Cielęce lata 4- odcinek dla twardzieli

Może Ci się również spodoba

69 komentarzy

  1. tadeusz.K napisał(a):

    #Mój pomysł był dziecinnie prosty a zarazem genialny (z reguły tak jest). Polegał na przykryciu puszki z karbidem (tym razem po landrynkach) sporą miską dla psa, która poniewierała się przy śmietniku. Efekt był wspaniały – miska poleciał na wysokość chyba 4 piętra. Dodatkowym efektem było wyskoczenie z parteru dozorcy oraz ogólne zamieszanie na podwórku.#
    -O!-to mi się podoba, bo dokłanie tak czyniłem.
    Oka nie wykole!

  2. tadeusz.K napisał(a):

    i wbiła się w grubą dechę”

    Dobrze, że nie w oko- jak wspomniałem.
    A tak w ogóle
    to czuję się ja na wehikule
    czasu.
    Miłe.

  3. piko napisał(a):

    Reblogged this on PIKO.

  4. rk1 napisał(a):

    a wienc… wcale się nie zalewało wodą tylko się pluło (czasem po kilku chłopa do jednej puszki.) .. i ten zapach kiszonej kapusty..

  5. nohood napisał(a):

    Dobre wspomnienia – bo mieliście jednak trochę szczęścia.
    Ni i też – bo mogliście się tymi „ładunkami wybuchowymi” po prostu bawić.

  6. abyssdotpl napisał(a):

    Bo po przykryciu puszki miską zebrał sie pod nią acetylen. Więc objętość mieszaniny wybuchowej zwiększyła się wielokrotnie w porównaniu z puszką. Gdybyś użył beczki metalowej, to by dopiero było.

    Co zaś do obranych korków, to dziwne, że nie wybuchły przy skręcaniu.

    Jeden kolega stracił palce, bo zawijał mieszaninę chloranu potasu z siarką w folię aluminiową. Ścisnął niechcący i wybuchło.
    Ależ ten kolega kochał efekty. Na przykład ział ogniem przy uzyciu gazu do zapalniczek. Furda opalone brwi, ale efekt jaki!

  7. piko napisał(a):

    @tadeusz2017
    Miło spotkać bratnią duszę 🙂

  8. piko napisał(a):

    @rk1s24
    Fakt czasami z braku wody się pluło a nawet robiło co innego …
    U nas woda była bo w ścianach takie różne kraniki były

  9. Zolw napisał(a):

    Pamiętam, ze korki podczas obierania potrafiły wybuchać w palcach obierającego. Palców nie urywały, ale poparzenia były paskudne i długo się goiły.

    Numer z rozerwaną nakrętką niezły! Życie jest niebezpieczne – w końcu iluś tam z nas nie dożyło dorosłości… na przykład z powodu kruchości lodu, małej spoistości ściany w żwirowni, na której uprawiało się wspinaczkę itp.

    U nas na długiej przerwie biegło się sprintem nad Odrę, zrzucało ciuchy i wskakiwało do rzeki, niektórzy sportsmani przepływali nawet na drugi brzeg (200 m, intensywny ruch barek i pchaczy), potem się ubierało ciuchy „na mokrego” i biegło do szkoły spowrotem, na matmę.

    Dzisiaj za taki numer z roboty poleciałoby pewnie „ciało pedagogiczne” aż do stanowiska kuratora włącznie :))) Plus prokurator i sankcje dla najsłabszych 🙂

  10. piko napisał(a):

    @aleksandraniemirycz
    Pomimo dostępu do tych drobnych środków pirotechnicznych nie przypominam sobie groźniejszych wypadków. Częściej rower był powodem różnych stłuczeń i obtarć. Mieliśmy swobodę w kreowaniu zabaw na podwórkach. Zgodnie z obecnymi przepisami bezpieczeństwa to tamte podwórka jawią się jako pola minowe z zasiekami z drutu kolczastego.

  11. piko napisał(a):

    @abyssdotpl

    Tacy ekstremaliści żeby beczkę odpalić to nie byliśmy.

