Cielęce lata 1

– Miikoołaj!, Mikołaj!, Miiiikoooołajjjj!!!

Na piątym piętrze firanka się odsunęła i rozległo się:

– Co oooo!

– Wyjdziesz na podwórkoooo!

– Dooobraa!

– A kiedy!

– Zaaaraz! Jak lekcję skończę!

– To kończ szybkoo!!!

– Dobraaa!

– i weź coś do jedzenia!

– nooo!

Mikołaj ma babcię w domu i ona go lekcjami katuje ale robi fajne kanapki ze smalcem i ogórkiem.
U mnie zanim rodzice nie przyjdą to mam czas żeby coś porobić.

Kurtka na wacie, ile będę na tym trzepaku wisiał, przecież sam w kapsle nie pogram; przegrywać samemu z sobą to bez sensu.

No dobra, zrobię nową trasę, bo stara się trochę starła. Najlepszy fragment chodnika niestety zajęły dwie dziewuchy i grają w gumę, ale nic to – zrobię etap górski to znaczy wjedziemy do ogródka na glebę, będzie ciekawiej. W drugim końcu jakieś gówniarstwo w chłopka skika. Nigdy nie wiedziałem o co chodzi w tym chłopku, jakaś durnota, pogonię małolatów, bo mi trasa ni jak się nie mieści.

Z tymi dziewczynami to się dogadać nie można, jakieś obrażalskie są. Kilka dni temu pozwoliły mi pograć ze sobą w gumę. Nie powiem fajna gra, Jolka ma niezłe nogi, ale jak Kindze strzeliłem gumą w gołą łydkę to się obraziła i namówiła koleżanki żeby ze mną nie grały. Nie to nie, jeszcze będą się o coś prosiły to guzik dostaną.

Teraz grają we dwie a śmietnik robi za trzecią. Nie chcą ze mną to niech ze śmietnikiem grają.

CDN.

Cielęce lata 2

You may also like...

50 komentarzy

  1. Jasminum.J. pisze:

    Kiedy pod dom przyszły dziewczyny, grałyśmy w klasy lub dwie kręciły skakanką, bardzo długą a trzecia skakała. Jak ‚skusiła’ to musiała iść kręcić a kolejna dziewczyna skakała.
    Savoir Vivre przewidywał jak najbardziej dobre życzenia pod adresem szczęściary:)
    Najczęściej: skuś baba dziadka, powtarzane do skutku:))

  2. rk1 pisze:

    == skuś baba dziadka ==

    nie. bylo: „skuś baba na dziada”
    po prostu, bez żadnego podtekstu.
    i nie szkodzi, że bez sensu.

  3. rk1 pisze:

    @Piko:

    kapsle, czasami dociążane plasteliną,
    z flagami – czasami cudeńka rękodzielnicze.

  4. piko pisze:

    Były wyliczanki aby ustalić kto pierwszy ma coś zrobić (albo nie zrobić). Były ich dziesiątki, (ene due rabe…, entliczek pentliczek …, raz, dwa trzy kryjesz ty …, ) lub taka:
    Na pustyni dwaj murzyni urządzili wielki bal
    Jedli pili i tańczyli a trzeciemu było żal.

    To była wersja soft, była też wersja hard:
    Na pustyni dwaj murzyni złapali grubasa
    Nie wiedzieli co mu zrobić, obcięli ku…sa.

    Oczywiście przy wyliczankach się kantowało dzieląc odpowiednio sylaby żeby nie wypadło na kogo nie trzeba. Wersja hard była lepsza do kantowania bo ostatnie słowo zawierało trzy sylaby co dawało większe pole do nadużyć.

  5. piko pisze:

    Będzie ciąg dalszy o kapslach. Nie zdradzaj szczegółów.

  6. cisza1 pisze:

    @ wyliczanka dla smarkatych, miejscowa i bez oszukiwania.

    „Haczyk, haftka
    Zielony drąg
    Kto się zesrał
    idzie stąd”

  7. Jasminum.J. pisze:

    U mnie było skuś baba dziada.
    Mam spisane kilka lat temu i wydrukowane dla rodziny wspomnienia aż do liceum. Potem już nie, ale jest opisanych kilkanaście lat. Muszę aż zajrzeć, może coś pominęłam pisząc wtedy?

  8. rk1 pisze:

    @Piko:

    wysłałem PW na piko2017

  9. nohood pisze:

    @pikopiko07
    plastelina była za ciężka. u na kapsle wypełniało się woskiem, czasami koszulka wykonana artystycznie kolorowymi długopisami była ok.. z taj racji, że kapslami bez wkładu można było jednym udanym pstryknięciem „z paznokcia” pokonywać ostre zakręty.. był czas : )

  10. Jasminum.J. pisze:

    Żeby kantować trzeba było trochę wiedzieć:)) Zależy na czym kant miał polegać. Te zabawy były uczące. Np podziału na sylaby. A w szkole przydatne przy przenoszeniu wyrazów. Jak podzielić poprawnie na sylaby?:))

  11. cisza1 pisze:

    Popularna „obcojęzyczna”, każdy umiał
    Ene, due, lrike), fake,
    torba, borba, ósme smake,
    deus, meus, kosmateus
    i morele baks.
    Wymowa przyczajona a „baks” mocne.

  12. piko pisze:

    @nohood
    My mieliśmy cwaniaczka co ołowiem wypełnił kapsle. Nie dało się ich „wypstryknąć” z trasy. Długo nie pograł bo jego drużyna została wykluczona z rozgrywek.

    Był też jeden co z zakrętkami po gorzałce chciał wystartować. Komisja nie dopuściła go do wyścigu. Sami żeśmy takie sprawy regulowali na naszym podwórku.

    Gra w kapsle miała dużo zalet (np. poznawało się flagi różnych państw) niestety trochę niszczyła paznokcie. Ale same się regenerowały jak się z kapsli wyrosło.

  13. piko pisze:

    @cisza1
    Tak, wyliczanek było mnóstwo. Były też podziały na żeńskie i męskie.

    Co do łyżew przykręcanych to jest to osobny wątek który w opowiadankach zimowych poruszę.

  14. cisza1 pisze:

    A gry w noże finką?

  15. piko pisze:

    @cisza1
    Morele to klasyka

    Wlazł kotek na płotek po żerdzi
    Najadł się kapusty i pierdzi

    też było używane.

  16. piko pisze:

    @cisza1
    Nie gra w noże finką tylko
    – gra w pikuty
    oraz
    – gra w państwa.

    Teraz się nie da bo wszystko wybrukowane i wyasfaltowane.

    O ciupach, cymbergaju, czy zośce nie wspomnę.

  17. rk1 pisze:

    .. a to, bez komentarza:

  18. piko pisze:

    Erku – to jest porażka, żenada a wręcz profanacja.
    Jak ja robiłem koszulki zawodnikom to były cacucha. Stosowałem wypełnienie korkowe, lekko obłe tak że obrazek był lekko wypukły. Papier nie był w kratkę, malowanie było profesjonalne i najważniejsze – całość była obciągnięta celofanem (z kwiatków), że się pięknie błyszczała.

    Zawodnicy (kapsle) byli u nas pewnego rodzaju walutą wymienną na inne dobra (kapiszony, korki, dropsy, itp,)

  19. lordJim pisze:

    RK1 – kiedyś były takie małe kalendarzyki i w nich były flagi. Akurat mieściły się W kapslu. Wycinanka skalpelkiem, wosk i był kapsel jak się patrzy 😀

  20. lordJim pisze:

    PIKO – pikuty, buła, pięćseta reszty nie pamiętam 😀 A gierki na forę? Dołki, ścianki..

  21. lordJim pisze:

    Piko – decha jeszcze była i widelec 😀

  22. lordJim pisze:

    qrcze 😀 a gokardy z wózków dziecięcych, zmodyfikowanych deseczkami i sznurkiem :D. I moja najstarsza gierka, fajerka na „kiju” he he

  23. piko pisze:

    @lordludlum
    Dokładnie tak jak mówisz też się robiło. Były to chyba kalendarzyki NOT.

    Osobnym tematem były trasy wyścigów. Zależały głównie od wyobraźni i kreatywności organizatorów wyścigu.

    Porównując zabawę w kapsle z obecnymi uważam, że te dawne były bardziej kreatywne, wymagały od nas większego zaangażowania i osobistego wkładu pracy. Były też bardziej socjalizujące, uczące relacji z drugim jak również rozwiązywania konfliktów i zaradności.
    Pamiętam kłótnie przy ustalaniu czy zawodnik trzyma się jeszcze linii czy już wypadł.

  24. piko pisze:

    @lordludlum
    w pikutach były czółko, ścianka, paluszki (buła jak najbardziej) i zwykłe pikuty (prosty rzut w glebę za ostrze z jednym obrotem)

  25. rk1 pisze:

    czy zwróciliscie uwage, ze od momentu pojawienia sie
    tematu „kapsle” wymiotło blogerki?

    one własnie takie są
    bezmyslne skakanie, jakies glupie wyliczanki – chetnie.
    troche zaawansowanej techniki, taktyki, strategii – cisza.

  26. nohood pisze:

    @piko:
    strzał z paznokcia polegał na obróceniu kapsla na bok, przytrzymanie go między kciukiem i środkowym…
    odpowiedni dobór kąta nachylenia i siły strzału umożliwiał gładkie pokonywanie zakrętów po łuku…
    zresztą technika pstrykania to osobny temat : )

  27. cisza1 pisze:

    Jestem, z kuchni wróciłam i gram wyobraznia 🙂 Skakanka był twórcza, trudniej „pod linkę”, forsowne tak aże kolanówki i g..cie..się obsuwały
    My grałyśmy w „kamyszki”…

  28. rk1 pisze:

    i jeszcze to:

    „jak Kindze strzeliłem gumą w gołą łydkę to się obraziła
    i namówiła koleżanki żeby ze mną nie grały. ”

    co ciekawe, gdy wreszcie na dobre dojrzeją,
    to niektórym z nich ta przypadłość pozostaje.
    i do końca grają ze śmietnikiem.

    Na szczęście część z nich z tego wyrasta.

  29. Jasminum.J. pisze:

    Miło się zrobiło:) Pies mnie wyprowadził daleko, coś mu się chyba przywidziało?
    Patrzę na ten świat kapsli… W moim ich nie było. Butelki miały solidne korki, których zapas leżał w szufladzie. Lub takie porcelitowe na metalowym pałąku. Wielokrotnego użycia. Nawet piwo dla panów było w dębowej beczce. Pani która je podawała, mistrzowsko umiała nalać z pianką lub bez. Pamiętała co lubią klienci. Fascynujące to było. No ale nie mogłam za długo się gapić.
    A butelki w domu takie piękne… Kolorowe, z znakiem fabryki szkła na denku.
    Miałam je długo, ale już nie…

  30. cisza1 pisze:

    @RK1
    one własnie takie są
    bezmyslne skakanie, jakies glupie wyliczanki – chetnie.

    A krótkie spodnie i patentki na gumach nosił zimą?
    To była wysoka technika, mamusia guziki przyszywała , potem 5 groszy znalezne a na końcu kapsle :))
    O długich portkach marzyli, he he he

  31. piko pisze:

    @nohood @rk1s24

    Zgadzam się z wami panowie, z tymi dziewczynami to samo utrapienie było. W kapsle dno, w cymbergaja też nie za bardzo, w zośkę u mnie tylko jedna była w miarę dobra. Na przerwach w kapcia nie chciały grać. O pluciu z rurki to zapomnij.

    A jak Jolce (tej od gumy) powiedziałem, że jest do Urszuli Sipińskiej podobna (bo faktycznie była) to się odczepić od niej nie mogłem.

  32. leśna pisze:

    O jak fajnie. Grałam i w kapsle i w gumę. I w noże – w państwa. Rysowało się nożem coś na kształt okręgu i rzucało nożem w środek. Wbitym nożem odkrajało się kawałek terenu do swojego państwa. Rodzice oczywiście nie wiedzieli, gdzie ginęły noże. I jeszcze skakanie przez sznurek, którym kręciły dwie osoby. Jak ktoś skusił, to wymieniał kręcącego.

  33. piko pisze:

    @leśna
    No super, ktoś wie jak się w państwa grało. I to dziewczyna.

  34. Yassa pisze:

    Pico, trzeba było tylko na ścianie śmietnika narysować serce przekłute strzała i podpisać Jolka kocha Piko… miałbyś święty spokój, a Jolka bez reszty oddałaby się grze w klasy, i nie męczyła żebyś się jej wpisywał do pamiętniczka…

  35. piko pisze:

    @yassa
    teraz mi to mówisz?

  36. Yassa pisze:

    Pico, co to ma za znaczenie?
    To wiedza ponadczasowa…
    Ostatnio, przez przypadek wspomniałem jednej, jak fajnie jest nadmuchać żabę i puścić ją na wodę, to do dziś lata za mną salonie i pisze te swoje beznadziejne wierszyki…
    Dziewczyny w każdym wieku bujają się w twardzielach.

  37. lordJim pisze:

    u nas to nawet jedna z dziewczyn nieźle z nami po drzewach śmigała i stała na bramce 😀

  38. piko pisze:

    @yassa
    Z tymi twardzielami to nie jestem do końca pewien. Jak kiedyś swojej babie po ślubie powiedziałem, że żuczka na obozie harcerskim siekierą na pół przerąbałem to miałem przerąbane.

  39. piko pisze:

    @lordludlum
    Jak byłem na spływie Krutynią ze swoją przyszłą, to ona nie śmigała po drzewach, nie rąbała drew, nie wiosłowała za dużo, natomiast potrafiła całą naszą wycieczkę rozliczyć co do grosza. I tak jej zostało.
    Ale to już nie była gimbaza.

  40. lordJim pisze:

    Piko- 😀 😀 😀

  41. Yassa pisze:

    Pico,
    dziwisz sie?
    Do żuczka z siekierą?!!!
    Przegięcie…
    Wsadzić żabsku słomkę w dupsko… każdej zaimponuje!
    Mój kumpel, profesjonalista w dziedzinie, tak omotał Kaśkę, ze nazwaliśmy ją Bumerang…
    Kaśką-Bumerang.
    Ilekroć ja rzucał, wracała…
    Regularnie, 10 na 10, bez ściemy.

  42. Yassa pisze:

    Tytułem wyjaśnienia…
    Odpowiednie osadzenie słomki wymaga nie tylko charakteru, ale również precyzji, oraz dogłębnej znajomości płaziej anatomii.
    To musi wzbudzić podziw…

    A propos tej umiejętności, historia.
    Pochwycili raz Kozacy dwie primadonny…
    I, jak mieli w zwyczaju, nadziali na pal
    A primadonny, to też dziewczyny, tyle, że do sześcianu.
    Wiadomo; nieposkromione, kapryśne zazdrośnice i egocentryczki…
    Z zasady wiec za sobą nie przepadają.
    I tak…
    Jedna zdarzenie przyjęła z godnością, zaś druga podniosła histeryczny wrzask…
    Na co pierwsza: „Czego się tak wydzierasz, znowu cie źle obsadzili?”

    Dobranoc

  43. piko pisze:

    Dobranoc, dobranoc a ja cały w nerwach. Primadonny źle obsadzone, żuczka siekierą źle, żaby trzeba dmuchać co jest skomplikowane (a skąd ja teraz żabę wezmę?), same zgryzoty.

    Ide gary pozmywać.

  44. leśna pisze:

    U nas to były gry koedukacyjne. Choć w gumę chłopaki nie grali. A jako dziewczyna – wielbicielka serii o Winetou, organizowałam narady wojenne w krzakach za blokiem. Fajka pokoju była na niby, a mustangiem był składak.

  45. leśna pisze:

    @piko i inni.
    Absolutnie nie dmuchać żaby. Proszę.

  46. piko pisze:

    OK, a co z żuczkami?

  47. leśna pisze:

    Na żuczka z siekierą toż to wstyd…

  48. piko pisze:

    Teraz swój błąd rozumiem po wielokroć – nie wolno na żuczka z siekierą. Człowiek niedojrzały był, głupi. Jedyne co mnie tłumaczy to ciekawość młodego człowieka, co jest w środku żuczka. Ta wiedza nie była warta powstałych problemów zwłaszcza, że w żuczku nie było niczego ciekawego.

  49. piko pisze:

    Reblogged this on PIKO.

Dodaj komentarz:

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Przejdź do paska narzędzi