Przejdź do paska narzędzi

Może Ci się również spodoba

27 komentarzy

  1. piko pisze:

    Literatura na pewnym etapie rozwoju człowieka ma funkcje dydaktyczne. To jest fakt. I ważne, żeby młody człowiek o niewykształtowanym światopoglądzie, szukający hierarchii wartości (i w ogóle jakiś wartości) nie zderzył się twórczością nazwijmy to roboczo toksyczną.

    Ja mogę sobie czytać wszystko i oglądać cokolwiek bez jakiś niebezpieczeństw. Najwyżej się „porzygam”. Oczywiście wybieram treści które mnie do tego nie prowadzą.

    Istnieje określenie „literatura piękna”. Użyty przymiotnik powinien zabezpieczać przed wykorzystaniem literatury jako pałki propagandowej lub ideologicznej.

  2. Cogi pisze:

    Piko:
    To zupełnie inna sprawa – literatura, do przeczytania której skłaniamy dzieci i młodzież. Skłaniamy, zachęcamy, przekonujemy, że warto, dostosowując jej dobór do poziomu rozwoju dziecka.

  3. Zolw pisze:

    Nie podoba mi sie ta myśl o „toksycznych” tekstach. Bo to oznacza, ze ktoś będzie decydował, co jest „toksyczne”, a co nie jest. Co więcej – ów ktoś może zechcieć toksycznego zakazywać, a tego to nie lubię (jak śpiewał Janerka).

    Ja tam właśnie jako licealista czytałem „wszystko” i wcale mi od tego pokrywki nie odwaliło. Wręcz przeciwnie – dowiedziałem się , że „wszystko już było” i że „każdyj durak po swojemu s uma schodzit”. To w sumie dość krzepiące.

    Sugestia, ze od przeczytania „Mein Kampf” stanie się człowiek fanatycznym nazistą, to było jeden z bardziej wkurzających aspektów komuny. Tym bardziej, ze cenzura była dziurawa, jak sito, a pod koniec systemu działała już raczej pro forma.

    Rok 1982. Trwa stan wojenny, za Orwella pałuja i wsadzają, a Wydawnictwo Literackie wydaje Lemową „Wizję lokalną”, w której szyderczy rechot z „krajów demokracji ludowej” stanowi 30% treści.

  4. piko pisze:

    Trochę mnie nie zrozumiałeś. Mówię o tym czego się naucza w szkole.Co sobie czytamy pod kołdrą przy latarce to inna sprawa.

    Uważasz, że na lekcji w szkole jako lektura są teksty Jelinek czy innego lewaka bez żadnego komentarza?

    Main Kampf czytałem (nie mogłem przejść do końca) i nic mi się nie stało. Nie takie teksty są groźne.

    Groźniejszy jest Popiół i Diament pozostawiony bez komentarza.

    Polecam w pokrewnym temacie „Okno Overtona”.

  5. nagor pisze:

    @Cogi

    Może nie powinienem tu komentować bo nie jestem biegły w ocenie wg innych kryteriów niż swoje własne ale ,
    każda literatura zawiera piętno epoki/czasów/rejonu jej powstania i problemów moralnych ,politycznych ,kulturowych nurtujących autora ,które stanowiły wyraz jego stosunku do otaczającej rzeczywistości .
    Zważmy jednak to , że od niedawna mamy powszechny i szybki kanał udostępniania literatury w formach róznych poza drukiem . Wcześniej jak nie czytało się książki to jej treść umykała i jej wartości poznawcze też.
    Dzisiaj to marketing spełnia rolę promocyjną książki ,w określonych dodatkowo celach poprawności / zgodności z jakąś linią innych kryteriów , i najczęściej nie ma tam ” dzieł ” a dominują aktualne mody i trendy ale też nisze .
    Przy takim powszechnym pomieszaniu wartości kulturowych i cywilizacyjnych traktowanie utworów literackich skrajnie antykulturowych cywilizacyjnie zwróconych przeciwko drugiemu człowiekowi w imię wolności wypowiedzi przekracza pojemność słowa literatura i raczej powinny być przemilczane niż wymieniane .

  6. Cogi pisze:

    Nagor:
    Szczerze mówiąc, trudno mi dyskutować o współczesnym marketingu rynku wydawniczego, nie mam na jego temat cienia najmniejszego pojęcia. Książki z zakresu literatury współczesnej kupuję po pobieżnym przejrzeniu w księgarni – jeśli po lekturze uznaję, że to strata czasu i pieniędzy, więcej nie wracam do tego konkretnego autora. Takiej Jelinek nawet nie miałam w ręku, gdzieś tam mi się obił o uszy jej Nobel, który zresztą nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem wartości literatury. Jeśli chodzi zaś o utwory literackie, o których piszesz, że powinny być przemilczane, rozumiem, że masz na myśli media – nie do wykonania moim zdaniem. Zresztą, każdy powinien mieć prawo samodzielnej oceny każdego tekstu literackiego.

