Pułkownik Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka”.

przywrc3b3c487my-ich-pamic499ci                         c582upaszka

„Nie jesteśmy żadną bandą, jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej Ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich. Niejeden z Waszych ojców, braci i kolegów jest z nami. My walczymy za świętą Sprawę, za wolną, niezależną, sprawiedliwą i prawdziwie demokratyczną Polskę!”.

To  fragment ulotki podpisanej przez mjr. „Łupaszkę”, kolportowanej w Gdańsku, w marcu 1946 roku.

Dnia 8 lutego 1951 roku w wiezieniu mokotowskim w Warszawie zamordowano czterech wybitnych oficerów wileńskiej Armii Krajowej i powojennej antykomunistycznej konspiracji zbrojnej: ppłk. Antoniego Olechnowicza „Pohoreckiego”, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę”, por. Lucjana Minkiewicza „Wiktora” i por. Henryka Borowskiego „Trzmiela”.

Egzekucję poprzedziło okrutne śledztwo i pokazowy proces. Oskarżonym postawiono zarzuty „gwałtownych zamachów” na funkcjonariuszy sowieckiej i polskiej bezpieki, prowadzenia działalności wywiadowczej na rzecz obcego państwa oraz współpracy z Niemcami w okresie okupacji. Ten ostatni zarzut był szczególnie podły.

Spośrod skazanych największą sławę zyskał „Łupaszka” – dowódca

  1. Wileńskiej Brygady AK, dwukrotny kawaler Virtuti Militari.

Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” urodził się 12 III 1910 r. w Stryju (woj. stanisławowskie), w wielodzietnej rodzinie Karola (urzędnika kolejowego) i Eufrozyny z domu Osieckiej. Dwaj spośród jego braci bronili Lwowa w 1919 r. Uczył się we Lwowie i Stryju, gdzie w 1929 r. ukończył gimnazjum matematyczno-przyrodnicze. W końcu tego roku wstąpił jako ochotnik do wojska. Po ukończeniu podchorążówki i Centrum Wyszkolenia Kawalerii został w 1934 r. przydzielony w stopniu podporucznika do 4 pułku Ułanów Zaniemeńskich w Wilnie. Jako dowódca 2 szwadronu 4 pułku ułanów uczestniczył w wojnie obronnej 1939 r., przechodząc szlak bojowy od Piotrkowa Trybunalskiego po Majdan Sopocki i Medykę.  Dostał się do niewoli sowieckiej, z której po kilku dniach uciekł, unikając losu polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.  Po nieudanych próbach dotarcia na Węgry, w listopadzie 1939 r. powrócił do Wilna.

Od początku 1940 r. uczestniczył w działalności konspiracyjnej na terenie Wilna, początkowo w strukturach Kół Pułkowych, a następnie w szeregach AK.  W przeciwieństwie do wielu innych oficerów AK – którzy do końca mieli złudzenia co do intencji Sowietów i dawali się zapraszać na „dagawory”, z których już nie wracali – „Łupaszko” nie miał żadnych złudzeń. Najbardziej wstrząsającym doświadczeniem okupacyjnym był dla niego los oficerów i żołnierzy oddziału por. Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Burzyński uważał, że trzeba współpracować z sowiecką partyzantką w walce z Niemcami. W pobliżu bazy polskiego oddziału znajdowała się baza sowieckich partyzantów, dowodzonych przez Fiodora Markowa. 26 sierpnia 1943 r. Markow zaprosił Burzyńskiego i jego oficerów na „dagawor”. Zostali zamordowani. Następnie otoczono i rozbrojono polskich partyzantów. Około 80 z nich zabito na miejscu. Pozostałych wcielono do zorganizowanego naprędce oddziału pod komendą sowieckich politruków. Oddział rozsypał się, prawie wszyscy partyzanci zdezerterowali. Trafili potem w większości pod komendę „Łupaszki”, tworząc nowy oddział zwany 5 Brygadą Wileńską. Na jej czele przeprowadził kilkadziesiąt udanych akcji przeciw niemieckim siłom okupacyjnym, kolaboranckim oddziałom litewskim i partyzantce sowieckiej Doświadczenia z oddziałem por. Burzyńskiego, mord dokonany przez sowiecką partyzantkę na mieszkańcach polskiej wsi Koniuchy w Puszczy Rudnickiej, rozbrajanie i zsyłki żołnierzy AK po operacji „Ostra Brama” w lipcu 1944 r., podstępne aresztowanie komendanta Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka” i wiele innych podobnych zdarzeń – to wszystko miało wpływ na stosunek do ubowców i pepeerowcow, utożsamianych z NKWD.

Już po rozwiązaniu Armii Krajowej 5. WB AK została ponownie sformowana – najpierw w Białostockiem, potem, na wiosnę 1946 r., na Pomorzu. „Łupaszka” podporządkował się Komendzie Białostockiego Okręgu AK, otrzymał funkcję „dowódcy partyzantki” i został awansowany do stopnia majora.

Partyzanci „Łupaszki” atakowali jednostki komunistycznych organów bezpieczeństwa oraz struktury PPR, uznając je za kolaboranckie agendy sowieckie w Polsce. Za wrogów uważano doradców sowieckich z NKWD, funkcjonariuszy UB i członków PPR wszystkich szczebli oraz konfidentów władzy. Milicjantów i żołnierzy traktowano tak jak granatowych policjantów lub żandarmów w czasie wojny. Nie atakowano ich, jeśli sami nie atakowali.

Stawali się dla władzy coraz większym  zagrożeniem.

Stalin rozumiał doskonale, że „władza ludowa” w Polsce bez sowieckich dywizji nie trwałaby dłużej niż dzień. Diagnozę Stalina potwierdza wielu uczestników powojennej konspiracji zbrojnej, m.in. ostatni z żyjących dowódców polowych „Łupaszki”, ppor. Olgierd Christa „Leszek”: „Poczucie ryzyka, jakie niosą każde działania zbrojne, nie było nam obce. Ale wiedzieliśmy, jakie są nastroje w wojsku. Co z tego, że KBW stanowiło już wówczas rozbudowaną formację, a nas było w najlepszym wypadku kilkuset. Czuliśmy się kadrówką. Wiedzieliśmy, że jeśli coś się zacznie dziać, to ci chłopcy z wojska ‚ludowego’, a nawet z KBW, pozbędą się szybko dowódców sowieckich i politruków…”.

Cechą charakterystyczną oddziałów „Łupaszki” była dyscyplina wojskowa. Do tego stopnia, że zdarzały się przypadki chłosty za zachowanie niegodne żołnierza Rzeczypospolitej, a nawet sąd wojskowy i egzekucja za samowolne działanie o charakterze rabunkowym. Wszyscy ubrani byli w jednakowe mundury: w zależności od sytuacji albo w mundury „berlingowskie” z rogatywkami (ale z przedwojennymi dystynkcjami i orłem), albo w mundury „andersowskie” i czarne berety. Dzień rozpoczynał się i kończył modlitwą, śpiewaną do słów wiersza Adama Kowalskiego: „O Panie, wejrzyj sprawiedliwie na walkę naszą w ciemną noc…”

Walka z „Łupaszką” toczyła się na dwóch frontach. Pierwszy to karne ekspedycje KBW i UB, które miały doprowadzić do fizycznej likwidacji oddziałów. Drugi, bardziej dotkliwy, ze skutkami sięgającymi naszych czasów, toczył się w sferze propagandy, przedstawiając jego oddziały jako grupy bandyckie i rabunkowe.

Po rozbiciu przez UB Okręgu Wileńskiego AK, wobec beznadziejności walki zbrojnej,  „Łupaszka” powrócił do życia w cywilu i w końcu marca 1947 r.  przeszedł do konspiracji. Został aresztowany przez funkcjonariuszy bezpieki 30 VI 1948 r. i po długotrwałym śledztwie skazany przez WSR w Warszawie 2 XI 1950 r. na karę śmierci. Podczas śledztwa zachował godną postawę, biorąc na siebie pełną odpowiedzialność za działania podlegających mu oddziałów. Zamordowano go w więzieniu mokotowskim 8 II 1951 r.

Szczątki majora zostały odnalezione w 2013 r. w bezimiennym dole śmierci na “Łączce” na Powązkach, pod asfaltową drogą.  Badania ujawniły, że major został uśmiercony „metodą katyńską”.

W 1993 roku orzeczeniem Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie wyroki śmierci zostały unieważnione. Pośmiertnie, postanowieniem prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego z 9 listopada 2007 „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej” został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski.

1 marca 2015 roku odsłonięto pomnik mjr Zygmunta Szendzielarza w krakowskim Parku Jordana. Stanął w parkowej Galerii Wielkich Polaków XX wieku, obok pomnika „Inki”, mjr. Cieplińskiego, gen. ‘Nila”, rtm. Pileckiego i wielu innych,  których pamięć starano się pogrzebać.

102                                  8

24 kwietnia 2016 roku odbyły się uroczystości pogrzebowe doczesnych szczątków Zygmunta Szendzielarza. Został pochowany w rodzinnym grobie na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich Powązkach z mundurem i szablą, awansowany do stopnia pułkownika.

Pogrzeb z udziałem prezydenta RP, premier, ministra ON, kampanii honorowej i tysięcy młodych i starszych Polaków, pragnących w osobie „Łupaszki” oddać hołd  Żołnierzom Niezłomnym, których pamięć można nareszcie czcić oficjalnie, był  pogrzebem niezwykłym, prawie radosnym, wielką manifestacją patriotyczną, wyrazem dumy i wdzięczności dla naszych bohaterów.

Andrzej Duda przemawiając na pogrzebie „Łupaszki” powiedział:

„Panie Pułkowniku wychodząc z celi w swoją ostatnią drogę powiedział Pan do współwięźniów: „Z Bogiem, panowie”. Zostaliśmy z Bogiem, Panie Pułkowniku i z Bogiem jesteśmy cały czas. Ale jedno chcę, skłaniając przed Panem głowę, powiedzieć. Polacy, a zwłaszcza młode pokolenie wie dziś doskonale, że w tamtych czasach, trudnych, beznadziejnych, to wy zachowaliście się jak trzeba. Szanowni państwo, cześć i chwała bohaterom, wieczna chwała poległym. Panie Pułkowniku, spoczywaj w pokoju, wreszcie w rodzinnym grobie niech się Polska przyśni Tobie… piękna.”

 

You may also like...

14 komentarzy

  1. Cogi napisał(a):

    Kiedy się czyta Twój tekst, człowiek sobie myśli, że określenie Prawdziwy Mężczyzna jest niekiedy najtrafniejszym, jakim można określić pewne postawy.

  2. E.B napisał(a):

    Tak. Oni budzą podziw. To było prawdziwe bohaterstwo.
    Nic dziwnego, że stali się ikonami dla młodych Polaków.
    To cud prawdziwy, że właśnie na ich postawach młodzi uczą się jak być Polakami.

    Walczono z nimi do dzisiaj. Ostatnio sprawa dymisji prof. Szwagrzyka. Pochówki zbrodniarzy i oprawców z asystą honorową. Zwolnienie z pracy w IPN Piotra Szubarczyka, itd.
    Kiedy ja zaczęłam się interesować Wyklętymi, to jeszcze było to mało rozpropagowane, to był mały strumyczek. Dzisiaj to już wielka rzeka, która zmiecie ten załgany świat i przywróci wszystkiemu i wszystkim właściwe i prawdziwe miejsce.
    A pogrzeby Wyklętych, tak jak Łupaszki, Inki i Zagończyka to odradzanie się polskości, której bardzo się boją, różni tacy.
    Podobno jest nowych 10 nazwisk zidentyfikowanych ofiar odkopanych na Łączce. Mają być niedługo ogłoszone.
    Na swój pogrzeb i grób czeka wielu, rtm.Pilecki, gen. Fieldorf „Nil”, Łukasz Ciepliński i wielu innych.

  3. Cogi napisał(a):

    Przeczytałam niedawno na TT wypowiedź 20letniego chłopaka „To nasze pokolenia przywróciło pamięć o Żołnierzach Wyklętych” i tak jakoś fajnie mi się zrobiło.

  4. E.B napisał(a):

    I coś w tym jest. Oczywiście są również starsi, tak jak pisałam: prof. Szwagrzyk,
    dr Szubarczyk, wielu ludzi w IPNie, również nauczyciele w szkołach, prezydenci miast niektórych, zwykli ludzie. Ale młodzi stworzyli różne swoje stowarzyszenia , propagowali temat w internecie, na stadionach, ulicach. Mnie zaimponowali, nie spodziewałam się tego, myślałam, że już ich całkiem przekabacili.

  5. Cogi napisał(a):

    Wiesz co? Myślę, że kiedy jest się młodym mężczyzną i dowiaduje się, że katowany za walkę o niepodległość człowiek, idzie na śmierć ze słowami „Z Bogiem, panowie!”, zaczyna rozumieć, kim warto być.

  6. Włóczęga napisał(a):

    Słowa syna Józefa Franczaka ps. Lalek przypominają mi rozmowy ojca,stryja i sąsiada toczone po „nasiadówce”z BBC,Głosem Ameryki lub Wolną Europą.
    „Tato, jestem z Ciebie bardzo dumny. Ty i Twoi Niezłomni kompani zrobiliście dużo, ale trzeba było wyciąć więcej tej czerwonej zarazy.”
    http://niezalezna.pl/94673-tylko-u-nas-syn-ostatniego-zolnierza-wykletego-tato-trzeba-bylo-wyciac-wiecej-tej-czerwonej-za

  7. E.B napisał(a):

    Cogi.

    W zeszłym roku w moim mieście 1 marca łopotały flagi. W tym roku już ich nie było.
    Odbywa się uroczystość pod pomnikiem AK.
    Ale tych flag szkoda. To jest święto państwowe. Oni położyli fundament pod nasze państwo, które się podnosi z ruin, również tych mentalnych.
    Byli niezwykli, chociaż dla nich to było normalne. Dla nas jest czymś wręcz trudnym do wyobrażenia, że aż tak można się poświęcić. To takie znaki czasów, w jakich jesteśmy.

  8. E.B napisał(a):

    Włóczęga.

    Ja uważam, że to właśnie im zawdzięczamy to, że mogliśmy być najweselszym barakiem w RWPG.
    Stalin nakazał swoim, żeby Polaków trzymali za luźne lejce, bo inaczej się nie da.
    Gdyby tu nie było wojsk radzieckich, to po ichnim socjalizmie nie zostałby kamień na kamieniu.
    To była też wojna domowa, Polacy ginęli po obu stronach. Ktoś nam to zafundował.

  9. izaluka napisał(a):

    Wspaniała notka EB.

    Tak sobie myślę, że Twoja notka jest jakby rozwinięciem notki @Cogi, która w lapidarny i do bólu przejmujący sposób, ukazuje dramat Polski będący następstwem IIWŚ. Twoja zaś ukazuje heroizm i bohaterstwo jednego z wielu Najdzielniejszych z Dzielnych – Pułkownika Zygmunta Szendzielarza.

    Nie mamy LC, ale gdyby tak (sugestia dla Szefa i Wszystkich) utworzyć temat/kategorię NS, np. Bohaterskie dzieje Polaków i podtemat – Żołnierze Wyklęci/Niezłomni, to byłaby to pożądana praca edukacyjna dla młodych, którzy mam nadzieję, też będą tu zaglądali.

    Pozdrawiam

  10. Cogi napisał(a):

    Izaluka:
    Do tego jeszcze notka Ciszy. W ogóle w przyszłości moglibyśmy się zastanowić nad czymś w rodzaju LC.

  11. E.B napisał(a):

    Izaluka, Cogi.

    Dzięki Izaluko.
    Ja myślę, że to jest dobry pomysł z LC, takim tematycznym. O naszej prawdziwej historii trzeba nam pisać, bo została zakopana.
    A kto jak nie my ? :).

  12. izaluka napisał(a):

    @ Cogi & @EB.

    No właśnie w międzyczasie powstała notka @Ciszy. Mnie natomiast siadł Internet i jeszcze jej nie przeczytałam. Czyli już byłyby trzy – wiodąca @Cogi i kolejne spaniałe opracowania. To mógłby być podtemat kategorii Historia właśnie.

  13. izaluka napisał(a):

    wspaniałe – oczywiście

  14. cisza1 napisał(a):

    CHWAŁA BOHATEROM!

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi