Świadek egzekucji

ŚWIADEK zamordowania INKI i ZAGOŃCZYKA -spowiednik

Ks. Prusak przeżył 96 lat

Ks. Kanonik Marian Prusak urodził się 4 stycznia 1912 roku w Mamliczu w parafii Lisewo Kościelne, w Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Jego rodzice prowadzili 10 hektarowe gospodarstwo rolne. Marian był najstarszym z dwanaściorga dzieci. Po maturze w Gimnazjum w Jarocinie wstąpił do Seminarium Duchownego w Łomży. 22 maja 1937 roku otrzymał święcenia kapłańskie, po czym pracował jako wikariusz w kilku parafiach. W czasie wojny m.in. kapelan Armii Krajowej i uczestnik Powstania Warszawskiego, po wojnie więziony prze UB. W 1957 roku został mianowany proboszczem parafii Nowa Wieś. Z powodu słabego stanu zdrowia w 1971 roku zrzekł się urzędu proboszcza w Nowej Wsi i zamieszkał w Rumi.

Ksiądz Marian Prusak :
– Była bardzo spokojna. Dopiero później dowiedziałem się, że nie składała wniosku o swoje ułaskawienie. Ten mężczyzna, którego wcześniej spowiadałem, był zdenerwowany, ona przeciwnie. Nie było u niej widać żadnego przerażenia. Zapamiętałem, że była ubrana w białą sukienkę w biało-czarne desenie. Po jakiejś pół godzinie zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie wykonywane były wyroki śmierci. Bardzo przeżyłem tę egzekucję. Przez tydzień nie mogłem dojść do siebie. (…) „Inka” wraz z mężczyzną, którego też spowiadałem, nie pozwolili sobie zawiązać oczu. Skazanym dałem krzyż do ucałowania. Po rozkazie „Po zdrajcach narodu polskiego ognia”, wydanym przez prokuratora w wojskowym mundurze, on i ona krzyknęli: „Niech żyje Polska!” i „Niech żyje Łupaszko”. Padły strzały… Osunęli się. To nie były pojedyncze strzały. Na koniec podszedł oficer z pistoletem i dobijał.

Spowiedź

Była to moja jedyna posługa przy egzekucji. Kiedy znalazłem się w więzieniu [na Kurkowej], siedziałem może godzinę w odosobnieniu. Potem po mnie przyszli – cały czas przeżywałem to, co za chwilę miało się wydarzyć. Oddziałowy zaprowadził mnie najpierw do tego pana – Feliksa Selmanowicza. Kiedy wszedłem do celi, widziałem przeraźliwy smutek w jego twarzy. Pierwsze słowa, z którymi się do mnie zwrócił, brzmiały: – No tak, jednak nie skorzystano z prawa łaski… – Wyspowiadałem go. Był spokojny. Może tylko taił zdenerwowanie, ale na zewnątrz nie było tego widać. Przez cały czas dokuczała mi świadomość, że mogą nas obserwować przez wizjer.
Potem przeprowadzono mnie (nie wiem jak, gdyż byłem zbyt oszołomiony) do celi, w której na śmierć czekała młoda, szczupła dziewczyna – Danka Siedzikówna w letniej sukience. Przyjęła mnie nadzwyczaj spokojnie, wyspowiadała się, a potem wyraziła życzenie, żeby o wyroku i o śmierci powiadomić jej siostrę. Mówiła to ciągle tak, jakby się nadal spowiadała. Czuliśmy, że możemy być obserwowani. Podała mi adres w Gdańsku Wrzeszczu, przy Politechnice, ulica Własna Strzecha. Nie mogłem nic zapisać, starałem się zapamiętać ten adres. Jednocześnie powiedziała mi, że wysłała kartkę z zawiadomieniem, ale nie wie, czy ona dojdzie. Nie mówiła nic więcej, na nic się nie skarżyła.
Twarz dziewczyny pamiętam jak przez mgłę; twarz mężczyzny zapamiętałem dobrze. Był taki zamknięty w sobie, napięty, głęboko przeżywał zbliżającą się śmierć. „Inka” nic nie mówiła. Może gdybym był lepiej przygotowany i zapytał o coś… Ale dla mnie to było zupełnie nowe doświadczenie; nie wiedziałem, jak się zachować… Później sprowadzili mnie na dół, tam gdzie byłem poprzednio. Znowu czekałem, może z godzinę? Człowiek w takich sytuacjach nie ma poczucia czasu. Była noc. (Gdy siedziałem w więzieniu, mówiono mi, że wyroki wykonywano w nocy, nie rano). W końcu poprowadzono mnie schodami, jakby do piwnicy (zejście było dosyć ciasne).
Po zdrajcach narodu…
Oni już tam byli. Zdaje się, że w kajdankach albo z zawiązanymi rękami. Sala była niewielka, jak dwa pokoje. Miałem krzyż, dałem go do pocałowania. Chciano im zawiązać oczy, nie pozwolili. Obok czekała zgraja ludzi, tak że było dosyć ciasno. Był wojskowy prokurator(1) i pełno jakichś młodych ubowców. Ustawiono nieszczęśników pod słupkami. W rogu był stolik, gdzie prokurator odczytywał uzasadnienie wyroku i sąd dał rozkaz wykonania egzekucji. Była taka jakby wnęka, chyba czerwona nieotynkowana cegła, były słupki do połowy człowieka. Postawiono ich przy nich, nie pamiętam, czy ich przywiązano. Ci, którzy tam stali, nie uszanowali powagi śmierci. Obrzucili skazańców obelżywymi słowami, a prokurator odczytał uzasadnienie wyroku i poinformował, że nie było ułaskawienia. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Po zdrajcach narodu polskiego, ognia!”.

