała naiwność kardynała de Rohan, zabiegającego o względy królowej. Przedmiotem oszustwa był naszyjnik uchodzący w tamtych czasach za najdroższy na rynku precjozów, zwany także „klejnotem dla królów”, oferowany przez dwóch zamożnych jubilerów.

Hrabina de La Motte zaproponowała kardynałowi de Rohan pośrednictwo w zakupie dla królowej drogocennego cacka, wykonanego uprzednio dla pani du Barry. Poczta pantoflowa tamtego czasu głosiła, że sama królowa nie mogła dokonać transakcji ze względu na sprzeciw męża. Kardynał zgodził się i wynegocjował z jubilerami umowę na sprzedaż królowej naszyjnika za 1,4 mln liwrów, płatnych w czterech półrocznych ratach. Hrabina podrobiła podpis królowej na umowie, kardynał przekazał naszyjnik hrabinie, a ona na jego oczach umówionemu, rzekomemu posłańcowi królowej. Gdy minął termin płatności pierwszej raty, jubilerzy zwrócili się do Marii Antoniny z prośbą o zapłatę należności, jednakże królowa zbagatelizowała zaistniałą sytuację.

Po miesiącu nastąpiła przed Ludwikiem XVI konfrontacja jego małżonki, bankierów i kardynała de Rohan, który przedstawił królowi umowę z rzekomym podpisem królowej: Marie Antoinette de France. Okazało się, że umowa została podpisana innym charakterem pisma niż pismo królowej. Oszustka poza tym nie wiedziała również o takim szczególe jak to, że Maria Antonina mogłaby używać w podpisie tylko de Lorraine d’Autriche, a nie de France. Oszustwo wyszło na jaw, lecz zawiodły autorytet i propaganda królewska, nijaka jak i sam władca. Tymczasem zniknął mąż hrabiny wraz z naszyjnikiem i schronił się w Londynie, zajmując pokątną sprzedażą klejnotów z wyłudzonego naszyjnika.

W procesie prowadzonym przez Sąd Najwyższy Francji głównym oskarżonym był nie wiedzieć czemu kardynał de Rohan. Pochodząc z wpływowego rodu, obronił się i tylko hrabina skazana została na dożywotnie więzienie, z którego po roku uciekła do Anglii, gdzie żyła razem z obrotnym mężem długo i szczęśliwie, co jakiś czas wydłubując i spieniężając brylant z wyłudzonego naszyjnika.

Niezależnie od wyroku sądowego lobby republikańskie (neologizm, a jakże), wrogie monarchii nadal głosiło, że aferę zainspirowała sama królowa. Ludwik XVI, próbując oczyścić królową małżonkę z zarzutów, odwołał się do parlamentu paryskiego, ale ten, będąc (już) wrogi monarchii, podtrzymał fałszywe podejrzenia przeciwko królowej.

Król Francji nie był charyzmatycznym władcą, był nijaki i nie cieszył się sympatią ludności. Był jakby stworzony przez żarna losu i przeznaczenia, mielące ziarna czasu w przepełniający się powoli worek rewolucji.

Obciążani wysokimi podatkami przemysłowcy byli zmuszeni do podnoszenia cen towarów. Dodatkowo Francję nawiedziły klęski nieurodzaju. W związku z tym, szczególnie w miastach, panował głód. Budżet wciąż był bardzo obciążony ogromnymi wydatkami poniesionymi w czasie wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych, w której Francja szukając rewanżu za klęskę poniesioną w Wojnie Siedmioletniej wspierała militarnie i finansowo dążące do niepodległości zrewolucjonizowane kolonie angielskie.

Wszystkie te czynniki spowodowały, że w roku 1788 dług państwowy pochłonął aż 41% budżetu, podczas gdy dwór królewski 15%, wojsko i dyplomacja 27%, a inne wydatki 17%.

