społeczeństwo

Ploteczki, plotki, oszczerstwa i kłamstwa

„Plotka – zakaźna choroba wirusowa polegająca na przenoszeniu jej z nosiciela na nosiciela. O dziwo nosiciel nie jest chory – chora jest ofiara. Zarazić się można słuchając bardziej lub mniej prawdziwych wiadomości na temat ofiary. Jak większość chorób wirusowych, ma duże skłonności do mutacji. Jest bardzo trudno uleczalna, a każdy przypadek wymaga leczenia indywidualnego poprzez podawanie nosicielom odpowiednich dowodów plotkę dementujących”. [http://nonsensopedia.wikia.com/wiki].

Plotkarze nie mają dobrej prasy. Traktuje się ich z niechęcią, a w najlepszym wypadku – z lekceważeniem. Nawet ci, którzy ploteczek słuchają z zaciekawieniem, niechętnie się do tego przyznają. Od inklinacji do plotkowania odżegnują się mężczyźni, twierdząc, że to zdecydowanie damska domena, choć nie zawsze znajduje to pokrycie w rzeczywistości. Pozornie nikt nie traktuje plotek poważnie. Skłonność do plotkowania wynika podobno z chęci podbudowania własnego ego cudzym kosztem.

Tymczasem plotka to potężne narzędzie psychospołecznej manipulacji. Towarzyszy od niepamiętnych czasów polityce i nierzadko ma wpływ na nastroje społeczne, a co za tym idzie i poważne decyzje. Służyć ma zniszczeniu czyjegoś dobrego wizerunku. Walczyć z nią niezwykle trudno, ponieważ zawsze krąży za plecami osoby, której dotyczy i która najczęściej długo nie ma o niej najzieleńszego pojęcia. Przechodzi z ust do ust na zasadzie podobnej do głuchego telefonu, w efekcie czego pogłoska, że na Placu Czerwonym kradną zegarki, zamienia się w wieść, że na Placu Rewolucji rozdają rowery.

W dobie Internetu plotka zyskała na sile oddziaływania. Posługują się nią dziennikarze, politycy, użytkownicy mediów społecznościowych. Nie tak dawno przez Sieć przewinęła się cała masa insynuacji dotyczących wypadku premier Beaty Szydło. Polityczni przeciwnicy bezpardonowo puszczali w eter informacje o niezapewnieniu kierowcy seicento badań lekarskich, niepowiadomieniu jego matki, braku zainteresowania jego losem przez panią premier. Mimo że dementowane na bieżąco, plotki te stały się przyczynkiem do wielu złośliwości i pomówień.

Plotka pełni bowiem funkcję rywalizacyjną. Ma zniszczyć reputację konkurenta, uderzyć w jego stanowisko, pozycję społeczną, wizerunek. Jest przejawem agresji, a jej autorzy z reguły pozostają bezkarni, nie sposób bowiem dotrzeć do źródła złośliwej i krzywdzącej insynuacji. Co więcej, działania inicjatora plotki są niejawne, nie można więc mu zarzucić, że komuś szkodzi. Plotka to efekt tchórzostwa i nieuczciwości. Brak odwagi, by stanąć do otwartej konfrontacji, plotkarz zastępuje złośliwą insynuacją połączoną z wyśmiewaniem i wyolbrzymianiem zachowań czy cech ofiary. Kolejne bezkrytycznie powtarzające plotkę osoby, nie weryfikują jej prawdziwości ani wiarygodności, przyczyniając się tym samym do nieuczciwości.

Doskonałą metodą na rozpowszechnienie plotki jest usytuowanie siebie w roli ofiary. Jeśli oszczercy uda się znaleźć współczującą osobę, załatwia własny interes jej rękoma, bazując na jej naiwności i nadmiernej ufności. Powiernik nie docieka prawdy, czuje się zobligowany do tego, by stanąć w obronie perfidnego manipulanta. Da się też to łatwo zrobić w przestrzeni publicznej. Wystarczy rozpłakać się publicznie przed kamerą, zwłaszcza kiedy jest się umiarkowanie atrakcyjną kobietą w sile wieku i roniąc krokodyle łzy opowiedzieć, jak się zostało perfidnie uwiedzioną przez wypacykowanego agenta CBA. Większości odbiorców – zwłaszcza płci żeńskiej – drgnie serce i mało kto pomyśli, że ta ofiara to zwykła łapowniczka i zdradzająca męża, puszczalska.