W tym momencie skazani krzyknęli, jakby się wcześniej umówili:

„Niech żyje Polska!”

Potem salwa i osunęli się na ziemię. Strzelało dwóch lub trzech żołnierzy, chyba z pepesz, z bliskiej odległości – 3-4 metrów. Pamiętam, że posadzka była czerwona, jakby z kafli, środkiem biegł rowek, chyba żeby krew spływała. [„Inka” i „Zagończyk”] osunęli się. Nie mogłem na to patrzeć, ale pamiętam, że obydwoje jeszcze żyli. Wtedy podszedł oficer i dobił ich strzałami w głowę. Nie wiem, kto to był. To było dla mnie nie do zniesienia. Pamiętam tylko, że padło nazwisko chyba Suchocki, i że ten człowiek był w mundurze. Zdaje się, że to był prokurator, który odczytywał wyrok(2). Byłem w tłumie stojących trochę zasłonięty. Nawet nie wiedziałem, że obok był lekarz. Później musiałem podpisać protokół o wykonaniu wyroku śmierci. Zaraz potem wyprowadzili mnie. Nie pamiętam, jak się znalazłem w samochodzie; nie wiem, czy jechałem z tymi, którzy mnie przywieźli. W samochodzie nic do mnie nie mówili.
Kartka z informacją o śmierci nie poszedłem do siostry „Inki” od razu. Przez cały tydzień żyłem w oszołomieniu. W końcu zebrałem się i po cywilnemu, w godzinach popołudniowych, zapukałem do mieszkania. Otworzono mi, było tam może z 10 osób. Młodzi ludzie. Zwróciłem się do nich, że chciałbym rozmawiać z panią tego domu. Wystąpiła pani starsza od nich i jej przekazałem wiadomość. Ona odpowiedziała: – My wiemy o tym, kartka przyszła… Na tym się skończyło, wróciłem do domu. Kiedy mnie potem aresztowano, przypomniano mi tę wizytę w śledztwie. Byłem więc cały czas obserwowany.
Mało z kim dzieliłem się tymi wspomnieniami. Nawet rodzinie nic nie powiedziałem. Zachowałem to w sobie. Śmierć „Inki” i „Zagończyka” przeżyłem jak śmierć kogoś bliskiego. Cieszę się, że teraz mogłem o tym opowiedzieć, i że pamięć o tych ludziach nie zaginie.

Trzy lata po tej egzekucji, której był świadkiem, w listopadzie 1949 roku ks. Marian Prusak został skazany na 3,5 roku więzienia za niepowiadomienie władzy ludowej o planowanej ucieczce do Szwecji ludzi zagrożonych aresztowaniem.
Karę tę odbył w gdańskim więzieniu, skąd został zwolniony w maju 1953 roku. W 1995 roku Sąd Wojewódzki w Gdańsku postanowieniem z 15 marca unieważnił wyrok z 1950 roku. Ksiądz Marian o udrękach i upokorzeniach związanych z przesłuchaniami i pobytem w UB i w więzieniu nie lubił opowiadać.

Po latach powiedział:

„Nic w moim życiu nie było przypadkowe. Z perspektywy ponad 90 lat widzę je jako realizację Bożego planu. Trafiłem tam, gdzie byłem potrzebny. Sens mojego życia zrozumiałem już w jego połowie. To było w przeddzień mojego uwolnienia z więzienia w Gdańsku, 2 maja 1953 roku. We śnie pokazała mi się Matka Boża, przechodząca mimo. Uśmiechnęła się do mnie. Poczułem wielką radość i jakiś niewysłowiony ład serca, pewność drogi, którą kroczę. Wszystkie drobne sprawy i problemy stały się nieważne. Z tym uczuciem idę przez życie – tak długo, jak Pan Bóg pozwoli”.

https://www.gloria.tv/article/jGfTAZpwRmnJK5Uex41zBdpAA

http://www.portalkujawski.pl/index.php/inowroclaw/item/6153-ksiadz-marian-prusak-byl-swiadkiem-morderstwa-inki

https://gazetarumska.pl/1651/odwazny-kaplan-dobry-czlowiek-ksiadz-marian-prusak-1912-2008/

Może Ci się również spodoba

32 komentarze

  1. cisza1 pisze:

    Reblogged this on CISZA.

  2. Tadeusz_K pisze:

    Odkrywanie historii-Dzięki.
    Pzdrw.

  3. Cogi pisze:

    Nie znałam tych wspomnień. Swoją drogą, jak różna jest siła ludzkich charakterów, mentalności i twardości kręgosłupa. Wystarczy choćby zestawić taką Inkę z Reginą i wierzyć się nie chce, że wszyscy należą do tego samego gatunku.

  4. Trzmielka pisze:

    W tej opowieści ujawnia się niezwykła siła ducha i równowaga psychiczna tej siedemnastoletniej dziewczyny. Przeżyła śmierć obojga rodziców, w partyzantce także była świadkiem bardzo dramatycznych wydarzeń. I zamiast przestraszyć, złamać – zahartowało ją to nieprawdopodobnie. Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jakby wiedziała, a nawet była pewna, że jej śmierć będzie cegiełką dla wolnej Polski, nie pójdzie na marne…

    Dzisiejsi młodzi ludzie, którzy uczą się w szkołach imienia Inki, coś z tej postawy zrozumieją, jeśli będzie miał kto im to dobrze wytłumaczyć. Bo przecież nie chodzi o to, że „pięknie i zaszczytnie jest umrzeć za Ojczyznę”, ale że trzeba umieć dla Niej żyć – a jeśli nie będzie innego wyjścia, to i umrzeć. Ale przede wszystkim nie dać się złamać i upodlić, co bywało wtedy bardzo trudne.

    Dziękuję za publikację tych wspomnień ks. Prusaka.

  5. E.B pisze:

    Dzięki, Ciszo, że dzisiaj wspominasz Inkę i księdza Prusaka. Jego opowieść jest mało znana, jak wiele innych.

    Inka szczególnie chwyta za serce, będąc symbolem wszystkich „Panien Wyklętych”.

    Przed swoim aresztowaniem w mieszkaniu sióstr Mikołajewskich w Gdańsku-Wrzeszczu przy ul. Wróblewskiego 7, obydwie siostry, Helena i Jagoda urządziły sobie razem z „Inką” koncert piosenek partyzanckich, do trzeciej nad ranem.
    Pod oknem czatowali ubecy i zgrzytali zębami, bo mieli rozkaz aresztowania „Inki” z zaskoczenia.
    „Inka” śpiewała z wielką radością, tak, jakby chciała wyśpiewać ostatnie chwile wolności. A potrafiła śpiewać. W Narewce śpiewała solo w kościelnym chórze. Grała też na gitarze. Siostry Mikołajewskie były oczarowane. Nocny koncert trwał tak długo także dlatego, że „Inka” znała jedną piosenkę, której one nie znały. Postanowiła, że musi je nauczyć.

    To jest ta piosenka „Inki”, pewnie nieznana:

    [youtube https://www.youtube.com/watch?v=XSia_hV5gv0&w=560&h=315%5D

  6. Cogi pisze:

    EB:
    Los Inki szczególnie chwyta za serce, bo Inka była dzieckiem. A jednocześnie okazała się równie mężna jak jej towarzysze broni – żołnierze, mężczyźni.

  7. cisza1 pisze:

    @ Gdy tylko wrócę do domu skomentuję, dziekuję.

    Dam uzupełnienie o katach – TO NIE POLACY zamordowali INKĘ!

  8. Cogi pisze:

    Mordercy: Jan Wołkow, Józef Bik, Wacław Krzyżanowski, Adam Gajewski, Franciszek Sawicki.

  9. cisza1 pisze:

    @Wykonawcą egzekucji był kat, ponoć niejaki Sawicki.
    O wykonawcę w tych czasach było łatwo – wykonywał pluton egzekucyjny KBW!
    A rozkazodawcom dany jest czas na „zmianę życiorysu” i spokojne życie z wysoką emeryturą.
    I tak właśnie było tym razem….czy śledztwo nadzorował Polak?

    Wyrok śmierci

    „INKA – 3 sierpnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdańsku wydał wyrok śmierci. Był on sprzeczny z obowiązującym prawem, gdyż „Inka” nie skończyła jeszcze 18 lat.
    Śledztwo nadzorował Józef Bik vel Bukan vel Gawarski w 1968 roku, „prześladowany” uciekł do Izraela./

    Piotr Szubarczyk z IPN pisał tak:

    „Kiedy przed paroma laty były zastępca naczelnika gdańskiego więzienia Alojzy Nowicki zgodził się rozmawiać z pracownikami gdańskiego IPN, dowiedzieliśmy się, że w roku 1946 panami życia i śmierci więźniów politycznych w Gdańsku były dwie kreatury: Jan Wołkow syn Arona (naczelnik wydziału do walki z “bandytyzmem”, czyli przede wszystkim z polskim podziemiem niepodległościowym) oraz naczelnik wydziału śledczego Józef Bik.
    Obaj większą część czasu “pracy” spędzali na terenie więzienia, gdzie znęcali się nad więźniami, zatwierdzali wyniki “śledztwa”, a przede wszystkim – i to było najważniejsze, co powiedział Nowicki – praktycznie decydowali o wyrokach, szczególnie gdy chodziło o śmierć.

    Krew takich ludzi jak “Inka” zapewniła Bikowi awans. Dokładnie sześć dni po egzekucji “Inki” został oficerem śledczym w samej centrali – Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego.
    Do Warszawy jechał jako ceniony specjalista od “bandytyzmu”, odznaczony w ciągu jednego tylko roku (1946) Srebrnym Krzyżem Zasługi, Złotym Krzyżem Zasługi i Orderem Odrodzenia [!] Polski.
    Dwa lata później dostanie Złoty Krzyż Zasługi po raz drugi.
    Coś jednak zazgrzytało, w Warszawie się nie przyjął. W roku 1947 awansowali go na porucznika i odesłali do wojewódzkiej bezpieki w Katowicach.
    Tu ponownie, jak w Gdańsku, został naczelnikiem Wydziału Śledczego. Znał się na tej robocie! Przesłuchiwał m.in. członków antysowieckich organizacji niepodległościowych.
    Osobiście znęcał się nad nimi i wymuszał “zeznania” o treści, którą sam ustalał.
    Żyjący do dziś członkowie opozycji mówią, że w czasie przesłuchań byli wielokrotnie bici nogą od stołka po plecach, gumą po gołych piętach, kopani w jądra i bose stopy.
    Za takie wyczyny awansowali Bika na kapitana.
    To właśnie wtedy zmienił nazwisko na Bukar. (…) Być może jednak Bik dał się przerobić na Bukara z powodu złej sławy, jaka się za nim ciągnęła.

    W roku 1952 zachwiało Bikiem – Bukarem. Jego przełożeni wykryli, że cały czas łgał, podając fałszywe dane w życiorysie – poczynając od daty i miejsca urodzenia. Gimnazjum też nie skończył przed wojną, a poza tym w specjalnej ankiecie zataił, że jest Żydem.

    W 1953 roku odszedł ze służby, a w 1968 roku wyjechał do Szwecji jako ofiara polskiego antysemityzmu. W międzyczasie zmienił jeszcze raz nazwisko na Gawerski.

    IPN poszukiwał Bika i pewnie by go nie znalazł, gdyby on sam nie zgłosił się do IPNu.
    Napisał z żądaniem potwierdzenia mu pracy w UB w latach 1945 – 53, bo to pozwoliłoby mu pobierać wyższą emeryturę!