    Kiedyś jak przyszedł do mnie młody to pokazałem mu co można zrobić z taką małą chińską papierową petardą. Podpaliłem na trawniku i przykryłem kocia miską. Miska na 5 m w górę wyleciała. Chłopak był zachwycony. Na szczęście zostało mi kilka tych petard bo by miskę rozwalił.

  12. Zolw napisał(a):

    Paliło się też mieszaninę saletry z cukrem-pudrem. Przy dobrze dobranych proporcjach i dokładnym wymieszaniu, temperatura osiągana przy spalaniu powodowała stopienie i „spłynięcie” szklanego spodka, na którym dokonywało się operacji. O to właśnienie chodziło.

    A pamięta ktoś z Was tzw. „kopciuchy” z celuloidu?

  13. piko napisał(a):

    @zolw
    Pewnie że kopciucha się robiło. Do tego służył właśnie film lub popękane piłeczki pingpongowe. Głównie piłeczki. Saletra z cukrem pudrem – jak najbardziej.

    Robiliśmy też coś w rodzaju prochu saletra – nadmanganian potasu – cukier – węgiel drzewny. Krzysio był w tym dobry.

  14. piko napisał(a):

    Zółw
    Z pływaniem w Odrze to niezły numer.
    U nas z Wisłą nie bawiliśmy się, za poważna sprawa. Kanałek Czerniakowski to było brudne bajoro. Doświadczenia wodne nabywane były w fontannach i parkach (Ujazdowski, Łazienki). Temat na osobne opowiadanko.

  15. gobisz napisał(a):

    @ Zolw

    Saletrą i cukrem napełnialiśmy nakrętki od butelek po wódce. Wyciągało sie najpierw z nakrętki papierową uszczelkę, kładło miksturę saletrowo-cukrową, przykrywało tą papierową uszczelką i zaginając brzegi nakrętki mocowało się uszczelke , uzyskując w ten sposób gotowy nabój. W tym naboju z boku dziurka i wetknięty w nią łepek od zapałki tzw sztormówy. potem wystarczyło tylko wyjąć z kieszeni, przeciągnąć łepkiem zapałki po drasce i rzucić. Z reguły w stronę grupki rówieśników, choć zdarzało się i w stronę dorosłych. zapierniczała ta nakrętka „z prędkością światła” robiąc przy tym mnóstwo dymu i… zamieszania.
    Później, kiedy już się nam znudziła saletra, to dorwaliśmy się do nabojów do tzw osadzaka kołków. To takie ślepe naboje 5.6. Rozginało się czubek, wyjmowało papierek i już można było odpalić i rzucić. Tez była niezła zabawa.
    Mutra, karbid.. A pamięta ktoś kadzidła robione z rzepów?

  16. Cogi napisał(a):

    Matko jedyna!!! Jutro zakładam firmę Profesjonalne Sprzątanie i więcej nie wrócę do tej pracy podwyższonego ryzyka!

  17. piko napisał(a):

    @cogitatiolibretto
    Nie bój nic. My już nie na etapie gimbazy.

    A teraz dzieciaki to jakieś fejzbuki czy smartfony używają ale to chyba nie wybucha?

  18. nohood napisał(a):

    a robił ktoś śruby?

  19. Cogi napisał(a):

    Piko:
    Kiedy smartfony to smartfony. Na lekcji WOS-u moi wychowankowie w ramach zobrazowania zagrożenia terrorystycznego na hasło rzucone przez jednego z nich „Padnij, bomba”, wszyscy rzucili się na podłogę, doprowadzając prawie do apopleksji nauczycielkę :).

  20. piko napisał(a):

    @gobisz
    Witamy w klubie.

    Teraz jest bez sensu – idziesz do sklepu kupujesz petardę, racę i odpalasz. Dawniej trzeba było samemu zmontować ładunek. Człowiek uczył się dobierać proporcje, technologii opakowania, zasad odpalania, doboru materiałów. A teraz kupujesz i masz – bez sensu.

    Miałem spłonki do pistoletu startowego. Przylepiało się te spłonki plastrem do szyn tramwajowych w odpowiednich odstępach i miało się tramwajowy karabin maszynowy.

  21. piko napisał(a):

    @nohood

    Czy ktoś robił śruby, mówisz. Brzmi ciekawie, mógłbyś rozwinąć?

  22. nohood napisał(a):

    piko:
    dopiero zacząłem czytać….
    sory batory..
    wszędzie ta sama tradycja…

    a puszki z karbidem w ognisku były?
    dezydoranty na bank..:)

  23. nohood napisał(a):

    śruby to ta sama technika, co mutry..
    skręcaliśmy czasem ze śrub 20 fi i rzucaliśmy na chodnik z 4 piętra..

  24. cisza1 napisał(a):

    Hej chłopaki! Do domu, skończcie z wybuchami, pózno już….

    Zobaczcie
    http://naszsalon24.org/

    @ nohood
    super – radość – gratulacje :))

  25. piko napisał(a):

    Puszki były, natomiast dezodoranty to był towar deficytowy i raczej za moich czasów nie stosowany powszechnie. Teraz to co innego.

  26. piko napisał(a):

    No śliczny ten naszsalon24.org

    Rozumiem że ten tekst jeszcze chwilę poczeka na import.

  27. piko napisał(a):

    @cisza1 zarządziła ciszę ok. Tylko ostatnie pytanie za 10 punktów:

    Kto wie jak się diabła wypuszcza z butelki?

    Ja wiem bo to robiłem.

  28. cisza1 napisał(a):

    @ piko
    Nie!
    Tylko małą przerwę na …co komu potrzeba.
    Nie wiem ale widziałam „kopytnego”, jak wylatywał:)

  29. Cogi napisał(a):

    Piko: Trochę spirytusu wlać do butelki, potrząsnąć i podpalić :)))

  30. piko napisał(a):

    @cogitatiolibretto – prawie dobrze ale nie za bardzo.

    Trzeba na dnie zostawić trochę spirytu, wpuścić dym z papierosa i potrząsnąć flaszą. Wytworzy się wówczas aerozol. Następnie wrzucamy zapałkę i widzimy @ciszo jak kopytny ulatuje z butelki z głośnym fuknięciem.

  31. cisza1 napisał(a):

    @ piko
    A skąd Ty dym papierosowy brałeś?

  32. Cogi napisał(a):

    Myśmy bez dymu z papierosa podpalali. Też było ładnie 🙂

  33. piko napisał(a):

    @cisza1
    Z papierosa 🙂 🙂

    Ja nie palę ale inni towarzysze od flaszki tak.

  34. Zolw napisał(a):

    Nie widziałem „kopytnego” i przez moment zastanawiałem się, dlaczego mnie to ominęło, ale już wiem!

    Bo żeby ZOSTAWIĆ na dnie trochę spirytu?!!

    Rzeczywiście, szatański pomysł! Nie wiem nawet, czy nie grzech.

  35. Cogi napisał(a):

    Zolw:
    Lu-blinianka mówiła, że jesteś pijak :)))). Musiała Cie bliżej znać :))).

  36. Zolw napisał(a):

    Z czego wnosisz? Że nie chcę palić spirytusu? Chcę, tylko że w mitochondriach.

    Ja po prostu gospodarny jestem – 30 lat z hakiem mieszkam w Poznaniu, to nasiąkłem.

  37. piko napisał(a):

    Żółwiu

    W mitochondriach nie spalasz spirytusu. Zachodzi tam utlenienie cukrów (np. glukozy) i wytwarza się CO2, H2O oraz wysokoenergetyczne związki ATP.

    Jak zapewne wiesz alkohol wchłania się do krwi już w żołądku ale głównie (80%) w jelicie cienkim. Następnie z krwią trafia do wątroby gdzie zaczyna się jego eliminacja. Dzięki enzymom metabolizuje się do aldehydu octowego (fuj – trucizna) a potem do octanu. Część niezmetabolizowanego alkoholu przenika z krwią do płuc gdzie jest wydalane ok. 2-10 % (wtedy z gęby capi). Jakaś część trafia też do mózgu gdzie powoduje różne ciekawe stany.
    Oprócz tych stanów alkohol ogranicza produkcję wazopresyny – hormonu produkowanego przez przysadkę mózgową odpowiedzialnego za „trzymanie wody”. Stąd po gorzale suszy człowieka.

    Tak to w skrócie wygląda.

  38. Cogi napisał(a):

    Piko:
    Już nigdy nie tknę alkoholu, a taką miałam ochotę na nalewkę :)))

  39. rk1 napisał(a):

    @Piko: żólwie mają mitochondria?!

    (czekam na wielkie wejscie AdamaKonrada.
    to jego działka. maskuje sie udajac, ze robi w Doctorze)

  40. piko napisał(a):

    Na miłość Boską, nie rób tego.
    To co napisałem nie dotyczy nalewek, żołądkowej gorzkiej, piwa, wina i whisky.

    Chciałem dobrze w wyszło znowu źle

  41. rk1 napisał(a):

    cogi: == Już nigdy nie tknę alkoholu ==

    ja też. Piko też.
    żólw pewnie nie, bo te mitochondria.. farciarz 😀
    o skorupkie pewnie nie musi sie martwic, bo ona nasiąka tylko za mlodu.

  42. Cogi napisał(a):

    Piko: No dobra, skoro naleweczka nie, to otwieram :)))

  43. piko napisał(a):

    RK1
    Tak żółwie mają mitochondria. Nie jestem pewien czy żółwie pija alkohol. Może ten nasz jest ninja?

  44. rk1 napisał(a):

    @Piko: Ty masz gdzieś mitochondria?!

  45. piko napisał(a):

    Tak, mam je wszędzie.

  46. piko napisał(a):

    Jeśli idzie o spalanie spirytusu to ostatni raz to robiłem na obozie harcerskim. Mieliśmy maszynkę spirytusową. Jak wiadomo harcerz nie pije wiec może używać maszynki spirytusowej bez ograniczeń.

  47. rk1 napisał(a):

    @Piko:

    … każde upojenie alkoholowe to nieodwracalna utrata 10.000 neuronów
    mózg ludzki zawiera pierdylion neuronów, z których ozywa ok 10%..
    reszta to masa .. wnioski pozostawiam Państwu

    (Warszawski Uniwersytet Medyczny, d. Akademia Medyczna,
    wykład dla studentów roku II, kierunek (nie wiedzieć czemu): stomatologia

  48. Cogi napisał(a):

    Żółwie piją alkohol. Zaręczam z ręką na sercu.

  49. rk1 napisał(a):

    == Żółwie piją alkohol. Zaręczam z ręką na sercu. ==

    nie mają mitochondiow, to se mogą poszalec. proste.

  50. piko napisał(a):

    Co rozumieć przez upojenie alkoholowe?

    Żółwie piją? A czym zakąszają? Sałatą? Niemożliwe.

  51. rk1 napisał(a):

    moze temu żółwiu trzeba wszyć esperal. zeby nie szalał…

  52. piko napisał(a):

    Słuchajcie kończę bo muszę się napić. Radźcie sobie beze mnie. Dobranoc.

  53. Zolw napisał(a):

    Heh, no tak, mitochondria. A ja niby powinienem to wiedzieć, ale przyznam, ze na egzaminie z fijzologii zwierząt dostałem 3-kę, zresztą wyłącznie z łaski egzaminującego mnie dziekana („widzę, że pan jest niezły środowiskowiec, to nie będę nalegał, byśmy się ponownie zobaczyli”). Po prawdzie – nie umiałem nic. Wyjątkowo mi ten przedmiot nie leżał.

    Ninja nie jestem – moim idolem jest kolega żółw jaszczurowaty (Chelydra serpentina), a to z powodu, iż: (za Wiki):
    „Zwykle przebywa w płytkiej wodzie zagrzebany w mule i nieruchomo czatuje na zdobycz. Jest słabym pływakiem. Bardzo ruchliwy i agresywny. Wyróżnia się na tle większości innych gatunków żółwi tym, że w razie zagrożenie nie chowa się do pancerza ani nie podejmuje ucieczki. Staje do walki używając szczęk, którymi może nawet odgryźć ludzką rękę w nadgarstku. Nie jest to trudne dzięki bardzo długiej szyi, którą przez większość czasu chowa w skorupie, ale szybko może ją wyciągnąć na całą długość”.

    Ja też jestem słabym pływakiem. To już jest jakieś podobieństwo!

  54. Cogi napisał(a):

    Żebyś wiedział, że sałatą. Dlatego mieszczą się w dżinsy sprzed roku, w przeciwieństwie do innych :[

  55. rk1 napisał(a):

    @Piko: miałem kiedys żółwia. obejrzałem go dokładnie. nigdzie nie miał mitochondiow. poza tym chlał jak gupi i nic. nie wariował, nie przewracał sie, nie bełkotał, nie nucił, nie śpiewał, nie darł mordy, nie bił żony .. chlał i wtryniał sałate. tylko tyle. zero mitochondriów.

  56. Zolw napisał(a):

    @RK1
    „chlał i wtryniał sałate. tylko tyle. zero mitochondriów.”

    Klasyczna prostota i spójność formy z treścią.

    I o to chodzi, nieprawda’ż?

  57. rk1 napisał(a):

    jedyne co zaobserwowałem, to że był bezpłodny. nie wiem czy od tej sałaty czy od picia. tak siedzial, chodził i się nie rozmnażał. nic a nic. ciągle był jeden.

  58. Cogi napisał(a):

    a miał partnerkę – żółwicę płci żeńskiej?

  59. Cogi napisał(a):

    Erku, Twoja żona to jest święta kobieta, że jeszcze Ci niczym nie przyłożyła przez czerep jak tak po nocach siedzisz, nie?

  60. rk1 napisał(a):

    == a miał partnerkę – żółwicę płci żeńskiej? ==

    ??

    nie wiem o co Ci chodzi.

  61. Zolw napisał(a):

    Chyba za dużo od niego żądałes. Żółwie, tak samo, jak Lisy, potrzebują do tego „żenszcziny”

    A potem…

    Do przodu….

    do tyłu…

    do przodu…

    itd.
    (a przynajmniej tak TO opisywał był Tom Clancy, wkładając to w usta jednego z bohaterów, co był czołgistą i tak właśnie opisywał żółwiowe ‚tete a tete’, komentując załadunek batalionu abramsów na platformy kolejowe).

    Miedzy nami – to czyste łgarstwo! Jakie są zolwie – wiedza tylko zolwiowe :))))

  62. rk1 napisał(a):

    @ cogi:

    to nie jest notka o moich zonach. offtopujesz.

    Admin d/s Offtopu

  63. rk1 napisał(a):

    @Żółw

    proste powtarzające się czynności.
    Świat wg. Garpa… żółwiami tak nie jest.
    z moim tak nie było.. może był wyjątkowy.

  64. Cogi napisał(a):

    Wyraziłam tylko podziw i kobiecą solidarność [foch]

  65. rk1 napisał(a):

    @Cogi: usprawiedliwienie przyjęte

  66. rk1 napisał(a):

    Łóżeczko! pościel się!

    dobranoc 🙂

  67. General Rokurota napisał(a):

    Co wspolnego ma Chelydra serpentina z Rodosami? Ciekawe, czy ktos moze zgadnie.

    Koniecznie musze wyjasnic te sprawe w jednej z kolejnych notek.

    Ja z kolega zrobilem kiedys numer z karbidem i szkolnym waterklozetem. Bardzo szybko wykryto sprawcow, a moja wychowawczyni bila swoja wielka lapa nas po twarzach. Tak bylo – brala i lala w pysk. Potem rodzice i kolejne wziatki. Na szczescie w tylek.

  68. Zolw napisał(a):

    Mnie kiedyś matematyczka na dyżurze „na korytarzu” obiła po facjacie, bo „się śmiałem” (??? – do dzisiaj nie iwem, o co chodziło).

    „Rodosami”? Co masz na myśli, nie łapię.

  69. lordJim napisał(a):

    A samopały? 😎 Rurka zasklepiona z jednej strony, nafaszerowana prochem lub wszelkiej maści mieszanką wybuchową, zatkana kulką z łożyska lub śrutem z przeciwnej strony (wylot lufy) i świeczka z zapałkami… 😎

Dodaj komentarz

Dla triumfu zła potrzeba tylko, żeby dobrzy ludzie nic nie robili- E. Burke.
Przejdź do paska narzędzi