Warszawski rynek sztuki w XX-leciu międzywojennym i w czasie okupacji

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. prop napisał(a):

    no popatrz: to zupełnie jak w Paryżu w czasie wojny! – a Polacy mówią, że u nich okupacja była jakaś „szczególna”…

  2. Pawicz napisał(a):

    Też się dziwię, że się zajmowali obrazami. Przeszło pięć lat! Powinni tak bardzo się przejąć okupacją i nie handlować obrazami, nie jeść, nie pić, nie żartować, popierdółkami się nie zajmować, tylko chwycić za broń i walczyć z najeźdźcą. Do upadłego, do ostatniej kropli krwi, do wyzwolenia!

  3. prop napisał(a):

    jeść powinni i jedli: tę słynną rąbankę; wpisałem się prowokacyjnie, bo martyrologia narodowa przesłania obraz codzienności: „miasto funkcjonowało normalnie” – to jasne, jakżeż mogło być inaczej? Co więcej: czytałem niedawno, jak AK wykorzystywała kurierów-dostawców do aptek…
    Bardzo dobrze, że Cogi odbrązowia te czasy – wywołuję jednak odpowiedni komentarz, którego moim zdaniem notka wymaga.

  4. Cogi napisał(a):

    Propatrian, Pawicz: Ci którzy sprzedawali do antykwariatów dzieła sztuki, robili to po to, żeby mieć co jeść. Ale fakt, że życie toczyło się swoim torem nawet w takiej przerażającej rzeczywistości.
    Jeszcze to rozwinę, ale póki co padłam na grypę.

  5. robertzjamajki napisał(a):

    @cogi,
    poniewaz moja familia byla za sanacji zwiazana z Muzeum Narodowym i profesorem Lorenzem, i brala udzial w ratowaniu dziel sztuki przed Niemami w e wrzesniu, pazdzierniku i listopadzie ’39, to raczej znam temat od strony heroicznej,. Pisalem juz o tym onegdaj, ale z checia wznowie cykl; Stan rownowagi..

Dodaj komentarz

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili- E. Burke.
Przejdź do paska narzędzi