    Złożył też pozew do Sądu Okręgowego w Katowicach o “rewaloryzację” renty! Podobno już nie żyje….
    za: Piotr Szubarczyk – IPN Gdańsk
    „Nasz Dziennik” 2007-01-27

    Polak?

  10. cisza1 pisze:

    Na koniec:
    Przypomniałam osobę śp. księdza Mariana Prusaka, prawie zapomnianego.
    Jest postacią godną najwyższego szacunku.

    Wyobrazmy sobie, gdyby do ostatniej posługi został wybrany przez UBeków jakiś ksiądz patriota, przebieraniec albo tchórz!

    Jakimś trafem przywiezli właśnie jego. To pierwszy cud.
    Ksiądz, bohater AK powtarza, że to był cud, że się tam znalazł, bo jako kapelan więzienny posługiwał tylko jeden jedyny raz
    Drugim cudownym wydarzeniem było to, że pan dr Szubarczyk zdążył znalezć go, spotkać się z nim i spisać świadectwo.
    Ksiądz był bowiem już bardzo słaby, na granicy życia.
    Jakimś (drugim już) cudem chory odzyskał zdrowie i podzielił się z IPN i z nami wszystkimi relacją z wydarzeń, których był uczestnikiem.
    Był jedynym, godnym zaufania świadkiem bohaterskiej śmierci Inki i Zagończyka.

  11. izaluka pisze:

    Tego nie da się skomentować, ja nie jestem w stanie.
    Zamiast komentarza, jak u @Cogi wkleję pieśń, której autorem muzyki i tekstu jest ks. Karol Dąbrowski, michalita, proboszcz parafii pw. Matki Bożej Królowej Męczenników Polskich w Przysieku k. Torunia. Pieśń ta była nieoficjalnym hymnem solidarnościowej Polski lat 80.
    [youtube https://www.youtube.com/watch?v=ux-yPbY8ozI&w=450&h=253%5D

    Dziękuję Ci @Ciszo

    I jeszcze cały tekst tej Pieśni:

    1.Tyle razy pragnęłaś wolności,
    Tyle razy dławił ją kat.
    Ale zawsze czynił to obcy,
    A dziś brata zabija brat!

    Ojczyzno ma,
    Tyle razy we krwi skąpana,
    Ach, jak wielka dziś Twoja rana,
    Jakże długo cierpienie Twe trwa!

    2.Biały orzeł znów skrępowany,
    Krwawy łańcuch zwisa u szpon.
    Lecz już wkrótce zostanie zerwany,
    Bo wolności uderzył dzwon.

    Ojczyzno ma,
    Tyle razy we krwi skąpana,
    Ach, jak wielka dziś Twoja rana,
    Jakże długo cierpienie Twe trwa!

    3.O Królowo Polskiej Korony
    Wolność, pokój i miłość racz dać,
    By ten naród boleśnie dręczony
    Odtąd wiernie przy Tobie mógł stać.

    Ojczyzno ma,
    Tyle razy we krwi skąpana,
    Ach, jak wielka dziś Twoja rana,
    Jakże długo cierpienie Twe trwa!

    4.O, Matko ma!
    Tyś Królową Polskiego narodu,
    Tyś wolnością w czasie niewoli
    I nadzieją, gdy w sercach jej brak.

    Ojczyzno ma,
    Tyle razy we krwi skąpana,
    Ach, jak wielka dziś Twoja rana,
    Jakże długo cierpienie Twe trwa!

    5.Nowy ból przeszył serca Polaków,
    Pasterz-kapłan przelał swą krew,
    Abyś ty mógł żyć w wolnej Ojczyźnie,
    Bez cierpienia, bólu i krat.

  12. izaluka pisze:

    Znów więcej niż raz – może dlatego, że wklejam oprócz kodu także link. Nie wiem.

  13. Cogi pisze:

    Dla Inki i Zagończyka obecność księdza Pruska w ostatnich chwilach życia musiała być bardzo ważna i dodać im wiele otuchy.

  14. cisza1 pisze:

    @izaluka
    Dzięki.
    Wystarczy link 🙂
    Coś mnie „uderzyło” w Twoim komentarzu….zaś

  15. izaluka pisze:

    O dzięki 🙂

  16. cisza1 pisze:

    @izaluka

    Sprawdziłam!
    Autor tej pieśni, hymnu „Ojczyzno ma” ks. Karol Dąbrowski po latach od śmierci bł. ks. Jerzego mówi a przypadków NIE ma!