Psychologowie radzą, by nie ignorować plotek na swój temat. Zalecają wyjaśnienie sprawy w momencie, kiedy uda się ustalić, co jest treścią pomówienia. Należy, według nich, w obronie własnej reputacji, przedstawić krótko i konkretnie, jak jest naprawdę.

Może i mają rację, tylko, czy warto udowadniać, że nie jest się wielbłądem? W końcu powtarzanie niezweryfikowanych oszczerstw świadczy nie o ich ofierze, tylko o oszczercach, o autorze plotki nie wspominając. Nie jestem pewna, czy warto przekonywać do czegokolwiek kogoś, kogo trudno szanować i kto nie potrafi rozmawiać otwarcie w cztery oczy. Tyle, że można sobie na to pozwolić jedynie wtedy, gdy jest się ofiarą „prywatnej” plotki. Jak to się ma do świata polityki? Obawiam się, że to nie najlepsza reakcja.

9 thoughts on “Ploteczki, plotki, oszczerstwa i kłamstwa

  1. Jeszcze raz dzięki 🙂 tylko nie mogłam sobie poradzić z wyjustowaniem, skrót klawiszowy nie chciał mi zadziałać.

  2. Szczerze?Plotki ,szczególnie te negatywne,są nawet formą marketingu.Przepraszam kolegów z tej branży ale konkurencja czy też opozycja korzysta z podobnych scenariuszy.Chylę czola przed autorką.Dziękuję za analizę.Artykuł ,powinni pedagodzy przeczytać swoim uczniom,którzy nie mają czasu na google.Marek.

  3. Dokładny opis mechanizmów plotek.
    Mówię w l. mnogiej bo jest kilka rodzajów/typów, ale wszystkie zmierzają do jednego celu co zostało powiedziane.

    „Może i mają rację, tylko, czy warto udowadniać, że nie jest się wielbłądem?”
    -Otóż to.
    Plotka ma jeszcze taki atrybut, że żyje i rozwija się mimo wszelkich przeszkód.

  4. Cogi
    Przepraszam, że nie wstawiłem nicka w 19-46.
    Przypominam o tym, a sam nie przestrzegam reguły.
    No to powtórzę:
    All
    Info systemowe… …
    Jeśli piszemy koment, to wpisujemy dokładny (nie zniekształcony) nick adresata.
    Bez tego wymogu system powiadomień nie działa.
    🙂

  5. @cogi

    Powielę komentarz z poprzedniego miejsca

    Witaj

    Ja bym wprowadził rozróżnienie między plotką a dezinformacją.

    Plotka bardziej pasuje do pogaduszek u „cioci na imieninach” ewentualnie w maglu. Przez magiel rozumiem nie zakład usługowy maglujący pościelowe i ręczniki a media typu pudelek (co jedna pani drugiej pani itp)

    Dezinformacja to mocne narzędzie w kształtowaniu nastrojów społecznych, to oręż w walce o świadomość obywatela, to narzędzie kłamstwa i terroru medialnego .

  6. @Cogi

    Oj, jak chętnie ludzie dają wiarę „plotkom, oszczerstwo, kłamstwom” jeżeli dotyczą osoby, której nie darzą wielką sympatią…

    W ogóle ciekawa sprawa z tą „wiarą” – ostatnimi czasy uświadomiłam sobie, że właściwie niemal cała nasza „wiedza” opiera się na „wierze” (może z tą twardszą wiedzą trochę lepiej się sprawy mają). Przyjmujemy czyli wierzymy, że jest tak, jak podaje nam uznany przez nas autorytet. Mówimy „wiem, że…”, podczas gdy tak naprawdę powinniśmy powiedzieć „wierzę, że…”.
    W końcu okaże się, że bierzemy udział w jednym wielkim „głuchym telefonie”.

Dodaj komentarz