  7. Zolw pisze:

    @ Piko

    Przecież w szkole teksty są musowo z komentarzem. Przy mądrej polonistce, to nawet z Jelinek można korzyść wyciagnąć.

    Swoja drogą – nie ma takiej polonistki, która mogłąby mnie zmusić do przeczytania jeszcze raz czegokolwiek z Jelinek. To gorsza męka, niż „Nad Niemnem” :))

    Tak w ogóle, to myślę, że zadaniem polonistyki nie jest nauczenie „co myśleć”, tylko nauczenie „jak myśleć, żeby sobie nie dać zamydlić oczu”. No a do tego trzeba mieć tekst, który przyciągnie i nie zanudzi młodych. Cóż, „Cierpienia młodego Wertera” przegrywają z „Pianistką” na tym polu.

    Powiem więcej – świat JEST pełen szarlatanów, którzy próbują nam zrobić wodę z mózgu, a zadaniem szkoły jest między innymi nauczenie ludzi, jak ten szajs intelektualny rozpoznać. Do tej kohorty szarlatanów domieszana jest nieprzeliczona hałastra wydrwigroszy, którzy przez całe życie próbują sprzedać nam totalny kit, ostatnio posługując się głównie metodą „na cycki”. Jelinek z jej Noblem jest dobrym pretekstem do wskazania i tych groźnych i tych drobnych. Tym bardziej, ze jest z kim porównać (taki Nabokov sam sie nasuwa).

    Może troche idealizuje, ale sądzę, że każdemu maturzyście można wpoić przynajmniej zasadę „nie wszystko złoto, co się świeci”.

    Bo po „zostaniu dorosłym” on na takie wpływy i tak będzie narażony. Ot – ktoś go namówi na „bardzo nowoczesny” spektakl w Powszechnym. Lepiej dla niego, zeby wiedział, na co naprawdę patrzy :)))

  8. Cogi pisze:

    Zolw:
    „Cóż, „Cierpienia młodego Wertera” przegrywają z „Pianistką” na tym polu”.

    Mylisz się i to bardzo. Każdy tekst literacki, nawet najtrudniejszy w odbiorze dla młodego czytelnika da się zaprezentować w na tyle ciekawej formie i rozmawiać o nim w taki sposób z uczniami, żeby ich zaintrygować.

  9. piko pisze:

    rzuuf

    ps.
    „Nad Niemnem” nie byłem w stanie przeczytać. Stwierdziłem, że lepsza lufa niż męczenie się z lekturą. Już wtedy dokonywało się trudnych wyborów.

  10. Zolw pisze:

    Tak mówisz? A pamiętasz, ile wysiłku kosztowało skłonienie Młodej do przeczytania „Krzyżaków”?

    A różnych Sapkowskich łykają „jak gajor kluchy”. A historyjki takie same.

  11. Cogi pisze:

    Piko:
    Kiedy byłam w liceum, „Nad Niemnem” opowiedziała mi mama, na studiach poprosiłam ją o przypomnienie treści tego „arcydzieła”. Przeczytałam dopiero, kiedy już jako nauczycielce przyszło mi to omawiać, podówczas w technikum, stwierdziwszy, że to już byłaby naprawdę przesada, gdybym nadal nie znała tekstu :).

  12. Cogi pisze:

    Zolw:
    Wszystko, powtarzam wszystko, zależy od nauczyciela. Zespół uczniów opornych na każdy rodzaj próby zainteresowania trafia się raz na 20 lat.

  13. Zolw pisze:

    No, ja tez tego nie przeczytałem. Wiem, ze męka, bo próbowałem.

    Miałem zresztą pecha – polonistka zacięła się, że mnie zmusi. Skutkiem była seria luf. I trening niezłomnego trwania w okopie 🙂

  14. Zolw pisze:

    @ Cogi

    Ja to niby wiem. Pytanie, jakiej jakości mamy kadrę pedagogiczną.

    Znam wielu świetnych nauczycieli, ale pytam o obraz całości. Bo COŚ musi sprawiać, że mimo wielu świetnych nauczycieli nastepuje ogólne stumanienie.

    Chyba, że żadnego stumanienia nie ma, że zawsze było tylu i takich durni, tylko coś sprawia, ze teraz zaczęli rzucać się w oczy (internety, tłitery, zanik „analogowej” prasy i funkcji redaktora-moderatora itd. itp.).

  15. tichy pisze:

    Dużo słów.

  16. Anonim pisze:

    @Tichy
    Oj dużo! Za dużo! U Mozarta też było „za dużo nut”

    @Cogi&Żółw
    A co Wam się tak „ten tego ten” „Nad Niemnem” nie podoba? Jak czytam coś takiego to „globus” mnie na….ala. Ach, mój globus! Jak zaczniemy ujeżdżać na Orzeszkowej jak na łysej kobyle, to staniemy się jak te „dziurawe sita”… :)))

    Dziwi mnie, że tak mało jest znany i czytany Lem. Sam znam osoby, które wychwalają takie nudziarstwo i chłam jak „Lód” Dukaja, ale „Wizji lokalnej”, „Solaris”, „Summy technologicznej”, „Głosu Pana”, i mojego ulubionego „Golema XIV” nie czytali i … nie przeczytają. Bo nie! Bo to anachronizm jest i z mody wyszło już dawno :)))
    A jestem pewny jednego, za kilkaset lat (jeśli ludzkość przetrwa 🙂 Lem będzie czytany i doceniany ( choć nie przez ogół), nie tylko w Polsce.
    A Orzeszkowa? Hm…

  17. Pawicz pisze:

    Znowu zapomniałem, to pisałem ja, Jan Pawicz, łubudubu…

  18. @cogitatiolibretto, Droga Autorko, wnikliwa Publicystko, nade wszystko – pamiętliwa Czytelniczko..
    czasami zastanawiam się nad formami krytyki literackiej, nad krytykami miziajacymi autora i krytykami wkopującymi go w glebę..
    czasami tylko zastanawia mnie czy krytyka literacka powinna być skoligacona z marché commerciales..
    Jeśli natomiast Ty i komentatorzy pod tekstem macie jakieś traumy związane z lektorami szkolnymi, a nie macie takich traum związanych z różniczkowaniem na przykład 🙂

  19. Pawicz pisze:

    @Robercie
    … że tak wejdę między wódkę, a zakąskę.
    Różniczka? To proste! Wyniczek odejmowanka.
    Przebrnąć przez kilkaset stron tekstu o … no właśnie.
    Traumę to ja miewałem na godzinie wychowawczej, bo co i rusz o frekwencji było, nie wiedzieć czemu 🙂

    A w skeczu „Kabaretu Moralnego Niepokoju” było tak:
    Jak szedł do przodu, to mówił:
    – Jam jest Anzelm Bohatyrowicz
    A jak do tyłu, to:
    Bohatyrowicz Anzelm jest jam.

  20. Cogi pisze:

    Robercie:
    Czy krytyka literacka powinna być skoligacona z marché commerciales? Nie. Jak wiele innych rzeczy :). I jak w przypadku wielu innych rzeczy jest, była i będzie.
    Co zaś do różniczek… byłam w mat-fizie. Ani różniczki, ani całki nie przyprawiały mnie o traumy :).

  21. @cogitatiolibretto
    mnie śniły się po nocach tangensy i algorytmowanie przy pomocy suwaka, brrrr..

  22. @PAWiCZ
    centrysta wtedy mówi: jest jam .. jamboree

  23. Cogi pisze:

    Ja miałam wyjątkowo dobrą matematyczkę. Do dziś rachunki z kilkucyfrowych liczb przeprowadzam w pamięci. O przyniesieniu na lekcję kalkulatora, nikt by się nawet pomyśleć nie odważył 🙂

  24. Pawicz pisze:

    @Robert
    🙂

  25. Pawicz pisze:

    @Cogi
    Też tak mam. Kilku-cyfrowe liczby – bez problemu dodaję, zwłaszcza, gdy o kasiorę chodzi 🙂
    1000+1000=2000.

  26. Zolw pisze:

    @Pawicz

    Lem nieczynany, mówisz? Za trudny jest :))))

    Golem XIV to arcydzieło. Lem wymyslił „samolubny gen” neodarwinistów kilka lat przed ksiązką Dawkinsa!

    Gorzej, że wymyslił też „milczącego na ogół,lecz czujnego ducha w maszynie”. Tak się zastanawiam, czy cenzorskie „obiektywne algorytmy” fejsia to nie jest embrionalna forma tegoż. Co więcej – nie wiemy, kto (a raczej – „co”) czyta naszą korespondencję w elektronicznych otchłaniach takiej NSA np.

    Z Lemem się cięzko dyskutuje. Potęzna wiedza, szydercza kpina, a do tego bajkowa scenografia. No jak tu poważnie polemizować, gdy krytykę tradycyjnego Kościoła wygłasza ojciec Mnemnar, o postaci sześciennego komputera „z demobilu”, spoczywającego na stoliku na kółkach?

    Lepiej wrzucić to na jedną półkę z Sapkowskim i udawać, że Lema nie ma. To sajens fikszyn – loty w kosmos, wiecie, Pirx próbujący w niewazkości grać w zabawkę z wilkiem o owieczką itd.

    A „Fiasko” jest oczywiście o tym, że nasi polecieli do obcej gwiazdy. Tak, tak. :)))

  27. Pawicz pisze:

    @Żółw
    Utrafiłeś w sedno. Tak widzą Lema Ci, co go nigdy nie czytali, albo zniechęcili się, bo za trudny był. Summę technologiczną czytałem z Leksykonem PWN 🙂 Taki dociekliwy byłem. Niektórym do dziś się wydaje, że to tylko o rakietach mknących gdzieś w przestrzeni. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz: