O waflu krzemowym i rzeźbie z brązu

Mamy jeszcze w Polsce magistrów sztuki – rzeźbiarzy prawdziwych.

Naprawdę.

Nie wiem, jak długo się uchowają, ale – jeszcze są.

Okazuje się, ze nie wyginęli jak dinozaury, albo jak ten lepszy pieniądz wypierany przez gorszy ze słynnego prawa Kopernika.

Na własne oczy widziałam.

Na otwartej niedawno wystawie w ZPAP „Ambasadorowie Sztuki”, otwieranej przez nuncjusza Stolicy Apostolskiej, Ryszard Stryjecki przedstawił popiersie Lecha Kaczyńskiego wykonane z białego marmuru. Popiersie było realistyczne, i dłuta Artysty ze starszego  pokolenia.

Ale widziałam też  rzeźby młodszych i całkiem młodych.

I mimetyczne (z portretów – bardzo udane brązowe popiersie Jerzego Giedroycia autorstwa Karola Badyny),  i w innej stylistyce, jak drewniany „Mówca” Andrzeja Zwolaka czy przejmujący krwawy strzęp (nie mam pojęcia z czego zrobiony) z cyklu „Krzyknia” Jacka Kucaby…

A dzisiaj, w rocznicę pierwszego wykładu inauguracyjnego wygłoszonego na Politechnice Warszawskiej w języku polskim w 1915 roku, trafiłam na uroczystość odsłonięcia portretu Jana Czochralskiego – brązowego popiersia,które przynosi zaszczyt i tworcy,  Marcinowi Nowickiemu, i tym, którzy go kształcili i przyznali mu dyplom magistra sztuki.

Skoro o rzeźbie prawdziwej, to oczywiście nie napiszę ani słowa o CSW czy „instalacjach organicznych” w Orońsku.

Zawiedzeni?

Trudno.

A co z tym waflem?

Hm…

Nie wiem dokładnie:)))

Nie jestem ani chemikiem, ani metaloznawcą.

Chodzi o wafel krzemowy, stosowany do mikroprocesorów i innych układów scalonych. Wafel ten ( a później też –  grafen) by nie powstał, gdyby nie odkrycia polskiego uczonego, chemika, inżyniera, który zyskał międzynarodową sławę jako autor licznych patentów (między innymi na stop BahnMetall – metal B), i którego chciał zwabić na stanowisko dyrektora do swoich zakładów wytwarzających duraluminium  w Ameryce Henry Ford… Ford nie dał rady –  bo profesor Ignacy Mościcki, prezydent odrodzonej Polski, miał większą zdolność przekonywania… Oczywiście, i sam wielce szanowany Prezydent Mościcki nic by nie wskórał (Czochralski miał wojowniczo wolną naturę), gdyby nie patriotyzm uczonego i jego chęć powrotu do Kraju. Twórca decydujacej o rozwoju elektroniki metody hodowli monokryształów tak mówił o swojej decyzji objęcia katedry na Politechnice Warszawskiej (w 1929 roku): „Przyjechałem tutaj, żeby pracować dla Państwa Polskiego. Żeby resztę życia swojego, siły i zdolności poświęcić Polsce. Nie oczekiwalem żadnych korzyści. Kiedy przywiozłem do Polski połtora miliona złotych, zainwestowałem je w przemyśle. Szedłem tam, gdzie miałem nadzieję przynieść swoimi radami pożytek. Za rady techniczne udzielane różnym przedsiębiorstwom otrzymywałem ok. 2 tys. zł. miesięcznie. Pieniądze te przekazywałem na cele społeczne”. Słowa te Jan Czochralski wypowiedział… w trakcie procesu sądowego o zniesławienie, jaki musiał wytoczyć atakującemu go koledze – zazdrośnikowi…

Proces o zniesławienie, wygrany przez Czochralskiego, to początek przykrości, jakich miał jeszcze doznać najczęściej cytowany polski uczony – w swojej Ojczyźnie.

Wiele o tym już napisano.

Dość wspomnieć, że po wojnie Jan Czochralski nie miał możliwości pracy naukowe w Polsce. Profesorowie Politechniki Warszawskiej się go wyparli (coś mi to przypomina…);  i uchwałą senatu uniemożliwili Czochralskiemu powrót na Politechnikę, mimo że sąd uniewinnił go z zarzutu rzekomej kolaboracji z NIemcami. Obrona była trudna, gdyż przyznanie się do podziemnej pracy dla polskiego wywiadu i AK oznaczało nieuchronne i znane z losów tylu innych Polaków konsekwencje.  Oczyszczony przez sąd z zarzutów, Czochralski miał propozycję wyjazdu do Austrii i podjęcia tam zaszczytnej pracy; nie zdecydował się jednak na opuszczenie Kraju. Wyjechał do rodzinnej Kcyni na Pałukach, gdzie zajął się produkcją laku do pieczęci, płynów do trwałej ondulacji, i najsłynniejszego z tych „wynalazków”,  środka na katar „z Gołąbkiem”. Niestety, życie na prowincji nie gwarantowało spokoju. Po wizycie „smutnych panów” z Urzędu Bezpieczeństwa Jan Czochralski dostał zawału serca i zmarł w 22 kwietnia 1953 roku.

A prace Czochralskiego kontynuowali już inni…  Gordon K. Teal, John B. Little…

Oczywiście, nie w Polsce.

W Polsce – ostatecznie przywrócono dobre imię Janowi Czochralskiemu dopiero w 2011 roku (między innymi dzięki kwerendom archiwalnym IPN). Fakt, że zaraz potem polski parlament ogłosił rok 2013 rokiem Jana Czochralskiego…. Bagatela, zaledwie 60 lat po śmierci…

„Coś ty Atenom zrobił, Sokratesie?…”

A jeśli – jak zawsze – Norwid, to…  jeszcze coś…

Żałujemy naszych „wystrzelanych” do wroga brylantów – poetów, wciąż modlimy sie za dusze Baczyńskiego, Gajcego, Trzebińskiego, Czecjhowicza, Pietrzaka, Schulza… tylu innych.

Myślę, że Jan Czochralski też ich opłakiwał. Sam pisał wiersze (pod pseudonimem Jan Pałucki), a w jego domu w pobliżu Belwederu, przy ulicy Nabielaka 4, gromadzili się we czwartki artyści. Bywali tam Staff, Makuszyński, Nowaczyński…

16 listopada 2013 r.

(Notka przeniesiona z mojego blogu na S24)

You may also like...

17 komentarzy

  1. nohood pisze:

    @aleksandraniemirycz

    wiele jest tych diamentów poza granicami.
    ufam navigo, że przyjdzie czas konsolidacji potencjału polaków.
    musimy się tylko na nawo odnaleźć.
    60 mln to spory potencjał…

  2. cisza1 pisze:

    Wafelek dla Ciebie ( próba wklejenia foto )

  3. cisza1 pisze:

    Może teraz wafelek się pokaże?

    Dla Autorki :))

  4. facet2017 pisze:

    Nie wierzcie tym waflom! Kupujcie tylko andruty o smaku mlecznym rozpływające się w ustach. Natomiast wyżej wzmiankowane wafle charakteryzują się sporą twardością, cierpkim metaliczno-piaskowym posmakiem i zalatują czosnkiem. Nie kupujcie tych wafli, kupujcie andruty!

  5. cisza1 pisze:

    @facet2017
    Żeby nie te wafelki to by nas tutaj nie było 🙂
    Hodowałam na krystalografii śliczne „brylanciki” a baby to lubią.

  6. cisza1 pisze:

    Parę lat temu u nas:
    Wydział Chemii UAM w Poznaniu oraz Komitet Krystalografii PAN
    mają przyjemność zaprosić na seminarium
    Profesor Jan Czochralski
    i historyczny rozwój jego metody
    zorganizowane w ramach obchodów
    Roku Jana Czochralskiego

  7. @all
    Ja gdzies tam mam w papierach certyfikat technologa ceramiki specjalnej, obiłem się jako szczawik trzy miesiące w gierkowskim CEMI na Służewcu, ale miłość do historii zwyciężyła ciekawość szczawika, no i praca w systemie „czterobrygadowym”, to dla stachanowców, nie dla mnie, eh czasy..

  8. piko pisze:

    Smutne te historie o zacnych rodakach którzy musieli się realizować za granicą i budować dobrobyt komu innemu.

  9. nohood pisze:

    @cisza1
    Pięknie dziękuję za wafelki:)
    Ciekawe o tej krystalografii… Jakoś tak skojarzyła mi się krystalografka, która pracowała z Crickiem i Watsonem, ale na Nobla „załapali się’ tylko dwaj panowie…
    Nie żebym była feministką, ale …

  10. nohood pisze:

    @karczmadrapeaunoir
    Ceramika to od wieków ważna dziedzina – i chyba od wieków niewiele się w technologii – tej najprostszej – zmieniło:)
    Ale wafle krzemowe – to już trochę inna historia, i nie jestem pewna, czy szczęśliwa.

  11. nohood pisze:

    @ nohood
    Tak, Nohoodzie, potencjał spory, ale jak go skonsolidować? Ludzie pozakładali rodziny w swoich krajach emigracji, dzieci nie zawsze mówią po polsku…

  12. nohood pisze:

    @ Piko
    Polacy bez własnego państwa – realizowali swoje pasje tam, gdzie mogli, ale kiedy się odrodziła Niepodległa, bez wahania rzucali lukratywne posady, stanowiska na uczelniach, żeby pracować dla Niej.

  13. @ Boson
    Dziękuję za obrazek:)

  • cisza1 pisze:

    @aleksandraniemirycz

    Troszkę z innej dziedziny ale o człowieku, który dla Polski zrobił bardzo dużo:
    Ignacy Jan Paderewski.
    Pomnik Grunwaldzki – fundacja już w 1908 roku.
    Fundusze dla Polski – ofiar IWŚ.
    Potem – przypłynął i rzucił iskrę w Poznaniu.
    Potem Wersal.
    Premier, minister spraw zagranicznych w II RP

    „Wygrał” na fortepianie Ojczyznę! Wspaniały Polak.

  • nohood pisze:

    Ciszo, Paderewski -to temat mojej „debiutanckiej” notki w S24…
    Przeniosę ją tutaj – ale ogromną wartością tamtej mojej pierwszej (chyba pierwszej?) salonowej notki były komentarze innych Blogerów…

  • Cogi pisze:

    Swoją drogą, zawsze mnie bawiło to połączenie „magister sztuki” :).

  • Dodaj komentarz:

    This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

    Przejdź do paska narzędzi