Studenci i wykładowcy.

Do tej notki zainspirowały mnie artykuły szanownego RK1 o studentach. Studentem przestałem być już 2* lat temu. Teraz ponawiam kurs edukacyjny ze względu na dzieci. Jestem jednak dopiero na etapie wczesnej podstawówki. Dlatego moje wspomnienia studenckie mogą być nieaktualne.

Wiem jednak, że natura ludzka jest niezmienna.

Otóż okres studiów to czas, gdy ludzie mają chłonąć wiedzę. Niestety, w większości są do tego kompletnie nieprzygotowani i niedojrzali. Idą na studia, bo wszyscy idą. Zwłaszcza w obecnych czasach.

Roboczo przyjmijmy, że kierunki takie jak dziennikarstwo, socjologia, pedagogika, genderyzmy wszelakie, politologia i prawo studiami nie są. Nie ukrywam, że chcę w ten sposób, przy okazji, sponiewierać studentów i przede wszystkim wykładowców wyżej wymienionych „kierunków”.

Może na kierunkach technicznych jest nieco lepiej. Dla potrzeb naszej dyskusji skoncentrujmy się na kierunkach ścisłych, najlepiej na Politechnice.

Wielokrotnie w Niemczech spotykałem się z praktykantami, którzy wykonywali jakieś zadania w wielkich firmach. Gdy w Niemczech koparka robi wykop w celu wymiany rur, często obok robotników stoją studenci i coś tam dokumentują, piszą, etc.

W Polsce w większości wykładowcy nie mają kontaktu z przemysłem. Nie mają kontaktu z praktyką. W tej sytuacji wszelakie zagadnienia, które poruszają, są abstrakcyjne i dalekie od oczekiwań rynku. Nie mają też możliwości załatwienia studentom praktyk w rzeczywistych instytucjach. Nie ma systemu, który by to umożliwiał, a nawet wymuszał.

W tej sytuacji, skoro sami wykładowcy nie mają wiedzy praktycznej, to próby pozyskania takiej przez studentów budzą ich zazdrość.

Nie ma żadnego wietrzenia na uczelniach. Miernota, która raz zasiadła w jakimś miejscu, już tam zostaje, bo nie ma gdzie pójść.

Studenci zaś są coraz głupsi. Obecny system edukacyjny (podstawówki, gimnazja i kadłubowe liceum) i otoczenie powoduje powierzchowność kształcenia. Dodatkowo zaś powstaje zatrucie jadem poprawnościowym. Taka absolwentka/absolwent Szkoły Głównej Gotowania na Gazie ma wysokie mniemanie o sobie na pokaz, a pod skórą kompleksy, wynikające z odczuwalnego małego zrozumienia świata.

Oczywiście wszędzie są wyjątki.

Są dojrzali młodzi ludzie, którzy w wieku trzydziestu lat zbudowali firmy i rodziny, bez pomocy z zewnątrz.

Są doskonali wykładowcy.

 

Jednak dzieje się to wbrew systemowi.

System musi być zmieniony.

You may also like...

4 komentarze

  1. rk1 napisał(a):

    nie wiem jak wyglądaja praktyki na politechnikach.
    na uniwersytecie to byl horror. o niebo lepsze byly dydaktyczne
    (ale tylko dla tych ktorzy sie nie brzydzą dziecmi :D)

  2. abyssdotpl napisał(a):

    To wynika z faktu, że na uniwyersytecie jest więcej teorii niż praktyki.
    No to jak zrobić praktyki?

    Na PW to była cukrownia, lub jakieś zakłady chemiczne, lub POlkolor, lub FSO.
    Jakiś konkret i przykład, choćby negatywny (FSO).

    A jednak był tu jakis przmysł i sie kręciło.
    Studenci mogli zobaczuć po co to wszystko.
    Teraz trzeba to odbudowywać.

    Jak pomyśleć, że studentów dziennikarstwa wysyłano na praktyki do GW, to…
    Deprawacja za młodu.

  3. Cogi napisał(a):

    A ja uwielbiałam praktyki studenckie. W szkole podstawowej przepracowałam na pełnym etacie miesiąc, bo nauczyciel, u którego je odbywałam, stwierdził, że sobie radzę, a on jest poetą, więc będzie siedział w domu i tworzył :))). Zawsze chciałam wykonywać ten zawód, który wykonuję zaś praktyki utwierdziły mnie w przekonaniu, że to praca dla mnie, taka która będzie mnie fascynować i którą będę wykonywać z przyjemnością.

  4. abyssdotpl napisał(a):

    Czyżby uczyła Pani w szkole podstawowej?
    Zawód wart każdych pieniędzy gdy jest wyonywany dobrze.
    Zaś potępienia wiecznego, gdy jest wykonywany źle.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi