Cielęce lata 2

Co z tym Mikołajem, ile można czekać? Chyba pójdę pod 16-kę po chłopaków. Co prawda ostatnio mieliśmy z nimi trochę krzywo po tym jak Kozę (Andrzejka K) zamknęliśmy w kiblu u pana Guta.
O co chodzi?
Wzdłuż ściany jednego z trzech budynków otaczających podwórko można zejść po schodkach, za niewysokim murkiem, do sutereny pana Guta. Na drzwiach jest tabliczka: „Warsztat elektromechaniczny – Gut Tadeusz”.
Czasami jak jest nudno to wpadamy do pana Guta i patrzymy co robi. Z reguły naprawia żelazka i piecyki elektryczne, ale robi też dziwne rzeczy, coś jak mankiety lub zarękawki tylko że z blachy żelaznej z grzałkami w środku. Mówi że to do wtryskarek. Nie wiemy o co chodzi ale jest fajowskie. Daje nam niekiedy takie pouszkadzane koraliki ceramiczne – super do procy. Jak się walnie w murek to jest rozprysk jak po prawdziwym pocisku.

Pan Gut nas trochę lubi i trochę nie lubi. Lubi bo pewnie mu się nudzi samemu siedzieć w tej piwnicy z jednym małym okienkiem przy trawniku. Z drugiej strony pewnie nas nie lubi, bo mu to okienko parę razy piłką wybiliśmy, aż musiał je okratować. Czasami na tabliczce dopisujemy przed Gut Ko, ale to już nie robi na nim wrażenia.
Czasami schodki i murek robią za stanowisko dla cekaemów podczas podchodów i zabawy w wojnę. Tego pan Gut też nie lubi i mu się nie dziwię – kto by chciał mieć za oknem gniazdo karabinów maszynowych pod obstrzałem.
W tej suterenie oprócz warsztatu, jakiegoś magazynka i bóg wie czego jest jeszcze kibelek. Jak człowiek jest w potrzebie to po cichutku można się zakraść i wysikać. Kiedyś jak nie odkryliśmy tego kibelka, to w przymusie zdarzało się nasikać w pomieszczeniu na kubły, ale jak cieć nas namierzył to akurat Mikołajkowi się miotłą dostało. Wszystko by było w porządku, dał się złapać dostał wciry i jest git. Tylko ten wredny cieć nakablował rodzicom Mikołajka i dostał on drugie wciry co jest już niesprawiedliwe.
Więc jak Koza miał potrzebę to go zaprowadziłem do sraczyka w suterenie. Akurat pan Gut coś tam walcował i był hałas więc nas nie namierzył. Koza wszedł zamknął drzwi a ja te drzwi zamknąłem od zewnątrz na klucz, klucz powiesiłem na gwoździu, zgasiłam światło i dyla.
Trochę się potem działo. Koza mnie przez jakiś czas nie lubił, ale jak mu dałem parę razy poza kolejnością przejechać się rowerem to jest chyba w porządku.
Na tego kujona Mikołajka nie będę czekał – idę pod 16kę.

You may also like...

14 komentarzy

  1. Włóczęga napisał(a):

    Mieliśmy na „stanie”orginał skrzynkę amunicyjną(prostokątną)do MG,a w skrzynce taśma do połowy załadowana(po pewnym czasie została skonfiskowana przez tatę Maniusia i wrzucona do rzeczki,skąd już na drugi dzień znikła).Ja na osobistym stanie miałem dwie pełne „łódki”do polskiego mausera,trzy puste „okrąglaki” do pepeszy.A od dziadka niemiecką lornetkę,którą później pożyczył starszy kuzyn na wieczne nieoddanie,czego nie omieszkałem wypominać mu przy każdym spotkaniu,że mnie tak „oszkapił”

  2. stan kubik napisał(a):

    Bylem chłopcem, na Żoliborzu na początku lat 60-tych, u dziadków (kolo Cytadeli) było dużo śladów po Powstaniu i nie tylko, choć ruin było niewiele, bo wiadomo, ze Żoliborz był dzielnica niemiecka w czasie okupacji, a na Powstanie się nie załapał, tak od Dworca Gdańskiego mniej więcej. Nie znaczy to oczywiście, ze Dziadek był urodzonym żoliborzaninem, bo do końca Powstania familia mieszkała w Śródmieściu, w kamienicy na Śniadeckich, ale to opisywałem już parę razy, może w powtórkach przy okazji remanentów przypomnę..
    Najczęstszym znaleziskiem na terenie Cytadeli na przykład była wehrmachtowska puszka na maskę p-gas, pociski i łuski do broni krótkiej i maszynowej były pospolite, jak dżdżownice..
    Bawiliśmy się w tym czasie raczej w jakieś interpretacje Winetou (nie wiedzieć czemu), w wersje odgrywania IIWS raczej nie..
    Były i kapsle, fakt prawdziwe arcydzieła po „radebergerach” wypełnione parafina albo plastelina, z koszulkami i nazwiskiem idola..
    ehhh, to byli czasy 🙂

  3. piko napisał(a):

    Podwórko które opisuję było na Wilczej. Cały kwartał Wilcza, Krucza, Hoża, Mokotowska to był ciąg oficyn, bram, podwórek, zaułków, wielkich ceglanych czynszówek z uszkodzonymi fasadami, dziurawymi murami. Był to też plac budów i remontów, czyli środowisko idealne dla wszelkich zabaw i nie tylko.

    Wewnątrz niektórych oficyn na tle obdrapanych murów bez tynków znajdowały się kapliczni utrzymane w przyzwoitym stanie ze świeżymi kwiatami i lampkami. Zajmowały z reguły jakieś wnęki w ścianach, niekiedy były wolnostojące na środku podwórka.

    Piwnice i suteryny to osobny temat. Obecnie suteryny zajmowane są przez fajne knajpki i ekskluzywne sklepiki.

  4. Cogi napisał(a):

    Eh mężczyźni 🙂 Wieczni chłopcy :))).

  5. lordJim napisał(a):

    cogitatiolibretto
    Tylko nie mów, że nie masz pluszowego misia 😀

  6. Cogi napisał(a):

    Nie mam :))) Mam dwa psy i dwa koty – jak najbardziej niepluszowe :))). Ale wpadam w histeryczny popłoch, kiedy nie widzę mojego czytnika ebooków – może on robi za misia :))).

  7. lordJim napisał(a):

    a jednak 😀 miś był symboliczny 😉

  8. piko napisał(a):

    @cogitatiolibretto – „wieczni chłopcy”,
    nie znasz się. Kiedyś z małżonką swoją Barbarą spacerowaliśmy po górach i mieliśmy taką wymianę zdań.
    Ona – zobacz jak tu pięknie, jakie urwiste ściany ma ta dolina, jakie wspaniałe zakątki, załomy. No wprost cudownie.
    Ja – faktycznie, jakby tu ustawić stanowisko cekaemów, a tam za załomem gniazdo moździerzy to można by jednym plutonem blokować przejście przez miesiąc, nikt by nie przeszedł.

    Żoneczka stwierdziła że ze mną coś nie tak. A ja po prostu praktycznie patrzyłem na otaczający nas świat.

  9. Cogi napisał(a):

    Nad wyraz praktycznie :)))))). Rzekłabym, że do przesady :)))).

  10. E.B napisał(a):

    Cogi!

    To jest właśnie cały Piko :). Ale czasem pisze wiersze :).

  11. E.B napisał(a):

    Piko!

    W takiej kamienicy na Pradze wychował się mój mąż. A kapliczki rzeczywiście były na klatkach. Takie warszawskie klimaty.
    Ja wychowałam się na polach zielonych i mój mąż nie mógł za nic zrozumieć, co mnie tak gna w łąki i dlaczego ciągle ich wyciągam na jakieś wycieczki po okolicy.
    A ja chciałam znów poczuć zapach łąk i poczuć tę przestrzeń, której w mieście nie ma.
    Dzieciństwo wywiera na nas niezatarte piętno i wracamy do niego w jakiś sposób.

  12. piko napisał(a):

    @ALL

    @Beretka jest warszawianką i chyba coś kiedyś pisała o kamienicach i kapliczkach.

    Ja jestem warszawiakiem w pierwszym pokoleniu. W zasadzie byłem, bo się jakiś czas temu wyniosłem. Ale dzieciństwo i młodość to Warszawa. Piękne czasy, jest co wspominać.

    Piękne czasy – niby jakiś paradoks. Mógłby ktoś zapytać: jak w peerelu mogły być piękne czasy?
    No właśnie – tworzyliśmy sobie własny świat wbrew skrzeczącej rzeczywistości. Poza tym innego świata nie mieliśmy. Nasi rodzice to co innego.

  13. E.B napisał(a):

    Tak, to prawda. Nasi rodzice chronili nas przed światem komuny, a my mieliśmy szczęśliwe dzieciństwo. To jest wielkie bogactwo, z którego czerpie się potem cały czas.

  14. piko napisał(a):

    Reblogged this on PIKO.

Dodaj komentarz:

Przejdź do paska narzędzi