    „W 2005 r. przyszedłem jako proboszcz do Górska z zadaniem kontynuacji budowy kościoła w Przysieku, który przynależał wtedy do parafii Górsk, a w 2008 r. został odrębną parafią pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Męczenników Polskich. Ojciec generał, kiedy posyłał mnie tutaj, powiedział: „ idziesz w miejsce ci bliskie poprzez ks. Jerzego i pieśń „Ojczyzno ma”.Zawsze podkreślam, że tu jest początek męczeńskiej drogi ks. Jerzego, jego Ogrójec. Tu otrzymał pierwsze ciosy, tu popłynęły pierwsze krople jego krwi. Dlatego to miejsce ma dla mnie wartość szczególną. Chodzę po ziemi męczeńskiej i wciąż modlę się za Ojczyznę, pragnąc jej potęgi i świętości…”

    @izaluka
    Czytam: Przysiek k/Torunia i mnie tknęło…

  17. izaluka pisze:

    @ Cisza

    „Pieśń Ojczyzno ma została napisana w latach osiemdziesiątych tuż po ogłoszeniu Stanu Wojennego. Dzięki Mszom Świętym za Ojczyznę, wprowadzonym przez ks. Jerzego Popiełuszkę, pieśń Ojczyzno ma, bardzo szybko przedostała się do świadomości Polaków. Stała się obok Roty nieoficjalnym hymnem Solidarności. Początkowo za autora uważano ks. Jerzego Popiełuszkę, ponieważ to on był propagatorem tej pieśni. Dopiero w latach 90 XX wieku po upadku komunizmu i na świat wyszła informacja, że autorem słów i tekstu pieśni Ojczyzno ma, jest ksiądz Karol Dąbrowski.”

    http://www.polskatradycja.pl/piesni/patriotyczne/364-ojczyzno-ma.html

    PS. Jak pogrubiasz tekst?

  18. cisza1 pisze:

    @cogitatiolibretto 21:44

    Oczywiście. Obecność TAKIEGO kapłana to prawdziwy cud!
    Nieocenione wzmocnienie duchowe.
    I spowiedz i rozmowa i ważna wiadomość dla babci.
    Aż dziw, że dopuszczali księdza przed egzekucją…

  19. izaluka pisze:

    Z ks. Karolem Dąbrowskim, michalitą, proboszczem parafii pw. Matki Bożej Królowej Męczenników Polskich w Przysieku k. Torunia, rozmawia Jaromir Kwiatkowski

    „Ojczyzno ma, tyle razy we krwi skąpana, ach jak wielka jest twoja rana, jakże długo cierpienie twe trwa” – ten refren znał każdy, kto gdziekolwiek w kraju uczestniczył w latach 80. w mszach św. za Ojczyznę. Pieśń stała się hymnem tamtych trudnych czasów. Nie brakowało głosów stawiających ją w jednym szeregu obok „Roty”. Napisał ją ksiądz jako młody kapłan w pierwszych dniach stanu wojennego.

    To było kilka miesięcy po moich święceniach kapłańskich. Byłem wikariuszem parafii w Pawlikowicach k. Wieliczki. Z czasów studiów w Krakowie pamiętałem strajki studentów i pracowników Nowej Huty. Te wydarzenia prowokowały mnie do zastanowienia się, co się dzieje, że ludzie wychodzą na ulice i protestują, dlaczego wybuchają strajki. Kiedy ogłoszono stan wojenny, to wszystko się we mnie odświeżyło. Wielu ludzi zostało wyrwanych w środku nocy i przewiezionych do miejsc internowania, a ja zastanawiałem się, co czują oni sami i ich najbliżsi. Pomyślałem wtedy: co mogę zrobić, żeby tych ludzi wzmocnić, podnieść na duchu? Przyszła mi na myśl Trylogia Sienkiewicza, napisana „ku pokrzepieniu serc”. Wiedziałem, że muszę stworzyć coś w tym duchu, oczywiście na miarę swoich możliwości. I znów przypomniały mi się słowa z Pieśni Wajdeloty – „pieśń ujdzie cało”. Wziąłem gitarę, zamyśliłem się i zacząłem wydobywać pierwsze dźwięki smętnej melodii. Towarzyszył mi symboliczny obraz z licheńskiego sanktuarium: biały orzeł skrępowany łańcuchem, lecz próbujący poderwać się do lotu. Czułem, że po raz kolejny naród pragnie wolności i tego wszystkiego, co wyrażali ludzie Solidarności.”

    http://dziennikparafialny.pl/2013/w-rocznice-stanu-wojennego-historia-piesni-ktora-dawala-nadzieje/

  20. lordJim pisze:

    Miło poczytać jak panie pięknie piszą.

  21. cisza1 pisze:

    @izaluka

    Pogrubianie tekst

    Chodziło mi o Przysiek, o Górsk dokąd „przypadkiem” wysłano Autor Hymnu Solidarności.
    Nowo powstała parafia obejmuje tereny związane z uprowadzeniem 19 października 1984 roku ks. Jerzego Popiełuszki
    Pierwszym proboszczem parafii został dotychczasowy proboszcz w Górsku ks. dr Karol Dąbrowski CSMA :)))

    Przypadek?

  22. izaluka pisze:

    Nie ma przypadków, są ZNAKI

    PS. To, że potrafisz pogrubiać teksty, to widziałam. Mnie jednak ciekawi JAK uzyskujesz taki efekt 🙂

  23. cisza1 pisze:

    @izaluka
    Napisałam instrukcję ale ją wessało 🙂
    Tak;
    tekst
    ale bez spacji między a tekstem.
    Poprzednio pisałam bez spacji.

  24. izaluka pisze:

    Nic nie rozumiem, prawda?

  25. cisza1 pisze:

    @izaluka

    Do 3 x sztuka!!! znowu wcięło. teraz wszędzie zrobię spacje.
    ….

  26. cisza1 pisze:

    @Trzmielka @ E.B @tadeusz2017

    Pisałam już pod notką @cogitatiolibretto, że ja tych wspaniałych Żołnierzy Wyklętych- Niezłomnych miałam w domu i ścisłe milczenie….
    Nie wszyscy doczekali dni, by mogli mówić.
    Wielkie dzięki za komentarze.
    Wielka wdzięczność IPN, młodym patriotom, ONR także i kibicom także. To oni przypomnieli naszych bohaterów!
    Dla Was:

  27. nohood pisze:

    kocham polskę
    jest moim miejscem na świecie i w historii
    🙂

  28. tadeusz2017 pisze:

    Izaluka

    <font color=”red”><b>TEKST</b></font>
    TEKST

    <b>TEKST</b>
    TEKST

  29. tadeusz2017 pisze:

    Izaluka
    Cisza

    Dodatkowe info:
    1).pisząc kod wszędzie zwracać uwagę, aby nie wstawiać zbędnych spacji!
    2).zawsze można zaznaczyć myszką dowolny element/obiekt, klik prawym i wybrać Zbadaj.
    3).otworzy się okno kodu z podświetlonym paskiem
    4).lewym p (na podświetlonym pasku) wybrać można różne opcje np. edit HTML i można podpatrzeć jak to zostało zakodowane.

    W taki sposób można sprawdzić „jak to zostało zrobione”, albo szukać jakie popełniło się błędy.

  30. Trzmielka pisze:

    @Cisza

    Mój Dziadek był także w AK i przesiedział we Wronkach 9 lat. Umarł 3 lata po wypuszczeniu go dzięki amnestii z więzienia. Nie miałam szansy, żeby z nim porozmawiać… A reszta rodziny też długo milczała. Dzięki Wyklętym Niezłomnym wstajemy wreszcie z kolan…

    Ksiądz Prusak w tamtym momencie był naprawdę darem Boga dla Inki i Zagończyka. I dla pamięci o Nich. Jak jednak przeżyć świadomość, że to tylko tyle, ile można było wtedy zrobić? Że nie było siły na całej kuli ziemskiej, która pomóc tym żołnierzom – mężczyznom, kobietom i dzieciom, jak Inka?

  31. Trzmielka pisze:

    @Cogi 20:19

    „Los Inki szczególnie chwyta za serce, bo Inka była dzieckiem. A jednocześnie okazała się równie mężna jak jej towarzysze broni – żołnierze, mężczyźni”.


    To słowa w samo sedno. I jeszcze rzecz w tym, że Inka była dzieckiem DOROSŁYM. Jak tyle innych dzieci w tamtych latach, które musiały w środku dzieciństwa stać się dorosłe. Myślę, że wciąż nie jesteśmy w stanie pojąć całej grozy tamtego czasu. A Oni musieli ją przeżyć…

Dodaj komentarz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przejdź do paska narzędzi