Tak to Absolut sam kręcił bat na własny tyłek, dodatkowo jeszcze posyłając do Ameryki nie tylko flotę, pieniądze i armię, ale i światłą młodzież arystokratyczną, co miało „zaowocować” już całkiem niedługo jej symbolicznym przejściem do „sali do gry w piłkę”..

Ale ale, po kolei..

Dwór próbował ratować sytuację i ministrami finansów zostawali kolejno zdolni bankierzy-reformatorzy: encyklopedysta Anne Robert Turgot i Jacques Necker (ojciec słynnej potem i opisywanej przeze mnie całkiem gdzie indziej baronowej de Staehl). Jednak gdy szlachta zauważyła w ich reformatorskich działaniach zagrożenie dla swojej uprzywilejowanej pozycji, otrzymywali dymisje. Kolejnym ministrem finansów został Charles Alexandre de Calonne, który w celu pokrycia deficytu budżetowego dokonał emisji pieniądza. W konsekwencji doszło do znacznego wzrostu inflacji.

Wobec trudnej sytuacji ekonomicznej, de Calonne postanowił opodatkować również duchowieństwo i szlachtę. Decyzja taka wymagała zatwierdzenia przez Zgromadzenie Notablów, w którym zasiadali przedstawiciele dwóch pierwszych stanów. Notable odrzucili wniosek w sierpniu 1787 roku, a de Calonne został zdymisjonowany. Jego następcą został arcybiskup Étienne Charles de Brienne, zwolennik nie tylko idei oświeceniowych, ale i rządów silnej reki. Był on skłonny złamać siłą opór notablów. Gdy ci odrzucili po raz kolejny zarządzenie de Brienne’a, kilku z nich zostało aresztowanych. Jednak król, broniąc przywilejów uwolnił więźniów, a arcybiskupa odwołał ze stanowiska w sierpniu 1788.

W tym samym roku Francję dotknął kolejny nieurodzaj, który pociągnął za sobą klęski głodu, wzrost nędzy, bezprawia, falę buntów i powstań. Paryżanie wymusili na królu oddanie teki finansów ponownie w ręce popularnego Jacques’a Neckera. Jednak głównym postulatem protestujących było zwołanie Stanów Generalnych, w których zasiadali przedstawiciele wszystkich stanów. Nie zwoływano ich od 1614 roku, gdy obradowały podczas małoletniości ówczesnego króla Ludwika XIII. Neckerowi udało się przekonać króla i Stany Generalne zwołano 24 stycznia 1789 roku.

W tym czasie, gdy hrabia de La Motte wydłubywał w niedalekim Londynie kolejny brylant z naszyjnika, w Paryżu ukazało się wiele ulotek i broszur o tematyce politycznej. Szczególny oddźwięk zdobyła pozycja Czym jest stan trzeci?, autorstwa opata Emmanuela Josepha Sieyèsa. Zawarł w niej słowa: Czym jest stan trzeci? Wszystkim. Czym był dotąd? Niczym. Czego żąda? Być czymś. Ponadto prowadzono zeszyty skarg (cahiers des doléances), w których umieszczano zażalenia, skargi i postulaty. Równocześnie wystąpiono z postulatem podwojenia liczby przedstawicieli stanu trzeciego w Stanach Generalnych. Król zaakceptował to żądanie. Chłopstwo i mieszczaństwo miało 600 deputowanych. Szlachta i duchowieństwo po 300 przedstawicieli. Każda uchwała wymagała zatwierdzenia przez wszystkie stany. Stąd liczba przedstawicieli stanu trzeciego nie miała dużego znaczenia.

Wyborom do Stanów towarzyszył entuzjazm społeczeństwa. 4 maja 1789 roku w atmosferze składania deklaracji i cytowania dzieł Rousseau przedstawiciele zjechali do Wersalu, gdzie miała się odbyć sesja Stanów. Biskup Talleyrand (tak tak, ten to dopiero zasługuje na notkę..) odprawił uroczystą mszę w katedrze św. Ludwika z udziałem króla i wszystkich przedstawicieli. 5 maja procesja przeszła do pałacu królewskiego. Sesja Stanów Generalnych została otwarta przez królewską mowę tronową i dwugodzinne przemówienie Neckera o stanie państwa.

System obrad i głosowań zakładał, że stan trzeci będzie obradował na innej sali. Przedstawiciele duchowieństwa i szlachty mieli obradować wspólnie, głosować jednak oddzielnie. A trzeba wam wiedzieć, że dwa uprzywilejowane stany odrzucały każdą propozycję przedkładaną przez przedstawicieli chłopstwa i mieszczaństwa (swoista, miejscowa forma liberum veto).

Po pewnym czasie część szlachty i duchownych zaczęła przechodzić na salę obrad stanu trzeciego. Byli w tej grupie królewski kuzyn, książę Ludwik Filip Józef Burbon-Orleański, wielokrotny królewski emisariusz hrabia Honoré Gabriel Riqueti de Mirabeau, bohater wojny o amerykańską niepodległość generał Marie Joseph de La Fayette (ot, ten wiedział przy kim racje), opat Sieyès i biskup Talleyrand, który nie po raz pierwszy i nie po raz ostatni zdradził własny stan, klasę społeczną z wyrachowania.

Przedstawiciele stanu trzeciego przedłożyli 10 czerwca wniosek o wspólne obrady i głosowanie. Szlachta razem z klerem odrzuciła wniosek. Złożono go jeszcze raz 12 czerwca, ale i tym razem spotkał się z odmową. Wobec tego 17 czerwca deputowani stanu trzeciego oświadczyli, iż stanowiąc ogromną większość całego narodu sami uznają się za jego jedyne przedstawicielstwo, pod nazwą Zgromadzenia Narodowego.

Reagując na ten przejaw nieposłuszeństwa, król, podczas nieobecności przedstawicieli, kazał zamknąć salę obrad. 20 czerwca deputowani Zgromadzenia Narodowego zebrali się w „sali do gry w piłkę” i uroczyście złożyli tam przysięgę, iż nie rozejdą się, dopóki nie uchwalą pierwszej konstytucji dla Francji. Wielu duchownych i szlachciców dołączyło do Zgromadzenia. Ludwik XVI postanowił zastraszyć zbuntowanych i na plac przed pałacem sprowadził wojsko. Równocześnie zażądał, by obradowano oddzielnie. Tylko nieliczni przystali na żądanie króla. Zgromadzenie uchwaliło też nietykalność jego członków.

27 czerwca król ustąpił, zgodziwszy się na wspólne obrady i uznał Zgromadzenie Narodowe. Książę Filip Orleański udostępnił park przed swoim Palais-Royal. W tym okresie wzmożonej agitacji politycznej popularność zdobył mówca Camille Desmoulins. 9 lipca 1789 roku Zgromadzenie Narodowe ogłosiło się Zgromadzeniem Narodowym Konstytucyjnym, zwanym potocznie Konstytuantą. Wobec tego minister Jacques Necker został przez nieudolnego króla oskarżony o nieudolność i odwołany ze stanowiska..

11 lipca Paryżanie wystąpili na ulicę, obnosząc popiersia Neckera i księcia Orleańskiego, zwanego teraz Filipem Égalité. 13 lipca mieszkańcy stolicy zawiązali Komitet Stały, który wydał odezwę Do broni! i powołał do życia gwardię mieszczańską. Masowo się zbrojono, chcąc się obronić przed spodziewaną kolejną interwencją wojska. Wiele obiektów państwowych spłonęło, placówki administracyjne zostały ograbione.

Co było potem, albo nazajutrz opowiem niebawem..

RobertzJamajki

You may also like...

1 Response

  1. facet2017 napisał(a):

    Komętasz prubny. Napis ćwiczebny.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi